sobota, 23 października 2010

Rok 1913+, cz. 2 – garść liczb na początek

W dalszym ciągu nie posiedziałem w bibliotece jak należy i w najbliższej przyszłości nie posiedzę: moja przyszłotygodniowa trasa „zielarska“ omija Warszawę i w ogóle większe miasta. Żebyście się jednak Państwo nie nudzili, mam dla Was nie tylko dobre słowo, ale i trochę liczb – do przemyślenia.

Część danych jest z roku 1913, część z 1910 (ale różnice nie będą wielkie).

W roku 1910 najludniejszym krajem europejskim – tradycyjnie – była Rosja: 140 milionów mieszkańców. Bez ironii to proszę czytać, bo jednak większość populacji, a nawet zasobów tego imperium koncentrowała się w Europie (no, chyba że przyjąć, iż Europa kończy się na Wiśle – ewentualnie, w wersji polsko – imperialnej: na Dnieprze…). Nawet zatem europejska populacja Rosji dawała jej demograficzną przewagę nad drugimi w kolejności Niemcami: 64,9 mln mieszkańców. Jak widać przy tym, XX wiek więcej kosztował Rosjan niż Niemców. Mimo że na starcie, czyli w roku 1913 mieli o wiele większą dynamikę przyrostu ludności (Rosja była wtedy krajem imigracyjnym! Tzn. owszem – emigrowali z niej Żydzi, prześladowani przez carat, a także trochę Polaków i innych niezadowolonych: w latach 1900 – 1914 2,2 mln byłych poddanych cara, głównie Żydów, stanęło na amerykańskiej ziemi – ale w to miejsce przyjeżdżali Niemcy – u siebie mieli gorzej – a nawet Francuzi czy Anglicy: nie tylko dobrze płatni specjaliści, których Rosja sama nie umiała wykształcić, ale i farmerzy…) – ludność Rosji w ciągu 30 lat, od roku 1880 wzrosła z 88 do 140 milionów czyli o prawie 60%, podczas gdy ludność Niemiec w tym samym czasie, tylko o 45%, z 45 do 65 mln. Obecnie jednak Niemców jest już ponad 80 milionów i liczba ludności na terytorium tego kraju (piszę tak skomplikowanie bo wiadomo, że nie chodzi tu akurat o Niemców…) choć powoli, to jednak rośnie. Mieszkańców Federacji Rosyjskiej jest zaś… dalej 140 milionów jak w roku 1913! Co oczywiście tak efektownie wygląda tylko na pozór. Rosja w 1913 roku obejmowała także całość dzisiejszej Azji Środkowej, Kaukaz, Ukrainę, Białoruś, kraje bałtyckie, Finlandię i spory fragment obecnej Polski. Nie można zatem twierdzić, że na obszarze byłego imperium carów przez 100 lat liczba ludności nie wzrosła. Pewnie że wzrosła. Nawet – podwoiła się: do blisko 300 milionów. Głównie w dawnej rosyjskiej Azji Środkowej, której państwa liczą teraz łącznie 61 mln poddanych. Pytanie tylko – czy coś z tego wzrostu wynika dla rosyjskiego państwa..? Owszem, wynikają kłopoty: bo tzw. „bliską zagranicę“ trzeba teraz jak Rzeczpospolitą w XVIII wieku korumpować, okupować, pacyfikować – a w roku 1913 była już nie tylko okupowana i spacyfikowana, ale i – wydawałoby się: przetrawiona.

Patrząc zatem z tej perspektywy decyzja niemieckiego szefa sztabu generalnego w lipcu 1914 roku, generała Helmuta von Moltke, o której skądinąd długośmy z kol. Maczetą dyskutowali, wydaje się słuszna. Pozycja Niemiec w stosunku do Rosji (tj. względny stosunek sił między tymi krajami) jest obecnie lepsza niż była 100 lat temu. Co by uprawdopodobniało konsekwentnie głoszoną przez p. Stanisława Michalkiewicza tezę, że Niemcy są krajem poważnym i realizują swoje cele do samego końca, co najwyżej zmieniając metody („Cyryl jak Cyryl, ale te metody..!“ – jak odpowiadano ongiś na pytanie o wizytę w komisariacie milicji obywatelskiej przy ul. Cyryla i Metodego w Warszawie…). Co do mnie, nie wysuwałbym jednak aż tak daleko idących hipotez.

W stosunku do naszych rozważań o kryzysie energetycznym i możliwości przetrwania, rozważania powyższe patrzą z pozoru na dygresję. Nie tak do końca jednak. Pamiętajmy że Rosja i pozostałe kraje poradzieckie (poza Azją Środkową) to ucieleśnienie marzeń ekologów – redukcjonistów populacji! Ludność wszystkich tych państw spada bowiem – i to w dość szybkim tempie. Jeszcze spis z 2002 roku wykazał, że mieszkańców Federacji Rosyjskiej było 145 mln…

Mechanizm tego spadku liczby ludności – i to pomimo obfitości taniej energii (cena paliwa już na Ukrainie jest o połowę niższa niż w Polsce, a w Rosji – kąpać się można w ropie, ropą wódkę zapijać, ropą samochody myć – często zresztą dosłownie, bo o czystą wodę, zwłaszcza w miastach, jest tam trudniej niż o „topliwo“…) – wiele nam może powiedzieć o tym, co i nas samych czeka w nie tak odległej przyszłości. Podstawowe pytanie brzmi, czy mechanizm ten ma podłoże biologiczne (daleko idące zatrucie środowiska..?), ekonomiczne (istnienie silnych bodźców antynatalistycznych..?), czy przede wszystkim – moralne..? Zwykle bowiem, naturalną, odruchową i wspólną właściwie wszystkim organizmom żywym odpowiedzią na pogorszenie się warunków życia – jest wzrost, a nie spadek plenności. Spadek przyrostu naturalnego w Europie Zachodniej jest silnie skorelowany ze wzrostem zamożności (i z wprowadzaniem systemów emerytalnych!). Ale w Rosji..? Zna ktoś odpowiedź na tę zagadkę..? Jest to problem o fundamentalnym znaczeniu! Zgadzam się bowiem z kol. Maczetą, że najogólniej rzecz biorąc takie problemy jak równouprawnienie kobiet i mniejszości seksualnych, kapłaństwo kobiet czy prawa obywatelskie szympansów (to w Hiszpanii), w czasie kryzysu staną się śmieszne w obliczu brutalnej rzeczywistości. Co jednak, jeśli mimo to Polki nie będą chciały mieć dzieci – tak, jak nie chcą (nie mogą..?) mieć dzieci Rosjanki obecnie..? Piszę o Polkach i Rosjankach, bo tak naprawdę rola mężczyzn w tym procesie jest prawie że żadna. Jak pokazuje przykład Paragwaju z XIX wieku, wystarczy jeden skłonny do podjęcia ciężkiego trudu rozrodu na wiele tysięcy chętnych do tego samego dzieła kobiet, by przyrost populacji był zdrowy!

