niedziela, 29 sierpnia 2010

Starcza choroba „racjonalizmu“

Jak wiadomo, Rzymianie nie mogli zrobić kroku na wojnie, a wojen toczyli wiele, póki kurczęta specjalnie w tym celu trzymane, z apetytem nie zjadły rzuconego im ziarna, tym sposobem wyrażając aprobatę bóstw dla planów wodza. Jest miarą bezbożności i zepsucia postępek konsula w roku 249 p.n.e., Publiusza Klaudiusza Pulchera („Przystojniaka“!), który kurczęta brakiem apetytu wróżące mu klęskę w morskiej bitwie pod Drepano wyrzucił za burtę ze słowami ut biberent, quando esse nollent, czyli „skoro nie chcą jeść, niech się napiją!“

Publiusz wyprzedził swoje czasy: no i przegrał, a Senat ukarał go – nie za klęskę, tylko za bezbożność –  od czego podobno popełnił samobójstwo. Pobożniejsi od generałów historycy jakoś by usprawiedliwili jego działanie, innym pomyślnym omenem, gdyby był jednak mimo wszystko zwyciężył. Jak to robili potem z każdym równym mu bezczelnością, ale za to zwycięskim, bezbożnikiem!

Współczesne rządy nie mogą obrabować swoich niewolników (upieram się, że używanie terminu „obywatele“ jest współcześnie anachroniczne – a i „poddany“ jest terminem nazbyt cywilizowanym i łagodnym…), a rabują ich stale, jeśli rabunek ten nie zostanie uzasadniony pseudo-naukowym bełkotem jakiegoś dyplomowanego kretyna, najlepiej z profesorskim tytułem. Takich idiotów, za wróżebne kurczęta robiących, mamy w Polsce bogatą kolekcję. Nie wiem, czy jakieś inne europejskie państwo może się aż tak wielką liczbą podobnych oryginałów poszczycić..?

Po Marku Belce nawet jak nic nie mówi, na pierwszy rzut oka widać, że kretyn. Grzegorz Kołodko w niczym mu nie ustępuje. Kiedy zaś któremuś z naszych ministrów finansów zdarzy się otworzyć usta – klękajcie narody, taka mądrość złotousta z nich płynie!

Wiem co piszę: jako murzyn z wieloletnim stażem, jeszcze podczas studiów zdawałem egzaminy za studentów ekonomii – nie wyobrażacie sobie Państwo, jak łatwo jest w Polsce zostać ekonomistą..! Nic dziwnego, że kandydatów na wróżebne kurczęta z odpowiednimi po temu warunkami nie brakuje i nic nie wskazuje na to, aby zabraknąć miało…

Oczywiście jest prawdą, że zapotrzebowanie na takie wróżby płynie z faktu, że zabobon pogański w czasach dzisiejszych zastąpiony został zabobonem „nauki“. Wedle tego zabobonu, najoczywiście absurdalnego, nauka potrafi rozwiązać wszelkie ludzkie problemy. Co więcej: tylko koncepcje, idee czy programy „pobłogosławione“ autorytetem nauki, mogą być słuszne, korzystne i sprawiedliwe. Jeśli w ogóle można mówić w odniesieniu do cywilizacji o „młodości“ czy „starości“ (Feliks Koneczny miał co do tego wątpliwości – w tej chwili nie potrafię ich rozstrzygnąć), to naszą cywilizację na starość dopadła swoista choroba „racjonalizmu“.

Jest to oczywiste pomieszanie porządków bytu. Nauka jest pewnym narzędziem – strategią w uprawianej od początku istnienia naszego gatunku „grze z przyrodą“ o przetrwanie. Na tyle, na ile sam człowiek i wytwarzana przezeń kultura też jest częścią przyrody i podlega tym samym regułom, co inne fenomeny przyrodnicze, oczywiście możemy się posługiwać nauką także w badaniu stosunków międzyludzkich, w tym prawideł funkcjonowania ludzkiego społeczeństwa.

Żadna nauka nie odpowie jednak na pytanie, czy lepiej jest rabować obywateli z połowy ich ciężko zapracowanego dobrobytu, czy też zabrać im trzy czwarte..? Owszem, ekonomia pokaże, jakie będą skutki jednej lub drugiej decyzji. Akurat ta teoria ekonomiczna jest zresztą przez naszych rodzimych „luminarzy“ służących za wróżebne kurczaki konsekwentnie ingorowana. Zapytajcie p. Marka Belkę o krzywą Laffera – sami usłyszecie, co zagdacze!

