wtorek, 5 października 2010

Piguła czy zioło?

Oczywiście: ani jedno, ani drugie. Zdrowym po prostu trzeba być. Na choroby ani piguły (czyli tzw. „medycyna oficjalna“), ani zioła (czyli tzw. „medycyna naturalna“) zbyt wiele pomóc nie mogą. Skąd ten sceptyzm?

Po pierwsze – każdy musi umrzeć. Wcześniej czy później. Zaś zanim to się stanie, funkcje organizmu nieuchronnie muszą ulec rozprzężeniu. Jest to zjawisko zgodne z ogólnym biegiem procesów w naszym Wszechświecie, od którego nasze narodziny, wzrost i okres pełni sił były tylko lokalnym wyjątkiem. Okupionym, naturalnie, proporcjonalnym wzrostem entropii w otoczeniu (np. w postaci zalegających do tej pory w głębszych warstwach niektórych ze śmieciowisk jakie przez te 30 lat zdziczenia powstały na naszej posiadłości pokładów zużytych pieluch – zebraliśmy ile się dało, jest to coś obrzydliwego do niemożliwości wręcz!).

Po drugie – zarówno ziółka, jak i leki, to tylko część większej całości. Mieliśmy swego czasu z Panem Wojciechem dyskusję o tym, na ile nasze zdrowie zależy od naszych genów, a na ile, od otoczenia: diety, rodzaju zajęć jakim się oddajemy, trybu życia. Niewątpliwie pogorszenie się stanu zdrowia ludzkości po tym jak demograficznie wybuchła na skutek rewolucji neolitycznej można bowiem tłumaczyć na dwa sposoby. Albo tym, że jest nas więcej niż wcześniej, szanse na przeżycie mają zatem także i słabsze genotypy które – nie umierając na tyle wcześnie by swoim kwękaniem statystyk nam nie psuć – są właśnie powodem dla którego tylu z nas ciągle na zdrowie narzeka. Albo też dietą do której nasz organizm nie jest przystosowany i niezdrowym dla niego trybem życia który do tego rodzaju zwyrodnień prowadzi. Najprawdopodobniej oba te czynniki działają tu łącznie. Tak czy inaczej jednak, każde leczenie jest już przejawem klęski. Normalnie nasz organizm powinien sam sobie radzić z zarazkami.

Oczywiście, nie mówię tu o tak oczywistych rzeczach jak nastawienie ręki złamanej na skutek upadku ze skały (albo z drabiny przystawionej do murów obleganego miasta, albo podczas bójki w karczmie, albo…) czy zszycie rany po pazurach tygrysa szablozębnego (od noża, miecza,  odłamka granatu…), a nawet – trepanacja czaszki w celu wycięcia guza jaki się nam pod jej powierzchnią nabił. Takie rzeczy robiono już w paleolicie, ogólnie rzecz biorąc medycyna notuje w tym zakresie ciągły i prawie nieprzerwany od 100.000 lat postęp i nie ma powodu wątpić w tego rodzaju terapii skuteczność. Nasza – co do zasady: mechaniczna – ingerencja pomaga we właściwy sposób spożytkować ten potencjał samonaprawczy który organizm sam z siebie posiada. Jeśli nie nastawimy złamanej ręki, to się nam ona krzywo zrośnie. Jeśli nie zszyjemy rany, to pacjent umrze z upływu krwi nim trombocyty zasklepią przerwane naczynia, a rozcięte tkanki ulegną regeneracji. Itd., itp.

Z całą resztą było i jest o wiele gorzej. I to niezależnie od tego, czy ludzie leczyli się ziołami, puszczaniem krwi, odczynianiem uroków czy najnowszą farmakologią. Choroba jest tu bowiem skutkiem a nie przyczyną. Przeczyną dolegliwości na które staramy się w taki czy inny sposób zaradzić jest porażka naszego organizmu, utrata lub osłabienie niektórych jego funkcji. Taka utrata funkcji pewnych układów naszego ciała sama w sobie może być dolegliwa (jak chociażby utrata pamięci, niepłodność, kiepski wzrok itp.), a jeśli dotyczy układu odpornościowego – pozwala zarazkom szerzyć śmieć i zniszczenie.

Zioła, farmakologia, a już najpewniej – odczynianie uroków (a tak! Bo jeśli poddany tym zabiegom wierzy w nie święcie, może mieć większą szansę niż przyjmujący najdoskonalsze leki sceptyk…) może w jakimś stopniu zakłócone funkcje organizmu przywrócić. Dlaczegoś jednak te funkcje uległy zakłóceniu. Czy winne są temu geny czy tryb życia – to już mniej istotne. Genów na razie zmienić nie sposób, a zmiana trybu życia bywa niekiedy prawie równie kłopotliwa.

Prawdę pisząc nie bardzo wierzę w jakieś perspektywy radykalnej odmiany tego stanu rzeczy w przyszłości. Tzn. owszem, pewnie medycyna nauczy się lepiej niż teraz radzić sobie np. z rakiem. Zapewne uda się w końcu opanować AIDS, a bodaj i zwykłą grypę (choć to o wiele trudniejsze!). Ale czy jest możliwe wynalezienie panaceum, czyli leku na wszelkie choroby..? Że co, że medycyna czegoś takiego nie szuka, że to tylko mit alchemików (nie średniowiecznych wcale, bo to nieprawda, że w średniowieczu kwitły takie przesądy jak magia, alchemia czy astrologia! To czasy nowożytne są świadkiem ich rozkwitu, a nam współczesne – szczególnie!)? Owszem, metodologia nauk medycznych zapewne czegoś takiego nie obejmuje jako świadomie zakładanego celu działania. Czy jednak ten stały, powolny, oparty na mozolnym testowaniu coraz to nowych technik i substancji postęp nie do tego aby – w granicy – zmierza?

