piątek, 27 sierpnia 2010

Dzień Różowego Słonika

Jak wszyscy wiedzą, kiedy z warszawskiego Okęcia wszystkie samoloty odlatują o czasie i dlatego nikt z niczym nie może zdążyć, to jest „X plenum spółdzielni Zenum“. A u nas od wczoraj panuje „Dzień Różowego Słonika“. Oby się do Tygodnia nie przedłużył!

Od czego się zaczęło..? Od tego, że rankiem konie nie chciały wyjść na Wielki Padok. Musiałem je pojedynczo tam zaprowadzić. Potem było już tylko gorzej: przy każdym kolejnym sprowadzaniu Wielki Straszny Zwierz coraz trudniej pozwalał się złapać. Przed obiadem musiałem ją wziąć na okrąg i trochę przegonić. Pomogło – ale nie na długo.

Bo dziś rano bunt poszedł o stopień dalej. Nie tylko nie chciały wyjść, ale Wielki Straszny Zwierz nie chciał się też za nic w świecie dać złapać i zaprowadzić. To zaprowadziłem pozostałe i zamknąłem ją na Padoku Zimowym. Kiedy wyszedłem do niej po godzinie – przed chwilą – sama, pokorniusieńko do mnie podeszła i grzecznie dała się zaprowadzić i wypuścić do reszty stada. Nie da się ukryć: jestem sadystą! Przez godzinę koń miotał się po Zimowym Padoku samotnie przekonany, że lada moment zeżrą ją wilki. Czasem jednak trzeba przypomnieć, kto tu… hmm… sprawuje nadzór..?


Nie żeby do zachowania koni nasz „Dzień Różowego Słonika“ się ograniczał, o nie! Też miałem swoje pięć minut. Każdy miał. Jak to w „Dniu Różowego Słonika“…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...