wtorek, 9 listopada 2010

9 myszy

Przez ostatni miesiąc eksterminowaliśmy 9 myszy. 8 złapało się w pułapkę zastawioną na strychu, a jedną dziś rano Lepsza Połowa utopiła w wannie. Gdzie mysza utknęła - spożywała nasze ostatnie mydło i wpadła do środka, a potem nie umiała wyjść. Jej rozpaczliwe piski w końcu nas obudziły i to był jej koniec...

Koćkodan się oczywiście nie popisał. Piszcząca w wannie mysz wywołała u niej atak paniki. Refleksja przyszła dopiero po fakcie, kiedy zwłoki utopionej myszy dawno już były wyrzucone na śmietnik. Kota obwąchała wówczas starannie wannę. To się nazywa refleks!

Logicznie by z tego wynikało, że myszy powinno być mniej. Obawiam się jednak, że zakładając także wśród myszy normalny rozkład inteligencji, eksterminujemy je od lewej strony skali, czyli od najgłupszych - i wcale, ale to wcale nie jest powiedziane, że doszliśmy już do punktu przegięcia krzywej! Za to z całą pewnością średnia się w populacji naszych chatkowych myszy poprawiła. Bezczelność też wzrosła. Z wyjazdu do Płocka przywiozłem kilka kromek chleba, którym się tam żywiłem. Ponieważ wyjechałem wczoraj wcześnie, nie było czasu kupić świeżego i Lepsza Połowa liczyła, że się pod moją nieobecność tamtymi, dość już czerstwymi ułomkami pożywi. To się przeliczyła. Znalazła je za pralką, zaniesione tam i w części już spożyte przez gryzonie. Tak były przy tym cwane, że nie zostawiły po drodze okruszków, znalezisko zatem było całkowicie przypadkowe...

Wśród koniowatych anarchia. Maleństwo z Bubą wyłażą gdzie chcą i jak chcą ze wszystkich ogrodzeń które tak pracowicie namotałem. Maleństwo, z natury bezczelne i uparte, wykryło już oba miejsca składowania owsa - i dobiera się także do naszego prowizorycznego magazynu z zapasem na całą zimę. Jak mi doniosła Lepsza Połowa kiedy już wróciłem do domu - rozpruła pokrywającą magazyn plandekę, a potem dobrała się do leżącego na samym przodzie worka, który mi się rozerwał przy rozładunku, wielkie, razem z Bubą, spustoszenie w nim czyniąc. Kolki na szczęście żadna nie dostała, co do późna co jakiś czas sprawdzałem.

Natomiast nasz etatowych głuptasek, czyli Buba, wedle zeznań Lepszej Połowy, pasąc się na Lepszej Połowy ogródku kwiatowo - warzywnym (gdzie przy ostatnich deszczach i dość ciepłej aurze, kilka roślinek podniosło głowy...), chapnął przesadzonego tamże czarciego ziela. Trochę była potem senna. Poza tym, nic jej się nie stało. Wątpię, by miała kolorowe wizje! Do tego najpierw musiałaby mieć mózg...

20 komentarzy:

  1. Taki może oftopik, ale z okazji urodzin życzę wszystkiego najlepszego. By resztę Pana życia spędził Pan również w towarzystwie lubianych przez Pana koniowatych. No i, żeby z kasą się sytuacja poprawiła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,

    Dołączam się do życzeń Panie Jacku.
    Wina, szczęścia i miłości w dowolnie wybranej przez Pana kolejności.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  3. Panowie,

    Dziękuję z całego serca! Wasze zdrowie..!

    OdpowiedzUsuń
  4. O... wlasnie zyczenia urodzinowe :)

    Zycze, zebys w przyszlym roku dorobil sie co najmniej dwoch ladnych, zdrowych i rasowych zrebiąt :)
    I zalapal lepsza prace na zime, nie wymagajaca jezdzenia nigdzie :))

    BTW: nie wiedzialam ze konie maja kolkę. Jak to u nich wygląda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję, ale w przyszłym roku na pewno żadnych źrebiąt się nie dorobię - ciąża u koni trwa 11 miesięcy, a że będę krył najszybciej w marcu, to ewerntualny sukces będzie można opijać nie wcześniej niż w lutym 2012...

