wtorek, 16 listopada 2010

Globalizacja w Boskiej Woli oraz historie podróżne cz. 1

Przed wyjazdem wpadłem na momencik do Radka, druha mego serdecznego. Radek cały w nerwach - już za dwa tygodnie ramadan. Tymczasem, jak się okazuje, większość byczków z Polski eksportowana jest do krajów muzułmańskich. Jak muzułmanie będą pościć, cena wołowiny spadnie... Już jest po 6 zł/kg, za dwa tygodnie będzie z powrotem 5,50 - a jak tu chłopu wytłumaczyć i skłonić go, żeby mimo wszystko sprzedał..?
Ja tam nie wiem - zawsze mi się wydawało, że z tym muzułmańskim postem to tak tragicznie nie jest: nie wolno jeść ani pić (nawet śliny przełykać - trzeba spluwać - ale jak się nie uda, można to "odpościć" w innym terminie..) tylko od świtu do zachodu słońca, a potem to się wręcz żre bez opamiętania. Czy więc naprawdę tak ta konsumpcja wołowiny spada, czy tylko właściciel ubojni próbuje mi druha w jajo zrobić..?

Jedno jednak nie ulega wątpliwości: do Boskiej Woli zwitała globalizacja...

Tymczasem jedną z najgorszych stron życia komiwojażera jest słuchanie radia w samochodzie. Nie no - mogę nie słuchać, to prawda. Ale jak się oczy kleją, to tak jakby pomaga.

Zresztą - zagłusza też różne potępieńcze jęki jakie wydaje biedny silnik naszej umęczonej zbyt długą przerwą w serwisowaniu Wendi.

Radio to jedyny hałas jaki mogę wytwarzać w samochodzie. Jest tam jeszcze odtwarzacz kaset magnetofonowych, ale mimo że mam kilka, to jakoś nie próbowałem do tej pory uruchamiać ustrojstwa. Nie mam zaufania.

Więc radio. A skoro radio - to i wiadomości. A skoro wiadomości, to niech mi ktoś z łaski swojej wytłumaczy dlaczego mimo,  że nigdy nie paliłem (nie że nie próbowałem, po prostu mi nie smakowało - zażywałem tylko kiedyś tabakę, ale też rzadko...), mam od wczoraj nieprzepartą wprost ochotę na dymka..? Najlepiej oczywiście - na ulicy, na przystanku, albo w bibliotece jak teraz... Ot, taka przekorna natura.

Na serio: wie ktoś czemu rządzący nami faszyści tak się do biednych palaczy przyczepili? Tylko proszę mi nie bełkotać, że to dla "zdrowia". Są setki bardziej szkodliwych dla zdrowia nałogów. Pan Wojciech twierdzi np., że jedzenie chleba - i nie ma powodu mu nie wierzyć. Chleba jednak jakoś nikt nie zakazuje ani akcyzą nie obkłada - choć zysk byłby pewnie większy niż na tytoniu! To dlaczego tytoń właśnie..? Mnie tam jedyne co przychodzi do głowy, to po prostu: realizacja testamentu wielkiego działacza socjalistycznego i prekursora Zjednoczonej Jewropy, tow. Adolfa Hitlera. Też miał podobne w kwestii palenia zdanie co obecne rządy i podobnymi metodami je wyrażał...

14 komentarzy:

  1. Jak teraz się zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że z tym opodatkowaniem niektórych substancji mocniej a niektórych lżej to tylko kwestia zwyczaju. Podobnie jak zasiadamy w Wigilię Bożego Narodzenia do stołu po pierwszej gwiazdce tak niektórych rzeczy się po prostu mocno nie opodatkowuje (chleb), bo nie wypada.

    Inna sprawa, że jeśli pozwoli się grabieżcom na opodatkowanie żywności to znowu otworzy się furtka do decydowania za nas o tym jak mamy się odżywiać. Słyszałem, że w USA chcą opodatkować cukier i napoje słodzone. No bo przecież niezdrowe są, więc to dla dobra bydł.. obywateli! Nie zdziwiłbym się, gdyby następne było mięso i tłuszcze zwierzęce. Trochę przygnębiające jak się o tym pomyśli.

    Sam nie palę, ale również współczuję palaczom. Państwo i w tym przypadku to pasożyt, który żeruje na ludzkim nieszczęściu. Bo chyba uzależnienie od szkodliwej substancji jaką jest tytoń tak można nazwać?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Wojciech:
    intencje wlasciwe, podejscie zle.
    Wysoko przetworzona zywnosc to syf, a juz zwlaszcza gight fructose corn syrup.
    Rzad jednak stosuje plaster na syfa czyli zamiast przestac dotowac producentow kukurydzy, to obklada podatkami.
    Chociaz w tym konkretnym przypadku moze chodzic o konflikt wladzy: federalna chodzi na pasku lobby korporacji rolniczych, wiec podatku nie zniesie; lokalna ma inne zapatrywania, ale jedyne pole manewru ktore ma to albo oblozyc wyzszym podatkiem albo zaczac koncesjonowac i nie pozwolic na otwieranie nowych fast foods tylko wspierac lokalne male slow-food biznesy.

