wtorek, 7 września 2010

Jakeśmy z Radkiem na targ nie pojechali…

Zajechał do nas wczoraj Radek, druh mój serdeczny. Żyta ma dwie tony. Miejsce na nowe zapasy zrobić trzeba. Cena wysoka, jak to przed siewem. Warto by sprzedać. Fajnie. Pożyczyłem mu worki. Umówiłem się na 4.30 rano. Gdyby nie dał rady przemłynkować i zaworkować tych 40 worków, miał do 21.00 dać znać.

Ponieważ poszedłem spać zaraz po wieczornym karmieniu koni, koćkodan zapchany do łóżka razem ze mną już ok. 21.00 właśnie, o 3.30 poczuł głód. Dzięki czemu wstałem nawet wcześniej niż było potrzeba. Umyłem się, ogoliłem. Nakarmiłem i wypuściłem na Wielki Padok koniowate. Zebrałem przy latarce 25 okazałych kań – żeby sprzedać je na targu przy okazji. Nawet już sobie wymyśliłem, że nie będę bezczelnym zdziercą i po 4 zł sztuka sprzedawał nie będę. Góra po 3 zł większe i 2 zł mniejsze.

Punktualnie 4.30 rano zameldowałem się u Radka pod sypialnią. I co się okazało..? Zapomniał bidulek, zajęty innymi pracami i o zaworkowaniu zboża i – siłą rzeczy – o tym, że miał mnie o czymkolwiek zawiadamiać. Oj, coś mi to przypomina tę jemiołę sprzed roku! Też mieliśmy do Warszawy na targ jechać, aleśmy jakoś nie pojechali…

Jesteśmy siebie warci, Radek, druh mój serdeczny i ja. Lepsza Połowa (która cierpi z tego wszystkiego najwięcej, bo została niewinnie obudzona dużo przed czasem kiedy wstają z łóżka biali ludzie…) miała ze mnie wczoraj niezłą polewkę. Przyszły pieniądze pożyczone nam przez przyjaciela z Warszawy. Kupiłem natychmiast na Allegro prowadnicę do piły, po czym ruszyliśmy do Warki wypłacić resztę – na resztkach paliwa rzecz jasna. Dopiero przed bankomatem, wyjmując portfel zauważyłem, że nie ma w nim karty płatniczej… Na szczęście, resztki paliwa okazały się na tyle rozciągliwe, że daliśmy radę obrócić jeszcze raz tam i z powrotem (karta leżała sobie pod końputerem, gdzie ją zostawiłem). Nie bez strachu, rzecz jasna, bo widok strzałki wskaźnika poziomu paliwa opadającej poniżej grubej, białej kreski na tarczce, do przyjemnych nie należy. Że nie będę już wspominał historii, która spowodowała, że musieliśmy pożyczać pieniądze! A i ta karta prepaidowa, co to zaginęła była, też już się znalazła, kiedy Lepsza Połowa przejrzała moje papiery... Wygarnąłem więc Lepszej Połowie co myślę: jako osobnik dysfunkcjonalny z natury, bo obdarzony ułomnym chromosomem Y, z racji samego faktu urodzenia, zasługuję na rentę inwalidzką. Wygląda na to, że Radek, druh mój serdeczny, też. Zakładamy Polską Partię Sprawnych Inaczej..? Eeee… nie uda się nam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...