sobota, 24 lipca 2010

Filozofia krów

Zawsze to podejrzewałem! Krowy wyznają realizm pojęciowy. Blisko im zatem w filozofii do Platona, co i przez podobieństwo nazwy jasno widać („Platon“ wszak, to po naszemu „szeroki“, od szerokiego czoła, które miało charakteryzować tego wielkiego filozofa – a czyż krowy mają wąskie czoła..?). No dobrze: co najmniej jedna krowa wyznaje realizm pojęciowy.

To „co najmniej“ to od mojego ulubionego dowcipu akademickiego. W jednym przedziale pociągu jadącego przez holenderską prowincję siedzą: fizyk, matematyk i filozof. Po kilku minutach podróży fizyk stwierdza: „wszystkie krowy w Holandii są łaciate“. Matematyk, który liczył cały czas po cichu mijane krowy uśmiecha się z wyższością i stwierdza: „co najmniej dziesięć krów w Holandii jest łaciatych“. Filozof, który w ogóle nie zauważył żadnych krów, pogrążony we własnych myślach, usłyszawszy te słowa patrzy na współtowarzyszy z głęboką pogardą, po czym oznajmia: „co najmniej dziesięć krów w Holandii jest łaciatych z tej strony, którą widzimy!“. Więc: co najmniej jedna krowa w naszej wsi wyznaje realizm pojęciowy.

Skąd to wiem? Byliśmy w nocy z Radkiem, druhem moim serdecznym za Ostrowem Świętokrzyskim po bliskie wycielenia jałówki, które mają uzupełnić jego stado. Pojechaliśmy oczywiście z naszą przyczepą do przewozu koni. Która okazała się średnio przystosowana do przewozu krów. Szczególnie zaś – do przewozu krów wyznających realizm pojęciowy!

Zwykle, kiedy mówimy, że jesteśmy zmęczeni tak, że „na pysk padamy“, to jest to tylko taka hiperbola. Wcale nam bowiem nie w głowie na jakikolwiek pysk padać, w szczególności zaś – nie na własny. Jak już, to możemy lec na zadzie. Dzieje się tak dlatego, że w życiu codziennym mamy jednak pewną wrodzoną skłonność do pojęciowego nominalizmu – tj. nie traktujemy bynajmniej wszystkiego, co mówimy ze śmiertelną powagą i nie uważamy, aby każde pojęcie koniecznie było zarazem bytem, na tak śmiertelną powagę zasługującym… Tymczasem, jedna z przewożonych przez nas krów (zmieściliśmy dwie upychając je we czterech przy ładowaniu w przyczepie tak, jak podobno upycha się ludzi w tokijskim metrze – przewoziłem już tą przyczepą cięższe konie, ale krowy, nawet o mniejszej masie, są bardziej objętościowe i niższe – przez co trudno im trzymać głowy nad przednimi poprzeczkami, bo za wysoko…), potraktowała tę hiperbolę dosłownie. Jak na prawdziwego realistę pojęciowego przystało (z czego wynika, że realiści pojęciowi mają, niestety, pewien kłopot z opowiadaniem dowcipów – i co tłumaczy dlaczego Platon, niewątpliwie najwybitniejszy stylista wśród filozofów, spalił swoje próby poetyckie…), legła na pysk razem z całą przegrodą, przednią poprzeczką, workiem na siano – i jeszcze otworzyła rogiem drzwiczki, powodując, całkiem po platońsku, przeniesienie idei skobla blokującego owe drzwiczki w czasie jazdy od strony zewnętrznej w kompletny niebyt. Przyczepa do remontu.