    Ja palaczom nie wspolczuje. Zyje od 11 lat w miejscu, gdzie jest zakaz palenia w miejscach publicznych. I dobrze.
    Zeby nie bylo - sama palilam przed dlugi czas, potem rzucilam, teraz jestem na etapie ze pale towarzysko TYLKO w ulubionej knajpie. Bo tam mozna na patio, wszyscy dookola pala i ciezko nie zapalic.
    Jesli nie ma dymu, nikt nie pali, mniejsza jest pokusa i latwiej rzucic.

    Podobnie w Kalifornii jest zakaz publicznego spozywania alkoholu poza miejscami wyznaczonymi. To znaczy mozna w knajpie, na wlasnej posesji etc. ale nie mozna na ulicy na chodniku.
    Jest to ograniczenie wolnosci osobistej, prawda, ale dzieki temu nie ma szwendajacych sie zataczajacych pijaczkow a to przed sklepem, a to na przystanku, a to na lawce w parku.

    Kazdy medal ma dwie strony...chodzi o to zeby ustalic jakis sensowny poziom rownowagi, gdzie wady i korzysci jakos by sie rownowazyly.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli chodzi o podatki na żywność to bym protestował. Nawet jakby miało chodzić o HFCS. Powstałby precedens - państwo mogłoby decydować co poddani mogą jeść a czego nie (pośrednio oczywiście ten mechanizm za pomocą subwencji już działa). Władze lokalne w USA mają takie prawo, że pozwalają otworzyć lokal rodzinny a franczyznę (fastfoodową powiedzmy) to już nie?

    Może ja mam lepsze serce, dlatego współczuję ;)
    Nie dość, że się trują, obniżają swoje szanse u płci przeciwnej, to jeszcze są dojeni z kasy na potęgę. Wszystko wykorzystując głównie ludzką słabość - IMO to niemoralne.

    Żeby była jasność chodziło mi o obłożenie ich nałogu wysokimi podatkami a nie zakaz palenia w miejscach publicznych. Ten, nie podoba mi się tylko jeżeli dotyczy "prywatnych" miejsc publicznych (bary, restauracje).

    Powiedz mi proszę Futrzak jeszcze jak to jest - na wszystkich filmach amerykańskich widzi się, że ludzie piją alkohol w miejscach publicznych z butelek które są w papierowych torebkach, że niby nie widać co tam jest i to jakoś "chroni" przed policją. Tak można?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam jestem niepalący i cieszy mnie, że wreszcie będę mógł wyjść do knajpy i wrócić z niej nieprzesiąknięty dymem papierosowym.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Survivalista

    Było nie chodzić do knajp gdze palą.

    Fakt, że to co widać na filmach z lat 60., gdzie cały tłum w knajpie odpala jednego peta od drugiego to pewne przegięcie - bo atmosferą takiego lokalu można by (po opakowaniu) pewnie guza nabić, tak była gęsta.

    Jednak mody w tym zakresie dawno się zmieniły. Podział lokali na strefy dla palących i dla niepalących od dawna istniej - istniałby nawet, gdyby tego prawo nie wymuszało.

    To co się teraz dzieje, to jest odgórnie przeprowadzona stygmatyzacja, naznaczenie palaczy jako "gorszych". Może to mieć jakiś socjotechniczny sens. W końcu mamy kryzys, za kryzys zaś ktoś musi być winien - dlaczego nie palacze zatem? Równie dobrze mogliby być rudzi, albo mańkuci...

    Co nie zmienia faktu, że dla mnie wszystko to jest obrzydliwe. A najbardziej obrzydliwe jest takie niby spontaniczne potakiwanie - to już prawie tak wygląda jak naśmiewanie się z Żydów w 1942!

    OdpowiedzUsuń
  6. @Wojciech:
    wladze lokalne (np. city council maja w gruncie rzeczy bardzo duzo wladzy: zeby otworzyc JAKIKOLWIEK biznes w miescie trzeba miec ich pozwolenie.
    W Mountain View, tu gdzie mieszkam, jest tak ze np. uchwalili sobie jakis czas temu ze nie dadza licencji na sprzedaz alkoholu jesli lokal nie bedzie serwowal jedzenia.
    Uwazam, ze to przegiecie, podobnie jak to, ze zabroniony jest handel obwozny. W NYC widac na ulicach setki budek a to z hot-dogiem a to kawa czy bajglami za grosze - tutaj nie ma ani jednej bo by sie wsadzili do pierdla.

    Jesli chodzi o alkohol w miejscach publicznych - tak, zdarza sie, ze ludzie pija z butelek w papierowych torebkach. Jednak to rzadkie zjawisko i tak naprawde przed policja "nie chroni". Kazdy bowiem wie, ze jak w papierowej butelce to cos do ukrycia, wiec zaraz podejdzie i zarzada okazania butelki. Sprzeciwiac sie nie ma sensu - w USA policja ma status podobny do gestapo. Z nimi sie nie dyskutuje, jak zaczynasz dyskusje i mowisz ze "nie maja prawa" to sie skuja i zabiora do aresztu prewencyjnie za stawianie oporu.