    Kolka u koni to jedna z najgroźniejszych przypadłości, dość często - nawet śmiertelna! Co wynika z faktu, że jak na roślinożercę, koń ma zbyt krótki i zbyt prosty układ pokarmowy, w dodatku pozaginany w kilku miejscach pod bardzo ryzykownymi kątami - i nie ma możliwości (na skutek specyficznej budowy wejścia żołądka) zwracania pokarmu. Dość często się zdarza, że w którymś miejscu ten układ się zatyka - z różnych przyczyn, w tym także dlatego m.in. że koń zjadł coś co albo jest zbyt ciężkie (jak ziarno w dużych ilościach), albo - zbyt szybko fermentuje (np. jeśli coś jest nieświeże - u koni które większość dnia spędzają w stajni, taki efekt może też wywołać zjedzenia mokrej trawy na pusty żołądek - u moich nie ma tego ryzyka, bo ich żołądki nigdy nie są puste). Może się też zresztą zatkać na skutek robaczycy albo zapiaszczenia. I jeszcze z kilkudziesięciu innych powodów... Za każdym razem - jest to powód do poważnego niepokoju. Jeśli nie uda się szybko przywrócić perystaltyki jelit i odetkać zatoru, konieczna jest operacja...

    Ogólnie, w stwierdzeniu "końskie zdrowie" jest cała masa ironii! Odpukać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzień dobry,

    pozwolę sobie dodać swoje trzy grosze, mimo, że nigdy nie mam racji. Może będzie to o tyle cenne dla Pana, że będzie Pan wiedział czego NIE robić.

    Pisał Pan kiedyś, że rozważ krycie folblutem albo arabem. Niech Pan rozważy krycie ogierem xo. Konie turkmeńskie były jedną z ras, która w ciągu XV-XIX wieków brała udział w tworzeniu rasy konia polskiego, na którym później przy użyciu innych prądów stworzono konia małopolskiego. Te geny mogłyby się odezwać i ładnie połączyć z krwią Achałtekińską. No i krycie będzie tańsze w stosunku do jakości tatuśka niż przy arabie. Proszę tylko unikać koni przesyconych krwią francuskich xo, bo tam raczej nie ma się co łączyć ze sobą, chyba że założymy, że szczep Munighi araba jest blisko powiązany genetycznie z Turkmenami. Może by nawet wpisali taką krzyżówkę do księgi głównej młp.? Polecam szczególnie walewicką linię Frazesa, który daje super użytkowe konie. Sprzedają się dobrze i za rozsądne pieniądze. A po folblucie czy arabie to nigdy nic nie wiadomo...

    http://www.youtube.com/watch?v=266mNNo2lzQ

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Anonimowy

    Do żadnej polskiej księgi takiej krzyżówki i tak nie wpiszą. Z punktu widzenia polskich ksiąg stadnych w ogóle nia ma takiej rasy jak "konie achałtekińskie", nie są one dopuszczone do krycia w żadnej rasie dla której w Polsce prowadzi się księgi stadne. Koniec i kropka.

    Z tym "koniem polskim", to tak prawdę pisząc, Diabli wiedzą jak było. Moim zdaniem używanie terminu "rasa" wcześniej niż w końcu wieku XVIII jest anachroniczne.

    A czym będę krył w przyszłym roku, to się zobaczy. W swoim czasie... Ale, mimo wszystko - wolałbym jednak achałtekińcem niż czymkolwiek innym. W końcu - daleko do Czech nie mam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe z tym zdrowiem i powiedzeniem. Myślę, że konie po prostu "w naturze" nie mają takich problemów, bo i gdzie miałby się do worków z ziarnem dobierać? Podobnie z dzikimi końmi - one są przecież cały czas na dworze, więc ich organizm ( i bakterie w przewodzie pokarmowym) są w stanie przystosować się do stopniowej zmiany diety jaka zachodzi w sezonie.

    Swoją drogą przypomniało mi się, że kilka razy sam oceniałem przewód pokarmowy koni jako "niewydajny". Im jakoś ta "niewydajność" nie przeszkadzała przetrwać do dziś. Ach ten gatunkowistyczny antropocentryzm...

