czwartek, 21 października 2010

Rok 1913+, cz. 1 – założenia programowe

Im dłużej myślę nad tym projektem (a na razie mogę tylko myśleć: wprawdzie byłem w Warszawie, ale przedostanie się w poniedziałkowe popołudnie z Pragi na Mokotów gdzie mieści się Biblioteka Narodowa przekraczało zasób mojej cierpliwości…), tym bardziej mi się on w wyobraźni rozrasta. I zaczynam się obawiać, że sam mu nie podołam. Szczególnie, że – co tu kryć: nie brak mi i innych zmartwień, którym muszę zaradzić w pierwszej kolejności. Na czym praca umysłowa może ucierpieć, niestety.

Dlatego chciałbym zaprosić Państwa do współpracy. Stwórzmy razem spójną wizję świata jaki nadejdzie po Peak Oil. Będziemy z tego mieli satysfakcję. Nasi czytelnicy zaś – będą mogli wyciągnąć wnioski na przyszłość. Które być może uratują im życie. Albo pozwolą zająć lepszą, wygodniejszą, wyższą pozycję społeczną w tym nowym świecie..?

Chciałbym to zrobić rzetelnie i metodycznie. Dlatego na początek proponuję przedyskutować założenia wstępne. Częściowo już je wyłuszczyłem zarówno w samym tekście, jak i w dyskusji pod tekstem o „Ekologach“ do gnoju. Mam wrażenie, podobnie jak Pan Wojciech, że myślimy bardzo podobnie. Czy zatem wszyscy możemy się zgodzić na następujące twierdzenia:
1.     W ciągu nadchodzących dziesięcioleci będzie następował stały wzrost bezwzględnych (a więc – niezależnych od inflacji) cen nośników energii o charakterze nieodnawialnym: paliw kopalnych takich jak ropa naftowa, gaz ziemny, węgiel, uran.
2.     Ów wzrost albo już przekroczył, albo w najbliższym czasie przekroczy punkt, po którym światowe wydobycie poszczególnych paliw może tylko maleć – czyniąc ewentualne krótkoterminowe fluktuacje ich cen nieistotnymi dla ogólnego trendu. Ten punkt w odniesieniu do ropy naftowej to właśnie „Peak Oil“ (w odniesieniu do pozostałych rodzajów paliw, oczywiście „Peak Gas“ czy „Peak Coal“ itd.). Z oczywistym względów o tym, że Peak Oil został już przekroczony można się dowiedzieć tylko post factum – i to raczej z pewnej już perspektywy czasowej, a nie zaraz, kiedy tylko to się stanie. Jakkolwiek zatem nie jest to pod żadnym względem wydarzenie nagłe ani niespodziewane, to i tak informacja o tym, że już nastąpiło, będzie dla nas zaskoczeniem!
3.     Z ww. względów również i skutki owego bezwzględnego wzrostu cen energii nieodnawialnej będą się rozkładały na dziesięciolecia. Nie ma potrzeby rozpatrywania na potrzeby tego projektu konsekwencji nagłego, całkowitego braku dostępu do paliwa. Taki nagły, całkowity brak dostępu do paliwa jest owszem możliwy – na skutek różnego rodzaju katastrof technologicznych lub politycznych, ale ściśle rzecz biorąc, nie ma to nic wspólnego z „Peak Oil“. Pomijając oczywiście fakt, że wraz z kurczeniem się dostępnych zasobów, wzrośnie międzynarodowa konkurencja o dostęp do nich – co uczyni prawdopodobieństwo poważnej katastrofy polityczno – militarnej znacząco większym.
4.     Skutki wzrostu cen energii będą tym donioślejsze dla danej branży, im więcej energii ona obecnie konsumuje.
5.     Czas, w jakim ów wzrost cen energii będzie następował daje możliwość podjęcia działań dostosowawczych.
6.     Problemy o charakterze ekonomicznym (światowy kryzys zadłużenia) i politycznym są oczywiście skorelowane ze wzrostem cen energii (jak słusznie twierdzi kol. Maczeta). Nie jest to jednak korelacja o charakterze prostym. Najogólniej rzecz biorąc, kryzys ekonomiczny i polityczny raczej wyprzedza wyczerpanie się dostępnych zasobów. Nie można zresztą wykluczyć, że korelacja ta ma charakter dodatniego sprzężenia zwrotnego. Należy bowiem pamiętać, że najcenniejszym zasobem, jakim dysponujemy, wcale nie jest ropa naftowa, tylko ludzka pomysłowość. Przytłaczający prywatną inicjatywę  moloch współczesnego państwa znakomicie tę pomysłowość marnuje i niweczy. Dzięki czemu do wyczerpania się realnie dostępnych zasobów materialnych może dojść wcześniej, niż by to miało miejsce, gdyby ludzka pomysłowość w ich poszukiwaniu i przetwarzaniu mogła się rozwijać w sposób nieskrępowany!
7.     Wyczerpanie się dostępnych zasobów materialnych (wzrost ich cen) sprawia, że ludzie rezygnują z zaspokajania swoich potrzeb, zaczynając od wierzchołka „piramidy Maslowe’a“. Państwa natomiast (te które przetrwają i o ile przetrwają poprzedzający wyczerpanie się zasobów kryzys ekonomiczno – polityczny) koncentrują się na zachowaniu aparatu przymusu i bezpieczeństwa. Istnieją różne możliwe „odpowiedzi“ organizmu państwowego (a więc pasożyta, którego żywiciel przechodzi osłabienie…) na nadchodzący kryzys. W miarę jednak, jak będą malały dostępne zasoby materialne, zmniejszać się też będzie możliwość utrzymania klasy próżniaczej (urzędniczej), co nasuwa optymistyczny dość wniosek, iż „odpowiedzi“ o charakterze totalitarnym (jakie w tej chwili wydają się najczęstsze i najbardziej prawdopodobne), nie mają jednak przed sobą daleko idących perspektyw: są zbyt kosztowne! Innymi słowy: ten z pasożytów (państw), który zdoła się powstrzymać przed przekształceniem swojego żywiciela (społeczeństwa) w lokalną wersję Korei Północnej, a więc będzie zdolny do bolesnej decyzji o samoograniczneiu, zyska w dość krótkiej perspektywie czasowej znaczną przewagę nad konkurentami i będzie im mógł odebrać tak cenne zasoby…

Bardzo proszę o krytyczną dyskusję. Jeśli ktoś z Państwa sądzi, że przedstawiona lista założeń jest niekompletna, proszę także o propozycje uzupełnień.

Żeby powiało trochę świeżością i optymizmem przypominam, że są ludzie, którzy już dziś są całkowicie, w 100% gotowi na obycie się bez ropy, węgla i gazu: Amisze. Jak widać na załączonym obrazku, narzędzia których używają, bynajmniej nie przypominają radła z czasów króla Ćwieczka, a mimo to ich wykonanie nie wymaga wiele paliw kopalnych (dymarki przerabiające złom mogą spokojnie pracować na węglu drzewnym), a napęd – zgoła żadnych:

Podobne rozwiązania są też dostępne i w Polsce.

Zdjęcie pochodzi z tej strony. Mam co prawda poważne podejrzenia, że jej autorom bardziej chodziło o wyłudzenie dotacyjki niż o jakiekolwiek realne skutki działania, ale chcąc czy nie chcąc – dobrze robią!

