czwartek, 11 listopada 2010

Koni achałtekińskich historia sekretna – cz. 1, wstęp


Powiedzieć, że ludzie mają wybiórczą pamięć, to nic nie powiedzieć. Tak naprawdę pamiętamy tylko to, co chcemy pamiętać – i pamiętamy to tak, jak chcemy pamiętać. Jeśli mowa o tzw. „pamięci zbiorowej“ rzecz jasna, czyli po prostu – o historii. Nasza tradycja to zbiór mitów definiujących naszą tożsamość. Niestety, weryfikacja tych mitów aż nazbyt często prowadzi do tworzenia kolejnych. Lepiej przystosowanych do aktualnych potrzeb lub – co też się zdarza – preferencji konkretnego badacza!

Wielkim okresem mitotwórczym była „Era Sceptyków“ (o której już tu wspominałem), czyli okres kiedy w naukach historycznych dominował rodzaj pozytywistycznego redukcjonizmu – a priori odrzucano jako niewiarygodne wszelkiego rodzaju poezje, legendy, podania, tradycje – wysyłając je w sferę nie wartych uwagi prawdziwego badacza wiar, które z faktami z definicji nic nie mogły mieć wspólnego. Oczywistym jest, że cały ten sceptycyzm służył – świadomie lub nieświadomie – podbudowie ego współczesnych. Od których dopiero miała się zaczynać prawdziwa cywilizacja i prawdziwy postęp! Mozolne badania archeologiczne obaliły ogromną ilość sceptycznych mitów. A raczej – potwierdziły, że na dnie lekceważonych eposów i legend kryje się ziarno materialnej prawdy. W postaci chociażby ruin Mohenjo Daro. Których odkrycie w innym zupełnie świetle postawiło postać „Indry, burzyciela miast“ z hinduskich eposów.

Nie inaczej jest z historią koni achałtekińskich. Nie sądzę też i wcale nie mam takiej ambicji, by ten cykl mógł w jakimkolwiek bądź stopniu przybliżyć osiągnięcie jakiejkolwiek „prawdy ostatecznej“. Jest to mój subiektywny (z konieczności) punkt widzenia, do którego doszedłem kwestionując obiegowe, stereotypowe legendy, jakie się o moich ulubionych koniach opowiada – na podstawie tych dokumentów do jakich, w toku amatorskich badań, udało mi się dotrzeć. Będzie to zatem historia sekretna dwojako. Raz, że zamierzam się skupić na problemach węzłowych tam, gdzie istnieją lub też powinny istnieć poważne wątpliwości. Dwa, że będę się tu Państwu raczej zwierzał z moich opinii, niż podawał źródła, których po większej części albo brak, albo są dla mnie w tej chwili niedostępne.

Istnieje coś w rodzaju „mitu standardowego“ na temat koni achałtekińskich. Można go sobie przeczytać np. na rosyjskiej, albo na polskiej wikipedii. Istnieje też „antymit“ – propagowany niestrudzenie przez pewną dość psychopatyczną, po nieudanych próbach nawiązania jakiejkolwiek dyskusji sądząc, panią na portalu www.akhalteke.info Pani ta stara się stworzyć wrażenie, że istnieje i przemawia jako wiele osób. Co nie jest prawdą. Ponieważ, i tu obalam pierwszy z potencjalnie przez Państwa, moich Czytelników wyznawanych mitów – konie achałtekińskie dla współczesnej hodowli koni na świecie są nieistotne. Równie dobrze mogłoby ich nie być. Nikt by tego, poza niewielką garstką pasjonatów nie zauważył. Co więcej: konie achałtekińskie w takiej konkretnie postaci, w jakiej dzisiaj występują, nigdy nie były istotne. Czego bezpośrednim i poniekąd oczywistym skutkiem jest i to, że niewiele osób się nimi interesuje (bo i po co..?), a jeszcze mniej – skłonnych jest do badania ich historii. „Mit standardowy“ stworzyło raptem kilkudziesięciu rosyjskich zootechników i hippologów – i wiele jest w nim elementów, których jedynym celem jest uspokojenie ich (nie zawsze czystego) sumienia. „Antymit“ stworzyła personalnie pani Raja Kirsh, znana w tzw. „środowisku“ na Zachodzie jako osoba nie do końca zrównoważona, a przy tym mało wiarygodna na skutek pewnych nieodpowiedzialnych eksperymentów z (nie)karmieniem koni i zapadłych w ich wyniku wyroków sądowych. Z góry jednak i bez dyskusji wszystkich tez jakie przedstawia, bynajmniej nie zamierzam odrzucać, a w każdym razie – na pewno nie z powodu osobowości ich autorki.

