czwartek, 9 września 2010

Dobre rżnięcie

Nie odzywałem się wczoraj, bo przyjechał rano kurier z prowadnicą do piły. Prowadnica nieoryginalna, miałem drobny kłopot, żeby ją zamontować, ale jak już się to udało – rżnęło mi się wyśmienicie! Sosenki, w sensie. Takie śmieciowe zupełnie – chore i karłowate, ale właśnie z tego powodu: bardzo żywiczne. Doświadczenie uczy, że jeśli uda się je dobrze wysuszyć, są najbardziej kalorycznym rodzajem paliwa, jakie można tu sobie samemu sprokurować. Niestety, kiedy nie są dobrze wysuszone, ich palność jest podobna do palności azbestowego koca.

A że już od wczoraj zapowiadano na dzisiaj obfity deszcz (który właśnie zaczął padać przed chwilą), z konieczności porąbania tej wielkiej kupy drewna zrobił się wyścig z czasem. Wyścig wygrałem. Nasz zapas opału podwoił się. Co oznacza, że mamy go teraz na… jakieś trzy tygodnie palenia w kozie..? Cóż: to dopiero początek.

Prawdę pisząc, jestem zbyt zmęczony teraz, żeby się dłużej rozpisywać. Poza tym, gryziemy paluchy i czekamy na przelew. Jak przyjdzie, humor mi się pewnie poprawi i może coś napiszę więcej…

2 komentarze:

  1. He, Jacku, żyjąc w okolicy, gdzie 98% mieszkańców opala domy drewnem nauczyłam się od nich podstawowego gospodarskiego podejścia do spraw i zachowania. Ledwie śniegi zejdą chłop już rżnie i ściąga z lasu gałęzie, aby je pociąć, przesuszyć przez lato i zimę. To jego zajęcie w wolnych chwilach od wiosny do jesieni. Bo pali tymi ściągniętymi z zeszłego roku. Trzeba być co najmniej rok do przodu z zapasami, wtedy są suche i znakomite. Niektórzy i do pięciu lat dociągają, ale więcej się nie da, bo drewno traci wartość opałową. Z tych, co tną i składają na jesień, żeby zimą palić, kpią, że nieudańcy i leniuchy. Bo kto mądry pali mokrym? Jaki z tego ogień, jakie ciepło?
    Życzę miłego buzowania z tego, co naciąłeś.
    A swoją drogą, palicie już? Bo ja tak. Raz dziennie przepalam, inaczej byłoby za chłodno w domu.
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięć lat temu to nas jeszcze tu nie było. Poza tym, mieszkamy jednak sporo na południe od kresowego Podlasia - w tym tygodniu paliliśmy w kozie raz, wczoraj właśnie, jak mocno padało i nam komin zamakał. A na wiosnę po prostu nie miałem mocy przerobowych - wszystkie chwile, które mogłem poświęcić na rżnięcie drewna, zajmowało mi struganie kołków na ogrodzenie Wielkiego Padoku...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...