46 komentarzy:

  1. Co do projektu- oczywiście jestem za. Co do szczegółów ad 1 i 2. w okolicy peak oil jesteśmy rzeczywiście teraz, może nawet już po. Peak gas jeszcze ładny kawałek przed nami- cała zachodnia Syberia to gigantyczne złoża, których eksploatacja się właśnie zaczyna. Ad 4 i wyżej jest na piramidzie potrzeb. Amisze to grupa której zdecydowanie warto się przyjrzeć. Dodałbym, że były lokalne piki, które powodowały najpierw boom, a potem, w miarę wyczerpywania się złóż, spadek dochodów i wzrost kosztów - maskowany przez fiat money. I chyba fiat money należy włączyć do tej układanki - zwłaszcza że zwrócę Autorowi uwagę na pewną koincydencję - kiedy w Chinach był papierowy pieniądz (960- 1615, czy coś takiego), to właśnie wtedy wydobywano tam gaz ziemny.
    Projekt się robi duży - theory of everything. Może warto go złożyć w książkę?
    A ja- wiadomo energia i może przyszłość państw

    OdpowiedzUsuń
  2. Mysle, ze warto wlaczyc do rownania stopniowy rozwoj odnawialnych zrodel energii. Sa w tej chwili kraje majace bardzo ambitne zalozenia w tej kwestii, na przyklad Niemcy, duzo sie tez dzieje w
    Kalifornii (o czym pisalam juz wczesniej http://futrzak.wordpress.com/2010/01/16/panele-sloneczne-dla-kazdego/).

    W ogole mysle ze dobrze bedzie sie skupic na jakichs konkretnych panstwach, bo calego swiata objac sie nie da, zbyt duza ilosc danych do przetrawienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skupiamy się na Polsce. Reszta świata interesuje nas o tyle, o ile wpływa na nasze podwórko. Stąd zresztą tytuł. Amerykanie w 1913 roku rozbijali się już fordami model "T"...

    Odnawialne źródła energii oczywiście są ważne. Na nich - i na zdecentralizowanej sieci energetycznej (zamiast obecnej centralizacji) - będzie się opierać przemysł i ewentualne udogodnienia dla ludności, jeśli z rozważań wyjdzie nam, że nas na takowe stać. Ale jeśli idzie o rolnictwo - a od tego zaczęliśmy - to mam poważne wątpliwości. Możliwości jest tu bardzo wiele. Już pracuje się nad ciągnikami z napędem hybrydowym. Można na pewno skonstruować takowe na biogaz czy wręcz - jak w 1913 roku jeszcze były: parowe. Ze względu na stały moment obrotowy ciągniki z napędem elektrycznym lub parowym świetnie by się zresztą do pracy w polu nadawały. Kłopot w tym, że to duże, skomplikowane i wymagające wiele energii do wytworzenia urządzenia. Tymczasem priorytetem w czasach kryzysu będą raczej konstrukcjie militarne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,

    pkt. 7 jest mocno kontrowersyjny i hurraoptymistyczny. Przykłady historyczne temu przeczą. ZSRR i III Rzesza to totalitarna odpowiedź na przygotowanie do rozstrzygnięcia I WŚ, która de facto pozostała nierozstrzygnięta.
    W sytuacji zagrożenia mobilizacja, uniwersalizacja i siłowe wymuszanie zachowań konformistycznych w każdym aspekcie życia jest zgodne z dylematem więźnia.
    USA nie zastosowały tej strategii, gdyż nie doszło do zagrożenia integralności terytorialnej kontynentu północnoamerykańskiego. Choć i tak prewencyjne internowanie obywateli japońskiego pochodzenia, trudno nazwać ochroną praw i wolności obywateli.

    Sytuacja kryzysu zawsze sprzyja "zwieraniu szeregów", wybieranie bezpieczeństwa kosztem wolności - ergo droga do totalizmu otwarta.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  5. To jednak jeszcze jeden punkt- państwo, jakiekolwiek będzie, żyje za swoje - tj. zakładamy brak długu publicznego i deficytu budżetowego dla obliczeń - to drugie zresztą może spełnić się już wkrótce. Zgaduję, że Autor przyjął je jako milczące, ale rozwinę, że obowiązuje też w okresie przejściowym. Ma to wbrew pozorom znaczne skutki dla całego społeczeństwa

    OdpowiedzUsuń
  6. @MarkOwy

    "Odpowiedź totalitarna" jest pierwszą, odruchową reakcję klasy próżniaczej na kurczenie się jej żerowisk. Obserwujemy to zresztą obecnie na każdym kroku. Pytanie - czy ten trend może by ć trwały..? Jedna Korea Północna, rabując od czasu do czasu zbrojnym szantażem swojego południowego sąsiada i innych "kapitalistycznych bogaczy", czy też jedna Kuba - mogą jakoś prosperować. Tj., mogą prosperować rządzące nimi reżimy. Ale w skali globalnej..? Wcale nie jestem tego pewien, ale mam wrażenie, że skutkiem takiego eksperymentu byłby kolaps po którym wrócilibyśmy do rzeczywistości plemiennej. Co - nota bene - jest i tak wcale możliwe i nawet dość prawdopodobne!

    Pytanie, czy jest szansa na to, że którykolwiek z obecnie istniejących reżimów powstrzyma się przed "totalitarną odpowiedził" na kryzys - i pozbędzie się klasy próżniaczej, której do tej pory służył..? Wystarczy że jeden tak zrobi, a pójdzie to efektem domina - bo taki reżim połykał będzie swoich głodujących sąsiadów jak rekin płotki...

    Co wcale nie znaczy, że czeka nas era wolności i pokoju...

    OdpowiedzUsuń
  7. Starsi i mądrzejsi już dawno przemyśleli omawianą sprawę i wymyślili globalne ocieplenie, w którym nie chodzi o temperaturę i CO2, tylko o przystosowanie gospodarek do zmniejszenia konsumpcji energii i przestawiania się na źródła odnawialne. Jak spojrzycie na założenia do walki z globalnym ociepleniem, to idealnie odpowiadają one pożądanej reakcji na sytuację po szczycie wydobycia ropy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm... Starsi i mądrzejsi tak to wymyślili, żeby IM w efekcie było lepiej. Ale czy nam musi się to koniecznie podobać..?

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Anonimowy

    Czy masz może na myśli Starszych braci w wierze ;) ?

    OdpowiedzUsuń
  10. @ anomimowy
    Starsi i mądrzejsi wymyślili nawet akcyzę na paliwo - tylko teraz powinni ją obniżać, a nie potrafią...

    OdpowiedzUsuń
  11. Akcyzy na paliwo nie powinno się obniżać. Stanowi ona przechwycenie zysków państw produkujących ropę. Jeżeli by ją obniżyć we wszystkich krajach-konsumentach ropy, to OPEC podnosi cenę ropy, tak by benzyna nie staniała zanadto i przechwytuje akcyzę. Obniżenie przez jeden kraj to wyłamanie się z pewnej niepisanej umowy, powstałej jako rozwiązanie dylematu więźnia po kryzysie z lat 70-tych.

    Mówiąc starsi i mądrzejsi miałem na myśli starszych i mądrzejszych.

    OdpowiedzUsuń
  12. To już jest jakaś spiskowa teoria dziejów... A ta "niepisana umowa" to w "strefie 54" była zawarta, tak..?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zatem nie obniżajmy akcyzy we wszystkich krajach, tylko w Polsce. Nasz kraj jest na tyle mały, że efektu skali to nie wywoła. Wątpię również, że nagle zacznie się wojna na obniżanie akcyzy na świecie.

    Takie chociażby USA w porównaniu do europejskiej śmiesznie niską.