Zanim przejdziemy do dalszej dyskusji, najpierw trzeba rozstrzygnąć kwestię najbardziej fundamentalną. O czym my właściwie będziemy tutaj rozmawiać? Co to jest „rasa koni czystej krwi achałtekińskiej“? A zaczynając od samego początku – co to jest „rasa“ jakichkolwiek bądź koni? Wbrew pozorom, nie jest to wcale takie proste. Jest to bowiem jeden z tych terminów (niedawno użyłem podobnego określenia…), które najlepiej rozumie się, kiedy nikt o ich znaczenie nie pyta…

Terminu „rasa“ po raz pierwszy użył (co prawda, w odniesieniu do ludzi) François Bernier w 1684 roku w języku francuskim, w eseju “Nouvelle division de la terre par le différents espèces ou races qui l’habitent“.[1] W kręgu języka niemieckiego spopularyzował je szwajcarski uczony Johann Fredrich Blumenbach w roku 1775[2]. Tymczasem w języku polskim nie zna go jeszcze pierwsze wydanie „Słownika języka polskiego“ Samuela Bogumiła Lindego z lat 1807 – 1812.[3] Dopiero w trzeciej i czwartej dekadzie XIX wieku gorący spór pomiędzy „anglomanami“ i „arabofilami“ wprowadził pojęcie rasy i hodowli koni w czystości rasy do polskiego języka naukowego.

Termin „rasa“ po raz pierwszy pojawia się w tzw. „słowniku wileńskim“ z 1861 roku i jest wyjaśniany jako: 1) plemię, pochodzenie, pokolenie (szczególniej mówiąc o zwierzętach). Koń dobrej rasy. Poprawić rasę.[4] Pojęcie to ma dwie konotacje. Z jednej strony – w wersji bardziej współczesnej i obecnie narzucającej się nam jako oczywista intuicja językowa – dopuszcza użycie liczby mnogiej „rasy“, a więc definiuje pewne, różne od siebie (potencjalnie także od siebie nawzajem niezawisłe) jednostki taksonomiczne niższego rzędu niż gatunek. Z drugiej jednak strony, co już w użytym w słowniku sformułowaniu „poprawić rasę“ jest w pełni widoczne, jest to pojęcie wartościujące. Mówimy zresztą po dziś dzień „pies rasowy“ w przeciwieństwie do „kundla“. To drugie rozumienie terminu „rasa“ jest, wbrew jego etymologii, pierwotne i w wieku XIX było powszechne. Świadczy o tym chociażby tytuł jednego z artykułów Spirydiona Ostaszewskiego (skądinąd sztandarowego przeciwnika ówcześnie rozumianej modernizacji hodowli koni): „O prowadzeniu rasy koni w naszym kraju, odpowiedź Panu Eberhard“, z Tygodnika Petersburskiego, rocznik 1845, nr 39 – 42.[5] Podobnie jak do dziś rozróżniamy „rasowe psy“ i „rasowe koty“ od „kundli“ i „dachowców“, tak w wieku XIX odróżniano „rasowe konie“ od „koni miejscowych“, czy „pospolitych“. Odróżnienie to miało, co oczywiste, wydźwięk wartościujący: zwierzę „rasowe“ było w oczywisty sposób lepsze od „nierasowego“.

