wtorek, 2 listopada 2010

Życzcie mi szczęścia,


przed kolejną kampanią sprzedaży ziółek. Tym razem niedaleko – w Płocku.

Chciałem dać kolejny wpis historyczno – teologiczny, ale napisałem akapit, stwierdziłem że bełkoczę i dałem sobie spokój. Najwyraźniej jestem zbyt zmęczony. No i piwa brak. Herbatka lekko rozcieńczona czymś odrobinę mocniejszym to jednak nie to samo.

Nadspodziewanie ciepło, popracowało się (kolejny dzień zresztą) fizycznie, to i suszy. Normalna sprawa. A jeszcze niektórzy nowo poznani bloggerzy robią oskomę opisami świeżo pędzonego winka J

Plusy dzisiejszego dnia są takie, że:
-       załatwiłem wreszcie od dawna palący problem komunikacji telefonicznej z Lepszą Połową. Jej stary telefon na kartę prawie już nie działał za przyczyną zużytej baterii. Zresztą utrzymywanie go w stanie naładowania okazało się po prostu zbyt kosztowne. Korzystając zatem z okazji, że wyjątkowo zapłaciłem KRUS w terminie, wziąłem dla niej telefon na abonament. A co tam! Rachunek przyjdzie dopiero za miesiąc…
-       wylonżowałem Wielkiego Strasznego Zwierza i pobawiłem się z nią hula – hop. Zwierz był uprzedzająco grzeczny i przepraszający. Wczoraj dała mi w kręgosłup, bom na nią nierozważnie wsiadł po dwóch tygodniach przerwy i od razu pojechał z Lepszą Połową w teren, zamiast poćwiczyć bodaj pół godziny na ujeżdżalni. Od połowy drogi powrotnej wracałem piechotą. Nie, nie spadłem. Po prostu zwątpiłem w możliwość kierowania tym koniem. Może to dlatego, że ostatni siedział na niej – fakt, że może przez kwadrans – Marcin, dla którego była to pierwsza w życiu jazda w siodle..? No i się Zwierzu znarowił…

(Tak na marginesie: poprzedniej niedzieli spadłem z Osman Guli. To mój pierwszy w życiu upadek z achałtekińca! I nawet nie miałem czym wypić jej zdrowia… Sarny nam wyskoczyły przed nosem no i ona je zauważyła przede mną. I wiecie co..? Fajnie było!)

Minus jest za to taki, że szlag trafił ledwo co dwa miesiące temu kupioną prowadnicę do piły. Owszem. Prowadnica nie oryginalna. Jak najbardziej. Dostała w d…ę przez te dwa miesiące. Ale jednak: nawet jak na podróbkę i nawet jak na bardzo ciężką pracę, tak paść po ledwo dwóch miesiącach to jednak odrobinę nieprzyzwoite jest!

Palę w piecu i powoli zasypiam. Na moim wewnętrznym zegarze ciągle czas się nie przestawił. I szybko się nie przestawi…

1 komentarz:

  1. No to życzę szczęścia, zdobycia umiejętności i doświadczenia, bo o to w sumie głównie chodzi w sprzedaży. Sam swego czasu byłem akwizytorem, wielkiej kariery jednak nie zrobiłem :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...