    Zatem życzę krowiego zdrowia Pańskim koniom. No i nich wreszcie zaczną rozmnażać się jak króliki :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Na końskiej genetyce i heraldyce się zupełnie nie znam, więc proszę o zrozumienie w odp na moje może infantylne pytania.

    1.Jak się doda jakąś inną krew (nie achałtekińską) to wartość takich źrebaków spadnie?

    2.Czy dodanie jakiejkolwiek innej krwi do Pana koni spowoduje, że powstanie koński odpowiednik kundla?

    3.Czy może te konie achałtekińskie to jakaś "idea" dotycząca wyglądu, parametrów, zdrowia itp.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Panie Wojciechu

    Przwwód pokarmowy koni jest niewydajny. I jest to "wliczone w koszty" - po prostu taka jest cena przystosowania do ciągłych wędrówek i nieustannej gotowści do ucieczki przed drapieżnikami, jaka cechowała ich dzikich przodków. Dłuższy, lepiej przystosowany do trawienia roślinnego pokarmu przewód pokarmowy uczyniłby konia tak ociężałym i powolnym jak krowa. Która wywodzi się od dzikiego bawołu: zwierzęcia, które nie uciekało przed drapieżnikami, a broniło się przed nimi szarżując na oślep (że ma kiepski wzrok, to tym bardziej...) całym stadem.

    Jest swoistym paradoksem, że z łagodnego zwierzęcia uciekającego człowiek zrobił sobie wehikuł bojowy - a z agresywnego bawołu powstały, dzięki człowiekowi, jakże łagodne krowy..!

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Panie Wojciechu

    Pańskie pytania nie są infantylne (wybaczy Pan, że od razu nie odpisałem, ale napisał Pan, gdy ja pisałem odpowiedź na poprzedni komentarz...). Niestety, odpowiedź na nie jest zbyt skomplikowana, bym dał radę zawrzeć ją w krótkiej formie komentarza.

    Planuję zacząć nowy cykl publikacji - o historii mojej uluionej rasy. Co prawda, prawie wszystko co wiem na ten temat opublikowałem już na łamach "Końskiego Targu", ale nie wszyscy Państwo czytacie to pismo, a poza tym, publikacje te są rozproszone. Zbierałem je kiedyś na mojej stronie internetowej - ta jednak, od kilku miesięcy już nie działa i na razie nie mam czasu uruchomić nowej. Doszedłem więc do wniosku, że i dla mnie będzie ciekawie, napisać to od początku. Przerabiając w końcu moją pracę podyplomową na książkę, co od dawna już planowałem.

    Spróbuję się za to zabrać od jutra. Dziś jestem już zbyt zmęczony...

    OdpowiedzUsuń
  12. Cytat ze strony PZHKM:

    Wśród orientali przybywających do Polski były konie rozmaitych ras i typów: araby czystej krwi zwane wówczas bedawiami, turkmeny, persy, tatarskie bachmaty, konie natolskie, rumelskie itp. Z biegiem lat przekrój masowego pogłowia koni szlachetnych przybrał w Polsce charakter orientalnej półkrwi.

    Krew orientalna odgrywała dominującą rolę w uszlachetnianiu krajowego pogłowia przez cały wiek XVII,XVIII i pierwszą połowę wieku XIX. Upadek hodowli w imperium tureckim oraz penetracja Bliskiego Wschodu doprowadziły do tego, iż coraz silniej na polską hodowlę zaczęły oddziaływać konie czystej krwi arabskiej. Powoli termin orientalna półkrew ograniczył swoje znaczenie do półkrwi arabskiej.

    I cytat z programu hodowlanego koni młp:

    Obecnie końmi małopolskimi nazywane są
    szlachetne konie, głównie półkrwi angloarabskiej, których odrębność w sensie genetycznym
    i pochodzeniowym była kształtowana już w wieku XVII i XVIII na podłożu dawnych
    koni krajowych poprzez ogiery orientalne (perskie, tureckie, TURKMEŃSKIE i arabskie),
    natomiast w wieku XIX i do lat sześćdziesiątych XX wieku przez reproduktory ras czystych
    (xx, oo, xxoo) oraz półkrwi chowu krajowego lub obcego (Schagya, Gidran, Dahoman,
    Amurath, Gazlan, Furioso, Przedświt, Nonius i inne).