Wartościujący element tego terminu zakładał (świadomie lub nieświadomie), że tak naprawdę istotna jest tylko jedna „rasa“ – że, w związku z tym, stopień „rasowości“ poszczególnych zwierząt da się zmierzyć przy pomocy pewnej skali, wskazującej ich odległość od zwierzęcia „rasy czystej“ ze względu na pochodzenie i podobieństwo fenotypowe. Tak naprawdę wszyscy uczestnicy XIX-wiecznego sporu „anglomanów“ z „arabofilami“ podzielali to samo, wyżej przedstawione przekonanie – tyle tylko, że pierwsi uważali za wzorzec „konia rasowego“ konia angielskiego, a drudzy – z braku możliwych do przeciwstawienia temu zagranicznemu importowi koni miejscowych o równie wielkich zaletach użytkowych – konia arabskiego.[6]

Koniec końców powstał w języku polskim swoisty kompromis. Dwie „rasy“ uznane zostały za równie wzorcowe. Aby można je było od siebie odróżnić, jedną z nich (arabską) nazwano „końmi czystej krwi“ (gdyż ich podstawową zaletą miało być rzekomo to, że są od stuleci, jeśli nie od tysiącleci, hodowane w czystości krwi, nie podlegając mieszaniu z końmi o innym pochodzeniu), a drugą (angielską), „końmi pełnej krwi“ (gdyż fakt pochodzenia koni angielskich od różnych przodków, utworzenia tej rasy poprzez dolewanie – „do pełna“ krwi orientalnej do miejscowych klaczy z Wysp Brytyjskich – był zbyt dobrze znany, aby tę wzorcową skądiną rasę nazwać rasą „czystej krwi“ – co, skądinąd, zdarzało się pisarzom i publicystom z I połowy XIX wieku i do tej pory jest normą w języku rosyjskim).

Kompromis ten funkcjonuje w obrębie języka polskiego po dziś dzień. Jednak używając tych terminów nie można zapomnieć, że jest to tylko i wyłącznie fakt leksykalny, który nie ma żadnego derywatu w realnej rzeczywistości. Nikt bowiem w XIX wieku, gdy się ten kompromis ustalał, nie prowadził żadnych badań nad związkami genetycznymi różnych grup koni używanych w hodowli na świecie. Jest to wyłącznie rodzaj ideologicznego manifestu hodowców koni czystej krwi arabskiej i pełnej krwi angielskiej i do niczego nie zobowiązuje on nikogo poza tym gronem. Wszystkie wyżej wskazane terminy mają tylko pozornie ścisły i naukowy charakter. O tym, na jakie bezdroża prowadzi bezkrytyczne używanie terminu „rasa“, wskazuje przykład antropologii, gdzie nie ma pojęcia, które byłoby bardziej nadużywane (dawniej) i wyklinane (ostatnio), bez żadnej uzasadnionej refleksji nad jego rzeczywistym znaczeniem. W zootechnice jest o tyle tylko łatwiej, że można „rasę“ potraktować nie jako termin opisowy (a więc odnoszący się do zastanej rzeczywistości), tylko jako termin operacyjny (wyjaśniający zadanie, cel jaki stoi przed hodowlą). Tylko w tym ostatnim sensie „rasa“ jest terminem ścisłym: koniem  danej rasy jest bowiem taki koń, który został do niej przypisany na mocy odpowiedniej adnotacji w stosownej księdze stadnej.

Tym samym, odpowiedź na wczorajsze pytania Pana Wojciecha nie jest ani przecząca, ani twierdząca. „Rasa koni“ jest bowiem zarówno pewną ideą – wyjaśniającą jak taki koń powinien wyglądać, jakie mieć cechy użytkowe i z jakich rodziców się wywodzić – jak i pewnym faktem, o tyle obiektywnym, o ile jakiś konkretny koń rzeczywiście wymagania tej idei spełnia. Miałem zresztą na ten temat dość długą, a chyba pozbawioną konkluzji dyskusję na forum www.historycy.org.

W obrębie intuicyjnej taksonomii wynikającej z opisanego wyżej XIX-wiecznego kompromisu leksykalnego, konie achałtekińskie w żaden sposób się nie mieszczą (podobnie zresztą jak kilka innych ras koni). Gdyby istniały tylko dwie rasy „czyste“, tj. konie czystej krwi i konie pełnej krwi, to wszystkie pozostałe konie, musiałyby zostać zaliczone do ras „półkrwi“, a więc ras powstałych pod wpływem jednej lub obu z tych ras czystych. Ewentualnie można uczynić drobną koncesję, wyróżniając obok ras czystych i ras „półkrwi“, także rasy prymitywne, żadną z ras czystych nie uszlachetnione – bliskie za to dzikim przodkom konia domowego.

