czwartek, 17 czerwca 2010

Sianokosy - cz. 5, grande finale!

Pastwisko przystrzyżone i uprzątnięte:




Wszystkie kostki siana zwiezione: 940 w Zaprzyjaźnionej Stodole (więcej mogłoby się zmieścić, gdyby je porządnie ułożyć - zabrakło nam jednak manpower, tzn. man to by się jeszcze może i znalazł, ale zdecydowanie power is gone!), 320 w Zaprzyjaźnionej Oborze (w związku z zapełnieniem Zaprzyjaźnionej Stodoły), a ostatnie 330 pod wiatą:



Do tych 330 kostek pod wiatą, to akurat się nie przywiązujemy - jeśli ich szybko ktoś nie kupi, już nasze zwierzęta się nimi zajmą! W zeszłym roku podobną ilość opędzlowały w trzy miesiące - ale to już była jesień i trawy było mniej, więc może te bodaj do września przetrwają..:


No i jeszcze 31 kostek zostało na przyczepie. Zwali się do Zaprzyjaźnionej Obory, jak tam pojadę po Iskierkę. Bo chyba zostanie zwrócona poprzedniemu właścicielowi... Jej agresja jest nie do opanowania. Nie sposób nauczyć szacunku dla człowieka konia, który nie umie konia szanować - a nie umie, bo zawsze był sam, ewentualnie co najwyżej z własnym potomkiem! Proponowałem M., że puszczę do Iskierki na wybieg moją Dalię wlkp - najwyżej się wyłomocą, ale potem Iskierka już będzie wiedziała, że jest coś takiego, jak życie społeczne... Bał się jednak o całość ogrodzeń i nie poszedł na ten eksperyment.

Co poza tym? Poza tym, straciliśmy łopatę. W sumie słuszna kara Boska za nieuprzejme zachowanie z naszej strony: utknął jakiś biedny człowieczek samochodem na środku naszej piaszczystej drogi, przyszedł do nas po pomoc, a że jakiś taki był agresywny i z pretensjami od razu, a myśmy też nie byli pierwszej świeżości, akurat kostki zwożąc, tośmy go spławili. No to sobie wziął łopatę bez pytania i już nie oddał...

Za to zakwitł jaśminowiec Lepszej Połowy:

A nasze "poziomki", którymi tak się martwiłem miesiąc temu, bo nie zdążyliśmy ich przesadzić, nim zakwitły, okazały się truskawkami:


Bardzo smacznymi zresztą...

2 komentarze:

  1. Biedny kon. Znowu bedzie stal uwiazany w malutkim boksie z glowa przy scianie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano biedny... Ale M. kupił ją w nadziei, że zaprzęgnie ją do wozu - a jak to zrobić, kiedy rzuca się z zębami na każdego, kogo tylko widzi? Przy tym, on sobie radzi, ale pracę ma taką, że nie ma go w domu przez 24 godziny - i wtedy końmi musi zajmować się żona. W tym przypadku byłoby to zbyt niebezpieczne.

    Obawiam się, że dla Iskierki najlepszym wyjściem byłoby skrócenie jej cierpień. Tyle, że źrebię musi ją ssać jeszcze przez 4 miesiące. Przez ten czas, wiele by się mogło wydarzyć...

    Zobaczymy. Były właściciel oczywiście nie chce oddać całej sumy, którą za konia wziął. Negocjacje trwają.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...