    OdpowiedzUsuń
  15. To jest strefa 51 Panie Jacku! No chyba, że chodzi o jeszcze jakąś inną "strefę". W razie czego proszę o tajne dane o niej na priva ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Proszę zajrzeć do traktatu akcesyjnego do wspólnot europejskich, czy do uniokonstytucji, zanim zaczniecie sugerować mi oszołomstwo. Niby dlaczego jest tam ustanowiona minimalna stawka na akcyzę i przykaz obejmowania go maksymalnym możliwym VAT-em??? Jest to jasno zapisane/wynegocjowane, nie mówimy tu o żadnych strefach tajemnic.

    Jeżeli obniżymy akcyzę to zwiększy się popyt na paliwo. Ponieważ produkcja/podaż jest sztywna, nie można zwiększyć produkcji w krótkim okresie, to nadwyżkę popytu przejmie producent, czyli OPEC. Gdyby w Europie zlikwidować akcyzę na paliwo, to cena ropy na rynkach momentalnie szybuje do 150 dol za baryłkę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawe. Rzeczywiście, temat rzeka.

    Mogę dorzucić swoich parę groszy jeśli chodzi o wiedzę, ale w miarę możliwości (patrz: wolny czas którym będę dysponować). Mogę także zawrzeć swoje opinie i doświadczenie życiowe (pochodzę ze wsi). Ale na to będę musiał założyć własnego bloga (ech, co internet robi z człowiekiem). A co mogę dać? No cóż, mam pewną wiedzę w tym temacie która stale się rozrasta. Mianowicie:

    Studiuję energetykę.

    Są to co prawda początki, ale pewną wiedzę (nie tylko akademicką) już posiadam. Być może uda mi się zmniejszyć obawy niektórych bloggerów, ale być może wniosę do dyskusji trochę krytyki (konstruktywnej oczywiście :) ). Myślę jednak, że kwestia energetyki (i jej przyszłość)jest z racji mojego przyszłego zawodu dość istotna, więc chciałbym mieć jakiś swój wkład w to przedsięwzięcie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Anonimowy energetyk
    Nie musisz zakładać bloga- za to możesz, jak najbardziej wnieść wkład do projektu. Zostaw swojego maila w komentarzu, albo wyślij wiadomość do mnie, Wojciecha Majdy lub Autora

    OdpowiedzUsuń
  19. @Anonimowy energetyk

    Jesteś w stanie się dowiedzieć ile w 1913 roku było małych elektrowni wodnych zasilających lokalne mleczarnie, chłodnie, zakłady przemysłowe? A w 1939? To już by wiele pomogło. Podobno potencjał hydroenergetyczny Polski to 13 tys. MW. Czy to prawda? Czy to by wystarczyło dla utrzymania podstawowych usług dla ludności i najpotrzebniejszego przetwórstwa rolno - spożywczego? Do tego oczywiście dochodzi fotowoltaika, źródła geotermalne i parę innych rzeczy. No i najważniejsze jak sądzę - decentralizacja całego systemu. Którą spodziewana lada moment zapaść sieci przesyłowych w Polsce i tak wymusi. Tak się składa, że ja jestem synem elektryka :-)

    @ Anonimowy akcyzowy

    Przykro mi - ale bełkoczesz! Nawet nie ma jak z Tobą dyskutować, bo brak tu myśli do skrytykowania...

    @ Panie Wojtku

    51, 54 - a co to za różnica..?

    OdpowiedzUsuń
  20. @ boskawola
    odpowiadając częściowo. Kołacze mi się w głowie, że hydro zapewnia 4% energii w Polsce i zakładam, że potencjał jest w większości wykorzystany. Pozostają małe rzeki i potoki, ale one w wielkości energetycznej są małe i tyle. Łatwo zauważyć, że nie wystarczy to prawie na nic. W połączeniu z wiatrem i PV może na podstawowe potrzeby. Górskie kraje mają się lepiej. Ale też nie widzę wielkich potrzeb energetycznych przetwórstwa rolnego. Właściwie to wszystko co mi przychodzi do głowy może obyć się bez prądu.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Maczeta

    A jak sobie wyobrażasz mleczarstwo, czy szerzej - chłodnictwo (bo to i mięsa dotyczy) - bez prądu? Póki nie było prądu, nie istniała taka branża rolnictwa jak produkcja mleczna!

    A problem z naszą, polską energetyką tu i teraz jest taki, że sieci przesyłowe, pamiętające Bieruta, sypią się na żaden Peak Oil nie czekając. Takie przygody jakie mieli mieszkańcy świętokrzyskiego poprzedniej zimy będą się więc zdarzały coraz to częściej i na coraz to większą skalę...

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeżeli ja bełkoczę, to jak nazwać to co Pan pisze? Zarzuca mi Pan udział w strefie 54, a nie ma pojęcia o unijnych regulacjach dot. energetyki. Jeżeli ktoś proponuje obniżenie akcyzy w sytuacji, gdy uniokonstytucja tego zabrania, to kto tu bełkocze? Pomijam tu sensowność tych regulacji, którą na gruncie ekonomii łatwo uzasadnić, o ile słuchacz posiada podstawową intuicję ekonomiczną.

    Jeżeli namawia Pan do powrotu do trójpolówki, orania końmi i powrotu na wieś, w świecie, w którym powstaje pierwsza elektrownia oparta na fuzji termojądrowej, rozwija się pozyskiwanie energii z wiatru, słońca, geotermii, biomasy, etc.. to kto tu bełkocze??

    Ja rozumiem, że jest Pan historykiem i lubi sobie fantazjować, ale proszę zaznaczyć gdzieś na początku lub końcu tych fantazji, że to wszystko jest w konwencji żartu, bo młodzi uwierzą, że Pan na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Pan Jacek
    Nie, żeby jakieś super wiarygodne źródło :)
    Ale podaję

    http://www.bryk.pl/teksty/liceum/geografia/geografia_spo%C5%82eczno_ekonomiczna/8015-odnawialne_%C5%BAr%C3%B3d%C5%82a_energii_w_polsce.html

    @Anonimowy
    Gdzie ta pierwsza elektrownia w oparciu o fuzję termojądrową powstaje? Masz na myśli ten eksperymentalny reaktor za kilkanaście mld euro?
    Ten, który ma pomóc udowodnić czy w ogóle fuzja termojądrowa jest w ogóle możliwa (w warunkach ziemskich)?
    Ten którego wstępny "terminarz" wygląda tak:
    * Conceptual design is to be complete by 2017
    * Engineering design is to be complete by 2024
    * The first 'Construction Phase' is to last from 2024 to 2033
    * The first phase of operation is to last from 2033 to 2038
    * The plant is then to be expanded/updated
    * The second phase of operation is to last from 2040 onwards
    http://en.wikipedia.org/wiki/DEMO

    OdpowiedzUsuń
  24. @Pan Jacek
    "Przemysł mleczny" bez lodówek również może istnieć. Zwykle chodzi o wytworzenie wartości dodanej by nie wozić ze wsi do miasta wody. Przerobienie mleka na miejscu w masło/sery sprawia, że może istnieć "przemysł mleczny". Niektóre sery mogą być przechowywane w temp pokojowej. Z masłem jest trochę gorzej. Może jak się ghee będzie z niego robić...

