środa, 15 grudnia 2010

Generał Mróz w natarciu


Jestem zadowolony z siebie. Dlaczego? Ano dlatego, że w ciągu godziny, od 5.40 do 6.40 zdołałem z powodzeniem wykonać wszystkie czynności jakie prawdziwy wieśniak atakowany przez Generała Mroza wykonuje nim zdejmie szalfmycę a założy uszatkę: rozmroziłem kran pod wiatą i napoiłem konie, nakarmiłem konie owsem, dałem im siana, rozgrzałem silnik Wendi (specjalnie wczoraj, o ataku Mrozu uprzedzony, dolałem litr benzyny do baku…), nakarmiłem kota, rozpaliłem w kozie, umyłem się i ogoliłem, zaparzyłem kawę i teraz, ciągle mając jeszcze godzinę do świtu, z poczuciem zadowolenia z dobrze wypełnionego obowiązku (to ważne na samym początku dnia!) zasiadam sobie do komputera…. Rozkosz!

Po prawdzie, to ten atak jeszcze mi nie wygląda na szturm generalny. Poprzedniej zimy nie wysiedziałbym przed komputerem bez kalesonów – a na razie takiej potrzeby nie ma. Poprzedniej zimy kiedy brałem prysznic, otaczały mnie kłęby pary mimo, że nasz przepływowy ogrzewacz daje co najwyżej cienki strumyczek letniej wody, a nie żaden tam wrzątek – ale temperatura w chatce spadała w okolice zera i to wystarczało dla iście łaziebnych efektów. Nie jest więc jeszcze wcale tak źle, jakkolwiek meteorogram dla sąsiedniego Grabowa, który mi się właśnie otworzył (to kolejna czynność przed założeniem uszatki w życiu prawdziwego wieśniaka niezbędna) obiecuje, wbrew temu co jeszcze wczoraj wieczorem tenże sam meteorogram twierdził, że temperatura odczuwalna w ciągu najbliższych 48 godzin nie wzrośnie istotnie powyżej -20 stopni. Uparł się Generał jak widzę! Nic to. Damy radę!

7 komentarzy:

  1. Nie daj się Dziadu (Mrozowi oczywiście)! Mój dzień rozpoczyna się od odkręcenia kaloryfera:) Mam nadzieję, że na przyszłą zimę już nie będę miał tak łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawstydziłeś mnie. Kiepska ze mnie wieśniara. Godziny 5.40 nie ma na moim zegarku, a o 6.40 obracam się na drugi bok :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Wy przecież nie macie inwentarza, który by wymagał takiej krzątaniny, a i ogrzewanie pewnie nie tak prymitywne jak koza która, jak się w niej nie pali, nie grzeje w ogóle, prawda..? Nie masz więc sobie co zarzucać. Ja się za to poleniłem potem aż do tej chwili - dopiero idę poić konie po raz drugi i sprzątać pod wiatą. Chyba też upadł pomysł, żeby pożyczyć od kogoś pilłę (nasza akurat zepsuta) i rżnąć drewno korzystając z dobrej pogody. Nie chce mi się :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na wsi jest zawsze roboty po pachy, ale to prawda, że musu nie ma. Psy przyzwyczajone do wstawania razem z nami po 8.00, mamy centralne na holzgas (piec Atmos-polecam, drewno jest najtańszym póki co opałem)i żeliwne kaloryfery, które trzymają nawet, jak piec nocą wygaśnie. W mroźniejsze noce uruchamiamy akumulatory ciepła, żeby nie biegać dokładać do pieca, albo rozważamy wzięcie trzech psów pod pierzynę :-) W zimniejszych rejonach świata mroźne noce określa się ilością potrzebnych do ogrzania ciała psów. Na dzisiejszą noc straszą u nas siarczystymi mrozami i zastanawiamy się, czy to noc na trzy psy, czy wystarczą dwa? :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż nasz kot raczej konsumuje energię cieplną niż ją wytwarza :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas też wielkie mrozy, ale jakoś daję radę - od wczoraj mam też pomocnika do odśnieżania! :))
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, czytałem. Poza tym, dzieli nas ledwo 80 km, trudno żebyś miała tropiki jak u nas mrozi :-) Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...