czwartek, 28 października 2010

Rewolucja seksualna i inne nieprawdy

Żadnej rewolucji seksualnej nie było. To tak a propos rzekomego wpływu pigułki antykoncepcyjnej na teraźniejszość i przyszłość naszej cywilizacji. Opinia taka pojawiła się w ramach dyskusji o postępie, do której wrócę jeszcze - mam nadzieję że w czasie najbliższego weekendu - osobnym wpisem. Dzisiaj tylko mały przyczynek w ramach rozgrzewki. Poniekąd głównie stąd wynikły, że mi zawalili ulotkowanie, straciłem dwie prezentacje w Kowarach i siedzę teraz jak jaki głupi w zruinowanym i na pół opuszczonym Wałbrzychu, czekając na zmiłowanie Boże i na mój ostatni i jedyny występ jutro przed południem (po prawdzie, to wolałbym mknąć teraz do domu - jestem tam potrzebny, a tą jedną prezentacją i tak kokosów nie zbiję...).

Tak więc, żadnej rewolucji seksualnej nie było. Mniemać bowiem, że nasi przodkowie prowadzili się cnotliwie, o "tych sprawach" pary z gąb nie puszczali, a poza małżeństwem i ócz na płeć przeciwną nie podnosili, może tylko ten, kto całą wiedzę o przeszłości czerpie z "Trylogii" lub z powieści Jane Austine. W rzeczywistości było zgoła odwrotnie. O wiele chutliwsi od nas byli nasi pradziadowie i (zwłaszcza) pra-pra-pradziadowie. Gdzieś tak do połowy XIX wieku mniej więcej. Przy tym wcale czarnosecinna, integrystyczna, katolicka moralność na całkiem zgoła swobodne, by nie rzec wręcz beztroskie podejście do seksu żadnego nie miała wpływu. Owszem - kaznodzieje grzmieli (niektórzy, jak Savonarola, nawet czasem - na krótko - zdobywali posłuch), niektóre, co bardziej wyzywające Boga obyczaje z czasem odchodziły w niepamięć (jak pogańskie wielożeństwo, które gdzieś tak w XIII wieku w Polsce zanikło, czy rozpusta uprawiana w łaźniach, której kres położyła Reformacja w wieku XVI). Ogólnie jednak, kto chciał to swawolił. I dotyczyło to tak samo mężczyzn, jak i kobiet. Wbrew twierdzeniom Janusza Korwin - Mikke zresztą: cóż, nawet tak wybitny umysł nie może wiedzieć wszystkiego... A że Statut Litewski (na przykład), obowiązujący na terenie b. Wielkiego Księstwa aż do roku 1831 przewidywał za cudzołóstwo karę śmierci..? Głupi był, kto się dał złapać, jeszcze głupszy - kto złapany, nie uciekł. "Pamiątki Soplicy", na które wielokrotnie się tu już powoływałem, jako wielkie dziwo podają, że był taki jeden w XVIII wieku, który za życie bez ślubu z pewną panną na gardle karany uciekł a potem, wielkie wyrzuty sumienia czując, po latach wrócił i wręcz wykonanie na sobie egzekucji (czego juź nikt czynić nawet i nie chciał starcowi nad grobem...) wymusił.

Ogólnie jednak, opinie obcych podróżników o cnocie dawnych Polek i Polaków są zgodne (i to juź od Ibrahima ibn-Jakuba - inna sprawa, że jego opowieść o nieposzanowaniu cnoty niewieściej wśród Polan brzmi trochę fantastycznie, wręcz jakimś Diderotem - 8 wieków wcześniej - trąci...). W tym mianowicie, że coś takiego po prostu nie istnieje i każdy czyni co chce i jak chce.

A konsekwencje..? Co ja mogę za to, że zielarstwo przez ostatnie sto lat tak podupadło w całej Europie, że już pod koniec XIX wieku swawolące panienki nie umiały sobie z tym problemem poradzić, czego ówczesne kroniki kryminalne są żywym dowodem? Owszem, był to jeden ze skutków XIX-wiecznej "biurokratycznej modernizacji": nowożytne państwa tak długo prześladowały "baby" zielarki i akuszerki (również i innymi usługami dla żeńskiej części populacji się trudniące), aż zawód ten i wiedza w którą był wyposażony, zanikły całkiem i już tylko skakanie z szafy na podłogę czy nader niebezpieczne eksperymenty z ostrymi przedmiotami w takiej sytuacji zostały... Nie pochwalam oczywiście tego, co te matrony robiły, ale uczciwe zdanie sprawy z faktów takimi, jakie one były, ich roli pominąć nie może niestety. Zresztą, było wtedy wiele sposobów na to, aby niewczesną brzemienność ukryć, a niechcianego potomka pozbyć się. Albo i nie. Przypominam, że Adam Jerzy ks. Czartoryski, oficjalnie potomek Adama Kazimierza ks. Czartoryskiego (i wnuk ks. Augusta, o którym pisałem tu osobno...), był tak naprawdę synem carskiego ambasadora, Mikołaja Repnina.

