niedziela, 8 sierpnia 2010

Buba Show

Żeby nie było, że my tu tłuszczem na wsi obrastamy: obrazki z życia codziennego, czyli teatr jednego aktora pt. "Buba Show".

Dopowiadam, czego nie widać w kadrze: zdążyłem już wcześniej przejechać Jej Grubość, Wielkiego Strasznego Zwierza, od czego ze względu na objętość kłody (tak się nazywa korpus konia - wyjaśniam nie-koniarzom), którą trzeba objąć nogami, czuję się ostatnio jak najpodlejszy sodomita, kiedy już zejdę na ziemię - nogi mi się nie schodzą razem, jak powinny! W dodatku Wielki Straszny Zwierz to dobre stworzenie, że do rany przyłóż, ale nerwy ma słabe - co i nie dziwne po 12 latach pracy w szkółce. Więc jazda na niej do wielkich przyjemności nie należy - ale czasem trzeba. Im rzadziej to robię, tym jest trudniej, więc nie ma co się oszczędzać... Odstawiwszy Jej Grubość z powrotem na padok, musiałem poprawić braki w ogrodzeniu które dostrzegłem z wysokości kulbaki (dla odprężenia zwykle objeżdżamy stępem włości dookoła, co daje też możliwość takiej lustracji), a potem pobawić się z Osman Guli, czyli z Bubą, na zdjęciu powyżej widoczną, w berka. Nie wiem skąd, ale ona uważa, że uciekanie przed panem, który próbuje ją złapać na uwiąz, jest bardzo zabawne..?

Oczywiście pani z aparatem przyglądająca się naszym poczynaniom bardzo Bubę rozprasza!

Bubciny nos

I wąsy.
Buba, niestety, cierpi na ADHD. Wskakiwanie na nią jest sztuczką bez mała cyrkową. Po prostu rusza przed siebie w tej samej chwili, gdy poczuje, że nic jej już nie trzyma. Ale idzie mi coraz lepiej!






To była tylko rozgrzewka. Czasem, jak mam dobry dzień, idzie mi to lepiej. Oczywiście - nie dzisiaj. Dzisiaj w żadnym razie nie mogło. Potem pojechaliśmy z Bubą szukać bezpiecznej drogi na nową porębę, skąd będę czerpał osikowe kołki na dokończenie ogrodzenia Wielkiego Padoku od jutra - znaleźliśmy aż dwie. A jeszcze potem wylożnowałem i wspólnie z Lepszą Połową przymierzyliśmy siodełko i ogłowie na nasze Maleństwo - czas już na nie też wsiadać. Na koniec, wywiozłem spod wiaty trzy taczki nawozu. Chce mi się spać...

3 komentarze:

  1. nie wygląda to najlepiej, ręce latają Panu bardzo, proszę zwrócić na to uwagę, bo może Pan łatwo młodego konia zniechęcić do jazdy

    OdpowiedzUsuń
  2. No latają. Nie tylko ręce zresztą, nogi też. Od 20 lat, odkąd jeżdżę cały czas mniej więcej tak samo - widać potworny ze mnie antytalent! O tym, że mi ręce latają wiem i już wolę z dwojga złego rzucić wodze i przynajmniej nie ciągnąć konia w pysku...

    OdpowiedzUsuń
  3. jeśli tak to ja mam drobną sugestię ;D plastikowe kubki w dłoń (najlepiej z wodą ale może też być inny płyn) i pracować xD to samo przeżywałam z instruktorem jak zaczynałam się uczyć ;) a rzucenie wodzy to w cale nie taki dobry pomysł... ;) wystarczy żeby konik się spłoszył, a zatrzymać będzie ciężko, a po za tym konik bez kontaktu jest pozbawiony oparcia w jeźdźcu, trudniej mu się rozluźnić, opuścić głowę (co jak widać na zdjęciach nie zostało osiągnięte) i kończy się to najczęściej tak że konik wisi na przodach ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...