sobota, 2 października 2010

Próba klawiatury, czyli jak przestałem się bać i pokochałem ziółka…

Po dwóch dniach szkolenia, czyli po prostu słuchania prezentacji kolegi z MSWiA, który je akurat w Warszawie prowadził, przestałem się bać i pokochałem ziółka. Dokładnie jak bohaterzy pewnej filmowej parodii bombę. Z tym kolegą z MSWiA, to zresztą – całkiem na marginesie – ciekawa sprawa. Rozpoznał mnie z punktu. Co samo w sobie dowodzi, że istotnie etatowym pracownikiem Firmy musiał był być. Kłopot w tym, że ja go kompletnie nie pamiętam.

W ogóle mało pamiętam sprzed ponad 10 lat, kiedy to istotnie śmigałem po korytarzach gmaszyska przy ul. Batorego (od Rakowieckiej jest tylko areszt, nie wiemu doprawdy czemu ta ulica bardziej się kojarzy z tą instytucją..?). Śmigałem, zasadniczo, w godzinach od 6.00 do 8.00, góra do 9.00 (do 9.00 to raczej w soboty, jak i tak nikogo nie było…). Byłem chłopcem od wycinania gazet. Robiłem prasówki dla ministra i różnych tam takich. Fajna była robota, bo potem cały dzień można było studiować. Albo grać w „Cywilizację“. Co na jedno wychodzi zresztą.

A jeszcze dziwniejsze jest to, że skądś go pamięta Lepsza Połowa, której pokazałem zdjęcie z firmowej gazetki…

Ziółka istotnie mogą pomóc. O tym przekonałem się zaraz pierwszego dnia, kiedy to do prelegenta zgłosiła się pewna leciwa i niewątpliwie bardziej schorowana na głowę niż na stawy kobiecina twierdząc, że jej… zaszkodziły! Jak coś może pomóc, to MUSI także móc zaszkodzić. Inaczej na tym świecie nie ma. Czyli, skoro zaszkodziły, to jest to już jakaś przesłanka do przypuszczania, że i pomóc potrafią. Niewystarczająca oczywiście, ale przecież badań klinicznych sam nie zrobię.

Nie wiem, prawdę powiedziawszy, czy to dobrze, czy źle. Na te spotkania przychodzą ludzie naprawdę schorowani. Jest to doprawdy nietakt z ich strony, jak można chorować i chodzić na spotkania w sprawie zdrowotnych ziółek! Inna sprawa, że chorobą która trawi ich najdotkliwiej wcale nie jest miażdżyca, tylko samotność i brak sensu życia. Jest to straszne. Zbyt straszne, żeby się z tym ot tak pogdzić. Dlatego nic oprócz zgrywy, parodii i dowcipu mi nie pozostało…

5 komentarzy:

  1. Panie Jacku, jako stały czytelni i komentator prosiłbym o dodanie do bloga funkcji wyszukiwarki.

    Zgromadził już tu Pan sporo wiedzy i ciekawych informacji. Niestety nie mam pamięci do tytułów i Pana ciekawy wpis o płodozmianie w dawnej Polsce jest w chwili obecnej dla mnie niedostępny (a chciałem wrzucić linka na Facebooka).

    Myślę, że inni czytelnicy również na tym skorzystają.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pod archiwum a nad profilem jest gadżet "szukaj w tym blogu". Pojęcia nie mam jak i czy działa. Pewnie nie. Albowiem nie tagowałem wpisów. No cóż... To otaguję. Ale trochę czasu mi to zajmie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Wojtku, zapewne chodziło Panu o to: http://tiny.pl/hthp6

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo!

    Wyszukiwarka działa raczej topornie (Często trzeba użyć słowa odpowiednio odmienionego gramatycznie by znalazła), ale lepsze to niż nic. Dziwi mnie to, bo Google to firma żyjąca z wyszukiwarki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak Pan widzi, wziąłem się za porządki. Zbliżam się do końca roku 2009 na razie...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...