W roku 1910 140 mln mieszkańców imperium carów trzymało (tylko w europejskiej jego części): 21 mln koni, 31,5 mln sztuk bydła, 9,7 mln świń i ponad 40 mln owiec. Nie mam danych dla całego państwa dla wszystkich gatunków zwierząt, ale koni w każdym razie w całej Rosji, nie tylko europejskiej, w roku 1913 było 34 mln ogonów. Można przyjąć, że zapewne i populacja pozostałych zwierząt prezentowała się proporcjonalnie.

Ze strony producenta traktorów można się dowiedzieć, że zwierzęta pociągowe zużywały średnio ok. 20% plonów jako niezbędną im do pracy i wzrostu energię.[1] Mimo to, w roku 1913 Rosja wyeksportowała ok. 6 mln ton zboża. Prawdopodobnie była w stanie wyprodukować i wyeksportować o wiele więcej: kilka lat wcześniej, ówczesny premier Rosji, Sergiusz Witte, wprowadził wysokie, protekcjonistyczne cła na importowane wyroby przemysłowe. W odpowiedzi Niemcy, Francja i Wielka Brytania, a więc główni nabywcy rosyjskiego zboża, oblożyli równie wysokimi cłami rosyjskie płody rolne. Co znacznie pogorszyło terms of trade dla ogromnej większości rosyjskich producentów. Którzy sprzedawali swoje produkty nawet poniżej kosztów ich wytworzenia, byle tylko zdobyć choć odrobinę gotówki niezbędnej dla własnej, mocno ograniczonej konsumpcji.

W tym samym czasie w Niemczech statystycy naliczyli 4,5 mln koni, 20,2 mln sztuk bydła, 21,9 mln świń (jeśli idzie o hodowlę nierogacizny, w roku 1913 jedynym krajem na świecie wyprzedzającym Niemcy były Stany Zjednoczone!) i 5,8 mln owiec (populacja owiec w Europie spadała od 1890 roku bardzo dynamicznie – na skutek australijskiej, argentyńskiej i amerykańskiej konkurencji, w Niemczech w ciągu tych 20 lat spadła 3-krotnie…).

Co do liczby koni w Niemczech mam wątpliwości. Cytowane dane pochodzą z dzieła zbiorowego pp. Mariana Eckerta, Adama Nadolnego i Włodzimierza Stobrawy „Historia gospodarcza i społeczna świata w XIX i XX wieku“, Zielona Góra, 1991. Podaną wcześniej liczbę koni w Rosji zweryfikowałem, bo pisałem ongiś na ten temat dla „Końskiego Targu“ opierając się o całkiem inne (rosyjskie) źródła – i dane były zgodne. O hodowli koni w Niemczech nigdy nie pisałem, stąd temat jest mi znany raczej powierzchownie. Skądinąd jednak wiadomo, że w sierpniu 1914 roku Niemcy zmobilizowały 880 tysięcy tych zwierząt, w tym 730 tysięcy do służby liniowej. Gdyby zatem CAŁA populacja gatunku equus caballus w imperium kajzera Wilhelma II była niespełna sześć razy większa, to przy normalnym rozkładzie wiekowym, mobilizacji podlegałaby niemal połowa dorosłych i zdolnych do pracy koni! Podejrzewam zatem, że niemieccy statystycy uwzględniali w swoich raportach tylko sztuki dorosłe – co i tak daje im piękną efektywność mobilizacji rzędu 20% całej używanej w gospodarce siły pociągowej! Cóż, jak wiadomo istnieje kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka… Bodaj sam prof. Witold Pruski w czasach, gdy był jeszcze tylko magistrem inżynierem i dźwigał na własnych (młodych) barkach departament hodowli koni przedwojennego Ministerstwa Rolnictwa stwierdził, że dane o wielkości populacji zwierząt gospodarskich w ogóle, a koni w szczególności, nie są w Polsce nic warte, bo w każdym powiecie zbiera się je inaczej.

Skąinąd nawet przyjmując, że te 4,5 mln sztuk, to egzemplarze dorosłe i całą populację trzeba liczyć raczej na 6 – 7 mln, i tak daje to mniej koni w stosunku do liczby mieszkańców niż w Rosji. Jak to możliwe..? Ano możliwe. Rolnictwo rosyjskie w roku 1913 było jednym z najbardziej zacofanych w Europie. Znakomita większość spośród ponad 20 mln chłopskich koników w tym kraju to były bezrasowe konie „miejscowe“ – produkt najdziwniejszych krzyżówek właściwych nie tylko Rosji koników prymitywnych z tatarskimi, kałmuckimi czy syberyjskimi mierzynami. Konie te miały wiele cennych zalet: żelazne zdrowie i nerwy (niezbędne dla pokojowej koegzystencji z niekoniecznie trzeźwymi i przytomnymi na co dzień właścicielami…), niewygórowane wymagania żywieniowe i wielką zawziętość do pracy. Że jednak postury były raczej mikrej, to i ich osiągi fizyczne do rekordowych nie należały. Stąd nawet i w Rosji większe, intensywniej uprawiające swoje ziemie, towarowe gospodarstwa szukały dla siebie lepszej, bardziej wyspecjalizowanej siły pociągowej: ciężkich stępaków (wagi rzędu 1 do 1,2 tony i ogromnego wzrostu: najbardziej znane są perszerony, ale Rosjanie dorobili się i własnych ras: „bitiugów“, „wiatek“, „kazanek“ i „obwinków“) do orki i innych ciężkich prac polowych oraz do ciągnięcia najcięższy ładunków, oraz tzw. „koni pospiesznoroboczych“ – w Rosji były to najczęściej kłusaki, do hodowli których Rosjanie zawsze mieli wielką namiętność – do prac wymagających raczej szybkości niż siły i do transportu ludzi, poczty i lżejszych towarów. W Niemczech – konie oldenburskie i śląskie, jedne z najlepszych na świecie w tej „kategorii wagowej“.