Kłopot z końmi achałtekińskimi polega na tym, że nie są to konie, które dałoby się zakwalifikować jako półkrew arabską lub angielską, a zarazem, co oczywiste, nie są też końmi prymitywnymi. Co więcej, w toku dalszego wywodu okaże się, że istnieje wiele takich ras koni, które powstały pod wpływem przodków obecnych koni achałtekińskich, są zatem końmi „półkrwi achałtekińskiej“ – jakkolwiek termin ten o tyle nie może być dla nich stosowany, że w czasach, gdy rasy te powstawały, nie używano bynajmniej jeszcze pojęcia „konia achałtekińskiego“…

Tym niemniej, oba te fakty, to jest zarówno brak (istotnego) wpływu koni arabskich lub angielskich na współczesne konie achałtekińskie, jak i istnienie w przeszłości takich koni, na których wpływ mieli przodkowie obecnych koni achałtekińskich, usprawiedliwia użycie terminu „konie czystej krwi achałtekińskiej“, który skądiną jest kalką z języka rosyjskiego (gdzie, co prawda, także doszło w XIX wieku do sporu „anglomanów“ z „arabofilami“, ale zakończył się on inaczej niż na ziemiach polskich; nie doszło też tam do żadnego „leksykalnego kompromisu“ i po dziś dzień чистокровный oznacza po prostu konia pochodzącego po obojgu rodziców tej samej rasy, bez żadnej wartościującej konotacji). Termin ten jest także zamierzoną prowokacją wobec utrwalonego uzusu językowego (wedle którego jedyny koń „czystej krwi“ to koń arabski), który mam za oparty na całkowicie fałszywych podstawach.

Jaki koń jest koniem czystej krwi achałtekińskiej? Od ponad 80 lat jest to bardzo łatwe do stwierdzenie, ponieważ koniem takim jest tylko koń wpisany do Księgi Stadnej Koni Czystej Krwi Achałtekińskiej, prowadzonej przez Wszechrosyjski (dawniej „Wszechzwiązkowy“) Naukowo – Badawczy Instytut Hodowli Koni w Riazaniu. Jest to księga zamknięta, do której wpisywane są automatycznie wszystkie źrebięta urodzone po obojgu rodziców wpisanych do księgi. Od roku 1973 wszystkie konie czystej krwi achałtekińskiej mają przy wpisie do księgi przeprowadzane testy polimorfizmu białek krwi. Daje to już całkiem sporo pokoleń z potwierdzeniem prawomocności pochodzenia.

Pojęcie „koń achałtekiński“ używane jest nieco dłużej niż istnieje księga stadna. Tym mianem zaczęto określać konie hodowane przez Turkmenów – głównie przez najliczniejsze i najbogatsze wśród nich plemię Teke – w końcu XIX wieku, gdy po dokonaniu zbrojnego podboju obecnej Turkmenii władze carskie przystąpiły do zagospodarowywania tego obszaru. Jako pierwszy konia achałtekińskiego opisał (w czasach współczesnych, zgodnie z nowoczesną metodologią zootechniczną) w  1895 roku i stwierdził jego niezależność zarówno od koni arabskich, jak i (co oczywiste) od koni angielskich prof. W. Firsow.[7]

Dla okresu wcześniejszego będę używał terminów „konie turkmeńskie“ (co jest pojęciem szerszym niż pojęcie „koń achałtekiński“, gdyż obejmuje kilka ras koni, a przynajmniej – materiał, z którego kilka takich ras mogłoby powstać) lub „starożytni przodkowie koni turkmeńskich“ (dla okresu poprzedzającego etnogenezę współczesnych Turkmenów w początkach XI wieku n.e.).