    OdpowiedzUsuń
  25. @ Boskawola
    Przetwórstwo spożywcze- czyli kiełbasy i sery (nie mylić z wyrobami sprzedawanymi obecnie w sklepach pod taką nazwą). Prąd jest przydatny, ale nie konieczny przy wytwarzaniu. Chłodnie nie są potrzebne do przechowywania i transportu. Zresztą transport sera jest jak zauważył Wojciech, efektywniejszy energetycznie niż mleka. Więc prawdopodobnym rozwiązaniem będzie produkcja sera od razu na farmach mlecznych. Zresztą dokładnie takie rozwiązanie- zupełnie tradycyjne widziałem sam w Alpach kilka lat temu- na lato krowy były wypędzane na wysokogórskie pastwiska, tam dojone, od razu wyrabiano ser- który był zwożony dopiero po sezonie.
    Zresztą akurat do chłodni sama fotowoltaika może być wystarczająca- największe potrzeby energetyczne przy pełnym słońcu, możliwość zmagazynowania lodu. Tu przypominam też rozwiązanie z poł. XIX - żaglowcami holowano góry lodowe do portów i sprzedawano lód.

    OdpowiedzUsuń
  26. Energia z fuzji termojądrowej to melodia drugiej połowy XXI wieku, ale już dziś we Francji czy Belgii ponad 80% energii elektrycznej pochodzi z atomu. Ale przecież o przyszłości jest ta rozmowa. A tzw. Peak Oil to też raczej druga połowa XXI wieku.

    Takie dyskusje jak ta wasza są dla wolnorynkowca nieco przerażające, bo nie znając się za bardzo na gospodarce próbujecie stworzyć swój idealny świat. Obyście tylko nie próbowali tego wprowadzać w życie pod hasłem kolejnej rewolucji czy innej głupoty.

    Jak prąd czy ropa zdrożeje, to ludzie znajdą inne źródła energii oraz sposoby jej wykorzystywania, kierując się rachunkiem ekonomicznym, a nie czyimś "wizjonerstwem".

    Cała ta "hucpa" z globalnym ociepleniem ma za zadanie rozłożyć w czasie szok energetyczny, tak aby nie doszło do bardzo poważnych zaburzeń w funkcjonowaniu gospodarek.

    OdpowiedzUsuń
  27. @ Anonimowy
    1.Problem z energią atomową jest dokładnie ten sam- uran nie jest zasobem odnawialnym- a tak konkretnie to już jest trochę problemów z dostawami- choć są możliwości zwiększenia wydobycia, ale przy znacznie większych kosztach
    2. Myślę, że nie będziemy próbować stworzyć idealnego świata. Ale świat się sam zmienia i spróbujemy odgadnąć w którą stronę.
    3. Jeśli jesteś w stanie powiedzieć jakie to będą źródła energii i jakie zmiany społeczne i gospodarcze wywoła to przestawienie się- to zapraszamy do projektu- jeśli nie to wchodząc z butami w uprawnienia Autora (mam nadzieję, że się nie obrazi) uprzejmie proszę o nie trollowanie
    4. Peak Oil to najprawdopodobniej najwyżej 2 dziesięciolecie XXI - czyli teraz.
    5. O globalnym ocipieniu nawet nikt tu nie wspomina, a mnie ono nawet szczególnie nie obchodzi. Jeśli nawet w Polsce klimat zmieni się na np. węgierski- to co z tego? A w szlachetny spisek autorów tego pomysłu mających na celu ratowanie świata- sorry, to jest kompletny BS.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Anonimowy akcyzowo - postępowy

    Wybacz, ale z uniokonstytucją dyskutować nie zamierzam. Obchodzi mnie dokładnie tyle co globalne ocieplenie albo zeszłoroczny śnieg. Czyli wcale.

    Co do tego, że ludzie sobie poradzą bez ropy nie mam najmniejszych wątpliwości. Właśnie dlatego zaproponowałem rozpoczęcie tego projektu, bo w to wierzę. Teraz próbujemy sobie wspólnie wyobrazić, jak to konkretnie może wyglądać. Akurat orka w konie jest o wiele łatwiej wyobrażalna niż orka w traktor o napędzie termojądrowym. Choć, jeśli takie się pojawią w seryjnej produkcji w pespektywie 20 lat (o takiej mówimy), to tylko się ucieszę...

    A już w ogóle zakładanie że autorzy pomysłu "globcia" czy tych bzdur zwanych uniokonstytucją mieli jakąkolwiek dobrą wolę i wizję przyszlości to gorzej niż nietakt - to obelga dla rozmu!

    @Pan Wojciech, Maczeta

    Czy jest ekonomicznie sensowne przerabianie na ser 900 litrów mleka dziennie..? Bo tyle średnio pozyskuje druh mój serdeczny Radek od swoich niespełna 30 krów... Kto miałby to robić i gdzie? To nie są takie proste sprawy. Przy kilku litrach - robi to małżonka w kuchni. Przy kilku albo kilkunastu tysiącach - personel w hali. Ale w tej skali, obawiam się, kuchnia już nie wystarcza, a na halę jeszcze się nie zarobi... Pomijając już fakt, że mleczarstwo to nie tylko sery.

    Ergo - konieczne byłoby zmniejszenie skali działania. Czyli powrót do gospodarki Marysieńki, która dla swojego Jana III trzymała w Wilanowie dwie krówki.

    Tyle, że w roku 1913 mleczarstwo i chłodnictwo już istniały. Dlaczego mielibyśmy z tych wynalazków rezygnować? Nie lepiej utrzymać je w ruchu, dając im tylko alternatywne źródło zasilania?

    Idzie o to, co by jak najmniej niszczyć, a jak najwięcej wykorzystać i utrzymać tego, co jest...

    OdpowiedzUsuń
  29. @ boskawola
    Właśnie coś takiego widziałem w Alpach. Krów było coś w tych granicach (nie liczyłem). 3 pastuchów (organizator letniego wypasu i 2 pomocników)- i mały budynek, który im służył do zamieszkania i jako serowalnia. Akurat na tą halę istniała droga- ale przez przypadek - była to droga zaopatrzeniowa dla frontu w I w.ś., ale nie jest to konieczne.

    OdpowiedzUsuń
  30. @ Maczeta

    No i OK. Tym niemniej, lepiej z prądem niż bez prądu, prawda..?

    OdpowiedzUsuń
  31. Prawda... Istnieje kilka technologii, które za pomocą spadającej wody mogą wytworzyć sprężone powietrze, stąd zaś już tylko krok do wytworzenia zamrażarki. Będę musiał jeszcze o tym poczytać, ale rzecz to jest niezwykle ciekawa.

    Sam będę miał co najmniej 1 krówkę :) dla moje "Marysienki" i małych Majdów

    OdpowiedzUsuń
  32. @ Wojciech Majda
    Ależ wytwarzanie zimna w obecnej technologii to nic innego jak użycie energii mechanicznej do sprężania gazu roboczego. Używa się elektrycznej, ale dokładnie nic nie stoi na przeszkodzie użycia jakiegokolwiek innego silnika- może być nawet bezpośrednio wiatrak. Tylko po co, skoro za pośrednictwem prądu jest dużo wygodniej. Jeśli dojdziemy do wniosku, że miedź może być mało dostępną rzeczą- jest to i tak jakaś alternatywa.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Boska Wola
    Ciekawy temat. Wart dyskusji. Gratuluję pomysłu.