    Having said that - bardzo czesto ludzie na plazy (gdzie jest zakaz spozycia alkoholu) pija alkoho ale przelany do butelki np. po coli czy innej fancie.

    @Boskawola:
    nie wiem jak to bedzie w Polsce, ale w Kalifornii ten zakaz palenia dotyczy w zasadzie lokali uzytecznosci publicznej (restauracje, bary, biblioteki, stacje kolejowe etc.).
    Jesli ktos pali na ulicy, parkingu etc. to nikt go za to nie zaaresztuje. Podobnie jest w firmami: palacze wychodza na zewnatrz zapalic.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Futrzak
    Dzięki za informacje.
    A propos brutalnej policji - jeden śmieszniejszych skeczy pt. "How not to get your ass kicked by the police":
    http://www.youtube.com/watch?v=uj0mtxXEGE8

    Właśnie mnie to zawsze zastanawiało jak to jest, że to mogło "działać" skoro nawet ja po drugiej stronie oceanu wiedziałem, że skoro jest papierowa torebka to jet i alkohol.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,

    Spraw jest prosta.
    Wracamy do normalności po latach dominacji tytoniu w życiu publicznym.

    Sam paliłem i czasem palę shishę.
    Ale palenie tytoniu jest niedozwoloną immisją pośrednią materialną. Gdyby przełożyć kategorie prawne dotyczące nieruchomości, na kwestie międzyludzkie.

    Otóż, ludzie mogą palić podobnie jak skakać z 7 piętra, ale nie jest dozwolone skakać na kogoś z 7 piętra, podobnie jak nie można pozwolić na zatruwanie kogoś dymem papierosowym. Na marginesie, ze wszystkich używek na świecie, tytoń zbiera największe śmiertelne żniwo.

    Ta decyzja jest więc prosta, chcesz palić - proszę bardzo, ale nie w miejscach gdzie możesz na szkodliwe skutki palenie narazić postronne osoby.

    Czy można pluć, można na nie na innych.

    Kwestia podziału sal na część dla palących i dla niepalących zawsze była fikcją, bo dym takich podziałów nie uznaję za wiążące i w konsekwencji leci także do tych, którzy chcieliby zjeść obiad bez smrodu.

    Podam przykład ode mnie. Ktoś z moich kochanych sąsiadów pali w windzie.
    A ja ani nie chcę tego wdychać, ani tym śmierdzieć.

    Ave
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  9. @MarkOwy

    Palenie w windzie jest w oczywisty sposób niekulturalne. Co więcej: zawsze było niekulturalne! W Europie. W Ameryce można było - pamiętam relację któregoś z naszych podróżników jeszcze przedwojennych jak jechał windą w Nowym Jorku z pewnym obficie kopcącym z wielkiego cygara dżentelmenem i zbierał się kilka pięter na odwagę zwrócenia mu uwagi, że jest niekulturalnym palić w windzie w dodatku - w towarzystwie damy, bo i takowa tym środkiem lokomocji podróżowała. Nie zdążył jednak. Dżentelmen pierwszy go zganił za niekulturalne postępowanie: w owych czasach bowiem w Ameryce wolno było dmuchać bliźniemu dymem w twarz, ale szczytem nietaktu było podróżować windą razem z damami i... nie zdjąć kapelusza!

    (swoją drogą dawno to istotnie być musiało: przed emancypacją polityczno - kulturową amerykańskich Żydów przecież...).

    Ja czuję się obecnie szczuty przez rząd na palaczy. A być szczutym nie cierpię o wiele bardziej niż wdychać najsmrodliwsze nawet powietrze..!

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,

    Oczywiście, że przymus jest przykry.
    Ale należy pamiętać, że po kilku tysiącach lat cywilizacji - nadal podbieramy jajka ptakom, jemy korzonki i przykro mi to pisać - dla większości ludzi, dopóki nie dostaną do kieszeni, żaden argument nie jest wystarczająco mocny. Czekać, aż kultura osobista wpłynie na zachowanie palaczy, oznacza nie doczekać tego za swego życia.
    Podobnie z parkowaniem samochodów na trawie, wyrzucaniem śmieci gdzie popadnie i wielu innymi sprawami.
    Niestety!

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,

    Oczywiście powinno być "dostaną po kieszeni".

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  12. MarkOwy

    Naprawdę uważa Pan, że trzeba ludzi pod przymusem "cywilizować"..? Jeśli nawet tak - to jakoś nie mam zaufania do tych aktualnie nas "cywilizujących"... No nie mam i już!

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,

    Kwestia znalezienia punktu pomiędzy skrajnościami.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  14. Wczoraj/dzisiaj byłem pierwszy raz od wprowadzenia zakazu na dancingu. Nie powiem, różnica dla osoby niepalącej jest. Choć sala dla palący i "danceflora" nie były niczym oddzielone. Zapachu papierosów nie było czuć (poza częścią dla palaczy).

    Zapewne to kwestia dobrze działającej wentylacji, bo przy takiej ilości ludzi to konieczna jest bardzo wydajna, mechaniczna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...