Nauka wkraczając na terytorium polityki tam, gdzie trzeba podejmować decyzje, które mają praktyczne konsekwencje dla życia lub śmierci, wikła się w paradoksy. Skoro dostępność aborcji powoduje w konsekwencji zmniejszenie się przestępczości, bo się kandydaci na przestępców po prostu nie rodzą, to czy z tego wynika że aborcja jest korzystna i dobra i należą ją propagować? Jeśli tak, to do jakich granic? Nikt nie będzie popełniał przestępstw, jeśli nikt się nie urodzi – gatunkowe samobójstwo jest najpewniejszym rozwiązaniem nie tylko problemu przestępczości. Jeśli coś ma nas przed takim ekstremalnym wnioskiem powstrzymać, to nie nauka przecież, tylko dany nam przez naturę instynkt samozachowawczy.

Wnioskiem mniej radykalnym od zbiorowego samobójstwa jest eugenika. Racjonalna hodowla ludzi, którzy nie będą – odpowiednio dobrani/zmodyfikowani genetycznie, to już czysto techniczna sprawa, bez większego znaczenia – popełniać przestępstw, bo nie odziedziczą odpowiedzialnych za socjopatyczne skłonności genów (w tym np. oczywistej „pomyłki“ genetycznej, jaka się czasem zdarza, czyli zestawu XYY, zamiast standardowego XY…). Mogą też być zdrowsi, mądrzejsi, piękniejsi… A czemuż nie mają mieć dodatkowego oka z tyłu głowy, fantazyjnych ozdób w uszach, albo zgoła – czterech nóg zamiast dwóch, czy też zapewne energetycznie i informacyjniej lepszej od odziedziczonej po małpich przodkach, postaci koloidowego płynu..? Wkraczamy w świat znany z „Cyberiady“, „Dzienników gwiazdowych“ i innych – smutnych ostrzeżeń raczej, niż fantazji – Stanisława Lema!

Nauka może dostarczyć narzędzi do realizacji takich przekształceń. Nie może odpowiedzieć, czy są one dobre czy złe, pożądane czy niepożądane i czy należy ich dokonać (inna sprawa, że samo udostępnienie takiej możliwości zapewne będzie równoznaczne z jej ziszczeniem: bo przecież można w ten sposób produkować super-żołnierzy, super-uczonych itp., pożytecznych z punktu widzenia państwa i jego rywalizacji z konkurentami – o ile, naturalnie, szlag nie trafi całej naszej cywilizacji technicznej, nim to się stanie…).

Wiem wiem: nauka bada także proces powstawnia naszej etyki. Może odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że potępiamy morderstwo czy kradzież i jaka jest tych zakazów społeczna funkcja. I co z tego..? Czy taka wiedza przekona kogokolwiek by nie kradł i nie zabijał?

Od przekonywania są całkiem inne techniki, z taką wiedzą w najmniejszym stopniu nie związane. Można „przekonywa“ chirurgicznie, dokonując operacji na mózgu (co prawda, póki co, raczej negatywnie, niż w „dobrą“ stronę: jak wszyscy widzowie nie pamiętam już którego z filmów o Hannibalu Lecterze pamiętają, wycięcie małego fragmentu szarej tkanki sprawia, że całkiem kulturalny poprzednio człowiek, zmienia się w ostatniego chama – operacyjnie nalać komu oleju do głowy na razie nie umiemy…), można „chemicznie“, poddając delikwenta działaniu pewnych substancji, zresztą i bez nauki od wieków znanych, można zapewne na wiele innych sposobów. Co jednak absolutnie nie odpowiada na pytanie do czego mamy przy użyciu tych sprytnych sztuczek kogoś przekonywać..?

Pytanie, czy należy popełnić zbiorowe samobójstwo czy nie i czy nie lepiej zamiast tego podjąć się autoewolucji (co jest tego samego samobójstwa ładniej opakowanym i odroczonym trochę w czasie ekwiwalentem jedynie!), jest pytaniem aksjologicznym. Podobnie jak dużo bardziej przyziemne i częściej zadawane pytania, czy przestępstwom należy zapobiegać, czy jednak lepiej – łapać i karać przestępców. Czy kupować armaty, czy masło – czy też pozwolić ludziom się wzbogacić i np. rabować ich jednak trochę mniej, niż to się aktualnie robi..? Nie ma i nie może być „naukowych“ odpowiedzi na te pytania.

Kretyni uzasadniający jakimiś wydumanymi teoriami, a najczęściej po prostu – zwykłym bełkotem – rabunek jaki na swoich niewolnikach uprawia współczesne państwo dlatego przede wszystkim są kretynami, bo wypowiadają się autorytatywnie o rzeczach do wypowiadania się o których żaden profesorski tytuł nie uprawnia. Nie bardziej w każdym razie, niż tytuł zawodowy „mechanizatora rolnictwa“.