    @Wojciech Majda
    Panie Wojtku masło ghee istniało dawniej w kuchni polskiej (obecnie już troszkę zapomniane) i ma polską nazwę - masło klarowane. Proszę tego nie odbierać jako czepiactwo - ja tylko tak informacyjnie ;)

    @Wszyscy
    Peak Oil to nie tylko problem ze środkami transportu oraz energetyką. To również problem z drożejącymi (lub nieopłacalnymi po PO) wszelakiej maści wytworami przemysłu chemicznego. Wszak część z tych produktów powstaje na bazie ropy naftowej np. niektóre lekarstwa.
    I tu moim zdaniem może się kryć problem większy niż brak prądu. W wielu przypadkach prąd można wytwarzać lokalnie wykorzystując energię wody lub wiatru.

    Pozdrawiam
    KK

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo ciekawy pomysł. Sugeruję jednak, aby nie zakładać, że po nastąpieniu peak oil całkowicie utracimy dostęp do paliw kopalnych. Raczej należy się spodziewać, iż znacząco podrożeją, więc zmieni się zakres ich wykorzystywania.
    Drugą kwestią jest to, że wprawdzie ropy nie mamy, ale węgla mamy olbrzymie ilości, gazu też mamy dośc dużo - i to tego zwykłego, nie łupkowego. Po prostu teraz nie opłaca się go wydobywać - w wypadku węgla nie tylko z powodów ekonomicznych...
    Do tego dochodzą technologie wytwarzania energii "odnawialnej" (odnawialna to ona nie jest, też się kiedyś skończy, tylko że później niż ropa), które mają dodatni eroei (są opłacalne energetycznie) oraz są możliwe do zastosowania na masową skalę. Są już znane, tylko obecnie jeszcze nie opłacalne, lub wymagają zmian organizacyjnych czy wręcz zmian w mentalności ludzkiej. Poniżej je krótko opiszę - niestety nie podam teraz źródeł, kiedyś się tym tematem interesowałem (planowałem inwestycje w biogazownię), podaję dane "z pamięci" - więc z góry przepraszam za ewentualne pomyłki :).
    1. Biopaliwa - wytwarzanie paliwa z kukurydzy, rzepaku itp. jest na obecną chwilę kretynizmem. Po pierwsze aby wytworzyć 1,05 l biopaliw trzeba zużyć odpowiednik litra benzyny (w postaci paliwa dla maszyn, energii do produkcji i gazu do nawozów sztucznych). Po drugie - aby zapewnić z biopaliw dość energii dla samochodów trzeba by zasiać rzepakiem 120% Polski. Trzecia, dość oczywista wada to fakt, iż uprawy na biopaliwa zabierają obszar na inne uprawy. Biopaliwa wymagają też odpowiednio przerobionych silników. Najlepiej diesli po przeróbkach - biopaliwa rozpuszczają uszczelki w silnikach.
    IMO jedynym sensownym źródłem biopaliw są glony. W chwili obecnej, w USA wytworzenie galonu paliwa z glonów kosztuje 120$ - czyli cena benzyny z ropy i benzyny z glonów już się czasami pokrywa. Biorąc pod uwagę, że koszt ropy będzie rósł, a koszt glonów spada, w pewnym momencie benzyna z glonów stanie się opłacalna. Niestety raczej w okolicach szczytowych cen paliwa, które mieliśmy w ostatnich latach. Zaletą glonów jest to, że są ok 30 krotnie wydajniejsze od rzepaku czy kukurydzy (potrzeba więc ok 5% powierzchni kraju nie 120% na uprawę), rosną sobie na ściekach, które przy okazji oczyszczają. Około 1/4 masy glonów pozostaje jako pasza dla zwierząt lub cenny nawóz.
    Wadą biopaliw z glonów jest to, że wymagają dostarczenia dwutlenku węgla, metanolu (dziś syntetyzowanego głównie z gazu ziemnego), oraz dla ekstrakcji olejów albo sporej ilości ciepła, albo chemikaliów uzyskiwanych z ropy naftowej. Amerykanie wyliczyli, że jakby dziś na produkcję glonów przeznaczali cały dwutlenek węgla produkowany rocznie w ich fabrykach, starczyło by im paliwa na 2 miesiące jazdy. Polacy produkują więcej CO2 i mniej zużywają ropy, ale oznacza to, że glony nie rozwiążą problemu braku paliw, a jedynie go złagodzą (nawet o 1/3 więc i tak nieźle). Jeźeli chodzi o ciepło potrzebne przy produkcji biopaliwa - główni dostawcy CO2, tacy jak huty, cementownie, elektrownie dostarczają też mnóstwo odpadowego ciepła. Połączywszy to z faktem, że produkcja glonów oznacza pochłanianie CO2, podejrzewam, że w przeciągu kilku najbliższych lat, przy większości polskich hut i cementowni zobaczymy wkrótce rury wypełnione glonami - hałdy z odpadami są fajnymi miejscem na hodowlę glonów :D. Połączenie taniego źródła ciepła z zyskiem na podatku od CO2 wkrótce sprawi, ze paliwo z glonów będzie cenowo konkurencyjne z ropą.
    Ropa z glonów się skończy jak skończy się węgiel - ale nawet w obecnie eksploatowanych pokładach mamy węgla na przynajniej 70 lat.

    część 2 wkrótce :)

    OdpowiedzUsuń
  35. @ Arturro
    1 Węgiel w Polsce- od zeszłego roku Polska jest importerem netto węgla. Szok cenowy grozi nam szybciej niż myślimy.
    2. co do glonów- może nie jestem na bieżąco, ale z tego co się orientuję istnieją poważne problemy z przekształceniem skali z eksperymentalnej w przemysłową- krótko mówiąc przemysłowych metod nie ma i nie zanosi się szybko na nie. Węgla mamy sporo, ale ogólnoświatowy peak nie sądzę aby był daleko
    Co do bezsensu biopaliw- tak, ale z jednym wyjątkiem- rumu, gdzie EROEI dochodzi do 10, czyli jest lepsze niż najtrudniejsze obecnie eksploatowane złoża ropy

