środa, 15 września 2010

Sukcesy i tragedie

Byliśmy na targu. Sprzedaliśmy żyta nawet więcej niżeśmy mieli na przeczypie. Pod nieobecność Radka, druha mego serdecznego, zawarłem bowiem dwie transakcje typu "futures", obiecując dostarczyć w piątek kolejne 1,5 tony po uzgodnionej cenie. Teraz tylko Radek musi te 1,5 tony gdzieś kupić. Oczywiście: po niższej cenie niż uzgodniona cena dostawy... Ale twierdzi, że to nie problem, bo ma gdzie! Częściowo naprawiłem kwalifikującą się do remontu generalnego przyczepę. Wysłałem moim niecierpliwym przyjaciołom ze stolycy pierwszą przymiarkę do materiału, którego oczekują. Pomimo obiektywnych trudności wynikających z kiepskiego transferu konsumuję otrzymaną w poniedziałek sierpniową wierszówkę z "NCz!": kupiłem na Allegro suszarkę do grzybów i dwie plandeki (drewno się nam w całości pod przydomową wiatą nie zmieści). Chętnie bym kupił trochę sadzonek, ale mi Lepsza Połowa nie daje, bu... Tak więc poprzestaję na poszukiwaniu pompy do naszej hydroforni w miejsce tej pożyczonej od Radkowego brata, Tomka. Na razie żadnej nie znalazłem.

Pozwalam sobie na takie ekstrawagancje, bo "KT" zaakceptował tekst, który im dwa tygodnie temu przesłałem, a "NCz!" w ostatnim numerze zamieścił tekst o Fukushimie - więc wygląda na to, że jeszcze żyjemy. Przy tym, osiągnąłem dziś pierwszy (po roku!) dochód "z ziemi": sprzedałem za całe 19 zł grzyby pozbierane wczoraj w pół godziny przez Lepszą Połowę koło chatki...

To były sukcesy. Tragedia jest jedna. Jadąc na targ o 5.00 rano minęliśmy na prostym odcinku drogi między Czerwonką a skrętem do Sielanki dwa rozbite samochody i jakieś drabiny leżące na poboczu. Od razu pomyśleliśmy o pewnym sympatycznym człowieku, który co tydzień woził na targ wozem konnym w zadbaną kasztankę zaprzężonym drewniane drabiny na sprzedaż. Nic jednak więcej po ciemku nie było widać. Targ oczywiście huczał od plotek. Generalnie potwierdzających nasze najgorsze przypuszczenia. Wracając po 9.00 ciągle jeszcze mogliśmy zobaczyć w przydrożnym rowie zwłoki kasztanki. Jakiś pirat drogowy najechał z dużą prędkością w deszczu na kiepsko oświetlony wóz, konia zabijając na miejscu i powodując karambol. Woźnica podobno żywy. Podobnie jak kierowcy obu samochodów, które wzięły udział w karambolu. Ale to i tak bardzo smutne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...