Że Radek, druh mój serdeczny, nie wziął pod uwagę wskazówek które mu dałem odnośnie bezpiecznego wiązania zwierząt w przyczepie (ja w czasie, kiedy on wiązał z przodu, przy rogach, wolałem jednak upychać brudne zady w celu domknięcia tylnych poprzeczek…), a przy tym przywiązał krótko, to po legnięciu na pysk nasza realistyczna pojęciowo krowa zawisła z głową odwróconą o 180 stopni do tyłu i zawieszoną pod ostrym kątem na kółku bocznym jakieś 1,2 m nad poziomem podłogi. Pozycja nader podobna do tej, jaką przyjął łeb tego byka, któremu kark skręcił w ekranizacji „Quo vadis“ nasz mniemany rodak, Ursus, czyli „Niedźwiedź“, ratując nagą Ligię, przywiązaną zwierzęciu do pleców! Że nie mogłem zaplątanego przez Radka węzła szybko odplątać, to mi się dobrze słabo zrobiło, nim sam autor tego gordyjskiego węzła wygrzebał się z Wendi, gdzie drzemał i rozplątał zawiłe zwoje…

Jakoś jednak dojechaliśmy i wygląda na to, że krowa, swoją drogą z termimem wycielenia tuż tuż – za dzień lub dwa – zniosła drogę, upadek na pysk, zawieszenie na kółku i późniejsze przygody (w nocy nie udało się nam jej dostawić na stanowisko, tak się zaparła gruntu po wyjściu z przyczepy, że Radek musiał ją na zewnątrz obory przywiązać…), bez szwanku. Uwieczniłem ją dziś w południe komórką już na jej docelowym miejscu. Jak widać, filozofuje milcząc. W czym przypomina trochę Heraklita. Który chętniej płakał, niż wygłaszał wykłady…

Inne zwierzęta, które obserwujemy, też demonstrują swoje filozoficzne stanowiska. Na przykład nasza Sylwestra dziś rano, kiedy Lepsza Połowa wykopała mnie z łóżka, na które ledwo kilka minut wcześniej (czasu subiektywnego) padłem, co by nakarmić nasze bezużyteczne, leniwe konie, biegała wokół chatki z głośnym tupotem i napuszonym ogonem. Mina białej kotki która to oglądała (niestety, w sennym widzie poszedłem karmić konie bez żadnego zgoła aparatu, nawet komórkowego…) – bezcenna! Sylwestra jest, zdaje się, nominalistką. Bieganie z głośnym tupotem i napuszonym ogonem wokół chatki to symboliczny komunikat, sygnalizujący karmiącemu konie panu, że i ona jest głodna i chętnie by coś przekąsiła. Że komunikat ten, z punktu widzenia standardowego behawioru kota jest całkowicie nonsensowny, to ani zdziwieniu białej kotki (mało jej szczęka o glebę nie uderzyła!), ani przypisaniu Sylwestry do zastępu nominalistów, od Arystotelesa się wywodzących, dziwić się nie należy.

Nominalistyczne przekonania demonstrują też pieski (bodaj nowofunlandy..? Nie jesteśmy pewni, ale podobny pies odgrywał niemałą rolę w jednej z powieści Joanny Chmielewskiej, której jesteśmy fanami…), które już drugi raz spotkaliśmy nad Pilicą. Przynoszą z rzeki, śmiesznie bardzo walcząc z jej bystrym nurtem i urwistym brzegiem, wrzucone tam przez ludzi patyki. Gdyby wyznawały pojęciowy realizm, to nie ruszyłyby się z miejsca wcześniej, póki by im nie rzucono solidnych kawałów mięsa. Łapanie patyków, czyli symboli bez realnego znaczenia, dowodzi skłonności do nominalizmu raczej…




Za to nasze konie konsekwentnie trzymają się konkretów. Konkretnie zaś – trzymają się owsa, kukurydzy i zielonej trawy dostępnych za ogrodzeniem, które bez najmniejszego zupełnie szacunku dla jego symbolicznej powagi co kilka minut demolują, nie pozwalając nam się wyspać po tak ciężkiej nocy. Ech, ci pojęciowi realiści..! Czyżby roślinożercy mieli skłonność do Platona, a drapieżcy – do Arystotelesa..? Taki wniosek wyciągnąłby zapewne fizyk. My jednak, z pogardą odnosząc się do tak powierzchownych uogólnień, pozostańmy przy opisie tych konkretnych przypadków, żadnych zgoła wniosków natury ogólnej nie wyciągając. A jeśli wpis ten wyda się P.T. Czytelnikom bezsensowny, to zapraszam, najdalej jutro jedziemy z Radkiem, druhem moim serdecznym, po jeszcze jedną krowę. Z całą pewnością będzie to równie głęboko filozoficzne przeżycie co przygody minionej nocy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...