    OdpowiedzUsuń
  36. Biogaz - technologia znana i sprawdzona, działa w wielu miejscach świata, szczególnie popularna w Niemczech i Chinach. Teraz wprowadzana w Polsce, ale mam wrażenie, że jak wiele innych nowości, jest w Polsce wprowadzana w sposób dość idiotyczny... Biogaz można produkować zasadniczo z roślin (a raczej z tzw. kiszonek), odpadów roślinnych i zwierzęcych oraz osadów ściekowych. Promowana w Polsce jest produkcja biogazu z kiszonek - kiszonka kukurydzy jest optymalnym (pod względem przebiegu procesu) materiałem na biogaz, niestety jest kosztowna (kukurydza kosztuje) a także zajmuje pola pod uprawy (200 ha by przez rok zasilić elektrownię o mocy 1 MW). Mimo to i tak jest lepsza od biopaliw - eroei ma 4 (uzyskuje czterokrotnie więcej energii niż zużywa), a w przypadku równoczesnej sprzedaży energii elektrycznej, cieplnej i nawozu nawet bez dopłat jest opłacalna ekonomicznie(choć ledwo).
    Dużo lepiej sytuacja wygląda przy produkcji biogazu z odpadów (produkcja rolna, gnojowica, przetwórstwo spożywcze, odpadki "domowe"). Eroei jest bardzo wysokie - odpadki już są, energia jest głównie potrzebna na ich dostarczenie do biogazowni, ale przy lokalnym charakterze biogazowni nie będzie to dużo. Tym bardziej że odpadki i tak trzeba by było wywieźć. Koszt wkładu do biogazowni jest niski, czasami wręcz ujemny. Wadą tego rozwiązania jest, że skład wkładu wciąż się zmienia - tak więc wymaga to większej wiedzy (trzeba modyfikować proporcje mieszanki stanowiącej wkład), zapewne produkcja enerii nie będzie tak optymalna jak przy kiszonce. W scenariuszu 1913+ zapewne ubędzie odpadków - ludzie będą bardziej oszczędni, mniej wyrzucą, dadzą do zjedzenia trzodzie itp. ale i tak takie biogazownie będą mogły działać i dostarczać prąd, ciepło i nawozu na potrzeby lokalne.
    IMO najsensowniejszym rozwiązaniem jest produkcja biogazu z odpadów z szamb i oczyszczalni ścieków. Koszt wkładu jest ujemny (zapłacą nam za utylizację), pozbywamy się w ten sposób groźnych ścieków, nie trzeba zuzywać pól na uprawę kukurydzy ani nawet pomyj na karmę dla świń :D Kolejną zaletą będzie to, że największe biogazownie będą zlokalizowane przy miastach, więc łatwo będzie dostarczyć tak wyprodukowane ciepło i prąd do ludzi/przemysłu. Wad produkcji biogazu ze ścieków jest kilka. Podstawowy problem to zanieczyszczenie metalami cięzkimi/chemią. W skrajnym wypadku zanieczyszczenie zabije bakterie gnilne w komorze reaktora. W łagodniejszym - tak uzyskanego nawozu nie wykorzystamy do nawożenia kapusty, będzie go można wykorzystać tylko do nawożenia roślin przemysłowych. Rozwiązaniem jest rozdzielenie ścieków toksycznych od zwykłych komunalnych. Nie powinno to być az takie trudne, gdyż wiele dużych zakładów już ma własne systemy utylizacji ścieków - konieczne będzie tylko tego upowszechcnienie. Ścieki z wiosek czy małych miasteczek i tak w większości wypadków nie będą toksyczne, więc będzie je można wykorzystać jako nawóz.

    Dalej o biogazowaniach w następnym komentarzu - ten był zbyt długi.

    OdpowiedzUsuń
  37. Kontynuacja o biogazie:

    Szwedzi od kilkudziesięciu lat mają świra na punkcie ekologii i uniezależnienia się energetycznie od reszty świata. Szwedzi wprawdzie mają socjalizm i sporo tych pomysłów powstało w główach socjalistycznych/ekologicznych utopistów, ale to bardzo praktyczny i pracowity naród i udało im się tak dopracować te techniki ze mają sens energetyczny i ekonomiczny. Skandynawia to jedyny znany przykład wydajnych ekonomicznie państw socjalistycznych... Szwedzi w ramcha walki z globciem sfinansowali instytucję której przedstawiciele opracowali dla Polski (tak, konkretnie dla Polski) na bazie szwedzkich doświadczeń plan ekologicznie i ekonomicznie opłacalnej produkcji energii/utylizacji odpadków. Oparty głównie na spalarniach odpadków (które z jakiegos powodu tylko w Szwecji są ekonomicznie i energetycznie opłacalne) oraz biogazowniach. Goście wyliczyli ze biogazownie powinny (oparte na odpadach/szambie, nie na uprawach) dostarczyć ok 40% zużywanego dziś w Polsce gazu. Nie wiem na ile ich wyliczenia są prawdziwe, ale podejrzewam że są zbliżone do prawdy. Biorąc pod uwagę, że dziś wydobywamy ok 40% zużywanego gazu po upowszechnieniu biogazowni problem braku gazu ziemnego (a więc przede wszytkim nawozów!) nie powinien być w Polsce szczególnie dotkliwy.

    Część czwarta w drodze :D

    @ Maczeta Ockhama
    1. Tak, jesteśmy importerem węgla, ale nie dlatego, że węgla w Polsce brakuje, ale z powodu idiotycznej gospodarki węglem, a raczej kopalniami. Wg. tych samych wyliczeń wg. których peak oil nastąpi w ciągu najbliższych kilku lat, peak coal grozi nam najwcześniej za lat 70. Polsa siedzi na węglu - teraz się go nie opłaca wydobywać, ale wraz ze wzrostem cen kopalin i spadkiem stęzenia socjalizmu w kopalniach stanie się to znów opłacalne. Przy obecnych technikach. Przy technikach będących obecnie w fazie testów Polska ma szansę zmienić się w energetyczny odpowiednich Arabii Saudyjskiej (wraz z Niemcami i Czechami). Ale o technologiach mocno eksperymentalnych (lecz działających!!!) będę pisał później.

    2. Podstawowym problemem jest cena - 120$ za baryłkę paliwa z glonów (przepraszam, w poprzednim komentarzu pomyliła mi się baryłka z galonem :( ). Dziś cena baryłki ropy to 83$. Cenę 120$ ropa przebiła tylko na kilka miesięcy. Na dzień dzisiejszy paliwo z glonów bez horrendalnych dopłat (czy to bezpośrednich, czy to za asymilację CO2) jest nieopłacalna. Problemem technicznym jest to, ze do glonów trzeba doprowadzić CO2, ciepło i prąd. Inaczej mówiąc "farmy" glonów muszą się znajdować tuż obok zakładów przemysłowych. Glony hoduje się w szklanych/plastikowych rurach (technologia hodowli glonów jest na poziomie zdolnego majsterklepki), które spokojnie mogą leżeć na hałdach, zniszczonych przez przemysł ziemiach itp. Żaden sensowny zakład przemysłowy nie postawi koło siebie farmy glonów, bo to się po prostu nie opłaca. Teraz - jak ropy zacznie brakować, to zacznie się opłacać. A "farmerem" glonów musi być albo zakład emitujący dużo CO2 i ciepła, albo ktoś, kto działa tuż przy nim i się dogada z właścicielem np. huty. Paliwo z glonów da się robić na Śląsku ale nie na Warmii.
    3. Paliwo z rumu/spirytusu to się ekonomicznie i energetycznie opłaca w Brazyli i na kilku wyspach Karaibów. Tam jest o wiele więcej słońca, w Brazylii sadzi się kukurydzę na ziemiach pozyskiwanych z karczowania lasów tropikalnych. Nie do zastosowania w Polsce czy większości świata. Nie mówiąc już o tym, że Brazylijczycy albo wyjałowią sobie całkiem ziemię, albo będą musieli zacząć nawozić - a wtedy to przestanie się tak opłacać. Owszem, lokalnie paliwo ze spirytusu może mieć sens. Lokalnie sens mają wiatraki, a nawet produkcja paliwa z rzepaku. Ale ani wiatraki, ani rum, ani rzepak nie rozwiążą naszych przyszłych problemów energetycznych. Glony też nie, ale mają szansę dostarczyć nawet do 30% potrzebnego w Polsce paliwa, bez utraty ziemi pod uprawy, a nie 5% kosztem drogiej żywności.

    OdpowiedzUsuń
  38. Kurczę, wcięło mi kontynuację ostatniego komentarza i odpowiedź dla Maczety :(( Znajdę chwilę to napisze jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń
  39. Biogazownie - kontynuacja.

