poniedziałek, 5 lipca 2010

Ideologia Czynu

Raz wdawszy się w zabawę „co by było gdyby“, nie potrafię się od niej ostatnio jakoś uwolnić – choć zdawałoby się, że mam dość innych kłopotów i zajęć. Ostatnio jednak dyskusja, jaka tam się toczy, obraca się wokół zagadnień, które i tu nieraz już się pojawiały – choćby za sprawą Wielce Szacownego Pana Profesora Boboli; wokół Ideologii Czynu.

Czym jest „Ideologia Czynu“? Nie jest to żaden system teoretyczny, ani program polityczny, ani filozofia. Raczej: sposób bycia.

Sposób bycia, który łączy sanacyjną Ligę Morską i Kolonialną, PPS-Frakcję Rewolucyjną tow. Ziuka, Ligę Polską pana Miłkowskiego, „czerwonych“ z powstania styczniowego, „stronnictwo ruchu“ emigracji polistopadowej – i można by tak pewnie aż do konfederacji barskiej, choć tu już sprawa jest wątpliwa. Innymi słowy, „Ideologia Czynu“ to z grubsza to samo, co „ruch niepodległościowy“. Więc i obecny PiS się do tego łapie.

Jakie są najbardziej ogólne cechy tego sposobu bycia – dla mnie osobiście niezmiernie irytującego, co z góry otwarcie przyznaję, żeby nie było, że się pod bezstronność podszywam?

Po pierwsze – szczera, niczym nie skrępowana pogarda dla przyziemnej rzeczywistości i ograniczeń świata materialnego. Jako pierwszy w prostych, żołnierskich słowach wyraził to poeta Adam M., pisząc w znanej, obowiązkowej lekturze szkolnej (na szczęście znanej ogółowi młodzieży głównie za sprawą długiego trochę i pozbawionego „momentów“, ale za to dającego sporo czasu na obłapianki filmu kinowego – czy w dzisiejszych czasach jeszcze się do kina na obłapianki chodzi, bo od dawna nie jestem na bieżąco..?), cytuję: „Szlachta na koń wsiędzie/ Ja z synowcem na czele – i jakoś to będzie!“ Czy cytat ten potrzebuje egzegezy na użytek P.T. Czytelników, czy też każdy chwyta, o co tu biega? Na wszelkie wypadek wyjaśniam na przykładzie z życia Przeciętnego Blokersa.

Przeciętnego Blokersa denerwuje, dajmy na to Przeciętny Paker z przeciwka, który mu podbiera panienki na potupajach (bardzo jest anachroniczny ten język..?). Co robi Przeciętny Blokers o masie ciała dwukrotnie mniejszej od masy ciała Przeciętnego Pakera? Podkula pod siebie ogon i idzie szukać panienek na potupajach, na które Przeciętny Paker nie uczęszcza? Bynajmniej! Tak by zrobił Przeciętny Blokers pospolity, ale nie nasz – nasz jest wyznawcą Ideologii Czynu (jakkolwiek, jak to Przeciętny Blokers – ma się rozumieć, całkowicie nieświadomym, jak pewien bohater pewnej dawno już zapomnianej francuskiej sztuki teatralnej niejakiego Moliera, który przez całe życie mówił prozą, tylko o tym nie wiedział…). Śmiało więc, z podniesionym czołem i wzrokiem jasnym, w przyszłość skierowanym, wychodzi naprzeciw Przeciętnemu Pakerowi i… zostaje z niego mokra plama na chodniku, którą przez najbliższy tydzień klnąc pod nosem jak szewc ściera codziennie miejscowy dozorca…

Mniej – więcej tak się zachowywała polska klasa polityczna przez cały wiek XIX i przez większość wieku XX. To, że po takich kompromitujących, skandalicznych, wstydliwych, niczym nie usprawiedliwionych klęskach jak przegrana wojna o nikomu (poza królem Prus) do niczego niepotrzebną konstytucję 3 maja, przegrane, nikomu (poza Republiką Francuską) do niczego niepotrzebne powstanie kościuszkowskie, nikomu (poza – być może – Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii, Szkocji i Irlandii) do niczego nie potrzebne powstanie listopadowe, nikomu (poza premierem Prus Otto Bismarckiem) do niczego niepotrzebne powstanie styczniowe – itd., itp., taki sposób myślenia może być jeszcze traktowany poważnie dowodzi już jakiejś skazy genetycznej. Genetycznej głupoty?