Oczywiście że rolnictwo niemieckie, przodujące na kontynencie, w roku 1913 dysponowało już głównie takimi właśnie, wyspecjalizowanymi, żywymi „ciągnikami“. Co pozwalało zmniejszyć ich liczbę – a tym samym: także i procent zbiorów jakie zjadały. Wprawdzie perszeron jest prawie dwa razy cięższy od przeciętnego konika „miejscowego“, ale zjada nie dwa razy tyle, a co najwyżej o jedną trzecią więcej. Ot, ludzka chytrość!
 Zdjęcie perszerona ze strony francuskiego związku hodowców
koń śląski w kłusie
konik polski z rezerwatu w Białowieży - potomek prymitywnych koników biłgorajskich, bardzo podobnych do "miejscowych" koni rosyjskich "mużików" z 1913 roku

Oczywiście, że skoro mówimy o projekcie „rok 1913+“, to powinniśmy zakładać, że uda się nam wykorzystać na potrzeby naszej hipotetycznej pokryzysowej gospodarki najlepsze z dostępnych rozwiązań. Tym samym, nasze pokryzysowe rolnictwo może potrzebować mniej niż 5 milionów koni, o której to liczbie pisałem poprzednio. W to miejsce, możemy hodować więcej krów, świń i owiec – zwierząt bardziej „produktywnych“, a więc bardziej lubianych przez p. Wojciecha.

Niestety, ostateczne rozstrzygnięcie tej jakże palącej kwestii wymaga wyodrębnienia danych dotyczących stanu obecnych ziem polskich w roku 1913 co – jak już pisałem – jest trudne i czego na pewno w ciągu najbliższego tygodnia nie dokonam. Na razie, udało mi się znaleźć bardziej szczegółowe dane o… Ukrainie Naddnieprzańskiej! Opierając się jednak na tym, co już wiem prognozuję, że jeśli udałoby się pokonać nie tylko problem niedostatecznej populacji koni w Polsce w ogóle (wzrost z obecnych 300 tysięcy do 5 mln zająłby ok. 12 do 15 lat…), ale także i problem nieoptymalnej struktury obecnie istniejącej populacji (w Polsce prawie nie trzyma się ciężkich koni roboczych! Nasze rodzime „konie sztumskie“ czy „sokólskie“, pomijając fakt, że to bardzo, ale to bardzo młode „rasy“ – jeśli takie miano w ogóle im może sensownie przysługiwać – mieszczą się co najwyżej w średniej kategorii wagowej, w czym zresztą nie ma nic dziwnego – płynie w ich żyłach krew tych samych tatarskich przodków co u „miejscowych“ koników, jakie w 1913 roku powszechnie trzymali rosyjscy „mużykowie“…), to zapewne ową docelową liczbę (a więc i czas dochodzenia do niej…) dałoby się zmniejszyć do 3,5 – 4,5 mln. Średnio, na 100 ha upraw, powinno – jak sądzę – przypadać sztuk dorosłych: 4 ciężkie stępaki (dwie pary lub jedna czwórka), 4 pospiesznorobocze (najlepiej śląskie: dwie pary) i 4 inne (1 lub 2 koniki prymitywne – bo te znajdą dla siebie zastosowanie w górach, na terenach bagiennych i w małych gospodarstwach, oraz 2 do 3 koni szlachetnych – potrzebnych mimo, że bezpośrednio do pracy ich się nie wykorzystuje: przez te 4 tysiące lat sztucznej hodowli tego gatunku osiągnęliśmy już taki stopień specjalizacji, że bez koni „wyczynowych“, te robocze w ciągu kilku pokoleń zdegenerują się do bezużytecznych bek łoju na krzywych nóżkach…). Razem z przychówkiem: ok. 15 – 18 koni na każde 100 ha (1 kilometr kwadratowy) upraw. Czyli właśnie: do 3,5 mln sztuk w Polsce. Co redukowałoby ich udział w spożyciu plonów do 15 - 18%. Czy dokładnie taką obsadę uda się uzyskać, to już oczywiście zależy i od struktury własnościowej gospodarstwa. Naturalna dla naszej strefy klimatyczno – glebowej jest wielka własność ziemska przeplatająca się ze średnimi i karłowatymi gospodarstwami…

Męczę Państwa takimi dywagacjami nie tylko przez wrodzoną do tematu inklinację, ale i dlatego, że nic, moim zdaniem, nie jest ważniejsze. Owszem, jest prawdą, że nie wszyscy pokryzysowi Polacy mieszkać będą na wsi. Nie wszyscy będą mieli własne chatki, koniki, hektary. To wszystko prawda. Tyle, że jeśli nie uda się wyprodukować odpowiedniej ilości żywności – nie przetrwamy. Bodaj Lenin miał był zauważyć, że na wsi produkuje się środki przeżycia – a w mieście: środki sprawowania władzy. Środki sprawowania władzy są naturalnie priorytetem dla każdego aparatu państwowego. Można zatem zakłdać, że niezależnie od Peak Oil, będą one jeszcze bardzo długo produkowane „po staremu“. Natomiast o środki przeżycia będziemy musieli się zatroszczyć sami. Tak przynajmniej sądzę. Niezależnie od tego, że władza będzie miała (na początku) chętkę kontrolować wszystko i każdego. W miarę, jak będą się kurczyły środki, jakimi dysponuje, chętka ta będzie chyba jednak musiała ustąpić zdrowemu umiarkowaniu.

Czy jest to tylko hurraoptymizm..? Nie jestem do końca pewien. Ale zauważcie Państwo, że totalitaryzmy XX wieku prowadziły rabunkową gospodarkę łatwo dostępnych zasobów naturalnych. A i tak padły. Te, które przetrwały do naszych czasów (Korea Północna, Kuba), funkcjonują w dużym stopniu dzięki „transferom zewnętrznym“, które udaje im się skutecznie wymuszać. W naszym pokryzysowym świecie na takie transfery nie ma co liczyć. Nie będzie ich po prostu na kim wymusić. Z dostępnych do rabunkowego wykorzystania zasobów pozostanie właściwie tylko siła robocza. Jak w stalinowskich Sowietach, gdzie po upaństwowieniu zwierząt i ziemi, upaństwowiono też i chłopów, pędząc ich milionami do niewolniczej pracy w gułagach. Niewątpliwie jest możliwym, że i to nas czeka. Pytanie, czy obecny kryzys demograficzny „obszaru post-sowieckiego“ nie jest aby późnym skutkiem tego sprzed 70 lat niewolnictwa..? Coś się w ludziach tak nieludzkiej presji poddanych złamało, że teraz tak dziwnie się zachowują…

Jeśli tak, a takie mam właśnie wrażenie i dlatego ten temat tak obszernie powyżej omawiałem – to „odpowiedź totalitarna“ jest samozgubna. Aparat państwowy, który się do niej ucieknie, sam podetnie podstawy swojego bytu i będzie musiał upaść. Oczywiście, że za cenę milionów ofiar! Tak czy inaczej jednak mniemam, że dla świata po Peak Oil naprawdę ważne są tylko dwie sprawy:
-       czy uda się przywrócić (i w jakim czasie..?) normalny rozkład wiekowy populacji ludzkiej – taki jak we współczesnym Afganistanie:

-       czy uda się zapewnić dostateczną siłę pociągową i dostateczną ilość nawozów dla rolnictwa, aby zapewnić środki przeżycia dla ludzi?




