czwartek, 12 sierpnia 2010

O Chinach – na poważnie, choć w punktach

Zdaje się, po komentarzach sądząc, że spowodowałem wczorajszym tekstem „w stylu francuskim“ niejaką konsternację wśród P.T. Czytelników. Spieszę zatem z glossą, lubo czas mnie goni – tu się pochwalę: ustanowiłem wczoraj nowy rekord przygotowując aż 54 kołki na ogrodzenie (rekord poprzedni: 28!). Wypadałoby je teraz wkopać, a że dzień ma być bardzo upalny, spieszę się zacząć jak najwcześniej. Na pewno będę robił w ciągu dnia przerwy, to ewentualnie coś dopowiem lub odpowiem.
  1. Już od głębokiej starożytności chińscy chłopi byli osobiście wolni i posiadali ziemię. Owszem, zdarzało się osadzanie na ziemi niewolników – ale że Chiny dość szybko osiągnęły znaczną jak na tamte czasy gęstość zaludnienia i poza odległymi peryferiami nie było zbyt wiele wolnej ziemi do kolonizacji, praktyka ta została zaniechana już za panowania dynastii Han (202 r. p.n.e. – 220 r. n.e.).
  2. Zarówno wedle oficjalnej ideologii chińskiego państwa – konfucjanizmu; jak i wedle ideologii – waham się użyć słowa: opozycyjnej, bo przez tyle wieków to różnie z tym było, ale w każdym razie – mniej oficjalnej, taoizmu – życie i stan chłopa jest stanem szlachetnym, godnym pochwały i prestiżu. Co zostało oficjalnie skodyfikowane za panowania dynastii Tang (618 – 907 r. n.e.): chłopi byli drugą w hierarchii rang społecznych klasą, po urzędnikach państwowych i „uczonych“ – czyli osobach, które zdały państwowy egzamin uprawniający ich do ubiegania się o urzędy nawet, jeśli akurat żadnego urzędu nie piastowały. Mniej cenione społecznie były, w kolejności, zawody: rzemieślnika i kupca. Najniższą klasę w hierarchii społecznego prestiżu stanowili „ludzie luźni“, do których hurtem zaliczano złodziei, żebraków, prostytutki i żołnierzy.
  3. Oczywiście teoria sobie, a praktyka sobie. W XIX wieku na skutek działów rodzinnych działki ziemi w posiadaniu znacznej części chłopów skurczyły się do tak mikrych rozmiarów, że nawet w Chinach nie sposób było z nich wyżyć. Chłopi nie sprzedawali jednak swojej ziemi. Część z nich przynajmniej – nie mogła tego zrobić. Z przyczyn religijnych. Obyczaj nakazuje bowiem, aby zmarłych grzebać na ziemi, którą uprawiali. Jak zaś sprzedać obcemu rodzinny grób..?
  4. Sprzedać nie można, ale wydzierżawić – tak. Stąd w Chinach, dokładnie odwrotnie niż w Europie, nominalni właściciele ziemi, czyli chłopi, byli biedni i musieli, dla podreperowania budżetów, najmować się do pracy u nominalnych dzierżawców tejże samej ziemi (dzierżawiących ją od większej liczby chłopów, dzięki czemu areał stawał się gospodarczo sensowny). Dość często zresztą – społeczenie pogardzanych kupców. Pierwsi chińscy marksiści mieli poważny kłopot jak w związku z tym „przetłumaczyć“ na chiński marksowski postulat wywłaszczenia posiadaczy. To co? To należy odebrać ziemię biednym chłopom, którzy są jej właścicielami i oddać bogatym kupcom, którzy ją dzierżawią..?
  5. Problem ten rozwiązał Mao w typowy dla siebie, tj. całkowicie nie liczący się z jakimiś tam faktami (fakty się nie zgadzają? Tym gorzej dla faktów!) sposób. Po prostu całość ziemi została upaństwowiona, a całość ludności wiejskiej podzielona na ok. 100.000 gigantycznych „komun ludowych“, które miały kolektywnie tę ziemię uprawiać. Przy okazji „rewolucji kulturalnej“ zlikwidowano też wszystkie te rodzinne grobowce, zwyczajnie je zaorywując. „Komuny ludowe“ miały zresztą o wiele więcej funkcji niż tylko kolektywna uprawa ziemi. O kolektywnej produkcji stali w ramach „wielkiego skoku“, czy o łapaniu wróbli wszyscy pewnie wiedzą. Ale tworzeniu komun towarzyszyła też powszechna konfiskata i przetapianie… naczyń kuchennych! Lud chiński miał bowiem od tej pory stołować się kolektywnie – a nie po burżuazyjnemu pichcić każdy sobie.
