środa, 18 sierpnia 2010

Ludzkie, arcyludzkie

„Powietrze miejskie czyni wolnym“ – mawiano w wiekach średnich. W istocie rzeczy, powietrze miejskie często czyniło wolnym od wszelkich ziemskich kłopotów – czyli martwym. Aż do połowy XIX wieku przyrost naturalny w miastach europejskich był ujemny. Więcej ludzi umierało niż się rodziło. Tylko – coraz to bardziej – masowa imigracja ze wsi pozwalała miastom utrzymywać a nawet dość już intensywnie, zwiększać swoją populację.

Dlaczego tak się działo? Oczywiście wynikało to ze stłoczenia dużej liczby ludzi na niewielkiej przestrzeni. Efektem był wszechobecny fetor, fekalia pokrywające każdy praktycznie kawałek przestrzeni (myślicie Państwo może że te wszystkie nisze z posągami w pałacach wersalskich to dla ozdoby są, co..? Nieprawda! One są po to, żeby przynajmniej małą potrzebę można było pod dachem załatwić – z tyłu posągu…), oraz oczywiście – śmiertelne żniwo dla każdego, zaplutego chorobotwórczego zarazka…

Oddając rzeczy sprawiedliwość, wcale nieprawda, że najgorzej pod tym względem było w średniowieczu. Najgorzej było w epoce nowożytnej. Miasta średniowieczne były jednak stosunkowo niewielkie, a ich mieszkańcy raz że zasiedziali na ogół od pokoleń (dlaczego to takie ważne zaraz napiszę), a dwa – że jednak starający się przynajmniej myć. W łaźniach, których było wtedy bez liku – publicznych oczywiście, bo żeby prywatnie zużywać bezcenne zasoby opałowego drewna i przyniesionej wiadrami ze studni wody, to trzeba było być albo królem, albo przynajmniej Medyceuszem. Trudno powiedzieć kiedy się w miastach obyczaj mycia skończył. Ze wszystkich istniejących na ten temat teorii moim zdaniem najbliższa prawdy jest ta, że kiedy po reformacji doszło do wojen, walk a chociażby polemik religijnych, utrzymanie tak gorszących przybytków jak publiczne łaźnie, gdzie pospólnie nadzy mężczyźni i nagie kobiety oddawały się na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, jeśli podzielonej, to często symbolicznie tylko, ablucjom – było już dla wszystkich stron tej debaty niemożebnie gorszącym. Tak więc higiena w miastach przegrała z poczuciem przyzwoitości. I trzeba było lat 300 z okładem od tego momentu, aby technika i zamożność poszły na tyle przodu, by zacząć powstałą w ten sposób lukę w naszej obronie przed zarazkami wypełniać. Po części już prywatnie – dzięki dobrodziejstwom filtrów, wodociągów i kanalizacji, przy użyciu których w wieku XIX własny water closed przestał być już przywilejem królów i Medyceuszy. Po części – ponownie publicznie, tyle że już oczywiście przyzwoicie: bo nowa technologia dzięki rurom, pompom napędzanym parą, piecom i dzięki o wiele większej dostępności końskiej siły pociągowej, która dostarczała drewno lub węgiel na opał – pozwoliła budować łaźnie o wiele większe, dla każdej z płci oddzielnie.