Czyż nie są obaj panowie do siebie podobni..? Peruka trochę przeszkadza dostrzec podobieństwo, ale nos, oczy..?

Jakoś to ks. Adamowi Kazimierzowi nie przeszkadzało. Cóż: życie celebrytów rządzi się własnymi prawami!

I w tym jest w gruncie rzeczy pies pogrzebany. Tzw. "moralność wiktoriańska", które odbiciem jest zarówno nasza "Trylogia", jak i powieście Jane Austine, to etyka właściwa klasie średniej. Której wcześniej zbyt wiele (u nas przynajmniej) nie było.

Klasy niższe niewiele, albo i nic nie posiadają - to i na niewiele albo i na nic nie muszą zważać, jeśli idzie o prowadzenie się. W końcu - co mają do stracenia? Dzisiaj żyjem, jutro gnijem, to nasze, co zjem i wypijem - jak to lapidarnie ujął nasz wieszcz narodowy Adam M., skądinąd wielki wielbiciel wdzięków niewieścich i ojciec co najmniej bataliona bękartów. O czym jakoś w szkołach nie uczą, prawda..?

Klasy wyższe - już wiemy: mogą sobie na luz pozwolić. A klasa średnia? Nie bardzo! Zarówno w wieku XIX, jak i w czasach współczesnych, gros klasy średniej stanowiły osoby żyjące z (w miarę stałych) dochodów pieniężnych. W wieku XIX byli to drobni rentierzy i wolne zawody. Obecnie: lepiej uposażeni "poganiacze niewolników" z wielkich korporacji. Ich życie i wtedy i teraz przypomina balansowanie na linie. Każdy kryzys polityczny, rewolucja, załamanie rynku, dewaluacja - z miejsca podkopuje podstawy ich bytu. Tu się nie ma z czego śmiać, to jest życie w ciągłym stresie! Miejsca tu nie ma na żaden luz. A każdy wybryk natury obyczajowej kończy się z miejsca zdeklasowaniem i utratą tego miłego, wygodnego gniazdka, które z takim nakładem sił się uwiło... To jaki jest sens ryzykować? No i stąd - etyka wiktoriańska. Która w miarę jak klasa średnia rosła w liczbę i w siłę, w drugiej połowie XIX wieku stała się dominująca.

Doszło do tego, że kiedy generał Anders rozwiódł się z żoną i pojął w jej miejsce nowszą, przestano go zapraszać na dwór królewski. Brytyjski! Jakby to Henryk VIII usłyszał, ha, ha, ha..!

Ergo, poluźnienie etyki seksualnej w latach 60. ub. wieku nie było żadnym tam buntem przeciw tradycji, zakłamaniu, religii - słowem: żadną rewolucją! Jak już, był to lokalny bunt przeciw etyce klasy średniej. Szybko zresztą spacyfikowany. Bo prawda jest taka, że obecnie jak Europejki chcą się wyszaleć, to lecą do Tunezji albo do Egiptu. Jesteśmy o wiele mniej chutliwi (boję się napisać: cnotliwsi, bo nie w tym rzecz, że my się powstrzymujemy - nam się już po prostu nie chce..!) od naszych pradziadów. Co istotnie, być może jest pewną rewolucją - ale zupełnie w inną stronę i w zupełnie innym sensie, niż to usiłują sufrażystki i inni czciciele Szatana suflować. Dlaczego jesteśmy tak oziębli..? Kto to wie? Może dlatego, że się nam przejadło? Że to żaden wyczyn, ryzyko czy tabu? Temat do przemyślenia...

A pigułka? Pigułka zaledwie przywraca to co już wcześniej było. Przed połową XIX wieku. Rewolucja? Jaka tam rewolucja...

8 komentarzy:

  1. Witam,

    Na poziomie metanarracji możemy zacytować Monteskiusza:
    (...) każda rozmaitość jest jednostajnością, każda zmiana trwaniem.

    Tylko, czy aby to cokolwiek tłumaczy?

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się wywołany do tablicy.

    Nie rozumiem, dlaczego na temat rewolucji seksualnej spojrzał Pan na zasadzie "słoń a sprawa Polska"? Rewolucji seksualnej w Polsce rzeczywiście nie było (w latach 60), bo jak mawia klasyk, niczego nie było (będzie). Rozpoczęła się w latach 90-tych.

    Rewolucja seksualna była w Stanach i na Zachodzie i nie polegała jedynie na przyjęciu przez młode pokolenie klasy średniej zachowań reprodukcyjnych właściwych niższym stanom.

    Rewolucja seksualna to też przenikanie treści seksualnych w sposób jawny do życia publicznego (telewizja, reklama, film, ale też sposób ubierania), rozwój i upowszechnienie pornografii (myśli Pan, że przed wojną można było zakupić świerszczyka w każdym kiosku? to był półświatek wtedy), odkładanie decyzji o małżeństwie albo rezygnacja z niego, społeczna akceptacja konkubinatów, rozwój subkultur homoseksualnych, etc. Jeżeli Pan tego nie dostrzega, to...