    OdpowiedzUsuń
  13. I kluczowy punkt drugi, podpunkt trzeci z rozdziału o zasadzie wpisu do ksiąg:

    2. Do części głównej księgi (G) koni rasy małopolskiej wpisuje się ogiery i klacze, które:

    3) pochodzą co najmniej od dwóch pokoleń przodków rasy małopolskiej lub ras biorących
    udział w jej tworzeniu

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeżeli by się Pan zdecydował na takie krycie, to należałoby pogadać może z prezesem Kordalskim, który jest zakręcony na punkcie orientalnych prądów krwi, sam się doszukuje u swoich koni achałtekińskiego typu czasem. A następnie, po jego akceptacji, napisać podanie do komisji księgi o dopuszczenie klaczy do rozrodu w rasie. Myślę, że są duże szanse, graniczące z pewnością, że taka operacja się uda.

    Tylko problem jest taki, że ja nigdy nie mam racji, więc pewnie byłoby odwrotnie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej się na takie krycie nie zdecyduję. Po co miałbym to właściwie robić..? Zresztą, polecam w tej sprawie raczej p. Marcina Podporę z Gdańska. On ma ogiera, może kryć małoopolanki...

    A cała ta historia o udziale koni turkmeńskich w powstanie rasy małopolskiej to NA DZIEŃ DZISIEJSZY są dyrdymały bez pokrycia w źródłach. Źródła i owszem, istniały. Do sierpnia 1944. Były złożone w teczce opatrzonej sygnaturą F. IV 94 w Pałacu Krasińskich. Gdzie razem z całą resztą pięknie się w owym sierpniu 1944 roku shajcowały i nawet szczegółowy spis zawartości nie został.

    Ostatnim, który tę teczkę przeglądał był prof. Pruski. Niestety, i jego notatki podczas powstania spłonęły. Koło się zamyka...

    Dotarłem do dokumentów pośrednich. Potwierdzają one fakt importów nie tylko z Turcji, ale i z Persji jeszcze w XVII w. Tyle, że bez szans na jakiekolwiek wnioski ilościowe.

    Być może dałoby się czegoś dowiedzieć szukając w archiwach "po drugiej stronie" - czyli w Stambule i w Teheranie. Ale kto ma to zrobić..? Nawet zainteresowałem tematem pewnego znanego orientalistę, ale jakoś wśród jego studentów brak jest takich pasjonatów, których by tak drobny w sumie szczegół z historii kultury materialnej interesował na tyle, by mu kilka lat życia poświęcili.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie zamierzałem podejmować dyskusji na temat historii rasy młp. i jej umocowania w źródłach. Podałem tylko zapis z programu hodowlanego, z którego wynika, że taki miks jest możliwy do zaakceptowania w ramach tej rasy. Wiem też, że prezes PZHKM mógłby się "wkręcić" w coś takiego. Dalej miałby Pan możliwość promocji na czempionacie w Białce, który jest bardzo medialną imprezą w końskim świecie. Czasem, jak to się mówi, lepszy rydz niż nic. A taka krzyżówka mogłaby być bardziej witalna i ciąża łatwiejsza do uzyskania i szczęśliwego zakończenia. Poza tym zwykle u klaczy "pierwsze koty za płoty" - źrebaki pierwiastek nie są za szczególne.

    Ja nie jestem zainteresowany kryciem ogierem achałtekińskim swoich klaczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki za odpowiedź, ciekawie będzie o tych koniach przeczytać, zwłaszcza, że konie nie interesują mnie aż tak bardzo, żebym wydawał na nie pieniądze. Jakby nie było z Wielkopolski jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydawanie pieniędzy to w kontekście kupowania czasopisma "Koński Targ".

    OdpowiedzUsuń
  19. ooo, no to ja też przyłączam się do życzeń urodzinowych Panie Jacku:
    http://www.youtube.com/watch?v=4HBqelNiJYQ
    wszystkiego najlepszego!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. http://www.youtube.com/watch?v=2AzpHvLWFUM&feature=related

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...