sobota, 4 września 2010

„Przejścia nie ma“..?

Grzybów już nie ma. Zgodnie z przewidywaniami zresztą. Plon dzisiejszego poranka jest mizerny:

Ani go porównywać z tymi tobołami, które zebraliśmy wczoraj (aż mi się zdjęcia robić nie chciało, bo układanie tego wszystkie na stole za dużo czasu by zajęło…), czy przedwczoraj. Kiedy to pani S. mogła wyjść na spacer pod parasolem z grzyba:

Za to jest mnóstwo grzybiarzy. Jak to w weekend. I wygląda na to, że oprócz miejscowych, których już znamy – pojawili się też letnicy. Nie chciałbym dochodzić do takich esktremów jak Kresowa Zagroda, ale to rzeczywiście na pierwszy rzut oka widać…

Stoję ci ja nad hydrofornią i patrzę sobie jak pożyczona od Radkowego brata, Tomka, pompa wylewa z niej wodę (swoją drogą, ponieważ nie ma już raczej szans na to, żebyśmy w tym roku zrobili tam posadzkę – te dwa tygodnie, kiedy nie stała na dnie woda właśnie minęły… - trzeba by w przyszłości własną pompę kupić…). Lepsza Połowa wraca z Wielkiego Padoku z grzybami. Aż tu za jej plecami hałas i zamieszanie. Patrzę – a jakaś postać w sportowej kurtce, z pieskiem na smyczy ucieka przez Wielki Padok, a nasze konie z Dalią wlkp na czele (700 kg żywej wagi, można się przestraszyć!) za nią! Lepsza Połowa, która miała bliżej twierdzi, że kobieta wlazła na ogrodzony teren, próbowała tam zbierać grzyby (których już nie ma: wczoraj trzeba było to robić…), piesek biegał, a że Dalia, choć złagodniała na starość, odkąd już nie ma stresującej pracy w szkółce jeździeckiej, pieskami dalej lubi się pobawić (kotkami zresztą też, stąd smutny los Murkisa…), to i zainteresowała się tym zjawiskiem… Kobieta zaś, jak to głupia miastowa, zamiast dać się obwąchać i pójść spokojnie w swoją stronę, rzuciła się do ucieczki – co koniowie uznali za zaproszenie do zabawy, a biegają jednak trochę szybciej niż ludzie, co chyba każdy wie..? Tym razem grzybiarka nieszczęsna miała szczęście, bo była o wiele bliżej ogrodzenia niż stado, a i koniowie gonili ją leniwym truchcikiem... Ale wygląda na to, że będę musiał powiesić tabliczkę „Przejścia nie ma“, albo „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony“.

Nie, żeby to kogokolwiek przed włażeniem do środka powstrzymało. Czy są tam konie, czy ich tam nie ma. Ale przynajmniej nikt mi nie powie, że nie ostrzegałem…


Oczywiście, atrakcyjność Wielkiego Padoku z punktu widzenia grzybiarstwa jest nie do przecenienia. Aż nas ten fenomen zadziwia! Kiedyśmy kupili ten teren, trafiały się tam co najwyżej maślaki – jak i teraz na dokładnie takiej samej ziemi tuż za ogrodzeniem. Jeśli pojawił się gdzieś prawdziwek, to był powód do świętowania. Tymczasem poprzednie dwa dni wiadrami można je było stamtąd wynosić! Mimo, że przecież przeoraliśmy prawie cały teren, zostawiając tylko liczne „wyspy“ z brzózkami (rzadziej z sosenkami) pośrodku. Szlachetne grzyby jak grzyby po deszczu rosną teraz na obrzeżach tych wysp. Ma ktoś pomysł skąd takie zjawisko..?

5 komentarzy:

  1. Mam teorię, że w glebie na Wielkim Padoku po ścięciu zostało sporo korzeni drzew. Grzyby szlachetne choć są mikoryzowymi to i tak rozkładają martwą materię organiczną (te korzenie). Do tego odchody koni, dużo deszczu no i w konsekwencji dużo grzybów. Jeszcze tworząc takie wyspy zwiększył Pan ilość "brzegu" między dwoma środowiskami (pastwiskiem a lasem) co samo w sobie (bez wcześniej wymienionych czynników) powoduje, że środowisko się zmienia. W tym przypadku na lepsze dla grzybów jadalnych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak sądzimy. Pytanie: jaki to może mieć wpływ na dalsze losy drzew na Wielkim Padoku..? Sosenki, a zostawiliśmy kilka najprostszych i najładniejszych, chorują. Brzózki wyglądają na razie dobrze, ale żeby jakoś obłędnie rosły mimo braku konkurencji, nie mogę powiedzieć. Rosną za to błyskawicznie i to wszędzie, wcale tu wcześniej nie widziane dębczaki - ale nim one dorosną, my się już w proch obrócimy... Może by coś pożytecznego na tych naszych "wyspach", z których wcale nie zamierzamy rezygnować, choć przeszkadzają trochę w ścince trawy - dosadzić..?

    OdpowiedzUsuń
  3. Źle to wpłynąć na drzewa nie wpłynie - będą miały inny pokrój - niższe, ale bardziej rozłożyste. Może te sosenki chorują, bo wcześniej rosły w zaciszu lasku. Musiały się pchać do światła, ale mikroklimat był łagodniejszy. Po wycince się to zmieniło. Zresztą taki rok jest, że wiele roślin choruje :)

    Dobrym krzewem już Panu polecanym przeze mnie jest karagana syberyjska - wiąże azot i koniowatym smakuje. Z tego co pamiętam to ma Pan już jej trochę na posesji - to dobrze, bo można ją ze ze sztorbów (jak wierzbę) sadzić.

    Obecność dębczaków wskazuje na podniesienie żyzności gleby. Jakby nie było więcej materii organicznej, końskie kupy i nawozy sztuczne robią swoje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma lepszej zachęty na wejście na cudzy teren niż tabliczka: przejścia nie ma. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chodzi mi tylko o to, że jeśli któremuś z tych biednych staruszków, którzy na ogół zbierają u nas grzyby, a ledwo już nogami powłóczą, zdarzy się zejść na serce akurat na samym środku Wielkiego Padoku, to jego wyszczekany wnuczek, który przypadkiem jest wziętą papugą w stolycy, nie będzie mógł mi sprawy założyć, że mu dziadka nasze konie na śmierć przestraszyły... No i na razie niczego nie zawiesiłem. Tabliczek nie mamy :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...