Tyle tylko, że ta granica, jest też granicą człowieczeństwa. Wyobrażam sobie – jeśli wolno pogdybać – dwa możliwe rozwiązania problemu ludzkiego zdrowia, oba radykalne i ze wszystkich chorób raz na zawsze leczące. Pierwszym jest manipulacja genetyczna. Drugim – głęboka ingerencja techniczna w ludzkie ciało: przy pomocy nanotechnologii na przykład. Czy jednak skutkiem jednego i drugiego działania będzie zdrowy człowiek, czy raczej – zdrowy przedstawiciel zupełnie nowego gatunku, z naszym już tylko zewnętrzny kształt ciała (albo i to nie…) dzielący..?

Pytanie też, czy się nam nauka w ogóle nie zatka od wybuchu bomby megabitowej wcześniej, nim jedno lub drugie będzie możliwe?

Oczywiście że tak samo nie daje żadnych szans na idealne zdrowie ziołolecznictwo. Fakt, że może gdzieś istnieją populacje bardzo zdrowych ludzi, którzy z naszą „medycyną oficjalną“ nie mieli wiele kontaktu niczego tu nie dowodzi. Na te populacje trzeba bowiem patrzeć całościowo, a nie koncentrować się tylko na ziółkach, które zażywają. Jak silna jest wśród nich presja selekcyjna środowiska? Jak często panuje głód, który brutalnie słabsze genotypy odsiewa? Jak często wybuchają walki o skąpe zasoby pożywienia? Ilu – najczęście: słabszych, mniej uważnych, wolniej reagujących – ginie w wypadkach wszelkiego rodzaju? Dalej: co jedzą, czy stres który przeżywają jest ciągły czy też pozwala na chwile wytchnienia, jak wiele pracują i w jaki sposób? Dopiero połączenie tych wszystkich czynników z trwającą wiele tysięcy lat obserwacją i testowaniem najrozmaitszych roślin (a i zwierząt!) występujących w danym środowisku dać może lokalnie populację bardzo zdrowych ludzi. Oczywistym jest, że zastosowanie samych tylko ziółek u ludzi żyjących zupełnie gdzie indziej i zupełnie inaczej, tak wspaniałego efektu nie da, bo dać nie może.
Peruwiańscy indianie Asháninka znani ze swego końskiego zdrowia i zamiłowania do ziół... różnych zresztą!

Zgadzam się tylko, że jeśli stosować te ziółka – to w sposób możliwie zbliżony do tego, jak to robią ich pierwodkrywcy. Tym się właśnie ziółka od piguł różnią. Medycyna stara się działać „małymi kroczkami“, stojąc na ile tylko to możliwe zasadę jedynej różnicy. Testuje się zatem pojedyncze substancje, w miarę możliwości odnosząc ich działanie do funkcji jednego organu. Szaman zbierający zioła tak postępować nie może. Przede wszystkim – nie ma jak wyodrębnić z rośliny tego co użyteczne (czyli tej jednej, jedynej substancji aktywnej o którą chodzi), od tego co obojętne (wedle naszej wiedzy…). Jedyny możliwy dla niego eksperyment – metoda prób i błędów – siłą rzeczy metodę jedynej różnicy wyklucza. Stąd też „postęp“ w tradycyjnym ziołolecznictwie jest raczej powolny – trzeba go mierzyć stuleciami, jak nie tysiącleciami.

Uzyskuje się w wyniku tego postępu recepturę: zbierz takie a takie części takiej a takiej rośliny i postępuj z nimi tak a tak. W efekcie chory na takie a takie choroby – wyzdrowieje. Czy wynika to z działania jednego czy stu alkaloidów uwalnianych z tej rośliny, tego przecież szaman nie wie i wiedzieć nie ma jak. Ale też, powtórzenie tego samego efektu przy pomocy farmakologii nie zawsze będzie możliwe. My też przecież nigdy nie możemy wiedzieć tak do końca, czy setny alkaloid z tej mieszanki którąśmy w laboratorium z tej roślinki wyodrębnili i który wedle naszych badań nie ma żadnego znaczenia, jest tak naprawdę dla skuteczności kuracji potrzebny, czy nie jest? I co się tak naprawdę stanie, jeśli zastąpimy go „obojętnym“ wypełniaczem w pigułce?

Jeśli mam to porównać do czegoś na czym się znam, to do hodowli koni oczywiście. Tradycyjnie, wojownicy selekcjonowali swoje wierzchowce ze względu na całe multum cech: bo i szybkość się liczyła i wytrzymałość i wzrost (co by jakoś wyglądać na tym koniu – a i możliwość walnięcia czymś ciężkim bliźniego z góry nie jest bez znaczenia!) i zdrowie i posłuszeństwo i chęć współpracy. Zresztą nie werbalizowali raczej tego w taki sposób, bo to, jak ma wyglądać i jak ma się zachowywać idealny koń bojowy było raczej przedmiotem intuicji, pewnego całościowego wyobrażenia, dość trudnego do wyrażenia w inny sposób niż przy pomocy mniej lub bardziej poetyckich porównań. Postęp hodowlany w takich warunkach jest prawie niezauważalny. Ale też i efekty, jeśli już się takowe osiągnie (akurat u mnie biega kilka takich po Wielkim Padoku w tej chwili – nie powiem, nie sposób narzekać!), nie do przecenienia.