    Szwedzi po krysyzie energetycznym z lat 70 tych postanowili uniezależnić się od surowców energetycznych. W znacznym stopniu opierają się na spalarniach śmieci oraz biogazowniach. Szwecja jest zresztą chyba jedynym przypadkiem gdzie spalanie śmieci opłaca się tak ekonomicznie jak i energetycznie (na tyle, że importują śmieci m.in. z Norwegii), zaprzeczają też twierdzeniu, że biogazownie opłacają się tylko w krajach południowych (biogazownia potrzebuje dość wysokiej temperatury do sprawnego funkcjonowania). O technologii spalania śmieci wiele nie napiszę, wiem tylko że poza Szwecją mają uzasadnienie jedynie jako sposób utylizacji śmieci, gdyż albo trzeba śmieci suszyć (energia) albo dodaktkowo opalać je gazem ziemnym. Jak ktoś wie czemu Szwedom się spalarnie śmieci opłacają, prosił bym o podzielenie się tą wiedzą.
    Czemu piszę o Szwedach? A to z tego powodu, iż Szwedzi w ramach walki z globciem stworzyli instytut, który ma doradzać i promować ekologiczne źródła energii w Polsce. Ewentualnie nie chodzi im o globcio tylko o to by Bałtyk przestał być ściekiem :D Istotne jest to, że wyliczyli iż gdyby Polska w całości wykorzystywała osady z oczyszczalni ścieków i w 70% odpady z produkcji rolnej itp. to zmniejszyła by zapotrzebowanie na gaz ziemny aż o 40%. Nawet zakładająć ze aż połowa z tych 40% gazu ziemnego to zysk w postaci nawozów z biogazowni (zakłady azotowe są głównym odbiorcą gazu ziemnego w Polsce), to i tak oznacza że biogazownie są w stanie dostarczyć prądu będącego odpowiednikiem 20% dzisiejszego zużycia gazu ziemnego. Bez marnowania ziemi pod uprawy energetyczne, przy relatywnie taniej infrastrukturze.

    @ Maczeta Ockhama
    ad. 1 Węgiel importujemy nie dlatego, że w Polsce brakuje węgla, tylko z powodu wieloletnich zaniedbań w zakresie górnictwa węglowego. Wiele kopalń w Polsce to nadal przetrwalniki socjalizmu, co więcej w niewystarczającym stopniu inwestowano w górnictwo. Ale to prawdwa, będzie problem bo z dnia na dzień nie da się zwiększyć wydobycia węgla.

    Z tych samych opracowań z których wynika, iż peak oil nastąpi za kilka lat wynika iż peak coal nastąpi za lat 70. Z opracowań w których peak oil nastąpi za lat 20, peak coal ma mieć miejsce za lat 140. Widziałem też opracowanie ze peak coal będzie miał miejsce przed 2030 rokiem, zakładam więc okres 70 lat za najbardziej prawdopodobny.

    ad. 2 Podstawowym problemem przy produkcji paliwa z glonów jest cena. Dziś baryłka ropy kosztuje 83$. W ciągu ostatnich kilku lat na kilka miesięcy przebiła 120$, mniej więcej przez taki sam okres baryłka ropy kosztowała poniżej 50$. Barykła oleju napędowego z glonów kosztuje (bez dopłat) 120$ (przepraszam, idiotycznie pomyliłem baryłkę z galonem w pierwszym komentarzu). Inaczej mówiąc produkcja paliwa z glonów jest dziś nieopłacalna. Oczywiście jak cena ropy będzie rosnąć a cena (postęp technologiczny) oleju z glonów będzie spadać, to kiedyś glony będą opłacalnym źródłem paliwa do samochodów. Niestey, wciąż drogim...
    Technologiczny problem to taki, że farma glonów musi znajdować się w pobliżu zakładu będącego źródłem CO2 i ciepła (a także prądu na doświetlanie). W chwili obecnej nie ma czynnika ekonomicznego który motywował by huty czy cementownie do zakładania własnych farm glonów, bo to się po prostu nie opłaca. Ciągnięcie CO2 i ciepłą z huty (obrzeża miasta) do daleko leżacej farmy glonów (tania ziemia) jest ekonomicznie i energetycznie absurdalne. Aby to się zmieniło, potrzebna jest zmiana ekonomiczna, oraz zmiana w mentalności. Dla właścicieli hut, cementowni, elektrociepłowni itp. posiadanie własnej farmy glonów musi stać się normą a nie dziwnym pomysłem szalonego ekologa.

    ad. 3 Rum się opłaca w Brazyli i na kilku Karaibskich wyspach. Tam jest dużo słońca, dużo wody, dużo taniej ziemi. Tę ziemię zresztą wykorzystują ekstensywnie, jak ją wyjałowią i bedą musieli intensywnie nawozić a nawozy zdrożeją (bo są z gazu), to samochody na rum stracą sens.

    OdpowiedzUsuń
  40. Biogazownie - kontynuacja.

    Szwedzi po krysyzie energetycznym z lat 70 tych postanowili uniezależnić się od surowców energetycznych. W znacznym stopniu opierają się na spalarniach śmieci oraz biogazowniach. Szwecja jest zresztą chyba jedynym przypadkiem gdzie spalanie śmieci opłaca się tak ekonomicznie jak i energetycznie (na tyle, że importują śmieci m.in. z Norwegii), zaprzeczają też twierdzeniu, że biogazownie opłacają się tylko w krajach południowych (biogazownia potrzebuje dość wysokiej temperatury do sprawnego funkcjonowania). O technologii spalania śmieci wiele nie napiszę, wiem tylko że poza Szwecją mają uzasadnienie jedynie jako sposób utylizacji śmieci, gdyż albo trzeba śmieci suszyć (energia) albo dodaktkowo opalać je gazem ziemnym. Jak ktoś wie czemu Szwedom się spalarnie śmieci opłacają, prosił bym o podzielenie się tą wiedzą.
    Czemu piszę o Szwedach? A to z tego powodu, iż Szwedzi w ramach walki z globciem stworzyli instytut, który ma doradzać i promować ekologiczne źródła energii w Polsce. Ewentualnie nie chodzi im o globcio tylko o to by Bałtyk przestał być ściekiem :D Istotne jest to, że wyliczyli iż gdyby Polska w całości wykorzystywała osady z oczyszczalni ścieków i w 70% odpady z produkcji rolnej itp. to zmniejszyła by zapotrzebowanie na gaz ziemny aż o 40%. Nawet zakładająć ze aż połowa z tych 40% gazu ziemnego to zysk w postaci nawozów z biogazowni (zakłady azotowe są głównym odbiorcą gazu ziemnego w Polsce), to i tak oznacza że biogazownie są w stanie dostarczyć prądu będącego odpowiednikiem 20% dzisiejszego zużycia gazu ziemnego. Bez marnowania ziemi pod uprawy energetyczne, przy relatywnie taniej infrastrukturze.

    OdpowiedzUsuń
  41. @ Maczeta Ockhama
    ad. 1 Węgiel importujemy nie dlatego, że w Polsce brakuje węgla, tylko z powodu wieloletnich zaniedbań w zakresie górnictwa węglowego. Wiele kopalń w Polsce to nadal przetrwalniki socjalizmu, co więcej w niewystarczającym stopniu inwestowano w górnictwo. Ale to prawdwa, będzie problem bo z dnia na dzień nie da się zwiększyć wydobycia węgla.