Swoją drogą konflikt higieny z przyzwoitością możemy obserwować ilekroć trafią się nam goście. Mamy co prawda w naszej chatce całkiem przyzwoitą porcelanę podłączoną do przydomowej oczyszczalni ścieków, tudzież wannę z prysznicem – ale od reszty chatki oddziela ten kącik tylko nasza stara szafa z Ikei (która zresztą zapewne wkrótce zwali się nam na głowy, tak się po trzeciej z kolei przeprowadzce wypaczyła…). Oczyszczalnia ścieków jest elementem docelowym. Zostanie tu już na stałe. Natomiast nasza chatka – mam nadzieję, że niekoniecznie! W planach jest w każdym razie przyzwoity murowany domek dokładnie w tym samym miejscu. Nie było zatem sensu inwestować zbyt wiele w wystrój wnętrza. Zresztą, pełne oddzielenie łazienki od reszty lokalu spowodowałoby, że byłoby tam kompletnie ciemno – a i przestrzeń życiowa by się nam w sposób całkiem nieuzasadniony skurczyła. Mimo, że za każdym razem, kiedy tylko gość wyrazi takie życzenie, opuszczamy chatkę, zostawiając go sam na sam z porcelaną i własnymi myślami i tak większość woli nam zanieczyścić przyległy do chatki Lasek Centralny, niż zawierzyć tak wątłej ochronie dla ich poczucia wstydu…

Wstręt do własnych odchodów jest uczuciem naturalnym dla naszego gatunku. Dzielimy je zresztą z niektórymi kotami i ze świnią (a tak! Tylko pozbawiona możliwości przez zamknięcie w chlewiku będzie się biedna świnia we własnym g..nie tarzać! Gdyby miała swobodę wyboru, trzymałaby się od niego jak najdalej…). Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Na pasożyty przenoszone w odchodach o wiele bardziej narażeni są przecież roślinożercy, którzy karmią się trawą. Być może więc jest to raczej przystosowanie do życia osiadłego..? Ale przecież nasi odlegli przodkowie w paleolicie raczej wędrowali na dość rozległych obszarach – podobnie jak rozległe obszary łowieckie posiadają drapieżne koty..? Żadnym psowatym, choć wydają się bardziej narażone na zakażenie, bo wszak żyją i polują stadnie, a nie indywidualnie (jak wszystkie kotowate poza lwem), ich odchody w niczym nie przeszkadzają… Jest to zagadka, która dopiero czeka na rozwiązanie!

W każdym razie ludziom ich odchody są wstrętne i na ogół skłonni są do pewnej aktywności, żeby je ze swojego najbliższego otoczenia usunąć. Stąd rzymskie kloaki, wieże ustępowe w krzyżackich zamkach, fosy i rynsztoki miast średniowiecznych, a potem water closed.

Rzecz jest krytycznie ważna jeśli dochodzi do kontaktów między wcześniej izolowanymi grupami ludzi. Na ogół w środowisku względnie izolowanym panuje równowaga między populacją ludzką, a populacją mikrobów. Najbardziej zjadliwe mikroby giną, zabiwszy przedwcześnie swoich żywicieli. Najmniej odporni ludzie nie dożywają wieku, w którym mogliby przekazać swoje geny potomstwu. Dochodzi do obustronnego zawieszenia broni. Jeśli jednak w polu rażenia pojawi się człowiek na lokalne mikroby nie odporny… A tak się dzieje na wielką skalę zawsze, ilekroć owe względnie izolowane populacje mieszają się ze sobą. Dlatego tak wielka śmiertelność z powodu chorób panowała w… armiach wszelkiego rodzaju! Rekruci pochodzący z różnych środowisk przynosili do koszar lub obozów swoje mikroby, im nie szkodzące, ale śmiertelnie niebezpieczne dla kolegów – od nich zarażając się ich mikrobami. Dla XVIII – XIX wieku przyjmuje się, że straty niebojowe (a więc nie wynikłe z walki z nieprzyjacielem, tylko z chorób lub wypadków…), były zwykle pięciokrotnie wyższe od strat bojowych! Doświadczyli tego podczas swojej wojny o niepodległość Amerykanie. Póki zajęty przez Brytyjczyków Boston blokowany był przez lokalną milicję, w obozie żyło się w miarę zdrowo. Kiedy ten obowiązek przyjęła złożona z kontyngentów wszystkich kolonii Armia Kontynentalna, w ciągu kilku tygodni większość jej żołnierzy leżała złożona złośliwą biegunką…

Doświadczali tego również na sobie nader boleśnie mieszkańcy miast – zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy migracja do powstających centrów przemysłowych przybrała znacznie na sile, a środki ochrony przed mikrobami pozostawały ciągle w powijakach.