Pierwsi Anglicy zerwali z tym schematem. Oni swoje konie selekcjonowali ze względu na jedną tylko cechę: szybkość w galopie. No i dorobili się w tempie absolutnie rekordowym, bo w ciągu zaledwie dwóch stuleci, koni naprawdę świetnych: koni pełnej krwi angielskiej. Tyle, że wszystkie te cechy, na które te konie selekcjonowane nie były, występują u tych koni w dość przypadkowych zestawach. O ile zatem nie jest możliwa współczesna hodowla koni bez koni pełnej krwi angielskiej, to od nich wszystkie konie półkrwi biorą zdrowe serca, suche tkanki, silne kości i wiele innych cennych walorów użytkowych – o tyle ani wzorem zdrowia, ani długowieczności, ani optymalnego wykorzystania paszy te konie nie są i być nie mogą. Farmakologia jest właśnie jak hodowla koni pełnej krwi angielskiej. Efekt szybki i wspaniały – ale tylko w zakresie tych parametrów, które mierzymy. Czy mierzymy aby wszystkie naprawdę potrzebne..?

Poza tym, farmakologia to tylko narzędzie. Co narzędzie winne, że ludzie głupi? Penicylina działała cuda, aż działać przestała – bo ją nawet na grypę, na którą pomóc w żadnym razie nie może, przepisywano i brano, aż się nawet takie bakterie, które dawniej z łatwością tępiła, na jej działanie uodporniły. Podobnych przykładów są zapewne tysiące.


Przy tym, na najgorszą chorobę starych ludzi – na samotność – ani farmakologia, ani ziółka pomóc nie mogą. Dlaczego starzy ludzie czują się samotni? Bo jest ich tak wielu! Dawniej, kiedy nieliczne jednostki dożywały sędziwego wieku, nie miały raczej szans na zapomnienie i opuszczenie. Po pierwsze, na ogóły były to jednostki o wybitnym zdrowiu, doskonałej pamięci i wielkich dla swojej społeczności zasługach i znaczeniu. Po drugie, skoro było ich niewielu, to nawet jeśli na starość robili się uciążliwi, choćby przez przypisaną starcom gderliwość, uciążliwość ta rozkładała się na sporą gromadkę wnucząt, prawnucząt i sąsiadów, przez co mniej dawała się odczuć. Pojęcia nie mam, co można zrobić, żeby cokolwiek w tej sprawie pomóc..?

30 komentarzy:

  1. Amen!

    Wielu ludzi (przynajmniej w Polsce) wierzy również mimo pozornego chrześcijaństwa (o czym Pan już pisał) w magię. Bo czymże jak nie taką wiarą jest uważanie, że po zjedzeniu jakiegoś grzybka, jagód goji, soku z aloesu, pigułki z tłuszczem omega 3, napoju z owoców noni... człowiekowi miną wszelkie choroby.

    Jakże wielkie rozczarowanie jest gdy jedna super zdrowa roślina nie przyczyni się do poprawy zdrowia.

    Biznes, którego również niedługo Pan będzie przedstawicielem ma przecież nowy, wspaniały produkt jeśli ten pierwszy (drugi czy dziesiąty) nie zadziała...

    Zresztą ja również nie jestem lepszy - działam w biznesie, który w jakimś sensie sprzedaję ludziom zdrowie. Chcę przynajmniej w to wierzyć... I wierzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie grunt, żeby mieli jakieś zajęcie i nadzieję. A że ich ta nadzieja trochę zakosztuje..? Może w ten sposób przynajmniej zabraknie im kasy na systematyczne trucie się bez potrzeby zażywanymi lekarstwami i zajmowanie naprawdę chorym miejsca w kolejce do refundowanego przez NFZ lekarza...

    Tak przy okazji: może by się ktoś nie zgodził i uargumentował tę swoją niezgodę..? Bo nudą ostatnio tu wieje cokolwiek...

    OdpowiedzUsuń
  3. W zasadzie zgadzam sie, z jednym wyjatkiem. Medycyna oparta na farmakologii ma olbrzymie osiagniecia w temacie uratowania od smierci setki tysiecy ludzi, a to przez odkrycie najpierw mechanizmu chorob zakaznych (bakterie, wirusy) a potem przez wprowadzenie szczepien oraz opracowanie postepowania ograniczajacego rozprzestrzenianie sie danych chorob.

    Oczywiscie, pewnie po JAKIMS czasie, ilus tam pokoleniach wyloniliby sie ludzie odporni na gruzlice, dur brzuszny, czerwonke, polio etc. tyle ze nasza cywilizacja by nie przetrwala...

    Ja sama nie jestem zwolennikiem brania antybiotykow na byle zaziebienie i inne takie, ale jesli juz zarazilabym sie od kogos np. tyfusem to bez zadnych dyskusji bym brala piguly.
    Nie mam nic przeciwko szczepieniom i uwazam za idiotyzm ruch antyszczepionkowcow, chociaz sama np. na grype sie nie szczepie bo nie uwazam tego za potrzebne.