[1] Zapytałem druha mego serdecznego Radka, jaki procent swoich przychodów ze sprzedaży mleka on teraz zużywa na paliwo. Otóż, zależy to od pory roku. W okresie intensywnych prac polowych – więcej niż 20%. Na co dzień jednak – mniej. To właśnie jest najbardziej fundamentalna różnica między koniem a traktorem. Koń je nawet, jeśli nie pracuje. Traktor tylko wtedy, kiedy jest potrzebny…

38 komentarzy:

  1. Moje posty o deficycie właściwie już włączają się w projekt 1913+ i można założyć, że z chwilą defaultu rządu lub hiperinflacji zmieni się od razu struktura cen. Możliwe więc, że trakcja konna w gospodarstwach zacznie być opłacalna już niedługo. Może najpierw w jakiś specyficznych niszach.
    Co do spadku dzietności mam dwie różne teorie- 1. kobiety czują, że ich dzieci będą mieć dużo gorsze perspektywy życiowe i unikają potomstwa. A dotyczy to przecież nie tylko Rosji, ale wszystkich krajów opartych na paliwach kopalnych (czyli tzw. wyżej rozwiniętych)
    2. Narzucony zwyczajem, oczekiwaniami, itp. standard życia jaki musi mieć rodzina przed powiększeniem się jest nierealny do osiągnięcia dla przeciętnego mężczyzny i rodziny nie powstają lub są niestabilne (vide pokolenie 1000 euro w południowej europie- kwota, która jest w miarę sensowna w Polsce, jest poniżej oczekiwań tam)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwie uwagi jeszcze:
    1.W XIX w. miała miejsce spora akcja kolonizacyjna, która była związana z karczowaniem lasów- i wydaje mi się, że jej ekonomiczną przyczyną była dostępność węgla- nawet tylko do ogrzewania w miejskich domach. Obawiam się, że musimy w pewnej części wziąć to pod uwagę.
    2. Projekt 1913+ jest świetną nazwą roboczą, ale jako marketingową należy przyjąć coś, co będzie bardziej zrozumiałe dla niewtajemniczonych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skromne pytanie do zdjęcia karego konia w kłusie, który ilustruje ten wpis. Czy aby na pewno jest to koń śląski???

    OdpowiedzUsuń
  4. @M

    Obudziłem się dręczony tą samą wątpliwością. I jak najszybciej dokonałem podmianki. Ten, choć może gorzej widoczny (ten żywopłot w tle...), to ślązak na 100% - bo z Książa, Lepsza Połowa sama fotografowała...

    @Maczeta

    Trakcja konna MOŻE być opłacalna już teraz. Pod warunkiem, że uda się znaleźć jakieś sensowne zarobkowe zajęcie dla konia poza sezonem prac polowych, kiedy to stoi i je, a nic nie robi. No i pod warunkiem, że ma się odrobinę samozaparcia - bo jednak w kabinie ciągnika wygodniej, cieplej...

    Co do nazwy: zwykłem kraść tytuły, samemu rzadko udaje mi się wymyślić coś chwytliwego. Jakaś propozycja..? Bo na razie to przerabiam ostatnie teksty na potrzeby "NCz!" Jeśli to puszczą, to nazwa wejdzie do obiegu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem ten oszołom, co śmiał skrytykować nierealny pomysł obniżenia akcyzy na paliwo.

    To co Pan pisze oparte jest na fałszywych założeniach. Produkcja ropy naftowej zacznie w pewnym momencie maleć, to niewątpliwe, ale zastąpią je inne źródła energii, głównie odnawialnej. Od biedy można robić ropę z węgla, co jest opłacalne przy cenie 200 dol. za baryłkę, ale dziś ocenia się, że alternatywne źródła energii będą po prostu tańsze. Już teraz po drogach jeżdżą pierwsze samochody elektryczne, pojawienie się ciągników na prąd jest tylko kwestią czasu. Zresztą silnik elektryczny, ze swoim stałym momentem obrotowym nadaje się idealnie do prac polowych. Kiedy piszę te słowa, w Ameryce montuje się pierwsze instalacje domowe służące przesyłaniu prądu na odległość (domy bez kabli). Nie ma przeszkód, żeby po polu jeździł ciągnik elektryczny, zasilany prądem z nadajnika obok, bez konieczności produkowania i ładowania drogich akumulatorów. Zapewniam, że nikt nie będzie orał koniem, jak jakiś Amisz.

    Dla rolnictwa oznaczać to będzie konieczność budowy nowej infrastruktury, czy to elektrycznej do zasilania ciągników czy do produkcji masowej biopaliw. Aż tyle i tylko tyle. Rozłoży się to na wiele lat i żadnego szoku/kryzysu nie będzie. Co najwyżej nastąpi dalsza koncentracja gruntów w rękach bogatych farmerów, co w długiej perspektywie obniży koszty produkcji żywności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, przemogłem się i doczytałem ten elaborat do końca. Odniosę się tylko do jednej kwestii. Piramida wieku z Afganistanu jest może normalna, ale dla średniowiecza. W Państwie z jako taką opieką zdrowotną i dostatkiem żywności oznacza ona eksplozję demograficzną, która musi doprowadzić do wielkiego łubudu (patrz wojny światowe). Optymalną strukturą wieku dla krajów rozwiniętych jest podobna do obecnej Francji, gdzie współczynnik dzietności utrzymuje się w przedziale 2,05-2,25. Zresztą straszenie odwróconą piramidą wieku też jest bardzo na wyrost, ponieważ cały czas rośnie wydajność pracy. Maszyny zastępują ludzi innymi słowy. Oczywiście relatywna sytuacja emerytów (w stosunku do pracujących) będzie się pogarszać, ale w ujęciu bezwzględnym i tak będzie im się żyło coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Wojciech Majda
    To brzmi nieco dziecinne. Właściwie to kryteria są dla ogólnego portalu - ale tu też mogą pasować. Warunki jakie widzę dla nazwy to:
    1. unikalność, w tym sensie, aby potencjalnie mogła stać się samodzielnie funkcjonującym rzeczownikiem, czy niepowtarzalną zbitką słów (jak np. Maczeta Ockhama ;), ale też Onet- w tym chyba tylko lepszy od wp) i oczywiście od razu google pokaże to jako odpowiedni wynik.
    2. krótkość (mała liczba głosek) i łatwość wymowy - żeby mogła się marketingowo roznosić wieść w zwykłych rozmowach. Tu akurat mój adres jest negatywnym przykładem, choć ludzie trafiają regularnie wpisując go do google z błędami. Znów- tak jak Onet
    3. Rzeczownik pospolity (a konkretnie słowo, które może się nim stać), a nie cokolwiek co może sie kojarzyć z nazwą własną, a absolutnie nie nazwiskiem (bo będzie kojarzone po wsze czasy jako strona autorska lub klub fanów).

