niedziela, 31 października 2010

Nocna zmiana (czasu)

Od dawna powtarzam, że ta idiotyczna operacja ma tylko jeden cel. Pokazać kto tu rządzi. I że ten kto rządzi, może wszystko! Pamiętacie Państwo z „Roku 1984“ scenę przesłuchania, gdzie śledczy mówi, że gdyby zechciał, mógłby teraz latać, a Mr Winston Smith by to zobaczył..? O coś takiego właśnie tu chodzi. Przyzwyczaić motłoch do myśli, że władza może robić, co tylko zechce. Nawet manipulować czasem. Jak Bóg.

 

Prawdę pisząc nie do końca wierzę w rzekomą rolę Franklina jako pomysłodawcy tej bzdury – choć, jeśli ktoś się powoła na pisane świadectwa, to kłócić się, naturalnie, nie zamierzam, a i zaprzeczyć nie mogę, że niejeden kretynizm w epoce tzw. „oświecenia“ (z samym pojęciem „oświecenia“ na czele!“) wymyślono. Pytanie tylko: ilu ludzi w czasach gdy żył Franklin miało zegarki? No raczej niewielu. Nawet w Bostonie! Pytanie drugie: według czego ci ludzie, którzy zegarki mieli, je nastawiali? Wedle programu pierwszego Polskiego Radia? Słynnego hejnału z wieży kościoła Mariackiego w Krakowie słuchając? No chyba nie bardzo… Nastawiali je wedle słońca po prostu. Albo wedle najbliższego zegara „publicznego“ – na wieży kościelnej lub ratuszowej. Który sam z siebie był nastawiany wedle słońca.

Południe zatem w każdym miasteczku wypadało wtedy, gdy rzeczywiście słońce w swym pozornym ruchu nad horyzontem dawało najkrótszy cień na gnomonie, a więc – gdy stało w zenicie.

Cała ta anegdota o pracowitym zliczaniu przez Beniamina Franklina kosztów zużywanych przez ludność świec, żeby wykazać, ile to się zaoszczędzi przesuwając czas, brzmi zatem niewiarygodnie. Nie było stref czasowych. Nie było komu i jak „przesuwać czasu“. Nie było po co – bo i tak 99% ludności pracowało nie według zegarka, tylko według słońca (nawet w Bostonie!).

Najgorsze, że to działa. Nie, wcale mi nie chodzi o rzekome oszczędności spowodwane „przesuwaniem czasu“. Od dawna wiadomo, że operacja ta tylko straty przynosi. Działa zastraszanie. Działa wmawianie ludziom boskiej natury rządu. Nawet, kiedy im próbować zwracać uwagę, że jak przysłowiowe barany dają się wodzić na postronku – tylko się żachają…

Czy jest jeszcze nadzieja dla tego świata? Czy w ogóle warto się jego losem przejmować..?

…………………….

Cz. II dzisiejszego wpisu, czyli: jak spędziłem dzień z Radkiem, druhem moim serdecznym..?

Oczywiście wyjechaliśmy z półtoragodzinnym opóźnieniem. Bo najpierw trzeba było napoić i nakarmić krowy. Tudzież zagonić z powrotem do zagrody te, które w międzyczasie uciekły. Zaiste, jeśli jeszcze raz Lepsza Połowa pożali się na nasze uciekające Maleństwo, to ją na pół dnia do Radka, druha mego serdecznego na praktykę łapania krów wyślę!

Celu ekspedycji nie zrealizowaliśmy zupełnie. Ani kosiarki teściowi Radka nie odwieźliśmy – ciągle jest potrzebna, jeszcze kilka hektarów łąki zostało do skoszenia, nie wiem kiedy. Ani wagi do ważenia byków nie przywieźliśmy – mimo, że Radek dał za nią zadatek, to po bodaj 3-tygodniowym opóźnieniu w jej odebraniu, właściciel sprzedał ją komu innemu. Samochód do przewozu byków, wystawiony na giełdzie w Słomczynie okazał się przerdzewiałym na wylot truchłem. Tyle, że jakieś drobne zakupy Radek i towarzyszący nam Adrian, Radka młody pomocnik, tamże zrobili. A ja zdobyłem kłącze miskanta. Które od razu z Lepszą Połową wsadziliśmy.

Ogólnie, razem z Adrianem, bardzo się o Radka boimy. Jego pomysł na przebranżowienie się i skoncentrowanie na handlu bykami (które są ubocznym efektem produkcji mleka. Cokolwiek by o tym nie myśleli durni wegetarianie!) bynajmniej nie gwarantuje mu sukcesu. Nie jest pierwszym, który na taki pomysł wpadł. Rynek jest silnie konkurencyjny. Jeśli już nawet uda mu się kupić samochód i wagę i zrobić prawo jazdy kategorii C, to i tak czyha na niego multum zasadzek. Może mu zabraknąć gotówki na zakup byków od rolników. Ubojnia będzie płacić z opóźnieniem, kto wie czy zawsze i na pewno zapłaci? Samochód może się popsuć. Zysk na jednym byku będzie minimalny – trzeba płacić rolnikom więcej niż już okopani na rynku konkurenci. Czy na paliwo aby ów zysk chociaż wystarczy? A za to własne Radka gospodarstwo, już i tak rozliczne niedostatki cierpiące, rozprzęgnie się niechybnie do końca…

Chyba najlepiej jeszcze by było, gdyby się cały ten pomysł z bykami tak samo jak zbieranie jemioły skończył!

Wróciłem wczesnym popołudniem. Dzięki zmianie czasu – j…ć ją w rzyć! – zdążyliśmy wsadzić miskant, posprzątać pod wiatą, nakarmić koniowate i przejechać dwie tekinki i już było ciemno. Buba stanowczo domaga się sesji fotograficznej. Bo jakieś dwie małe dziewczynki przyszły ze wsi i robiły sobie zdjęcia i ona im zazdrości. Jeśli jutro będzie dobra pogoda, spróbuję coś w tej materii zadziałać…

1 komentarz:

  1. Są zarówno zwolennicy zmiany czasu jak i przeciwnicy, co widać np na głosowaniu w Polskiej Partii Internetowej:

    http://www.plpi.pl/index.php?strona=mod&t=4&i=1&si=3&k=242

    IMHO te zmiany czasu przynoszą znacznie więcej szkód niż korzyści.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...