    Co do reszty chorob... hm... cukrzyca typu II, choroby ukladu krazenia, rak, osteoporoza, artretyzm - biora sie w wiekszosci z naszych wlasnych zaniedban odnosnie diety i stylu zycia nalozonych na takie a nie inne predyspozycje genetyczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście zbyt sielankowo się zrobiło.

    @Futrzak
    Sam nigdy się też nie szczepiłem na grypę i nie przypominam sobie by rodzice mnie na nią kiedykolwiek szczepili. Szczepionek jednak unikam i jak będę miał dzieciaki, to na pewno będę minimalizował ich używania. Nie twierdzę, że do zera, ale znacznie.

    Mój dawny znajomy w ten sposób swemu dziecku autyzm "załatwił" więc jestem mocno uprzedzony do tego (zwłaszcza, że pracowałem z ludźmi z autyzmem i zwykle są to ludzie nieszczęśliwi).

    Słyszałaś może o tym konkursie w którym dyrektorzy firm farmaceutycznych (na całym świecie) lub lekarze w USA przepisujący szczepionki dzieciom mają zażyć "szczepionkę" (bez żadnych patogenów) zawierającą wszystkie konserwanty i inne dodatki. Dawka "szczepionki" ma być identyczna w przeliczeniu na masę ciała jak ta, którą podaje się dzieciom. "Konkurs" trwa od kilku lat. Nagroda to w chwili obecnej ponad 200k $ i co miesiąc zwiększa się o 5k. Dasz wiarę, że jeszcze żaden się nie zgłosił?

    Niestety w tej chwili nie mogę znaleźć linka do tego "ogłoszenia".

    OdpowiedzUsuń
  5. @Wojciech:
    skad wiesz, ze dziecko twojego znajomego zapadlo na autyzm po szczepeniu? Jakie badania byly wykonane, zeby postawic taka diagnoze?
    Pytam sie, bo od czasu slawetnego artykulu w Nature (czy innym waznym pismie naukowym) nawet sam autor odwowal to, co napisal, a reszta badaczy nie znalazla zadnego zwiazku miedzy szczepieniami a autyzmem mimo dziesieciu lat badan.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dostał szczepionkę po czym "zachorował" (niby normalna reakcja). Potem zmienił się psychicznie (brak kontaktu wzrokowego, brak przywiązania do rodziców, przestał chodzić a zaczął biegać...)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,

    Panie Wojciechu, to się nie nazywa łańcuchem przyczynowo-skutkowym, ale koincydencją.
    Większość przypadków autyzmu zaczyna się ujawniać właśnie w okresie ok. 2 roku życia, kiedy dużo się szczepi. A trudno winić rodziców, że chcą gdzieś znaleźć przyczynę, choćby nieprawdziwą.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziecko szczepi sie już w pierwszej dobie jego życia, zapewniam że autyzm i inne zaburzenia ze spekrum ujawniają się przed 18 m-cem życia - ale obajwy są ignorowane przez lekarzy pierwszego kontaktu i pediatrów! Do czasu ukończenia 24 m-ca życia dziecko dostaje ok 16 wszczepień z całym syfem oprócz wirusów pochodzących i wyhodowanym np na małpich nerkach i innych, dostaje się rtęć, aluminium adjuwanty..... radzę poczytać skład na ulotce wraz z możliwymi skutkami ubocznymi (o ile będziesz miał taką możliwość), zanim cokolwiek wszczepisz dziecku, którego układ neurologiczny i immunologiczny jest niezwykle wrażliwy na wszelkie syfy, wszczepiane wprost do krwioobiegu, z pominięciem naturalnych barier imunnologicznych takich jak nos, skóra, śluzówki, migdały itd, dostaje sie to do mózgu!!! Trochę samodzielnego myślenia Panie Markowy, a mniej zaufania do koncernów farmaceutycznych!

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie/Pani Anonimowy

    Zaufania do koncernów nie posiadam zbyt wielkiego. Gdy pieniądz mówi prawda milczy.
    Co do ulotek, to w zasadzie każdy lek ma ewentualne skutki takie, że jak by to miało decydować o aplikacji, to nic bym nie brał, ani nie aplikował swoim chłopakom.
    Co to rtęci i metylortęci, to w ciągu 2 pierwszych lat życia, dziecko więcej przyjmie jej zawartej w rybach i owocach morza, niż w tychże szczepionkach.
    Chodzi po prostu o to, żeby z niczym nie przesadzać. Szczepionki są wielkim dobrodziejstwem naszej cywilizacji, choć oczywiście można podejść do tego w ten sposób, że słabsze osobniki, które uległy by presji mikroorganizmów chorobotwórczych, przeżywają zasilając swymi słabymi genami zasoby genetyczne homo sapiens.
    Oczywiście szczepienie na pneumo i meningokoki to zwykłe wyciąganie kasy, ale nie przesadzajmy, że wszystkie, bo przy takim podejściu wrócą takie choroby jak odra.

    Ponadto związek między szczepionkami a autyzmem, nie został potwierdzony naukowo.

    Doja A., Roberts W. Immunizations and autism: a review of the literature.. „Can J Neurol Sci”. 4 (33), ss. 341-6 (listopad 2006). PMID 17168158.
    Taylor B. Vaccines and the changing epidemiology of autism.. „Child Care Health Dev”. 5 (32), ss. 511-9 (wrzesień 2006).