Wszystkie te konie cechuje szereg podobieństw wskazujących na ich wzajemne pokrewieństwo. Zarówno współczesne konie achałtekińskie, jak i dawne konie turkmeńskie oraz starożytni przodkowie tych koni są:
-       stosunkowo wysokiego wzrostu; nie oznacza to, że konie Asyryjczyków czy średniowiecznych Turkmenów miały po 180 cm w kłębie, jak współczesne hanowery czy holsztyny; w porównaniu do współczesnych hanowerów czy holsztynów żyjące obecnie konie achałtekińskie, których większość mieści się w przedziale 155 – 165 cm w kłębie, nie są uznawane za wysokie; jednak w porównaniu do znakomitej większości koni przed (powiedzmy) połową XX wieku, konie achałtekińskie i ich przodkowie są stosunkowo rosłe; dotyczy to w szczególności koni arabskich, nad którymi konie achałtekińskie górują wzrostem także i obecnie;
-       formy ich ciał są zamknięte w długich, prostych liniach; klatka piersiowa jest wąska, ale wypukła i w konsekwencji głęboka;
-       mają długą kłodę i dobrze wykształcony kłąb a także stosunkowo długi zad; są wysokonożne;
-       mają długie, często jelenie szyje i wysoko noszą głowy; linia głowy może być prosta lub garbonosa, ale nie zdarza się szczupacza; zdarzają się osobniki z głowami ordynarnymi, zbyt dużymi w stosunku do szyi i kłody; u koni nizajskich starożytności występowały kostne wyrostki na kształt rogów na czole;
-       grzywa i ogon zazwyczaj są dość skąpe (grzywę zwykle się goli), a sierść niezależnie od maści posiada metaliczny połysk – u osobników maści gniadej, bułanej, izabelowatej bądź kasztanowatej złoty, u albinosów srebrny, u koni karych i siwych niebieski; obecnie przeważają maści jasne, na które jest największy popyt wśród kupujących; Turkmeni preferowali konie ciemnej maści, konie nizajskie były wyłącznie izabelowate; generalnie konie te występują we wszystkich maściach podstawowych i rozjaśnionych, niedopuszczalna jest srokacizna w jakiejkolwiek formie.
Ogier Melekusz 2

Ogier Połotli


Wzajemny stosunek „koni achałtekińskich“, „koni turkmeńskich“ i „starożytnych przodków koni turkmeńskich“ – który na pewno wygląda inaczej niż to przedstawia „mit standardowy“, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości po zgromadzeniu tego materiału źródłowego, do którego udało mi się dotrzeć – będzie przedmiotem następnego wpisu w tym cyklu. Ciekaw jestem, czy macie może Państwo jakieś własne przemyślenia w kwestii któregoś z zagadnień jakie już poruszyłem..?

PRZEJŚCIE DO CZĘŚCI DRUGIEJ


[3] M. Samuel Bogumił Linde, Słownik języka polskiego, wyd. III fotoofsetowe, 1951, PIW na podst. wyd. II Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, 1854
[4] Słownik języka polskiego, Aleksander Zdanowicz, Mikołaj Bohusz Szyszko, January Filipowicz, Walerjan Tomaszewicz, Florjan Czepieliński, Wincenty Korotyński z udziałem Bronisława Trentowskiego, wydany przez Maurycego Orelbranda, Wilno 1861.
[5] Witold Pruski, Dzieje wyścigów i hodowli koni pełnej krwi w Polsce. Królestwo Polskie 1815 – 1918., Warszawa 1970, str. 85
[6] Tak zupełnie na marginesie: o ile historia koni czystej krwi achałtekińskiej jest zmitologizowana, to historia koni czystej krwi arabskiej – przedstawia sobą wyłącznie mit i nic więcej!

20 komentarzy:

  1. Dzięki za naświetlenie sprawy i odpowiedź.

    1.Te eksperymenty z niekarmieniem miały udowodnić jak wytrzymałe na niesprzyjające warunki (brak jedzenia) są te konie?

    2.Istotność koni achałtekińskich dla światowej hodowli polega na tym, że mają dobre geny, cechują się dobrym zdrowiem itd.?

    Sam nosze się od jakiegoś czasu z napisaniem czegoś o poprawie "rasy", raczej jednak skupię się na krowach.