Po drugie, Ideologia Czynu zakłada, że cel uświęca środki. Znowu trzeba się tu odwołać do wybitnego poety Adama M., tym razem do „Dziadów“, niestety, ku żalowi młodzieży licealnej, która zmuszona jest czytać tą nieżyciową staroć bez żadnych „momentów“ i żadnych „nawalanek“, dostępną raczej w formie książkowej, bo ewentualnie na DVD można sobie obejrzeć co najwyżej jakieś teatry telewizji – równie rozwlekłe i nudne, co i sama książka (jest film co prawda, „Lawa“, ale tak nie do końca w temacie, wątpię, by wystarczył…). Adam M. o tyle przynajmniej był szczery, że w swojej Wielkiej Improwizacji wyraźnie przyznał, o co biega: Diabeł bowiem we własnej osobie dopowiada za Konrada ostateczne bluźnierstwo, Boga zrównując z carem. Jeśli bowiem cel uświęca środki, to tak naprawdę żadnego celu już nie ma. Możemy robić, co się nam żywnie podoba (niejaki Fiodor Dostojewski, pechowo: Rosjanin! coś o tym miał do powiedzenia…). Czyż „robienie co tylko się komuś podoba“, czyli innymi słowy „róbta co chceta“ – to nie jest czyste diabelstwo, niczym już nie skrywane..?

Po trzecie – Ideologia Czynu, jak sama nazwa wskazuje, gloryfikuje Czyn. Czym jest Czyn? Oczywiście, podstawowe znaczenie to чин, czyli – po rosyjskiemu – „stopień wojskowy lub urzędniczy“ (w dawnej Rosji urzędnicy cywilni nosili mundury i posiadali rangi dokładnie odpowiadające rangom wojskowym). Poza jednak tym znaczeniem podstawowym, Czyn jest też synonimem działania, akcji, ruchu, zmiany, przewrotu, rewolucji, wszystkiego co płynne, zmienne, niestałe, podatne na kształtowanie. Celowo tak niekonkretnie piszę, bo czym konkretnie jest Czyn, tego się dowiedzieć od zwolenników Ideologii Czynu w żaden sposób – nie sposób…

Czy Ideologia Czynu to wyłącznie polska specjalność..? Bynajmniej. Samuraje, z godną podziwu pogardą śmierci szarżujący z katanami (to te ich szable, Bóg wie dlaczego zwane „mieczami“) na karabiny maszynowe i haubice podczas wielkiej rewolty 1876 roku, też wyznawali Ideologię Czynu. Podobnie jak ich ideowi następcy z lat 30. XX wieku, którzy rozpętali wojnę na Pacyfiku, atakując jednocześnie Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię (z dominiami: Australią, Nową Zelandią i Kanadą), Chiny i Holandię, ze skutkiem dokładnie takim samym jak wyżej opisany atak Przeciętnego Blokersa na Przeciętnego Pakera. Ideologią Czynu był też i faszyzm włoski i nazizm niemiecki. Jakkolwiek by to nie oburzało P.T. Czytelników (myśmy sprawiedliwi, oni źli, czyż nie tak..?).

