środa, 17 listopada 2010

Jastrzębie Zdrój czyli bezdroża funkcjonalizmu

Powinienem dla kolegów agepowiczów napisać krótki wstęp na stronę, ale prawdę pisząc: czuję się kompletnie opadły z sił. Nie idzie mi ta komiwojażerka, nie ma co udawać że jest inaczej... Nic to! - jak mawiał Mały Rycerz.

To tylko zasygnalizuję Państwu temat, który już jakiś czas temu obiecywałem byłem podjąć, a do tej pory mi się nie udało - rozwinięcie będzie pewnie na Agepo bo jest to temat było nie było Peak Oilowy: czyli taki:
Jastrzębie ma jeszcze szczęście! Po pierwsze - węgiel będzie tu wydobywany jeszcze przez wiele dziesięcioleci. To miasto ma przed sobą przyszłość. Najprawdopobniej: lepszą niż jego obecna teraźniejszość.
Po drugie - jest to eksperyment na stosunkowo niewielką skalę. Z biblioteki miejskiej w (umownym) centrum, gdzie teraz siedzę, byłbym w stanie dojść do hotelu na peryferiach gdzie się kwateruję w góra 15 minut. Nie ma o czym mówić.

Jest to zatem "maszyna do mieszkania" jeszcze na ludzką skalę. Nawet z poszukiwaniem konkretnego adresu nie jest jeszcze tak źle jak na warszawskim Ursynowie - głównie dzięki bardziej urozmaiconej rzeźbie terenu, która daje wgląd w dalsze fragmenty zabudowy. No i dzięki konsekwentnemu nazewnictwu. Jeśli wiemy, że ulica Opolska spotyka się (słowa "krzyżuje" jednakowoż użyć nie można) z Wrocławską, to trafiwszy przypadkiem na tą drugą, czujemy się bliżej celu...

Generalnie jednak, "maszyna do mieszkania" to jedno wielkie nieszczęście. Nawet nie o to chodzi że niewygodne - bo niektórzy lubią mieszkać w blokach. Głównym problem to totalna centralizacja całej infrastruktury i praktyczny brak możliwości używania mieszkań do czegokolwiek innego niż tylko... mieszkanie. A jak trzeba będzie zająć się jakimś rzemiosłem - jak to zrobić..?

Kończę, bo mnie już stąd wyganiają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...