    Ale spójrz na największe sukcesy internetowe- polskie portale onet, wp, interia, o2- poziomem w sumie porównywalne (nie do końca) a właśnie najłatwiejszy w wymowie i zapamiętaniu onet wygrał (choć nie najkrótszy)
    wyszukiwarki - google - znów nieco łatwiejsze do wymowy od konkurencji i łatwiej stworzyć słowa pochodne (googling, a jak to zrobić od np. yahoo?).
    Najlepiej- dwie sylaby, bez głosek, które można pomylić przy niewyraźnej wymowie, a tym bardziej z różną pisownią (p,b,u,ci,si, itp.), łatwe do odmiany i zapamiętania, nie nazbyt podobne do istniejącego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Pan Wojciech, Maczeta

    W kwestię nazwy/hasła się nie wcinam. Nie mam do tego głowy.

    @ Anonimowy postępowo - akcyzowy

    Twój optymizm jest zaiste piękny. Jeśli będzie tak jak piszesz to bardzo fajnie. Pobawimy się w survival, zrobimy trochę smacznych serków albo innych specjałów i wszyscy trafimy do pięknych, sterylnych domów starców, gdzie nas wreszcie uśpią stosownym zastrzykiem...

    A co - jeśli jednak nie masz racji..? A między nami pisząc, to gołym okiem widać, że nie masz. Cała ta hucpa z globcio czy z akcyzą na paliwo NIE służy żadnemu tam przygotowaniu do odejścia od ropy. Kasa, którą niemiłościwie nam panujące gosudarstwo z nas łupi jest zwyczajnie przejadana lub rozkradana. Żadnej motywacji innej niż fiskalna za akcyzą na paliwo nie ma i być nie może. Że przy okazji powoduje to, że niektóre technologie pomagające obyć się bez ropy być może stają się opłacalne trochę wcześniej? A ile innych - takich, o których nic nie wiemy - w ogóle nie powstaje, bo ich potencjalni twórcy nie mają czasu, zajęci borykaniem się z gosudarstwem lub pisaniem podań o granty - albo brakuje im środków na eksperymenty, bo im je gosudarstwo zabrało..? Czego nie ma, bo nie powstało, tego nie widać. A czego nie widać, to nie boli...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie no PoPO to jaja były. Nie mniej wrzuciłem w podświadomość, że potrzebujemy nazwy, wkrótce pewnie coś z tego wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozmiar państwa jest oddzielnym problemem, jest lepiej dla ludności, jeżeli państwo zaspokaja swój apetyt przez opodatkowanie dóbr importowanych o nieelastycznej podaży (w sytuacji gdy dane państwo czy grupa państw jest "dużym" importerem w skali świata) niż przez np. opodatkowanie pracy.

    Moje podejście nie jest żadnym optymizmem, tylko realizmem. Byłem w tym roku na Paris Motor Show. Większość nowości to samochody co najmniej hybrydowe, nie mówiąc o konceptach i prototypach. Przyszłość jest teraz. Wystarczy się rozejrzeć.

    Mój znajomy budował ostatnio fabrykę biopaliwa na pomorzu, która ma tak duże zdolności produkcyjne, że nie jest w stanie zaspokoić swoich potrzeb na rynku krajowym, ściąga rzepak z Ukrainy.

    Przykłady przyszłości mogę mnożyć. Zapewniam, że nie ma w niej konnej orki i trójpolówki.

    Czytajcie więcej Najwyższego Czasu, a z pewnością będziecie twardo stąpać po ziemi:))(przepraszam za złośliwość)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżeli mi nie wierzycie, to spójrzcie na to:

    http://www.siliconrepublic.com/green-tech/item/17515-zero-emission-tractor-proto

    traktor jest reklamowany jako "zero emission", czyli, że niby walczy z globalnym ociepleniem, ale naturalnie chodzi w tym projekcie o uprzedzanie końca ropy, a nie o te eko-bzdury dla motłochu

    OdpowiedzUsuń
  12. @Anonimowy

    Jesteś zwyczajnie tępy. Włącz sobie lepiej telewizor i spijaj prawdę z błękitnych ócz Donalda T. Czytanie blogów NIE jest jeszcze obowiązkowe, a tym mniej - wypisywanie andronów w komentarzach. Nie zamierzam tu wprowadzać jakiejkolwiek cenzury. Mam jednak nadzieję, że się zwyczajnie obrazisz i dasz spokój, bo tylko męczysz. Niczego sensownego nie napisałeś. Zresztą - nawet i czytać ze zrozumieniem nie umiesz...

    OdpowiedzUsuń
  13. Pozwolę sobie Pana zacytować.
    "Mój znajomy budował ostatnio fabrykę biopaliwa na pomorzu, która ma tak duże zdolności produkcyjne, że nie jest w stanie zaspokoić swoich potrzeb na rynku krajowym, ściąga rzepak z Ukrainy."

    Sęk w tym, że w chili obecnej mamy problemy z produkcją własnego surowca energetycznego i musimy go sprowadzać z Ukrainy. W przyszłości najprawdopodobniej nie będziemy mogli polegać na tym źródle, bo Ukraińcy będą go zużywać na własne potrzeby. Zresztą EROEI rzepaku jest w okolicach 1. Trudno biopaliwo uznać za źródło energii.

    Ja nie czytam NC, bo nie chcę JKM kabzy nabijać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Można zatem to porównać do sytuacji takiej:

    Drewna do ogrzania mojego domu nie zabraknie, bo moja drewutnia ma pojemność 500 m3. Jest taaaka duża, że aż muszę drewno kupować z nie swojej działki by ją zapełnić.

    OdpowiedzUsuń
  15. W sumie ja też "NCz!" nie czytam. Czasem tylko coś tam pisuję :-)

    A pismo już od lat nie należy do JKM. Który też jedynie tam pisuje - tyle, że w przeciwieństwie do mnie: co tydzień.

    @ Panie Wojciechu

    Proponuje nie karmić trolla i więcej już z panem anonimowym nie dyskutować. Zaczyna to już przypominać dyskusję z pięciolatkiem który na każde kolejne wyjaśnienie od początku pyta się "ale dlaczego..?"...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie zamierzam się obrażać, bo rozumiem Pana frustrację. Życie się zawaliło, a ktoś tu jeszcze przychodzi i niszczy marzenia, które snuje Pan sobie na blogu w grupie dobrych znajomych. Przypadkiem tu trafiłem i zaciekawiły mnie teksty o koniach achałtekińskich. Natomiast te teksty pod tytułem 1913.. trudno jest czytać ze zrozumieniem. Oczywiście niczego "sensownego" nie wniosę do waszej dyskusji, bo nie będę pisał o renesansie trójpolówki i konnej orki.