Skąd się Ideologia Czynu bierze..? Siła by o tym dywagować. Moim zdaniem bierze się głównie ze stanu zawieszenia. Niekompletności. Niebytu wdzierającego się w byt. W byt społeczny rzecz jasna, bo Ideologia Czynu, jakkolwiek by nie była męcząca w każdym, indywidualnym wcieleniu, nie jest jako taka chorobą indywidualną, tylko społeczną. W naszym przypadku był to niebyt szlachty, która nie stała się burżuazją, a szlachtą już być – po uwłaszczeniu – nie mogła. Oraz niebyt inteligencji, w którą przekształcała się wydziedziczona szlachta – inteligencji zawisłej w pół drogi między szlachtą, którą już nie była, a warstwą najemnych „clerków“, którą stała się dopiero w ciągu ostatnich lat 20 (bo czy teraz jakikolwiek najemnik wielkiej korporacji, biuralista, kancelista czy księgowy – uważa się dalej za inteligenta..?). Oczywiście, w każdym innym, nie-polskim wydaniu, konkretna siła sprawcza pojawienia się Ideologii Czynu jest inna.


Co jest Czynu przeciwieństwem – na koniec..? Przeciwieństwem Czynu jest praca. Pisana z małej litery. Bo to nie jest żadna heroiczna, stachanowska, wielka i wszechobejmująca Praca, tylko zwykły, codzienny trud, jaki człowiek podejmuje nie oczekując żadnej zań doraźnej nagrody, z poczucia obowiązku. Jest to praca anonimowego mnicha, który przez całe pracowite życie skopiował jedną stronnicę wielkiej Summy św. Tomasza. Praca Ślimaka, który przez całe życie zdołał tylko wychować kilkoro dzieci (bez najstarszego, straconego w rzece…) i uchronić spłachetek pola przed erozją i sąsiadami. Praca powszednia, mozolna, zupełnie nie heroiczna i nie romantyczna – praca po prostu…

9 komentarzy:

  1. Mysle, ze Szanowny Autor upraszcza zagadnienie a przy okazji dokonuje roznych sztuczek erystycznych aby pognebic przeciwnika. Cecha ideologii czynu (musze przyznac, ze po raz pierwszy slysze taki termin jako pojecie ogolne), jest wyjscie poza proze zycia w obronie celow wyzszych. Tym wlasnie rozni sie etos rycerski od mieszczanskiego czy chlopskiego, ze istnieja w nim imponderababilia wykraczajace poza sam instynkt przetrwania. Do takich imponderabilii mozna zaliczyc, na przyklad powolanie lekarskie, ktore zmusza go do niesienia pomocy chorym bez zwracania uwagi na to czy uzyska za to wynagrodzenie oraz bez wzgledu na ryzyko osobiste. Odwolujac sie do filozofii Nietschego powiedzialbym, ze Szanowny Autor glosi ideologie niewolnikow podczas gdy adherenci ideologii czynu realizuja ideologie panow.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na "ideologię panów", to się nasza "ideologia czynu" jakoś podejrzanie często kończyła knutem, Sybirem, Kołymą...

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Autor powinien juz wiedziec, ze nie wszystki zamierzenia maja przewidywalne skutki a takze, ze nie kazda kleska jest rownoznaczna z niepowodzeniem przedsiewziecia. Nie siegajac az do slow Czerwonej Dolorez "Lepiej jest umzesc stojac niz zyc na kolanach" spojrzmy na blizsze nam przyklady. Zamieszki poznanskie w 1956 roku zostaly stlumione ale ich wynikiem bylo dojscie Gomulki do wladzy. Nie dlatego, ze na tronie pierwszego sekretarza osadzili go zbuntowani robole ale dlatego, ze partyjna elita zorientowala sie, ze konieczne sa pewne zmiany w twarzy dyktatury proletariatu. Podobna sytuacja powtorzyla sie w 1970 r. . Bunt na Wybrzezu zostal spacyfikowany ale zmieniono ekipe rzadzaca i zliberalizowano system. Tak, ze bunt nawet stlumiony, moze byc narzedziem zmiany ukladu w tym kierunku jaki chcialby widziec Narod.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamieszanie z katanami bierze się chyba stąd, że u nas zasadniczo nie spotyka się szabel półtoraręcznych.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Bobola

    Akurat bunty "klasy robotnicze" przeciw jej "sile przewodniej" to dość szczególne sytuacje - a bunt z roku 1980, też przecież ostatecznie stłumiony, jest wręcz spełnieniem planów stronnictwa "białych" z lat 1860 - 62: rewolucji pokojowej, "samoograniczającej się". No i pytanie: na ile te wszystkie bunty były reżyserowane?

