sobota, 25 września 2010

Z wizytą u sąsiadów 2

Dzisiaj odwiedziliśmy pobliskie Kozienice. Gdzie właśnie odbywała się 50, jubileuszowa wystawa i aukcja ogierów zimnokrwistych.

Najbardziej się nam spodobał Alchemik:
Marcinowi, który nam towarzyszł, też - ale oprócz tego podobał mu się też Cień którym, ze względu na sąsiedztwo, zapewne będzie krył swoje kobyły:
Kibicowaliśmy też Eskalopkowi:
Powyżej, podczas drugiej próby zaprezentowania go na trójkącie - pierwsza się nie powiodła. Druga, niestety też. Szkoda, że jako jedyny nie zakwalifikował się w rezultacie do wpisu do księgu stadnej - były gorsze od niego konie; zawinił ewidentnie brak przygotowania. Mamy - wspólnie z Marcinem - nadzieję, że właściciel będzie surowszy dla siebie, niż dla konia, który nic tu nie jest winien...

Z ponad 200 zdjęć Lepszej Połowy wybrałem jeszcze Grajcara:
i Partyzanta:
oraz Moskera:
Banera (zakwalifikowanego także do programu ochrony koni w typie sztumskim):
i Gujdara (także w typie sztumskim):
Organizatorzy zapewnili też inne atrakcje. Na przykład pokazy (trzech różnych) zaprzęgów p. prezesa Szustera:
pokazy kozienickich folblutów (w tym dzierżawionego Masive'a i znakomitej Lacrimosy), ułanów i dam, wręczanie resortowych odznaczeń zasłużonym działaczom oraz... możliwość degustacji kabanosów i kiełbasek z koniny! Bardzo smacznych, bo skwapliwie z tej możliwości skorzystaliśmy. Kabanosy są od kiełbasek niewątpliwie lepsze - konina jest bardzo sucha, w kiełbasach zabrakło tłuszczu. Zabrakło też toi-tojek (jak to w ogóle możliwe..?) i lodów - a piwo było drogie i sprzedające je panie niechętnie nalewały "z kija", bo im się pieniło. To tak w ramach wsadzania kija w szprychy i sypania piasku w oczy... A i tak nam najbardziej żal biednego Eskalopka! Komisja robiła co mogła żeby go wypromować, ale skoro nie dał się oprowadzić po trójkącie ani właścicielowi, ani dwóm różnym innym prezentującym, co było zrobić..? A wystarczyło miesiąc temu dać zarobić jakiemu żwawemu chłopakowi ze wsi, co by z ogrem pobiegał...

Ogólnie, mamy wrażenie, że obracając się głównie w towarzystwie wierzchowo - szlachetnym, dotykaliśmy do tej pory tylko wierzchołka góry lodowej polskiej hodowli koni. Dzisiaj udało się nam spenetrować jej o wiele obszerniejsze, potężniejsze i w sumie zdrowsze - wnętrze. Coś pewnie skrobnę w ten tembr dla "KT" w wolnej chwili!









2 komentarze:

  1. W naszych okolicach jest wielu hodowców koni zimnokrwistych, rasy sokólskiej. To prawdziwi miłośnicy, chłopi z dziada pradziada. Bywa też coroczna impreza koniarska bodajże w Jasieniówce. Byłam tam ze dwa razy. Ogiery sokólskie robią potężne wrażenie. Niektóre podobne wręcz do konia ze sławnego "Szału". ;-) No, i ten klimacik końskich targów, cygańskie nawyki handlarzy, to warto zobaczyć, rzeczywiście.
    Pozdrowienia z kresowej, Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tą tradycją "z dziada pradziada" to nie przesadzajmy. Hodowla koni zimnokrwistych na polskiej wsi w żadnym wypadku nie ma więcej niż 150, a najczęściej góra 100 lat. Czyli zazwyczaj już "pradziad" nie zawsze się łapie! Bo w woły orał, a konie to co najwyżej we dworze widywał...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...