    Nie ma też sensu porównanie do XIX wieku czy wcześniej. Jak robię rewolucję, to się nie buntuje przeciwko Mieszkowi I czy carowi Aleksandrowi, tylko przeciwko temu co zastałem tu i teraz. Koniec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prowadzenie kobiet w ogole a Polek w szczegolnosci pozostawialo zawsze duzo do zyczenia. Wspolczesnosc polonijna jest doskonale przedstawiona w filmie "Polish Wedding" (1999) rezyserii Teresy Connelly. A kto ma znac sprawe lepiej niz kobieta? Innym dzielem filmowym omawiajacym ten wazny i zawsze dla mezczyzn interesujacy problem (rozmowy o dupie Maryni) to "Carnal knowledge" (1971) rez. Mike Nichols. Jak dlugo skutki trudne byly do ukrycia a opinia spoleczna potepiala "upadla" niewiaste , zachowany byl w naturze pewien lad moralny. Dostep do srodkow zapobiegawczych i poronnych zniszczyl owe procesy hamowania a niewiasty pograzyly sie w rozpuscie, zgodnie ze swoja predylekcja. Teraz jedyna nadzieja jest strach przed laniem czyli silna reka pana i wladcy oraz AIDS. Ale czy to wystarczy aby powstrzymac wystepna nature?

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam za off-topic, ale powstało coś ciekawego - ciekaw jestem w jakim kierunku będzie się to rozwijać:

    Polska Partia Internetowa (PPI) www.plpi.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. @MarkOwy

    Pewnie że nic to nie tłumaczy. Jakkolwiek w całej tej sprawie raczej kryzys klasy średniej i wartości które ona ze sobą niesie jest chyba o wiele ciekawszy od całego tego powierzchownego i nieistotnego zepsucia, którym tylko harcerze mogą się jeszcze w dzisiejszych czasach ekscytować (jakbym miał opowiadać co się działo na wiejskich zabawach ledwo trzy albo cztery pokolenia temu, a co jest doskonale udokumentowane...).

    W przeciwieństwie do kol. Meczety uważam że na ogół wypadki i kryzysy natury politycznej, militarnej i społecznej WYPRZEDZAJĄ to, co się dzieje w po marksowsku rozumianej "bazie". W tym przypadku: kryzys energetyczny. Wiele bowiem wskazuje na to, że istnienie klasy średniej i jej właściwego stylu życia było tylko krótkim epizodem w dziejach ludzkości i że epizod ten właśnie dobiega końca...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze mi się przypomniało jak jak niedawno byłem na wschodzie, na wsi. Miałem w ciągu dwóch dni przyjemność poznać grupkę tamtejszych mieszkańców. Co można powiedzieć, to można powiedzieć, ale na pewno nie to, że starsi mieszkańcy (6o lat+) byli "przyzwoici". Pani (też koło 60letnia) będąca obiektem westchnień i żartów pana "podrywacza" co prawda zachowywała się dostojnie, no ale podobać to jej się podobało, mimo formalnego oponowania.

    Myślę, że moje początkowe zdziwienie było przyczyną tego, że z innego zaboru jestem/ W Wielkopolsce o naszą moralność i dobre się prowadzenie poza Kościołem jeszcze protestanckie (bardziej gorliwe) państwo dbało.

    OdpowiedzUsuń
  7. w rewolucji wg mnie nie tyle chodziło o rozpastwienie, a o wynalezienie dużo skuteczniejszych metod zapobiegania, pozbywania się ciąży i chorób wenerycznych- ogółem rzecz biorąc zapewnienie bezpieczeństwa wyczynów... Jesteśmy ludźmi, których natura zawsze była taka sama i nie zawsze kultura była w stanie nad nią zapanować...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy wedle wszelkich znaków na Niebie i na Ziemi, nie tylko nie mamy żadnego rozbestwienia i rozpuszczenia, a nawet przeciwnie: ewidentny spadek zainteresowania tematem. Tylko Arabom się wydaje, że wszystkie Europejki to dziwki, bo wychodzą na plaże topless, a Europejczycy to nienasyceni alfonsi, bo na to pozwalają. Tymczasem seks, który w tamtym społeczeństwie, choć ze sfery publicznej wypchnięty, ewidentnie gotuje się pod spodem i co jakiś czas rozrywa cienką powłokę cywilizacji (co się też i w anarchicznych aktach przemocy przejawia...), u nas po prostu nie ma znaczenia. Jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia... Jeszcze nasi dziadowie na widok kobiety topless zareagowaliby natychmiastową gotowością do aktu - jak obecnie muzułmanie. I taki jest właśnie skutek całego tego rzekomego zepsucia. Przejadło się...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...