Czy można zatem się dziwić że współcześnie, kiedy tych środków panuje mnogość najprzeróżniejsza, dochodzi do swoistego przegięcia w drugą stronę? Że ludzie biegną do lekarza i łykają (na ogół nie tylko niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe) pigułki gdy tylko zdarzy im się choć raz kichnąć, albo nawet i bez tego pretekstu? Że myją się dwa razy dziennie, pryskają dezodorantem i wpadają w panikę na widok kleszcza..? Za tymi obsesjami stoją stosy palonych ciał ofiar dżumy i cholery, tysiące zmarłych na dur brzuszny i tyfus (wcale nie tak dawno! Epidemia tyfusu to przecież II wojna światowa…), epidemia grypy hiszpanki podczas I wojny światowej, która skosiła więcej ludzi niż wszystkie karabiny maszynowe i działa użyte w tej wojnie – i cała masa innych, całkiem realnych i wcale nie tak dawnych horrorów…



Że ta nadmierna czasem dbałość o obronę przed mikrobami i panika z powodu każdego kichnięcia u dziecka sprawia, że rośnie kolejne już pokolenie pozbawione nabytej ochrony przed ospą, odrą, różyczką i mnóstwem innych niegroźnych już chorób, które dobrze by było przejść w dzieciństwie – a niekoniecznie zastępować je szczepionkami? Tak jest istotnie. Ale to też jest ludzkie, a nawet – arcyludzkie…

16 komentarzy:

  1. Arcyciekawy artykuł:)
    Link w temacie:
    http://www.gizmag.com/hookworms-prevent-asthma-allergies/12969/
    Tasiemiec może zapobiegać alergiom i astmie...
    Nawet statystyki wykazują, że dzieci wiejskie (w domyśle te bardziej narażone na groźne "patogeny" odzwierzęce) mają mniej alergii niż dzieci miejskie.

    Przypomina mi się niedawno dostrzeżona scena. Małe dziecko chciało podnieść dmuchawiec rosnący z boku chodnika. Matka gdy to dostrzegła odciągnęła je mówiąc by tego nie dotykało, bo psy na niego mogły sikać...
    W ten sposób wytwarza się alergików. Seryjnie!

    Dziwny to zbieg okoliczności, ale właśnie jestem w trakcie pisania wpisu min. o koprofagii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jacku, zgoda w dużej części. Oprócz ostatniego wniosku. Za tymi zachowaniami wcale nie stoi doświadczenie gatunku, ludzie w dużej mierze są pozbawieni pamięci gatunkowej, jeśli sięga raptem kilkuset lat, czy nawet tysiąca-dwóch. A historią mało kto się przejmuje w dobie masowej bezmyślności. Za tym stoi medialna manipulacja, reklamy środków czystości i lekarstw, a zatem kasa, wpadająca do kieszeni koncernów. Można by jeszcze dodać przestarzałe podziały na czystych cywilizowanych mieszczuchów i gorszych dzikich i głupich wieśniaków (brudnych). Nadmiernie czyści ludzie, pozbawieni naturalnej odporności skóry, przerażeni animowanymi potworkami z reklam udającymi najazdy śmiercionośnych bakterii w kibelku czy kleszczami wielkości smoka, i myjący wszystko wokół siebie chemicznymi środkami, które dodatkowo ich trują, są świetnymi klientami wymienionego typu firm plus tłumem łatwym do kontroli podprogowymi impulsami budzącymi strach, w razie potrzeby. I tyle. Historia liczy się o tyle, o ile daje się nią manipulować. Takie mam zdanie, oparte na obserwacjach absurdalnych zachowań ludzi z miasta (oczywiście to skrót myślowy), którzy nagle znaleźli się na łonie przyrody i w naturalnych dla ciała i duszy warunkach. Czemu wtedy nie odzywa się w nich pamięć gatunku? Pomyśl. Strach zabija. Pozdrawiam ES

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,

    Proszę zapoznać się z teorią higieniczną.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  4. @Panie Wojciechu

    Biorę się zatem za czytanie Pańskiego tekstu.