    Pozdrawiam serdecznie
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Markowy
    Jeżeli chodzi o korelację i szczepionki, to rzeczywiście może tak być, że to tylko korelacja a nie związek przyczynowo-skutkowy. Jednak wystąpienie "choroby poszczepiennej" na drugi dzień po szczepieniu a potem pojawienie się objawów autyzmu u tego dziecka (po "wyleczeniu") z choroby sugeruje mi zachować daleko posuniętą ostrożność i sceptycyzm w kwestii "nieszkodliwości" szczepionek na przyszłość.

    Może ten związek nie został potwierdzony "naukowo", doświadczenia mojego znajomego są jednak inne (a i zdrowy rozsądek podpowiada podobnie) tym będę starał się kierować. Jak już wspomniałem we wcześniejszym komentarzu nie powiem, że żadnej dziecku nie dam, raczej będę się realizować co najwyżej jakiś "plan minimum".
    Na pewno nie dam postępowych szczepionek "kilka w jednym".


    Nie można porównywać szkodliwości (lub jej braku) przyjmowania stosunkowo dużych dawek rtęci w kilku-kilkunastu dawkach (ile razy robione są szczepionki) z przewlekłym, nawet 2 letnim nawet podtruwaniem. Podobnie spożycie 100g soli spożywczej (NaCl) w ciągu godziny może człowieka zabić. Ta "śmiertelna" dawka jest organizmowi potrzebna w ciągu miesiąca a przez wielu ludzi spożywana w ciągu tygodnia...
    Rtęć działa niejakow w źle rozumianej synergii z różnymi patogenami zawartymi w tych szczepionkach.

    Analogicznie można mówić, że uderzenie kogoś kijem bejzbolowym w głowę nie może być szkodliwe dla niego bo w czasie robienia 15 minutowego masażu kosmetycznego twarzy używa się więcej siły (w sensie fizycznym pracy [W]) niż w czasie półsekundowego kontaktu kija z nosem...

    OdpowiedzUsuń
  12. Swoją drogą Mark0wy poruszył ciekawą kwestię z tą odrą jeśli ruch antyszczepieniowy by się upowszechnił.

    W jakimś sensie osoby które się nie szczepią w szczepiącym się społeczeństwie odnoszą największe korzyści a ryzyko (zakładając, że takie jest związane ze szczepieniem) ponoszą inni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wojciechu,

    Jednostkowe doświadczenie nie może drogą ekstrapolacji prowadzić do uogólnień, to droga na skrótu nad skraj przepaści. Ludzi o czym autor tego bloga dowodzi, a z czym ja się zgadzam są niejako z natury wyposażeni w umysł, który postrzega świat poprzez pryzmat mitu. Tworzą więc lub odgrzewają na nowo mityczne uzasadnienia swoich wyborów, odpowiedzialności za zło i nagrody za dobro, jakkolwiek te kategorie same w sobie są mitem.

    Ludzie potrzebują prostych wytłumaczeń i to ze szczepionkami i autyzmem jest jednym z nich.
    Po cóż zagłębiać się w złożoności genetyczne na 7, 3, 4 i 11 chromosomie.
    Zresztą przenoszenie odpowiedzialności na coś zewnętrznego wobec nas jest też klasycznie - ludzkie.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowny Panie MarkOwy! Związek między autyzmem a szczepionkami nie będzie potwierdzony! Nigdy! Z tej prostej przyczyny, że ludzie przestaliby z obawy przed powikłaniami neurologicznymi w ogóle szczepić siebie i dzieci, co nie wątpliwie nadwyrężyłoby finanse big pharmy, na co z kolei sobie nie może pozwolić. Przywołał Pan badania (zapewne sponsorowane przez big pharmę) na potwierdzenie braku tegoż związku, proszę sięgnąć do źródeł niezależnych badań (jak choćmy szkalowana i zaszczuta pani prof. Majewska)i je przestudiować uważnie. Widzę, że wierzy Pan niezachwianie w dobroć i honor chemicznej medycyny..... gratuluję:( Ale ja już się nie dziwię, ani takim niezachwianym przekonaniom ani uporczywemu trwaniu przy swoich ugruntowanych poglądach, ukształtowanych pod wpływem autorytetów (bynajmniej nie własnego procesu myślenia)... cóż, widać trzeba w życiu tragedii, żeby wgłębić się w pewne sfery życia, zechcieć szukać przyczyn, które wpływają na skutki (dramatyczne!) by je jakoś rozwiązać.... Tak, ludzie potrzebują prostych wytłumaczeń, bo widzi Pan, tak się skałada, że prawda zawsze jest prosta i wszelkie wytłumaczenia też są proste..... Hmmm... a te złożoności genetyczne w chromosomach 7,3,4 i 11 to jak Pan tłumaczy? Że niby skąd one są takie a nie inne? Przecież to chyba oczywiste, że są to geny uszkodzone, a co je uszkodziło? Same z siebie (bez czynników zewnętrznych) sie uszkodziły pewnie.... Fizyka kwantowa się kłania..... Śpijcie spokojnie i śnijcie swój sen.....

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam,

    Cóż raz jeszcze: nie mam zaufania do koncernów farma, m.in. dlatego nie szczepię: na grypę, pneumokoki, meningokoki, rota i inne.

    Ale istnieję różnica między brakiem zaufania a rzetelnymi badaniami.

    Skoro to szczepionki wywołują autyzm, to dlaczego nie chorują wszystkie dzieci nim szczepione (lub chociażby zauważalna statystycznie ich część)?