    Co do zaopatrzenia w rzepak fabryki biopaliw, to import z Ukrainy wynika tylko i wyłącznie z tego, że fabryka została otwarta na wiosnę i nie było surowca w Polsce. Od tego roku zostały już zakontraktowane uprawy u nas.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nazywanie mnie trollem jest dużo na wyrost, ja się odnoszę do tekstu, a Pan do mojej, choć anonimowej, to jednak osoby.

    OdpowiedzUsuń
  18. To nawet nie wiedziałem, że "NCz!" już nie jest Korwina. Mimo wszystko takie miałem wrażenie, że czytanie tego pisma mózg mi pierze i robię się bardziej radykalny niż potrzeba.

    @Anonimowy
    Jeśli Pan chce zapraszam na mojego bloga, możemy kontynuować dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hm... ja w temacie spadku ludnosci w Rosji.

    Tematem sie swego czasu interesowalam i jak to zwykle w zyciu, nie ma jednego prostego wyjasnienia :)

    Na niski przyrost naklada sie kilka zjawisk. Po pierwsze, smiertelnosc wsrod mezczyzn jest ogromna. Wiekszosc z nich ginie z powodu alkoholizmu, chorob nim wywolanych i wypadkow. Na to naklada sie fatalna opieka zdrowotna. Obecnie life expectancy dla mezczyzn wynosi 60 lat, dla kobiet 73.

    Sa cale wymierajace wioski, bo kto mlody to juz dawno zwial do duzego miasta, a starzy chlaja na umor i powoli wymieraja.

    Mlodzi, ktorzy wyniesli sie do miast, chca zycia w stylu zachodnim. Kobietom niespieszno jest do obarczania sie dziecmi, zreszta samotne wychowywanie dzieciaka jest trudne (liczba samotnych matek badz tez bedacych jedynymi zywicielkami rodziny jest ogromna).

    W Rosji po upadku komunizmu nie bylo zadnej safety net. Miliony wyemigrowaly kiedy mogly juz otrzymac paszport, zycie reszty uleglo ogromnej degradacji i to wszystko odbilo sie na demografii.

    Having said that - w 2009r. w Rosji zanotowano pierwszy dodatni przyrost naturalny od ponad 15 lat. Nie wiadomo jednak, czy bedzie sie on nadal utrzymywal...

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam,

    Panie Jacku nie licuje z Pana osobą używanie w dyskusji argumentów ad personam, zwłaszcza wobec dyskutantów wnoszących ciekawe spostrzeżenia, choć oczywiście sprzeczne z mainstreamem założeń tu poczynionych.

    Teza o funkcjonowaniu akcyzy jako mechanizmu przechwytywania części ceny paliwa jest prawdziwa i wcale niesprzeczna z tezą o funkcjonowaniu akcyzy jako mechanizmu łupienia (podatki) własnych obywateli.
    Dla osoby o choć pobieżnym wykształceniu ekonomicznym nieelastyczne dobra, w tym przypadku z powodu zmowy (kartel) i ustanowieniu stałej podaży muszą doprowadzić w przypadku obniżki akcyzy do ustalenia nowego stanu równowagi, co będzie skutkować podniesieniem cen przez producentów.
    Oczywiście nie jest to trend prosty, ale mechanizm tak właśnie działa. Nie znaczy to, że akcyza jest dziełem ku dobru obywateli (choć oczywiście jest to też różnicowane przez pogląd na istotę i cel wszelkiego opodatkowania).
    Charakterystyczne, że we wszystkich rankingach na komfort życia - przodują państwa o wysokich podatkach.

    Wracając jednak do sedna akcyza to opodatkowanie dóbr luksusowych i państwo przy jej wyznaczaniu też kierować się musi ograniczaniem popytu przy jej zbyt wysokiej stawce. Ale lepiej zarobić samemu niż mają zarobić inne państwa, więc do pewnej wysokości popytu takie rozwiązanie jest optymalne gdy rozważamy je jako strategia w teorii gier i prowadzi do równowagi Nasha.

    Niestety, choć serce chcę inaczej Peak Oil nie spowoduje powrotu do ery konia. Po pierwsze dlatego, że jest stopniowe, po drugie dlatego, że istnieją alternatywy - niewdrożone głownie dlatego (ogniwa wodorowe czy krytykowana elektrownia termojądrowa produkująca prąd, który niebawem stanie się dominującym paliwem, także w rolnictwie), że lobby naftowe jest takie silne, a także dlatego, że nie ma jeszcze takiej konieczności.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  21. @ MarkOwy

    To nie jest blog ekonomiczny. Nie jest to również blog polityczny jak o to chodzi. Rozważania na temat optymalnego sposobu opodatkowania mało mnie interesują, a i nie czuję się w najmniejszym bodaj stopniu kompetentny aby o tym dyskutować. Natomiast ze ślepą wiarą w niezachwiany postęp postępu podyskutuję bardzo chętnie w wolnej chwili i uczynię to oddzielnym wpisem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam,

    Wiara w postęp a la Jean Condorcet jest oczywiście kolejnym mitem. Niewątpliwie jednak w kwestii energii trochę się od jego czasu zmieniło.
    Czy związany ze zmianami wzrost poziomu entropii układu jakim jest społeczeństwo jest postępem czy regresem, to zależy od przyjętych kryteriów oceny.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  23. Pan Kobus raczy mylić "postęp" z postępem technicznym. (Przepraszam, miałem się już tu nie wypowiadać)

    do Markowy

    nieelastyczność wydobycia ropy nie wynika jedynie ze zmowy, ale również z technologii wydobycia i dostępności nowych złóż

    Akcyza jest bardzo specjalnym podatkiem nie bez przyczyny. Nie jest to inna stawka VAT, ale oddzielny podatek, którego celem jest wpływanie na zachowania społeczeństwa, a nie tylko jego łupienie. Rządy państw importujących ropę chcą ograniczać zarówno jej konsumpcję jak i cenę na rynkach, to naturalne. Proszę zauważyć, że nie ma akcyzy na paliwo w państwach, które ropy nie importują.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Anonimowy do Markowego
    Proszę zauważyć, że akcyza od paliw jest wymysłem właściwie czysto europejskim i tutaj pełni ona rolę wyłącznie fiskalną - a historia sięga lat 60-tych, kiedy nikt sobie nie zdawał sprawy z możliwości wyczerpywania się ogólnoświatowych zasobów ropy.
    W tej roli- jak najbardziej występuje- w Brazylii, gdzie wymusza opłacalność używania rumu w silnikach- ale jest tam znacznie niższa. I została wprowadzona w latach 70-tych rzeczywiście w ramach programu uniezależniania się od ropy, razem z dotacjami do cukrowni i destylarni. Obecnie dotacje już wycofano. Mało rynkowe rozwiązanie i sprawiło, że obecny szok cenowy uderzył także w ceny cukru, ale nie uderzył w gospodarkę Brazylii. W Europie może uderzył mniej w transport (bo proporcjonalnie ceny się mniej zmieniły), ale za to bardzo mocno w budżety państw. Więc jeśli jest sensowna alternatywa, jak w Brazylii, to można nawet poprzeć jako uzasadniony protekcjonizm, w Europie jest to czysty fiskalizm.

