piątek, 13 sierpnia 2010

Geometria nieidealna

Wielki Padok ma kształt nieregularnego trapezu. Na mapie ta nieregularność nie wygląda jakoś groźnie. Ot, kąty nie są takie same i tyle. W terenie jest to różnica sięgająca nawet kilkudziesięciu metrów długości poszczególnych ścian. W dodatku, Wielki Padok powstawał stopniowo: najpierw kupiłem tylko jedną działkę. Długą, ale dość wąską (znaczy się, miała ok. 400 na ok. 100 m…). Planowałem więc podzielić ją na kwatery w ten sposób, żeby droga do nich biegła wzdłuż jednego z boków. I tak wycinałem porastające ją krzaczory, że wzdłuż północno – zachodniej ściany trochę ich zostało (bo nie było to pilne: pod drogą przecież orać nie było potrzeby…). Radek zaorał prostopadle od jednej z dróg do których pole przylega. W efekcie powstał regularny prostokąt pastwiska wpisany w nieregularny trapez działki, po bokach zarośniętej dalej krzaczorami. W dodatku – między karczowaniem a oraniem dokupiłem ziemi i teraz Wielki Padok ma jakieś 400 na 300 m.

O koncepcji drogi wzdłuż północno – zachodniej ściany oczywiście zapomniałem. W sumie to nawet nie bardzo mi się chce dzielić tego na kwatery. Tak jest oczywiście oszczędniej – ale jaki jest sens oszczędzać trawę dla 5 koni..? I tak nie dadzą rady tego zjeść! Poza tym, przy tym rozmiarze to już wygląda jak kawałek prawdziwego stepu – nie ma takiego miejsca, żeby z niego dało się wszystkie krawędzie widzieć jednocześnie… Lepsza Połowa jednak się uparła, więc jakiś tam podział na kwatery zrobimy: Dziki Zachód na razie zostanie poza terenem pastwiska. Muszę tam zrobić lekki przynajmniej porządek.

Tak czy inaczej jednak, nieidealna geometria Wielkiego Padoku w połączeniu z moją sklerozą zemściły się: początkowe 26 słupków wzdłuż północno – zachodniej ściany wkopałem nie wzdłuż miedzy, tylko wzdłuż śladu po Radkowym traktorze… Spostrzegliśmy się z Lepszą Połową kilka dni temu. Na końcu tego odcinka różnica sięgała już 5 – 6 metrów: a nie widzę powodu, żeby aż tak szeroką miedzę zostawiać tym bardziej, że po drugiej stronie granicy tylko brzózki na nieużytku rosną.

No to dzisiaj w dokładce do zakończenia wkopywania nowych (jednak nie dałem rady wczoraj wszystkich 54 palików wkopać od jednego zamachu…), przełożyłem też połowę z tych pierwszych 26. Przy ostatnim który przestawiałem jest załamanie ściany, będą się ze mnie sąsiedzi śmiali, że po pijanemu stawiałem (i tak by się zresztą śmiali, bo te kołki same krzywe, pionu w żaden sposób trzymać nie chcą…). Że jednak różnica w tym miejscu to tylko pół metra, to chrzanić te śmiechy!

Niestety, nie zdołamy zakończyć budowy w weekend, choć przez krótką chwilę wydawało się to możliwe. Musiałbym jednak przywieźć od sołtysa resztę moich stalowych rurek – a w baku Wendi zostało tak mało paliwo, że wcale nie jestem pewien, czy uda mi się dojechać do stacji. Podczepianie przyczepy byłoby więc szaleństwem.



Trzeba to odłożyć do poniedziałku. Radek, druh mój serdeczny, zgodził mi się pożyczyć trochę kasy – tyle, że przelew za mleko nie dotarł do niego dzisiaj, jak dotrzeć był winien, więc sam nie ma. Padliśmy zatem obaj ofiarą systemu bankowego – a i nasze konie, które w tej sytuacji najwcześniej we wtorek przeniosą się (na razie tylko na dzień: bo zanim je tam na noc zostawimy, trzeba też skończyć tylną ścianę – na razie będzie tylko prowizoryczna) na świeżą trawę, też są P.T. bankierom niezmiernie wdzięczne...

P.S.
Żeby nie było: przewidując rychłą koniowatych przeprowadzkę, już od kilku dni przyzwyczajamy je do nowego otoczenia i nowej karmy, pasąc na Wielkim Padoku w ręku:
W sensie, że w ręku pasie się Szefowa, czyli Wielki Straszny Zwierz, zwany także (w chwilach, kiedy pan decyduje się go dosiąść) Starą Sofą - reszta ma, teoretycznie podążać za swoją alfą. Niestety, nasze konie Monty Robertsa nie czytały, bo niekoniecznie podążają. Ale jakoś sobie radzimy...





Niektórzy adaptują się do nowej karmy tak łapczywie, że nie nadążają żuć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...