wtorek, 31 sierpnia 2010

Złego nastroju skutki

Nabiegałem się dzisiaj rano. Za końmi oczywiście: zwiało mi całe stado przy okazji wyprowadzania na Wielki Padok. Moja wina: od wczoraj cały czas mam zły nastrój. Kto jak kto, ale Dalia wlkp, z którą znamy się lat… ochnaście, wyczuwa to znakomicie. I kiedy mnie widzi – pospiesznie udaje się w stronę przeciwną.

Tak na wszelki wypadek. Przecież nigdy nie zrobiłem jej krzywdy! Dzisiaj to „udawanie się w stronę przeciwną“ zaprowadziło nas wszystkich aż do drugiego przejazdu kolejowego, jakieś 3 km stąd. Po rozlicznych perypetiach jakoś jednak udało mi się wszystkich zapchać na Wielki Padok. Skąd dwie godziny później i tak trzeba ich było zabrać – z nieba leje się nieustannie i nasze czworonogi stanowczo preferują suche siano pod wiatą.

Zły nastrój udziela się otoczeniu. Nie tylko zwierzętom, ale też przedmiotom (czy na pewno..?) nieożywionym. Wczoraj wieczorem Lepsza Połowa padła ofiarą cyber-terroryzmu. Ktoś zawładnął jej skrzynką mailową na Hotmailu i zaczął rozsyłać maile w języku angielskim, namawiające do przelania 1500 euro gdzieś do Hiszpanii, gdzie miała była rzekomo utknąć straciwszy portfel w samolocie… Mam nadzieję, że nikt się na tak głupi numer nie nabierze..?

Jest to w każdym razie bardzo irytujące. Nie wiem też, czy cokolwiek da się w tej kwestii zrobić. Zalogować się na skrzynkę z powrotem nie sposób – to coś, co nią zawładnęło, zmieniło już hasło. Można spróbować słać do obsługi portalu jakieś skargi, ale czy zareagują..? To ewidentnie ich wina. Lepsza Połowa nikomu nie udostępniała swojego hasła, a naszego sygnału nikt raczej nie namierzył – bo przecież raczej przejąłby moją skrzynkę w takim razie, o wiele częściej używaną (zresztą, stracę ją za kilka dni, jeśli nie zapłacę Apple za przedłużenie ważności konta…). Błąd w zabezpieczeniach musiał zatem mieć miejsce w Ameryce, nie u nas.


Z wielkim trudem skończyłem pisać artykuł dla „Końskiego Targu“. Czeka mnie jeszcze mnóstwo roboty – kiedy tak leje warto ponadrabiać zaległości, a i zarobić co nieco by się przydało: nie dość, że Apple trzeba by chyba jednak zapłacić (Lepsza Połowa przeniosła się na gmaila, ale jakoś migracja po tylu latach używania tego samego adresu nazbyt mi się nie uśmiecha… no i moja strona, która na razie straciła tylko swój polski alias, przepadłaby na zawsze), to i prowadnica piły mi wczoraj padła. A przecież bez piły przed zimą – jak bez ręki… Stąd i zły nastrój!

2 komentarze:

  1. Miałem podobną sytuację z skrzynką pocztową, z tym że, na GMailu. Google ma specjalny formularz na taką sytuację, jeżeli się odpowie poprawnie na większość pytań, to oddają kontrolę nad skrzynką. Sprawdzi Pan na hotmailu, to dosyć powszechna sytuacja i Microsoft także mógł przygotować jakieś narzędzie służące do odzyskania shackowanego konta.

    Pozdrawiam,
    Wróbel

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...