    Dlaczego dzieci nieszczepione także zapadają na autyzm? Dlaczego autyzm znano (choć nie diagnozowano) przed wynalezieniem szczepionek? Dlaczego zatrucie rtęcią nie prowadzi do autyzmu? Pytania można mnożyć.

    Mogę wierzyć, że przejście pod drabiną powoduje pecha, ale dopóki tego nie udowodnię - pozostaję to tylko kwestią mojej wiary.

    Nachalność i chciwość koncernów (co jest oczywiste w tym systemie) nie może powodować wylania dziecka z kąpielą.

    Odnośnie uszkodzeń chromosomów to polecam literaturę dotyczącą mutacji genomowych, ich powstawania, dziedziczenia itp.

    Pozdrawiam serdecznie, prosząc także o mniejszą zgryźliwość.

    Mark0wy

    P.S. "Nie tylko ten kłamie, kto mówi wbrew własnej wiedzy, lecz ten zwłaszcza, kto mówi wbrew swojej niewiedzy." F.N.

    M.L

    OdpowiedzUsuń
  16. @Markowy

    Chyba bardziej niedziałaniem jest nie szczepić niż szczepić :)

    W tej sprawie rzeczywiście trudno dojść do konsensusu. Najlepszym wyjściem gdy jest to możliwe jest pozostawienie ludziom wyboru. Jedni niech się szczepią, drudzy nie, trzeci niech zastosują program minimum.

    Dochodzi tutaj swego rodzaju dylemat więźnia... Życie rozsądzi kto miał rację.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja natomiast polecam (szczerze i gorąco!) wyniki badań prof. Majewskiej, która cytuje mnóstwo badań naukowców zagranicznych udowadniające związek między neurotoksynami w szczepionkach a zaburzeniami neurologicznymi. Jej badania potwierdzają istnienie takiego związku. To nie jest tak, że każde zaszczepione dziecko "musi" zachorować na autyzm, ale każde otrzymuje dodatkowy balast w postaci koktajlu neurotoksyn, które uszkadzają jelita, system immunologiczny, powodują zaburzenia sensoryczne - długofalowe skutki "zażycia" tych neurotoksyn objawiają sie jako alergie, choroby autoimmunologiczne, stwardnienie rozsiane, Alzhaimer, grzybice, białaczkę, dysleksje, ADHD itp. i wcale nie rzadkie zgony http://iansvoice.org/default.aspx. Polecam również lekturę tekstu o historii szczepień: http://www.germanska-nowa-medycyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=525&Itemid=577

    Faktycznie Panie Wojtku, to życie rozsądzi kto miał rację, czy ten kto szczepił czy ten, który nie szczepił... tylko, że zanim prawda wyjdzie na jaw to zdrowie i życie milionów dzieci "szlag trafi" mówiąc kolokwialnie.....
    A tak gwoli ścisłości, jeśli tak trudno niektórym dostrzec związek chorób neurologicznych, zaburzeń rozwojowych z wprowadzaniem neurotoksyn oraz wirusów wyhodowanych na m. inn. abortowanych płodach wraz z obcymi ich białkami, DNA do rozwijającego sie systemu neurologicznego i immunologicznego organizmu (nie mając przy tym żadnej pewności, co do stanu zdrowia noworodka a i później starszgo dziecka - jak choćby możliwa infekcja)- to ja chętnie poczytam takie badania, które przedstawiają i udowadniają brak związku z uszkodzeniami neurologicznymi oraz bezpieczeństwo i skuteczność szczepień.
    Zatrucie rtęcią bardzo przypomina symptonmy autyzmu.... Niestety również matka rodząc autystyczne dziecko już często sama jest "zatruta", będąc w ciąży nierzadko w stanie stresu, więc rzeczywiście ciężko w takim przypadku o koleracje ze szczepieniem niemowlęcia.... Należy równiez pamiętać, że polskie niemowlę otrzymuje ponad 440 razy wiekszą dawkę samej tylko rtęci, uznawanej za bezpieczną dla dorosłego cżłowieka! I nie ma wykształconych mechanizmów usuwania neurotoksyn z organizmu, mózg dziecka znajduje sie w fazie intensywnego rozwoju i jest znacznie bardziej wrażliwy na neurotoksyny. Bariera krew-mózg nie jest wykształcona, co powoduje akumulowanie się tychże toksyn w mózgu i tkankach.... oprócz rtęci są i inne związki jak choćby glin, skwalen, formaldehyd. Skąd wiadomo, że autyzm i pokrewne zaburzenia rowoju istniały przez "zdefiniowaniem" tegoż? O ile mi wiadomo autyzm i zespół Aspergera opisano już po wprowadzeniu masowych szczepień, zaś wraz ze wzrostem kolejnych, obowiązkowych szczepień rośnie liczba zaburzeń autystycznych (obenie 1 dziecko na 60 jest zaburzone - badania w UK). Skąd bierze się przekonanie, że autyzm istniał przed szczepieniami, skoro nie ma badań na ten temat?