    Z Pana opisu wynika, że z rasą jest niemal jak z klasą bonitacyjną gleby - opisuje ona kilka niemal nie związanych ze sobą "parametrów".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ad1. Eksperyment miał dowieść, że "prawdziwy" koń achałtekiński, w odróżnieniu od postkolonialnych, sowieckich "podróbek", nie potrzebuje jeść, żeby być zdrowy i ciężko pracować.

    Ad 2. Istotność lub nieistotność danej rasy dla hodowli światowej polega przede wszysytkim na rozpowszechnieniu jej używania do amelioracji (poprawy) "zwykłego", tj. "nie tak zaawansowanego w krew" pogłowia. Z tego punktu widzenia konie achałtekińskie są całkowicie nieistotne, ponieważ od prawie 150 lat w ogóle nie używa się ich w tym celu - nigdzie na świecie.

    Problem z "rasą" polega na tym, że technicznie rzecz biorąc, celem używania tego pojęcia jest jakaś korzyść natury użytkowej - ale droga do tej korzyści użytkowej prowadzi poprzez genealogię. Jest to zatem sposób postrzegania przyszłości poprzez (czasem dość odległą) przeszłość. W pewnym sensie jest to piękne - cała radość z hodowli właśnie na tak "egzotycznym" połączeniu perspektyw polega. Ale też siłą rzeczy prowadzi do masy nieporozumień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja wiem czy ta rasa to taki kontrowersyjny termin? Na pewno postrzeganie rasy w każdej kulturze hodowlanej było nieco inne. Inaczej rozumiemy rasę gdy mówimy o folblucie, inaczej gdy o arabie, inaczej o lipizzanie, a jeszcze zupełnie inaczej gdy o holsztynie na przykład, gdzie rodowód nie ma żadnego znaczenia. Tak na prawdę to co łączy te rasy, to fakt, że każda rasa ma jakieś zasady, może nie wpisu do księgi, ale uznawania za członka rasy, przy czym zasady nie mają czasem żadnych wspólnych punktów! Co więcej zasady te mogą bardzo się zmieniać, jak u folblutów czy trakenów. Dlatego nie można mówić, że rasa to wymysł XIX wieczny. Od kiedy człowiek zajmował się świadomym krzyżowaniem i selekcjonowaniem koni - istniały już rasy, bo istniały zasady łączenia tych koni. A najstarszą metodą selekcji była wojna czy polowanie.

    Konie achałtekińskie są nieistotne dla światowej hodowli, bo w ich populacji rozpowszechniły się wady, które uniemożliwiają normalne użytkowanie pod siodłem, jak jelenia szyja czy dłuuuga kłoda. Drugą sprawą jest depresja inbredowa. A kiedyś miały zapewne dużo do zaoferowania, więcej niż małe araby czy przerasowane z założenia folbluty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Normalnie użytkuję moje konie pod siodłem i ani długość kłody, ani sposób osadzenia szyi w niczym mi nie przeszkadza. Jak zwykle pisze Pan o czymś, o czym - jak zwykle - nie ma Pan bladego pojęcia. Może Pan wreszcie się odczepi i przestanie tu w ogóle zaglądać, co..? Czy koniecznie chce mnie Pan zmusić do wprowadzenia cenzury..?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kierując się miłością własną ostatni komentarz pana anonimowego usunąłem. Będę od tej pory usuwał wszystkie komentarze które rozpoznam jako pochodzące spod tej samej klawiatury bez względu na ich treść. Jeśli to nie przekona owego pana aby poszukał sobie lepszego zajęcia niż wypisywanie tutaj andronów - wprowadzę cenzurę dla wszystkich Państwa. Przykro mi, ale organicznie nie znoszę naiwnego optymizmu i wiary w lepszą przyszłość. Nawet u pensjonarek. Zaś tolerowanie stwierdzeń w rodzaju "przerasowane z założenia folbluty" zbytnio obniża poziom tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz Pan iście "gomułkowski" charakter.

    OdpowiedzUsuń
  8. Swoją drogą to zawsze myślałem, że dopiero upowszechnienia odkrycia Mendla rozpoczęła się jakaś bardziej świadoma "hodowla" zwierząt. A tu proszę - koniec XVII wieku i już robili to - "na czuja".