    @Kresowa Zagroda

    Pani Ewo, nie ukrywam, że nasza ostatnia polemika w sprawie sławojek była mi natchnieniem. Proszę zauważyć, że ostatnia naprawdę groźna epidemia "higieniczna" to tyfus w latach II wojny światowej i tuż po. Ledwo pół wieku temu. Czyli że dziadkowie obecnych matek zakazujących dzieciom dotykać trawy mieli szansę wpoić im tego rodzaju obsesje! Żadna tam pamięć genetyczna, tylko (bardzo, ale to bardzo bliskie) doświadczenie bezpośrednich, znanych jeszcze osobiście przodków... A koncerny..? Koncerny nie mogą być winne wszystkiemu. Świat byłby zbyt prosty!

    @Markowy

    Ale ja piszę o praktyce, co ma do tego teoria..?

    Wszystkich Państwa pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam,

    Jak to co? Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria. Co do zasady mają za zadanie tłumaczyć rzeczywistość.
    W skrócie, w przypadku braku bakterii (w zbyt wyjałowionym środowisku), system immunologiczny z braku zajęcia, atakuje różne cząstki materii, co prowadzi do powstania alergii. Dlatego na wsi zdarza się ona dalece rzadziej niż w mieście.

    Cóż mechanizm homeostazy jest bardzo powszechny.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  6. po prostu przyroda nie znosi próżni, kiedy zaczynamy niszczyć drobnoustroje względnie nieszkodliwe, na ich miejsce wchodzą inne, często bardziej zjadliwe ... niszcząc je powodujemy wzmożone poszukiwanie genotypu który przetrwa ... czasami kosztem życia lub zdrowia organizmu żywiciela

    a wracając do epidemii cholery, dżumy ... czy spotyka się je na co dzień w polskich miastach? bo sądząc z zacięcia higienicznego i miejskich nawyków czają się one tuż za rogiem, a siedząc 8 godz. przed monitorem człowiek jest ubrudzony, zabłocony i spocony o wiele bardziej niż ktoś kto cały dzień pracuje na polu. pozdr. A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaraz, zaraz! A w którym to ja miejscu twierdziłem jakoby ta przesadna dbałość o higienę (i nie mam tu na myśli kąpili dwa razy dziennie i używania dezodorantu, bo to wcale przesada nie jest, tylko właśnie - usuwanie wszelkich prawdziwych i urojonych bakterii z zasięgu ręki np. dziecka...) była korzystna..? Ja tylko pokazałem, skąd się ta obsesja wzięła - i nic więcej.

    I tak: epidemie dżumy, cholery, tyfusu, duru brzusznego, żółtej febry i jeszcze kilku innych sympatycznych przypadłości istotnie czyhają za każdym rogiem każdego miasta o ludności większej niż kilka tyięcy głów! W Warszawie starczyłoby kilka dni niedziałania kanalizacji i nie zbierania śmieci, żeby się zaczęło - w Nowym Jorku pewnie jeden dzień, albo i to nie..?