    Polecam również gorąco wykłady dr Bruce`a Liptona, one także wyjaśniają możliwe przyczyny autyzmu m. inn. - są w sieci dostępne, jak choćby tu: http://dzieci.fibertech.serwery.pl/forum/autyzm/rodzice-wywoluja-autyzm-u-swoich-dzieci-moga-tez-ten-proces-odwrocic/
    Ponadto, jest jeszcze aspekt monitorowania i raportowania powikłań poszczepiennych. Otóż on praktycznie nie istnieje - to także usypia czujność rodziców, bo oficjalnie nie występują żadne powikłania, bądź w stopniu minimalnym, a więc nie ważnym..... znam wiele przypadków (zbyt wiele!), w których doszło do powikłań, łącznie ze zgonem dziecka, natomiast te przypadki nie są odnotowywane w raportach PP ani nawet w książeczkach zdrowia.....to samo w przypadków leków i antybiotyków. Własne doświadczenia mogę także dołączyć to tej praktyki wśród lekarzy i przez Sanepid. I jeszcze taka ciekawostka, otóż dawka szczepionki jest tak samo duża dla niemolecia jak i dorosłego, łącznie z ilością neurotoksyn, bez względu na wagę organizmu. Tę z kolei jednak bierze sie pod uwagę w przypadku podania antybiotyku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szczerze i gorąco polecam raz jeszcze badania prof Majewskiej, która cytuje mnóstwo badań naukowców zagranicznych udowadniających związek miedzy szczepienami a zaburzeniami neurologicznymi. Prof. Majewska potwierdza ten związek także w swoich badaniach (niezaleznych!) Przy okazji również polecam wykłady dr Bruce`a Liptona, choćby tu: http://dzieci.fibertech.serwery.pl/forum/autyzm/rodzice-wywoluja-autyzm-u-swoich-dzieci-moga-tez-ten-proces-odwrocic/

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiadomo, że autyzm (i nie tylko to zaburzenie!) pojawia sie coraz częściej, wraz z wzrostem szczepień (obenie w UK jest to 1 dziecko autystyczne na 60)> Autyzm został opisany (tak samo zespół Aspergera) juz po wporowadzeniu masowych szczepień. Nie sa mi znane badania zkótrych wynikałoby, że te zaburzenia istniały wcześniej , to jest przed I-wszą wojną światową, czyli przed masowymi szczepieniami...

    OdpowiedzUsuń
  20. prosze poczytac również i o historii szczepień, np tu: http://www.germanska-nowa-medycyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=525&Itemid=577

    OdpowiedzUsuń
  21. Dorosły człowiek po zatruciu rtęcią w zachownaiach niektórych przypomina autystyczne, poza tym, autyzm to zaburzenie rozwojowe, zatem nie może dotyczc dorosłego zatrutego rtęcią, bo dziecko nie ma wykształconych mechanizmów szybkiego usuwania neurotoksyn! Oprócz zwązków rtęci w szczepionkach są: formaldehyd, aluminium, skwalen.... dawka przyjęta samej tyko rtęci przez niemowlę przkracza ponad 400 razy dawkę uznaną za bezpieczną. Oprócz skutków poszczepiennych takich jak autyzm, Asperger, ADHD, zespól hipotoniczny, encefalopatia i wiele innych, sa także skutki długofalowe, jak: alergie, Alzhaimer, cukrzyca, stwiardnienie rozsiane, białaczka, w ogóle choroby autoimmunologiczne, że nie wspomnę o zgonach!

    OdpowiedzUsuń
  22. W naszym kraju nie istnieje rapotowanie powikłań poszczepiennych (PP) znam wiele przypadków (łącznie z moim) kiedy po zgłoszeniu lekarzowi takiego powikłania nigdzie nie jest to odnotowywane, ani w Sanepidzie ani w ksiąęeczce zdrowia, a zatem oficjalnie nie wystepują takie przypadki! To usypia czujność rodziców, którzy odpowiadają za zdrowie dziecka! Przy szczepieniu taki rodzic nie ma możliwości zapoznac się z ulotką informująca o możliwych powikłaniach, po porodzie (WZW oraz gruźlica) nawet nikt nie pyta matki o zgodę na zaszczepienie noworodka! To jest karygodne!!! Dawka szczepionki jest taka sama dla dziecka jak i dla dorosłego, a nawet anybiotyki podaje się w przeliczeniu na wagę! oto co może wystapic po podaniu szczepionki: http://iansvoice.org/default.aspx

    OdpowiedzUsuń
  23. Do Pana Markowego: prosze mi wierzyć, trudno w obliczu tragedii własnego dziecka pozostać obojętnym i pisać w tonie spokojnym, (nie zgryźliwym) jeśli czyta sie o debatowaniu nad możliwym, potencjanym, a niemal znikomym związku między szczepieniami a wystąpieniem zaburzeń rozwojowych......

    Tak, to życie zweryfikuje w końcu prawdę, czy to ten miał rację, który nie szczepił siebie czy dziecka, czy ten, który szczepił...tylko, że to czasu wyjaśnienia tej prawdy i ustalenia po czyjej stronie jest racja, miliony dzieci zostanie uszkodzonych, bo ja nie mam wątpliwości, że to one są (szczepienia) przyczyną degradacji zdrowia kolejnych pokoleń! I chyba o to właśnie chodzi rządzącym tym światem, żeby osłabić i zdegenerowac potencjał ludzki jak tylko to możliwe. Holokaust i dwie wojny światowe, nawet zbrodnie stalinowskie ani AIDS nie przyczynił sie znacząco ani zadawalająco dla zwolenników ideii eugenicznych do zmniejszenia ludności - cała nadzieja w szczepionkach i Codex Alimentarius, którego wytyczne pozbawiają ludzi dostępu do zdrowej żywności i skazują na leczenie wyłącznie chemią....
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam,

    Wybacz ale teksty w stylu:

    "jesteśmy jedynie antenami, które odbierają naszą świadomość (energię), nas nawet nie ma w naszych ciałach, wszystko jest ze sobą połączone, a od postrzegania świata zależy nasze zdrowie i szczęście, najgorzej gdy ktoś ma "filtry" (pewnie spowodowane toksycznością), wtedy odbiera zakrzywiony obraz, fałszywy."

    niespecjalnie mnie przekonują.