    Proszę mnie tylko nie banować, bo ja strasznym optymistą jestem. Choć raczej wiary w "lepszą przyszłość" ludzkości rzeczywiście u mnie za bardzo nie ma. Ot co najwyżej los mój czy mojej rodziny może być lepszy... Będzie lepszy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Wojciechu

    Pierwszy znany nam traktat o hodowli, utrzymaniu i treningu koni napisano w XVIII w. ... p.n.e.! Przy czym, jeśli idzie o pewne przynajmniej aspekty - jest jak najbardziej aktualny po dziś dzień.

    Po prostu: to była kwestia życia lub śmierci. O wiele ważniejsza od tego, czy jakaś tam krowa da o 5 litrów mleka więcej czy mniej. Stąd też nowoczesna zootechnika jako taka od hodowli koni się właśnie zaczęła - ta teoria też była opracowana przed Mendlem, bo na przełomie XVIII i XIX w. n.e. Genetyka tak naprawdę zaczyna coś zmieniać w tej sprawie dopiero teraz - odkąd pojawiła się najpierw możliwość badań potwierdzających pochodzenie zwierząt (co do tego, jakie zwierzęta kojarzyć, to wiedziano już wcześniej, odkrycia Mendla nic w tej materii nie zmieniły...), a ostatnio - także możliwość manipulacji.

    OdpowiedzUsuń
  10. A to ciekawe. Jeszcze mam takie pytanie dotyczące koni arabskich (nie wchodząc w szczegóły czy czystej krwi, czy nie).
    Jak nazwa sugeruje pochodzą one prawdopodobnie z Półwyspu Arabskiego.

    1.Czy one żyją/żyły sobie tam dziko, biegając po pustyni? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że tamtejsze środowisko pozwala na utrzymanie dzikich koni. Możliwe oczywiście, że jeszcze chociażby 200-300 lat temu tych pustyń było mniej a moje zdziwienie jest spowodowane oceną z perspektywy obecnego stanu środowiska.

    2.Czy może były/są to konie arabskie, bo są hodowane przez Arabów?

    @Pan Anonimowy niemile widziany przez Pana Jacka.

    Nie mogę się powstrzymać od tego by napisać, ze Pan Jacek nic nie musi. A na pewno nie na swoim blogu :D

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Panie Wojciechu

    Przyznaję, że może trochę przesadnie na działalność pana anonimowego zareagowałem. W sensie merytorycznym mógłbym jego twierdzenia obalać - tyle, że wymagałoby to dość długich wpisów, na które w tej chwili nie mam ani czasu, ani nawet możliwości technicznych. Dałem więc się ponieść emocjom i nie żałuję...

    Co do koni arabskich, to Diabli wiedzą skąd one pochodzą. Źródła NIE wspominają o jakiejkolwiek hodowli koni na Półwyspie Arabskim przed Mahometem. Sam Mahomet miał zresztą w swojej pierwszej bandzie rozbójników (armią trudno tę garskę oberwańców nazwać...)... kilka wielbłądów i ani jednego konia. Jeszcze za pierwszego kalifa z dynastii Umajjadów, edykty zakazywały urzędnikom kalifatu dosiadania - uważanych za luksusowe - "koni tureckich" (co też jest zagadką językową, bo naród "Turków" 3 wieki później się pojawił...). Turcy Osmańscy koni arabskich nie cenili.

    Stały się one popularne dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku - i to wcześniej wśród Europejczyków niż wśród mieszkańców Orientu. Np. pierwszy duży import koni arabskich do stadniny sułtańskiej w Stambule miał miejsce w roku 1863. Konie te zakupiono... u hrabiów Branickich w Białej Cerkwii.

    Skąd się wzięły..? Są dwie możliwości. Albo z południowej części Półwyspu, czyli z Jemenu, gdzie warunki klimatyczne są o wiele lepsze i od dawna już istniała rozwinięta cywilizacja (kwestia, czy przodkowie koni hodowanych przez Jemeńczyków były przez nich samych udomowieni czy skądś - np. z północnej Afryki - importowani - jest nie do rozstrzygnięcia, w każdym razie, w czasach historycznych o żadnych dzikich koniach na Płw. Arabskim nic nie wiadomo...). Albo z Iranu. W tym drugim przypadku - konie arabskie wywodziłyby się z tego samego pnia rodowodowego co starożytni przodkowie koni turkmeńskich.