    OdpowiedzUsuń
  25. @ Maczeta Ockhama

    Europa jest dużym krajem, jeśli idzie o import ropy, a przynajmniej długo była, przed eksplozją gospodarek Chin i Indii. Dlatego akcyza na paliwo była przechwytywaniem zysku krajów OPEC. To, że zaspokajała głód fiskalny państw to inna para kaloszy, gdyby nie ona państwo musiałoby najeść się gdzie indziej. Tak jak pisałem, korzystniej jest opodatkować dobro o dość nieelastycznym popycie i bardzo nieelastycznej zewnętrznej podaży niż pracę.

    OdpowiedzUsuń
  26. W Polsce i praca i paliwo są tak samo absurdalnie drogo opodatkowane. Po co więc zabierać czas próżnymi dywagacjami co jest lepsze, jeśli nic z tego "lepszego" i tak nie mamy..?

    Jedyny "postęp" o którym w ogóle warto rozmawiać, to postęp techniczny. Jeśli bowiem ktoś wierzy w "moralny postęp ludzkości", czy też w "wyzwolenie człowieka od ucisku" albo "postęp społeczny", to ja go z tej wiary nie wyleczę. Sugerowałbym jednak wizytę u najbliższego psychoterapeuty...

    Natomiast medytując nad kwestią "postępu" jako takiego przypomniałem sobie o relacji pradziadka kol. Maczety, który twierdził był, że nigdy tak dobrze mu się nie żyło, jak za Wilhelma II. Po części pewnie dlatego, że był wtedy młody, silny i cały świat stał przed nim otworem. Patrząc jednak na statystyki, to wrażenie nie było tak całkiem subiektywne. Poziom naszego ulubionego roku 1913 wiele wskaźników europejskiej ekonomii przekroczyło dopiero... w latach 50! U nas i w Rosji nawet później, gdzieś w drugiej połowie lat 60... To jest oczywiście skumulowany skutek I wojny światowej, powojennego kryzysu, Wielkiego Kryzysu, II wojny światowej i drugiego powojennego kryzysu - ale też tak nieodległe w czasie załamanie, na wydobycie się z którego Europa potrzebowała czterech dziesięcioleci, dostatecznym jest już dowodem na próźność zapewnień, że teraz to już nam nic nie grozi, damy radę, a wzrost ekonomiczny, kumulacja bogactwa i ogólnej szczęśliwości będzie odtąd trwał wiecznie i już jedyną, ostatnią rzeczą o którą musimy się jeszcze martwić jest dobre samopoczucie działaczy gejowskich, którzy koniecznie chcieliby adoptować dzieci albo być księżmi (a najlepiej i jedno i drugie...), a tylko ten wredny kler im nie daje...

    OdpowiedzUsuń
  27. Paliwo jest opodatkowane znacznie wyżej niż praca. Z tych podatków trochę jednak mamy, chociażby dziurawe drogi albo skuteczną policję (w naciąganiu na mandaty).

    Nigdzie nie pisałem o postępie innym niż techniczny, więc nie wiem dlaczego Pan się do mnie z tym postępem, gejami i innymi przyczepił. Ja pisałem jedynie o technologiach przyszłości i braku w niej miejsca na orkę konną.

    Jeżeli już mnie szanowny gospodarz ciągnie za język, to na koniec napiszę coś o "postępie" (po raz pierwszy na tym blogu). Otóż niestety nie da się, choćby najmądrzejszy konserwatysta próbował, oddzielić postępu technicznego od jego kulturowego kontekstu, czyli "postępu". Kilka przykładów z życia wziętych:
    - rozwój antykoncepcji (gumki, pigułki) bez którego nie byłoby rewolucji seksualnej
    - rozwój telewizji, bez której ludzie nie wierzyli by w takie głupoty jak system emerytalny, prawa gejów, dziura ozonowa, etc.
    - wzrost wydajności pracy oraz spadek umieralności dzieci, które pozwalają na pełną aktywizację zawodową kobiet

    Takie przykłady można mnożyć i mnożyć, niestety świat się zmienia, a sztuką jest zachowanie balansu między mądrością przodków a możliwościami jakie nam daje technologia.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kilka przmyśleń co do nazwy projektu ...

    Pierwsze pomysły związane z końmi: pegasus, hipogryf.

    Kolejny pomysł związany z rolnictwem: Kain, Augiasz :)

    Sam przyznaję, że w/w nazwy nie najlepiej się kojarzą.

    Przyszła mi też do głowy dłuższa nazwa: TerraLechia (Lechia lub Lechistan to dawna nazwa Polski). Ta mi się podoba najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeśli chodzi o nazwy to przychodzi mi do głowy Civilization Collaps ( cc.pl) lub Civilization Survival (cs.pl). Mogłoby to mieć formę bloga , forum czy portalu z podziałem na działy np. energia , rolnictwo i żywność , medycyna , motoryzacja , społeczeństwo i inne .

    Sprawy energii można byłoby opanować przez uszczelnienie generacji . Przykładowo pojawiają się nowe turbiny wodne mniejszej mocy , ale o dużo niższych kosztach i wpływie na środowisko

    http://wiecejtlenu.pl/2010/06/28/kola-elektrowni-mozna-przyczepic-do-pomostu-kladki-mostu/

    Innym sposobem mogłoby być ogniskowanie ( focusing)
    źródła energii

    http://theenergycollective.com/oshadavidson/45474/solar-power-today-and-tomorrow

    Podobne pomysły sygnalizowałem u Wojtka na blogu
    dot. koncentracji wiatru przez szpaler drzew , żywopłot czy parkan na łopaty wiatraka
    lub wykonanie podobnych budowli wodnych do korzystania z prądów rzecznych czy energii pływów
    morskich .

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie wiem co jest wydajniejsze energetycznie i środowiskowo - biogazowanie odpadów czy kompostowanie ich systemem gospodarczym na miejscu i wykorzystanie energii cieplnej kompostu do ogrzewania niskotemperaturowego ( np. podłogowego , chociaż zalecane jest niskotemperaturowe ścienne - najlepsze dla zdrowia ) . Ale wydaje mi się , że budowa estetycznego ocieplonego np. skalniaka - kompostownika z wężem grzewczym obok domu miałoby co najmniej trzy pożyteczne funkcje - ogrzewanie , nawóz , utylizacja odpadów , a i skalniak , o którym wielu marzy .