Wypowiedzi zatem prof. Marka Belki o tym, jaka powinna być albo nie być polityka pieniężna państwa mają dokładnie taką samą funkcję, jak gdakanie i dziobanie ziaren przez te kurczaki, którym na wstępie wspomniany Publiusz pokazał, gdzie jest ich miejsce. Szkoda, że dzisiejsi wodzowie są jednak w swym „racjonalnym“ zabobonie o wiele od rzymskiego konsula pobożniejsi. Bo może jednak wyrzucenie tych wróżebnych kurcząt za burtę wcale by żadnej klęski za sobą nie pociągnęło..?

8 komentarzy:

  1. Odczuwam to rabowanie na własnej skórze.
    Odczuwalna wartość moich pieniędzy ma po opłaceniu wszystkich danin i opłat nośność dwukrotnie mniejszą, niż jakieś dwa - trzy lata temu. Ale podobno gospodarka nam się rozwija.
    U Lema można było po prostu po przeczytaniu zamknąć książkę, w realnym życiu nie ma takiej możliwości, trzeba pędzić w tym wyścigu coraz szybciej za coraz mniejszą ilość karmy, niczym chomik w wirującym kole. Teoretycznie wszystko gra, bo nabieramy przyspieszenia... jak wyżej.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym "rozwojem" nie przesadzajmy. Nasza przyjaciółka, która prowadzi jedną z najlepszych i najpopularniejszych przychodni weterynaryjnych dla małych zwierząt w Warszawie stwierdziła ostatnio, że od sześciu miesięcy nie jest w stanie wyjść "na plus" - i pora zwijać interes. Jeśli ludzie nie leczą już swoich domowych ulubieńców, to o jakim "rozwoju" można mówić..? To jest ciężki kryzys, nie żaden tam "rozwój"! Oczywiście, dla oficjalnej propagandy takie fakty po prostu nie istnieją...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam te same problemy z plusem :)
    To jest czas na przetrwanie, więc inwestuję mój czas i pieniądze w to, co trwałe i ma przyszłość: moje umiejętności, trochę remontów, książki i dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Temat wpisu
    Musze się kolejny raz z Panem zgodzić.

    Pamiętam opis pewnego przypadku, gdy jeden z prawników miał wypadek i uszkodził sobie część mózgu odpowiedzialną za emocje. Można by pomyśleć, że stanie się doskonałym, wolnym od emocji profesjonalistą. Niestety stał się kompletnie dysfunkcyjny, bo jak tu zadecydować na podstawie czystego rozumu czy lepiej się umówić z klientem na piątek czy czwartek?

    W przypadku rządów jest podobnie. Mamy potężne możliwości, no ale jak je wykorzystać - sam rozum nie jest w stanie zadecydować, potrzebujemy jakiejś ideologii czy innego "przewodnika".

    @kryzys
    Trudno mi porównać jakby mój mały biznesik się miał w prosperity, bo rozpocząłem działalność w czasach kryzysu, ale najgorzej u mnie nie jest - tak "przeżywam". Może to fakt, że mieszkam w mieści o tradycyjnie wysokim bezrobociu i nigdy burżujem nie byłem więc u nas kryzys niejako permanentny jest (od upadku komuny, którego z racji wieku nie pamiętam)?

    Mam jednak nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej. Zresztą w przypadku biznesów w oparciu o internet "niebo jest sufitem"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze Panie Jacku... Dobrym źródłem ruchu na blogu jest serwis Artelis.pl. Tam publikuje się artykułu by inni mogli je przedrukowywać na swoich witrynach. Można w nich umieszczać linki do swojego bloga (ruch na bloga + optymalizacja). Dobrze to wyrabia markę, opinię eksperta itp.

    Może by Pan tam znalazł jakichś klientów, którzy by zobaczyli jak ciekawie Pan pisze artykuły i...nie tylko?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za dobre słowa i poradę, panie Wojciechu. Spróbuję, jak tylko major Fukushima, nad którym się dziś cały dzień z przerwami na różne zajęcia fizyczne biedzę, dojedzie wreszcie do Władywostoku... O czym może przy okazji, bo historyjka arcyciekawa! Na razie przekroczył zaledwie Ural, jeszcze kawał drogi przed nami, a on po drodze jeszcze szpieguje Rosjan, dziennik prowadzi i wiersze pisze...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się pewenie kolejny ciekawy wpis. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Może i tak, ale na razie kiepsko mi idzie... :-(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...