    OdpowiedzUsuń
  8. z tego co wiem wszystko działa w miarę dobrze :-))) ... co nie zmienia faktu że wszyscy zużywają hektolitry wody ... czyżby profilaktyka? bo pamięć gatunku to wielkość rzędu kilkuset tysięcy lat i odnosi się do trochę innych zachowań ...... czyży zaczęto polować w centrum miasta? A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Koncerny są winne wielu najważniejszym faktom i wpisom w umysł przedstawicielom klasy średniej, a ci już idą w dół, dając światły masowy przykład. System i rozumowe opracowanie tematu daje wielkie pole możliwości, gdy dysponuje się takim narzędziem jak medialny przekaz informacji. Tej najdroższej, mającej największy popyt. Myślę, Jacku (pozostańmy na ty, ok?) , że jesteś trochę naiwnym pozytywistą, wierzącym w naturalnego ducha cywilizacji, prowadzącego ją w dobrym kierunku. Owszem, taki duch jest, ale cywilizacja została przejęta, wraz z ludźmi fałszywie oświeconymi, także teoriami higienicznymi, medycznymi, historycznymi, futurystycznymi, przez fałszywego ducha światła. Prowadzi ich na manowce, jak zaklinacz węży, grając na fujarce usypianym masom bezmyślnych cyborgów, bo już niestety coraz częściej i szybciej, nie-ludzi. To się dzieje w tempie przyrastającym do kwadratu i sześcianu i pewnie daje się wyliczyć matematycznie. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykro mi, ale Kościół święty, matka nasza twierdzi, że żadnych duchów, a już na pewno, żadnego "ducha świata" nie ma i być nie może. Ponieważ nie mam w tej kwestii żadnych, najmniejszych i najsłabszych bodaj osobistych doświadczeń, pozostaje mi tylko władzy duchownej w tej duchowej materii w pełni i bez zastrzeżeń zawierzyć.

    "Cywilzacja" to w ogóle pojęcie bez treści. Ludzi w życiu prowadzą ich wrodzone namiętności, naturalne potrzeby, często, zbyt często - niskie żądze, a czasem - bardzo, niestety rzadko - przyrodzony im zdrowy rozsądek. Oraz, ma się rozumieć, także doświadczenie przodków. Przekute w Tradycję oraz różne społeczne instytucje, które można przyjmować i wspierać bez zastrzeżeń, a można też kwestionować. Czystość i higiena (pomijam tu ekstremum, jak pisałem: dzieci, w każdym razie, powinny się stykać z możliwie wieloma "oswojonymi" już przez nasz gatunek patogenami!) jest jedną z takich instytucji. Nie widzę najmniejszego powodu, aby ją kwestionować. W imię czego..? Jakiegoś "powrotu do natury"..? A czniam naturę i wszelkie powroty do niej..! Już Lew Nikołajewicz Tołstoj coś takiego proponował i przepraszam - coś z tego wynikło..?

    OdpowiedzUsuń
  11. Czystosc i higiena maja sens o tyle, o ile ich celem jest obrona przed chorobami powodowanymi przez grozne zarazki. Wspolczesni ludzie - tu sie zgodze z Ewa - maja mozgi wyprane przez media. Nie potrzeba dzienne brac dwa razy prysznica (ba, nawet i raz dzien, o ile ktos nie pracuje ciezko fizycznie i po prostu sie nie wybrudzi i spoci) ani myc rak pietnascie razy.

    Ile osob w dzisiejszym spoleczenstwie wie, ze mocz ludzki pochodzacy od zdrowej osoby jest w zasadzie dosc sterylny i jesli po zrobieniu siusiu dotkniemy reka jedzenia to nie zapadniemy na zadna straszna chorobe? :)

    Jesli chodzi o miasta europejskie po okresie reformacji to rzeczywiscie byla tragedia. Religia sie ludziom rzucila na glowe i zaowocowala epidemiami.
    Argument o stloczeniu na malej przestrzeni jako glownej przyczynie nie brzmi zbyt przekonujaco, a to dlatego ze w innych kregach kulturowych poradzono sobie z tym calkiem niezle. Np. najwieksze miasta muzulmanskie byly budowane w dosc zorganizowany sposob. Oddzielano od siebie czesc biznesowa (targ, sklepy, suk, etc.) oraz mieszkalna; ta ostatnia skladala sie z domow budowanych na planie kwadratu, z malym atrium/ogrodem w srodku i z lazienka.
    Rzymianie wiadomo, mieli wodociagi ;) oraz laznie publiczne.
    Tylko w Europie sie tak porobilo..podstawowa higiene uznano za cos zdroznego, no bo trzeba sie obnazyc... eh...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla muzułmanów codzienne ablucje są religijnym nakazem - fakt, że niekiedy nader trudnym do spełnienia z przyczyn obiektywnych - a infrastruktura publiczna dość często, w biedniejszych częściach muzułmańskiego świata w każdym razie, nie nadąża za potrzebami ludności. Nie jest też prawdą owo "rozdzielenie funkcji" (w ogóle funkcjonalizm w budownictwie mam za ślepą uliczkę, ale o tym może kiedy indziej...): całkiem sporo przekupniów i rzemieślników mieszka na "suku" z braku innej możliwości, co sam widziałem. Zaś ten kształt domu jest w strefie śródziemnomorskiej tradycyjny: jeszcze starożytni Grecy tak mieszkali...