    OdpowiedzUsuń
  31. Innym sposobem na minimalizację zależności energetycznej jest sadzenie drzew szybko rosnących i łatwo pozyskiwalnych . Chodzi mi o brak konieczności uzyskiwania zezwoleń na wycięcie i w miarę łatwe ręczne cięcie ( brak paliwa do piły motorowej ). Olcha czy jesion , także grab spełniałyby te wymogi . Grab jako żywopłot , jesion , olcha prowadzone w formie bezpniowej - po osiągnięciu odpowiedniej grubości pozyskiwałoby się drewno z gałęzi nawet sekatorem .
    Zaletą olchy jest wiązanie atmosferycznego azotu - na razie gałęzie ze ścinki przeznaczam u siebie na poprawę gleby .

    OdpowiedzUsuń
  32. W sprzedaży jest teraz wiele kominków z płaszczem wodnym z możliwością wykorzystania jako kuchni z blatem . Może nie jest to estetyczne , ale w warunkach kiedy czajnik elektryczny miałby nam zdestabilizować pobór energii warto pomyśleć o takiej inwestycji przed instalowaniem kominka . Dla domów o charakterze rustykalnym oczywiście obowiązkowa byłaby kuchnia kaflowa z podkową grzewczą i zbiornikiem na ciepłą wodę .
    Cena fotowoltaiki powinna spadać , może nie w takim tempie jak podzespoły komputerowe , ale jest tu duża rezerwa . Bankrutujące państwo będzie podwyższać akcyzę na prąd , więc w pewnym momencie własna fotowoltaika będzie koniecznością . A zastosowań do gromadzenia energii coraz więcej . Piece akumulacyjne , grzałki na ciepłą wodę , ładowanie pojazdów - to przychodzi mi do głowy od razu .

    http://www.autoinfo.pl/wiadomosci/czy-romet-4e-rozwiaze-problemy-polskiej-motoryzacji

    OdpowiedzUsuń
  33. Myślę , że kwestią czasu jest produkcja lamp solarnych domowego użytku, które ładowane byłyby w dzień na zewnątrz , a wykorzystywane do oświetlenia w domu po zmroku . Obecne ogrodowe lampy solarne dają minimalne światło , ale świecą całą noc , więc zwiększenie pojemności i krótszy czas świecenia po ładowaniu np. 3-4 godziny mógłby zmniejszyć pobór energii elektrycznej na oświetlenie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Wklejałem to u Wojtka na PIP , ale w tym temacie też bardzo pasuje

    Przykład upadku farm w Kalifornii z powodu administracyjnej decyzji o zaprzestaniu dostarczania wody

    http://hotair.com/archives/2010/04/30/the-dust-bowl-congress-created/

    i jeden z komentarzy do tego tekstu

    How to destroy the United States of America:

    Elect a charlatan with no documentable history who can hypnotize the masses with vague rhetoric and empty promises – check

    Destroy wealth and move to control corporate and individual income – check

    Takeover healthcare as a means of controling the population and eliminating undesirables – check

    Control the water and food supply to keep the masses at your mercy: weak, hungry and desperate – check

    Nationalize the energy industry by any means necessary (false flag or happy accident). Send in SWAT teams instead of environmental problem solvers. Control the ability of citizens to move via price inflation or product rationing – check

    Yeah, I’d say we are on our way to a third world totalitarian regime.

    OdpowiedzUsuń
  35. Na świecie eksperymentuje się z uprawa jatrofy ( Indie , GB) . Podobno wydajność paliwowa z ha jest trzy razy wyższa z ha.

    Innym rozwiązaniem jest butanol

    http://scaf.i8.com/FutureFuel.html

    OdpowiedzUsuń
  36. Pisze Pan: "Opierając się jednak na tym, co już wiem prognozuję, że jeśli udałoby się pokonać nie tylko problem niedostatecznej populacji koni w Polsce w ogóle (wzrost z obecnych 300 tysięcy do 5 mln zająłby ok. 12 do 15 lat…), ale także i problem nieoptymalnej struktury obecnie istniejącej populacji (w Polsce prawie nie trzyma się ciężkich koni roboczych!"

    1. Czy sztuczna inseminacja klaczy, które mamy w Polsce nasieniem ciężkich ogierów nie sprawi, że te nowo urodzone będą przyzwoite, albo chociaż przyzwoitsze niż ich matka biorąc pod uwagę użyteczność do pracy w polu?

    2.Czy każdego używanego w Polsce konia (zakładając, że nie ma jakiś wad fizycznych) można krzyżować z takimi ciężkimi roboczymi
    przy użyciu sztucznej inseminacji?

    3.Co wyjdzie ze skrzyżowania kuca z koniem ciężkim?

    4. Ile gdzieś pokoleń by trzeba "dolewać" do kuca (i jego potomków z końmi ciężkimi) krwi koni ciężkich, by doczekać się ciężkiego konia?

    OdpowiedzUsuń
  37. Panie Wojciechu

    To jest temat na osobny wpis na portal Agepo, który zapewne popełnię w najbliższym czasie (tj. w ciągu tygodnia jak sądzę).

    Nie jest to takie proste. Mieszanie kucyka z koniem ciężkim nie ma sensu - trzeba by stosować krycie wypierające przez co najmniej 5 - 6 pokoleń, co przy średniej 3 lata na osiągnięcie dojrzałości hodowlanej każdego kolejnego pokolenia daje nam z powrotem wyjściowe 15 lat.

    Sztuczna inseminacja może pomóc o tyle, że będzie można szybciej upowszechnić w populacji cenne geny. Nie u kucyków oczywiście, tylko po prostu u zwykłych chłopskich klaczy - "pogrubionych". Nie przyspieszy jednak przyrostu liczebnego populacji. Ciąża u konia trwa 11 miesięcy, co 11 miesięcy może się rodzić 1 źrebię.

    Każdego konia można krzyżować z każdym innym, ale nie zawsze ma to sens. Żeby mogła istnieć populacja dobrych, wydajnych koni roboczych, niestety musi też istnieć pewna - choćby bardzo niewielka - populacja koni szlachetnych, pod wierzch. Inaczej - w ciągu niewielu pokoleń konie robocze zdegenerują się. Tylko najostrzejsza możliwa selekcja jaką jest wyścig w galopie pozwala utrzymywać wśród koni zdrowe serca, ścięgna i kości - przy czym droga jaką te akurat geny trafiają do populacji "roboczej" też nie jest taka prosta.

    Prawdopodobnie dałoby się pójść "na skróty" dzięki inżynierii genowej. Tylko: ile by to kosztowało..?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...