    Z tych samych opracowań z których wynika, iż peak oil nastąpi za kilka lat wynika iż peak coal nastąpi za lat 70. Z opracowań w których peak oil nastąpi za lat 20, peak coal ma mieć miejsce za lat 140. Widziałem też opracowanie ze peak coal będzie miał miejsce przed 2030 rokiem, zakładam więc okres 70 lat za najbardziej prawdopodobny.

    ad. 2 Podstawowym problemem przy produkcji paliwa z glonów jest cena. Dziś baryłka ropy kosztuje 83$. W ciągu ostatnich kilku lat na kilka miesięcy przebiła 120$, mniej więcej przez taki sam okres baryłka ropy kosztowała poniżej 50$. Barykła oleju napędowego z glonów kosztuje (bez dopłat) 120$ (przepraszam, idiotycznie pomyliłem baryłkę z galonem w pierwszym komentarzu). Inaczej mówiąc produkcja paliwa z glonów jest dziś nieopłacalna. Oczywiście jak cena ropy będzie rosnąć a cena (postęp technologiczny) oleju z glonów będzie spadać, to kiedyś glony będą opłacalnym źródłem paliwa do samochodów. Niestey, wciąż drogim...
    Technologiczny problem to taki, że farma glonów musi znajdować się w pobliżu zakładu będącego źródłem CO2 i ciepła (a także prądu na doświetlanie). W chwili obecnej nie ma czynnika ekonomicznego który motywował by huty czy cementownie do zakładania własnych farm glonów, bo to się po prostu nie opłaca. Ciągnięcie CO2 i ciepłą z huty (obrzeża miasta) do daleko leżacej farmy glonów (tania ziemia) jest ekonomicznie i energetycznie absurdalne. Aby to się zmieniło, potrzebna jest zmiana ekonomiczna, oraz zmiana w mentalności. Dla właścicieli hut, cementowni, elektrociepłowni itp. posiadanie własnej farmy glonów musi stać się normą a nie dziwnym pomysłem szalonego ekologa.

    Rum jako paliwo opłaca się w Brazyli i na kilku karaibskich wysepkach. Tam mają dużo słońca, dużo wody i dużo taniej ziemi. Jak tę ziemię wyjałowią i będą musieli nawozić (nawozy to gaz ziemny), to im eroei i opłacalność spadnie. Rum to nie jest rozwiązanie kryzysu energetycznego, może pomóc lokalnie ale nie globalnie. Zresztą lokalnie to nawet w Polsce może się sprawdzić elektrownia wiatrowa czy paliwo z rzepaka.

    OdpowiedzUsuń
  42. Szlam z oczyszczalni ścieków bez żadnego zgoła przetworzenia jest jak najbardziej bezpośrednio wykorzystywany do nawożenia pól. Bardzo się to zresztą opłaca: nie tylko można się załapać na dodatkową dotację od Jewrosojuza (podchodzi to pod... stosowanie płodozmianu!), ale i oczyszczalnia nie tylko sama dowozi, ale jeszcze płaci gotówką za odbiór. Radek, druh mój serdeczny, wiosną 70 tirów na pola rozrzucił. Teraz w zamian sprzedaje chętnym obornik od swoich krów.

    Oczywiście, że gdyby przerobienie tego na biogaz było bardziej opłacalne niż wyrzucenie na pole i zaoranie...

    OdpowiedzUsuń
  43. @ www.boskawola.pl

    Z tego co słyszałem istnieją jakieś przepisy zakazujące wylewania szlamu z oczyszczalni na pola na których uprawia się żywność. Możńa pod rośliny przemysłowe, ale nie żywność. Nie chodzi tu tylko o metale cięzkie/chemię, ale bardziej nawet o patogeny ludzkie. Choć nie sądzę by się tym ktoś nadmiernie przejmował - podejrzewam że jeśli to jest opłacalne to i koperta dla inspektora się znajdzie :D Nie zdziwiło by mnie też, gdyby możliwe było dostanie dotacji UE na coś, co wg. prawa polskiego jest nielegalne...
    Przerobienie osadów ściekowych na biogaz ma ten sens, że zabija patogeny (w ponad 95%), a także przerabia mikroelementy z g..wna w postać łatwiej wchłanialną przez rośliny. Porównywano pole nawożone bezpośrednio gnojówką z polem nawożonym gnojówką poddaną fermentacji z biogazowni - w tym drugim wypadku roślinki były zdrowsze i dawały plony średnio wyższe o 15%. Podejrzewam że przy fermentacji ścieków te proporcje były by jeszcze lepsze.
    IMO wielu rolników chętnie by korzystały z nawozu uzyskiwanego na zasadzie: Oczyszczalnia -> biogazownia -> pole, gdyby te biogazownie fizycznie istniały. Niestety z jakiś powodów koszt postawienia biogazowni w Polsce (licencja niemiecka) o mocy 1MW to jakieś 4 mln euro. A w Chinach takie biogazownie są teraz masowo stawiane przez samych rolników - jakoś nie chce mi się wierzyć, by tam biogazownie też kosztowały po 4 mln euro od megawata... Tak na chłopski rozum biogazownia to szczelna beczka w której odbywa się fermentacja, do tego 2 kolejne beczki to tymczasowego przechowywania osadów ściekowych i szlamu pofermentacyjnego, oraz gazowy generator prądu i konwektor ciepła. W Chinach to musi być zdecydowanie tańsze niż u nas...

    OdpowiedzUsuń
  44. @Arturro
    Przyznam, że przy sporym moim krytycyźmie (trudo dziś odróżnić eurościemy od rozsądnych pomysłów) w miarę mnie przekonałeś.
    Więc przechodząc do konkretów- aby elektrownia biogazowa mogła działać jako peaker plant opierać się musi na turbinie gazowej lub silniku tłokowym. O turbinach gazowych wiem niewiele, ale silnik tłokowy jest bardzo łatwo skalowalny, tyle, że nie toleruje siarki w paliwie- a w biogazie jest chyba siarkowodór? Czy jakieś oczyszczanie biogazu nie będzie zaporowym kosztem i też jaka jest minimalna ekonomia skali? Zgaduję, że jeśli technologia będzie oparta na silniku tłokowym- to układ na skalę gospodarstwa będzie optymalny- nawet wykorzystanie ciepła odpadowego jest idiotycznie łatwe przez wstawienie chłodnicy do budynku. Jeśli technologia wymusza większe- to jak duże?

    OdpowiedzUsuń
  45. @ Maczeta Ockhama

    Z informacji które sam znalazłem, ekonomicznie opłaca się budować biogazownie o mocy ponad 500 kW, o ile dostanie się co najmniej 60% dotację na budowę - to koszt budowy biogazowni jest elementem zaporowym.
    W Chinach, w mniejszym stopniu w Niemczech, popularne są biogazownie o komorze fermentacyjnej o rozmiarze cysterny (takiej cysterny co np. benzynę się wozi). W tym pliku są ładne zdjęcia różnych biogazowni: www.biogazownierolnicze.pl/upload/file/1.pdf
    W Chinach takie małe komory buduje sobie rolnik zwykle sam, co jak podejrzewam korzystnie wpływa na koszty :) Taka mała biogazownia ma ok 30 kW mocy, ale Chińczycy często używają biogaz z takich małych instalacji bezpośrednio do ogrzewania czy oświetlania, bez przerabiania go na prąd.
    W dużych instalacjach biogaz odsiarcza się na filtrze wypełnionym rudą darniową, która jest tania i jest jej w Polsce mnóstwo, osusza a na końcu w filtrze z węgla aktywnego usuwa pozostałe zanieczyszczenia.
    Widziałem różne agregaty kogeneracyjne, zarówno zawierające w sobie silniki tłokowe jak i turbiny gazowe. Te ostatnie chyba są jeszcze bardziej wrażliwe na siarkowodór, ale nie jestem inżynierem, tylko niedoszłym inwestorem w biogazownie (kasy brakło), więc im bardziej techniczne pytanie, tym większe ryzyko iż odpowiem błędnie lub wcale :).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...