    Natomiast nie jest prawdą, że przewidzenie skutków zamierzonych działań politycznych jest niemożliwe. W szczególności, jeśli powtarza się ten sam modus operandi, który już raz dał skutki tragiczne (a przynajmniej dokładnie przeciwne tym, o jakie nam chodziło), w podobnych okolicznościach i przy podobnym (lub gorszym) stosunku sił, to myśl, jaka mogłaby za którąś kolejną powtórką zakiełkować w pustych łbach rzekomej elity politycznej, że jest to działanie przeciwskuteczne, nie wymaga ani geniuszu, ani wiedzy nadprzyrodzonej... Skoro taka myśl nie zakiełkowała, to co w tym przeszdkodziło?

    Czyżby niechrześcijańskie, mistyczne zaślepienie własną pańskością..?

    @Iulius

    Dziękuję za wyjaśnienie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie wystapienia masowe sa organizowane. Przez kogo i dla jakich celow to zalezy od okreslonej sytuacji. Nie mniej zawsze istnieje niepewnosc jesli chodzi o skutki finalne takiej operacji. Wiem, ze Szanowny Autor lubi byc pewnym powodzenia zanim podejmie ryzyko ale w praktyce taka pewnosc jest nie do osiagniecia. Dopiero post factum mozemy sie zastanawiac co trzeba bylo zrobic aby skutki operacji byly inne niz te ktore znamy z doswiadczenia. Dla przykladu, Napoleon nie powinien wyruszyc na wyprawe do Rosji , to samo Hitler. Obaj mieli dane by przypuszczac, ze to sie moze zle skonczyc ale doszli do wniosku, ze im sie uda badz , ze nie maja innego wyjscia.Obecnie USA wydaje sie przegrywac wojne w Afgnistanie, ktora rozpoczela znajac poprzednie niepowodzenia wojsk angielskich i radzieckich na tym terenie. Czy wiemy jak sie skonczy awantura afganska? Nie. Prawdopodobnie Amerykanie oglosza zwyciestwo i wycofaja sie do Iraku albo do USA. Ale moze tez zastosuja ostrzejsza polityke masowej likwidacji ludnosci tubylczej w stylu, ktory przyniosl im zwyciestwo w wojnie z indianami. Osobisce sklaniam sie ku wycofaniu ale pewnosci nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Bobola

    Zrównywania sytuacji w której garstka obdartusów z kosami rzuca się na najliczniejszą armię lądowa świata swojego czasu, mając przy tym gwarancję, że nikogo na świecie to nie obejdzie - z sytuacją gdy powołana do tego machina biurokratyczna państwa, w postaci sztabu generalnego popełnia błąd w ocenie sytuacji, co zawsze może się zdarzyć - mogę potraktować tylko jako erystyczną wprawkę Pana Profesora.

    Stany Zjednoczone zdają się ulegać błędnemu mniemaniu, że ich przewaga technologiczna na polu bitwy równoważy wszelkie atuty przeciwnika. Jeśli tak jest istotnie, to zapłacą za to stosowną cenę i my będziemy tego świadkami.

    Co nie zmienia faktu, że nie mając pod ręką wysokich gór, zaprawionej w bojach, półkoczowniczej ludności, przywykłej do nieustannej wojny i solidnego zaplecza finansowego w postaci pól makowych, nie rzucałbym się na Amerykanów - tak samo, jak w żadnym razie nie rzucałbym się na Rosjan w roku 1863. 1830, czy 1794: bo w braku tych atutów, jakie mają w obfitości Afgańczycy, było to oczywiste szaleństwo i żadna erystyka tego nie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
  8. off topic- ale do Pana komentarza u cynika9. Spokojnie, meldunek w Pana warunkach jest możliwy- jakby naprawdę była potrzeba proszę o kontakt, a jakby co polecam czasem mój blog (za pozwoleniem autopromocji)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dziękuję za dobre słowo. Na Pańskiego bloga zaraz zaglądnę...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...