  6. Nic dziwnego że rozwiązanie komun i powrót do względnej normalności został przez chińskie chłopstwo przyjęty z wielką ulgą. System jaki wprowadził Deng Xiaoping, czyli wspomnianych już wczoraj licytacji czynszu dzierżawnego i wieloletnich dzierżaw dla chłopów przy okazji rozwiązał też ów XIX-wieczny problem nadmiernego rozdrobnienia: jasnym jest bowiem, że ktoś ubiegający się o dzierżawę zbyt małej działki, by dało się z jej uprawy wyżyć, czynszu nie zapłaci.
  7. Tak jest, słusznie Państwo zgadujecie: doprowadziło to do rozwarstwienia społecznego na chińskiej wsi! Znakomita większość jej mieszkańców jest bezrolna. Nie tylko formalnie (formalnie to wszyscy są bezrolni, bo ziemi nikomu posiadać na własność nie wolno…), ale też i faktycznie, bo sami niczego nie dzierżawią, a co najwyżej pracują u dzierżawców gospodarujących już całkiem po kapitalistycznemu i po farmersku. To właśnie ten rolny proletariat jest ową „rezerwową armią pracy“ (tfu, tfu, co za język!), która zasila fabryki wschodniego wybrzeża.
  8. O tym, że jest to proletariat „wiejski“, a nie „miejski“ świadczy przede wszystkim różnica w dokumentach. W Chinach dalej obowiązują restrykcje dotyczące przemieszczania się ludności wewnątrz kraju – choć, oczywiście, nie są one przestrzegane. Cała ludność jest praktycznie dziedzicznie podzielona na „miejską“ (tj. posiadającą meldunek w mieście) i „wiejską“ (tj. posiadającą meldunek na wsi). Podział ten miał głęboki sens w czasach Mao. Mao nie utworzył ZUS, ani KRUS: o wszystkie potrzeby bytowe swoich pracowników miały dbać albo komuny ludowe, albo fabryki i instytucje zatrudniające mieszkańców miast. Komun już nie ma, fabryki i instytucje w miastach mają …gdzieś, co się dzieje z ich pracownikami po tych 12, no góra 15 godzinach pracy – ale system pozostał. Umożliwia praktyczną dyskryminację przybyszy z Zachodu w miastach wschodniego wybrzeża: skoro nie mają tam meldunku, to nic im się nie należy.
  9. Oczywiście, że powoduje to nieustanne napięcia. Zarówno pomiędzy już dość bogatymi Szanghajczykami czy Kantończykami, a biednymi bezrolnymi przybyszami ze wsi, jak i między obiema tymi grupami – a administracją. Administracja stara się te grupy rozgrywać przeciw sobie. Co jednak nie zawsze się udaje: na Południu zwłaszcza, sama jest już tak przeżarta korupcją, że nie da się jej odróżnić od lokalnej „klasy średniej“ – i częściej broni interesów lokalnych możnych przeciw władzy centralnej, niż odwrotnie. Jest to niewątpliwie zalążek buntu i rozpadu, na który władze w Pekinie reagują bardzo nerwowo!
  10. Fakt, że w Chinach do tej pory nie ma prywatnej własności ziemi, a cała ziemia, tak w miastach, jak i na wsi, jest tylko dzierżawiona od państwa, jest jednym z licznych „bonusów“ dla zagranicznych inwestorów: z całą pewnością (sądząc po czynszach dzierżawnych, a przede wszystkim – po łapówkach dla lokalnych urzędników w zamian za jej przydział!) ziemia w Szanghaju byłaby bardzo droga, gdyby można ją było kupować i sprzedawać. A tak, wystarczy „posmarować“ gdzie trzeba – i fabryka albo biurowiec, albo osiedle: stoi…
  11. Oczywiście, że jest problem z zabezpieczeniem kredytów jakich potrzebują od czasu do czasu chińscy chłopi: skoro nie posiadają ziemi, to ziemia nie może być przedmiotem zastawu. Podobny problem mają też i deweloperzy czy fabrykanci w miastach. Żeby mimo to udostępnić kredyt ludności, władze jeszcze w latach 80. powołały specjalne instytucje oferujące pożyczki pod zastaw przyszłych plonów (to dla chłopów), czy gotowej produkcji lub mieszkań (to w miastach). Słyszeliście pewnie Państwo o gigantycznych kwotach „złych kredytów“ w Chinach? W sumie całość akcji kredytowej tych instytucji można spokojnie do tej kategorii zaliczyć. Co wcale nie znaczy, że tak udzielone kredyty nie zostaną zwrócone, a owe „wewnętrzne“ banki na nich koniec końców nie zarobią! Po prostu: zabezpieczenie jest w świetle praktyki zachodniej – kiepskie.