    Był swego czasu ambitny program badań genetycznych obejmujący konie arabskie, berberyjskie i iberyjskie - ale został zarzucony po publikacji wstępnych wyników. Szejkowie wycofali kasę, jaka miała być na to przeznaczona.

    Bo wedle wersji oficjalnej, to oczywiście konie arabskie sam Allah z garści pustynnego piasku stworzył...

    OdpowiedzUsuń
  12. czytałam te wyrzucone przez Pana teksty anonimowego bo cały wieczór tu zaglądam i jestem w szoku.

    Pan Jacek niczym Astromaria traktuje osobę o odmiennym zdaniu?

    Panie Jacku, proszę nieeeee...
    a tak naprawdę , to co Pana tak rozsierdziło??

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiedzmy, że miałem zły dzień i Anonimowy za to zapłacił.

    Przykro mi Panią rozczarowywać, ale jak widać nie ma ludzi doskonałych. Ja się do nich w każdym razie na pewno nie zaliczam.

    Wolałbym jednakowoż stałej cenzury nie wprowadzać, bo w praktyce równałoby się to pozbawieniu Państwa możliwości wyrażania opinii in toto: jak raz skończył mi się limit przesyłu danych, więc trwa godzinę nim uda mi się bodaj obejrzeć własnego bloga, o zrobieniu coś na nim nie wspominając. A od poniedziałku znowu gdzieś wyjadę...

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiłem tu przez blog Pana Wojciecha i muszę powiedzieć iż cenzura wywołuje u mnie absmak :) Jak u prezesa :)

    "Nigdy nie należy złościć się na głupców za to, że są głupi! Lepiej, gdy nie ukrywają swojej głupoty. Sprawy stają się wtedy jasne i przejrzyste."

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że już nigdy więcej do tego nie dojdzie...

    OdpowiedzUsuń
  16. witam, zacząłem czytać i zapowiada się ciekawie, zwłaszcza ze czytając angielskie teksty z XIX wieku przebija tam watek właśnie rosyjskiego stworzenia konia achal-tekinskiego, a Anglicy już w XVII wieku znali konie turkmenskie z powodu czestych odwiedzin na dworach szachow safawidzkich etc. Zabieram sie do nastepnych czesci...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Rasa zapewne szlachetna, ale jak ....szpetna. Przepraszam wszystkich miłośników (w szczególności mojego małżonka, który marzy o koniu tej rasy)ale niestety ten konik bardziej przypomina zagłodzonego muła niż rumaka.

    OdpowiedzUsuń
  18. Po prostu nie znasz etymologii słowa "rumak". "Rumak" to koń z Rumelii. Czyli z tureckiej części Bałkanów. Mniej - więcej: taki właśnie jak na zdjęciach. Natomiast te grubasy, które Ci się zapewne podobają to by po staropolsku wcale nie były żadne tam "rumaki" (a zajrzawszy na Twojego bloga mam wrażenie, że używasz tego słowa często...), tylko "frezy". Niezależnie od tego, czy są fryzami, czy tylko - lubią dobrze zjeść...

    OdpowiedzUsuń
  19. Mieszkam w Polsce.Hoduję dzianety.
    Chciałabym prosic,żeby w stosunku do koni nie używać słowa"prymitywne" Prymitywne może byc zachowanie źle wychowanego( również wspólczesnego) człowieka. Konie i ludy - raczej nazwałabym pierweotnymi,Być może to właśnie na tamtych ( Turkmenistan)terenach człowiek udomowił konie, być może achałtekiny to potomkowie tych pierwszych udomowionych , więc z racji wieku mogą zostać nazwane pierwotnymi - nigdy prymitywnymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postulat nie do mnie, tylko do prof. Pruskiego - ja tylko korzystam z ustalonego słownictwa naukowego. W którym zresztą nie ma NIC uwłaczającego, a jak komuś to przeszkadza, to tylko znaczy, że się swoim nieuctwem chwali...

      Te "dzianety" to neapolitańskie czy hiszpańskie..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...