    Ciekawie jest u Chińczyków i Japończyków. Ich miasta w naszej epoce nowożytnej ciągle były o wiele większe od europejskich, a przy tym ich ciepły i wilgotny klimat jest od tysiącleci główną na świecie wylęgarnią zarazków. Jakoś sobie jednak radzili - m.in. dzięki temu, że u nich wstydliwe jest co innego niż u nas. O czym też może osobno obszerniej opowiem.

    Stłoczenie dużej liczby ludzi na małej przestrzeni sprawia, że wszelkie fizjologiczne wyziewy są o wiele bardziej dokuczliwe, zwłaszcza dla otoczenia. Stąd też mycie się i używanie dezodorantu jest przede wszystkim wyrazem uprzejmości wobec bliźnich. Szczególnie w Polsce gdzie z tajemniczych powodów nie sposób wyregulować prawidłowo klimatyzacji: w biurze, w którym przez kilka lat pracowałem, na każdym piętrze panował inny klimat i wystarczyło przejść się po korytarzu, żeby na przemian oblewać się potem lub trząść z zimna.

    Zaś najbardziej hardcorowym przeżyciem zapachowym jak dla mnie jest podróż nocnym autobusem po Warszawie w weekend. Zdarzyło mi się raz czy dwa jechać tym środkim lokomocji na trzeźwo - i zapewniam, że jakich by dodatków kierowcy tych pojazdów nie żądali za trudne warunki pracy, jest to żądanie uzasadnione!

    OdpowiedzUsuń
  13. A propos funkcjonalizmu... Ten nurt w urbanistyce jest możliwy tylko dzięki dostępności ropy czy energii w ogóle.

    Jeżeli chodzi o przeżycia higieniczne z innych zakątków świata to znajomy, który prowadził kafejkę w Nepalu powiedział mi jakie miał doświadczenia z pracownikami...

    Nepalczycy nie mają w zwyczaju używania papieru toaletowego, tylko wody. Ów znajomy zauważył, że jego pracownicy czasami nie myją rąk po wizycie w toalecie. Z tego względu sprawdzał zapach dłoni swoich pracowników po wyjściu z toalety - często musiał ich odsyłać by umyli ręce. Nie było go jednak w pracy zawsze...
    On był Brytyjczykiem, więc pochodził z kręgu cywilizacyjnego w którym po wyjściu z toalety myje się ręce. Co jednak gdyby kafejkę prowadził miejscowy (a takich kafejek pewnie w Nepalu są setki tysięcy)? Podróżnikowi chyba pozostaje nie myśleć o tym lub zakupić odpowiedni zapas środków na choroby "brudnych rąk" :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Wojciech Cejrowski, którego stare programy powtarza czasem Cepelia, czyli Polonia, opowiadał w jednym z takich ostatnio powtórzonych o tym, jak się przed takimi niespodziankami zabezpieczyć.

    O funkcjonaliźmie obszerniej - kiedy indziej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam,

    Akurat mycie rąk to najlepsze lekarstwo na większość chorób. Skutecznie zapobiega dużej ich części. Zarówno tych dotyczących przewodu pokarmowego, jaki układu oddechowego.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  16. SZ. P. Jacku, bez obrazy ale cum grano salis. No chyba źe miałeś owsiki. Nie polecam. S_S

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...