3 komentarze:

  1. Tutaj wyjasnienie banki spekulacyjnej w Chinach:
    http://www.dailyfinance.com/story/real-estate/why-china-cant-cool-its-overheated-real-estate-boom/19371786/

    "The key difference between China's current real estate bubble and the U.S. bubble that popped in 2007 is this: In the U.S., it was individuals and lenders who made overleveraged, speculative bets via subprime mortgages. In China, explained Northwestern University researcher Victor Shih to NPR, the leveraged debt fueling the speculation comes from local governments, which have borrowed trillions of dollars worth of funds from China's banking system to develop real estate projects in their jurisdictions.

    Shih has found that almost 50% of the Shanghai government's revenues come from land sales, and local governments have come to rely on this income.

    "Local governments now are forming their own real estate developers and would actually buy land from themselves. As this becomes more common -- and it is becoming very, very common -- then local governments have a high stake in maintaining and increasing the value of real estate in their own jurisdiction," Shih observed.

    Unsurprisingly, these incentives to boost land values have led to sky-high prices. The right to develop a plot of land in downtown Shanghai was recently purchased for a record $1.35 billion."

    I jeszcze:

    "All land in China remains government-owned; developers get only leases. But while ownership is clearly in the hands of the state, which level of government is authorized to grant a lease on a given parcel can be unclear. As a result, leases may be negotiated at the local level and essentially rubber-stamped without much oversight by higher-level agencies.

    This ambiguity gives local authorities leeway to negotiate leases with companies they partly own and lets them transfer the land at inflated valuations."

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli, jak widac to, ze cala ziemia jest wlasnoscia panstwowa wcale nie przeszkadza czerpac niebotycznych korzysci z jej leasingu, przy czym nakrecajacy bańkę to samorzady lokalne, ktore sobie do woli moga pozyczac z centralnych bankow chinskich...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko się zgadza, ale opisywanie tego procesu jako "bański spekulacyjnej na nieruchomościach" to jednak raczej dowód na brak odpowiednich kategorii pojęciowych u opisującego, niż na cokolwiek innego. Ani władze lokalne, ani "wewnętrzne" banki chińskie (przecież żaden "normalny" bank by na coś takiego pieniędzy nie pożyczył!), nie są instytucjami niezależnymi od Pekinu. Owszem, w praktyce mają sporą autonomię bo nie sposób już tego sterować ręcznie. Ale nawet, gdyby doszło tu do krachu, to co z tego? Rozstrzela się kilku czy może nawet kilkunastu aparatczyków winnych tego marnotrawstwa dla przykładu, lud będzie się z tego tylko cieszył - kurs yuana, gdyby był wolny, to by w efekcie spadł, od czego cieszyliby się chińscy eksporterzy - i co więcej może się stać..? Ani niczyje prywatne oszczędności, ani dach nad głową zagrożony nie jest. Bank centralny też nie ogłosi z tego powodu niewypłacalności, tylko najwyżej wydrukuje trochę więcej yuanów.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...