    Czy kontrfaktyczne stwierdzenie, że geny niczego nie determinują. Nie determinują wszystkiego, ale wiele rzecze oczywiście tak.

    Tragedia nie daje podstaw do kwestionowania wiedzy gromadzonej przez pokolenia.

    Jestem i moje dzieci, rodzeństwo po szczepionkach i nie mamy autyzmu. Dawki kiedyś były większe niż obecnie (podobnie jak z pigułkami antykoncepcyjnymi).
    Stres środowiskowy jest oczywiście jednym z powodów chorób cywilizacyjnych, ale prawda jest taka, że kiedyś 99% dzieci z autyzmem nie dożywało 5 roku życia, cieplarniane warunki współczesności na to pozwalają, więc bardziej to widać. Poza tym brak masowych katastrof (II WS)- geny nie konkurują.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  25. @Anonimowy
    Dzięki za przedstawienie Twojej perspektywy. Z tym brakiem raportowania powikłań poszczepiennych to nawet nie wiedziałem.

    @Mark0wy
    Mnie również takie teksty za bardzo nie podchodzą.

    Jednak... (dalej swoje będę ciągnąć).
    Wpływ stresu środowisk jest na jednostkę coraz większy - od zanieczyszczenia środowiska, zmniejszenia ilości mikroelementów w żywności, obecność produktów toksycznych w żywności, po nie spożywanie odpowiedniej żywności, fale elektromagnetyczne, lokalnie efekt Czarnobyla, nadużywanie antybiotyków...

    Większość z tych rzeczy to w naszej historii rzeczy ewolucyjnie rzecz biorąc nowe. O ile jeden z tych czynników osobna może dla normalnego osobnika nie stanowić problemu, to ich połączenie już tak. IMO szczepionki często są tym czynnikiem, który przechyla szalę.

    Mocny autyzm da się u naprawdę małego dziecka zauważyć. Rozpoznać, że u dziecka mojego znajomego jest coś nie tak i ma autyzm to można by po obejrzeniu filmu Rain Man. Jak go wtedy widziałem ponownie r jak miał około 2,5 lat i to nie było normalne dziecko. Nadal jeszcze nie jest i chyba już nie będzie.

    Wiem po sobie, że jakbym np. zaczął się źle odżywiać (a obecnie nie odżywiam się idealnie) to pewnie 30-tki bym nie dożył. Nie mówiąc już o posiadaniu jakichś osiągnięć intelektualnych (ach ta pycha;) w stylu pisanie bloga.

    Jak życie pokazuje niektórzy są do tego lepiej przystosowani, niektórzy gorzej. Pan Jacek napisał - zdrowym po prostu trzeba być.

    Panie Mark0wy ciekawy artykuł branżowy - na temat tego dlaczego nie ma dowodów na istnienie złych leków - tym razem bez kosmicznych anten świadomości;)

    http://www.plosmedicine.org/article/info:doi/10.1371/journal.pmed.0020138

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Tekst o chorobach autoimmunologicznych Anonimowego.
    Bardzo silna korelacja z chorobami autoimmunologicznymi występuje między nimi a spożywaniem dużej ilości tłuszczy nienasyconych, zwłaszcza z grupy omega 6. Nie dziwi ta epidemia, bo przecież przed wymyśleniem olei przemysłowych ludzi nie spożywali takiej ilości tłuszczy nienasyconych.

    http://wholehealthsource.blogspot.com/2009/08/ischemic-heart-attacks-disease-of.html
    Podobnie z cukrzycą:
    http://thehealthyskeptic.org/how-inflammation-makes-you-fat-and-diabetic-and-vice-versa

    OdpowiedzUsuń
  28. @MarOwy
    Co to rtęci i metylortęci, to w ciągu 2 pierwszych lat życia, dziecko więcej przyjmie jej zawartej w rybach i owocach morza, niż w tychże szczepionkach.

    Czy Ty karmiłeś swoich chłopaków gdy byli niemowlakami? Jak często podawałeś im ryby i owoce morza? :D
    Dwie rybki w ciągu pierwszej doby życia? Cztery kolejne w pierwszych 2 miesiącach? Nie będę dalej wyliczać - jak będziesz chciał to kalendarz szczepień obowiązkowych bez problemu wygooglasz.

    Jest różnica w przyswajaniu przez organizm substancji przyjętej czegoś drogą doustną (rzeczone ryby i owoce morza) a dożylną.

    Pozdrawiam
    KK

    OdpowiedzUsuń
  29. Dostałem od znajomego z internetu:
    http://www.lexnostrum.pl/documents/7.pdf

    W skrócie pozywają w związku z uszkodzeniem zdrowia wywołanym szczepieniem.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam,

    To jest dobra droga.
    Od 10 lipca istnieje możliwość składania pozwów zbiorowych. Jeśli sprawa jest tak oczywista jak tu niektórzy piszą, min. 10 osób - dobry prawnik z odpowiednim success fee - wszak odszkodowania będą potężne.

    Życzę powodzenia
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...