sobota, 12 czerwca 2010

Sianokosy - cz. 3, klęska urodzaju

Liczyłem, że z 10 pokosów wokół całego pola, ściętych jeszcze w środę wieczór, będziemy mieli jakieś 200 - 300 kostek siana. Tymczasem wg stanu na wczoraj, na godzinę 22.45, kiedy skończyliśmy zwozić, mamy:
- 511 kostek w Zaprzyjaźnionej Stodole
- 44 kostki pod wiatą (przez noc konie zdołały już zredukować tę liczbę, aż dziw, że się nie pochorowały! Na szczęście, więcej rozwalały niż jadły... W kwestii symbolicznego znaczenia liczby "44", tu akurat czysto przypadkowej, bo tyle mi się do przyczepy zmieściło, odsyłam tutaj)
- 31 kostek ciągle w przyczepie.

W sumie zatem, prawie dwa razy więcej, niż moje maksymalne oczekiwania. Udało się nam to zebrać tylko dzięki pomocy Właściciela Zaprzyjaźnionej Stodoły i Jego Uroczej Małżonki. Klęska urodzaju. Aż boję się myśleć, ile będzie tego do zebrania dzisiaj!






Oczywiście nie obyło się bez przygód. W pewnym momencie główna koleina naszej piaszczystej drogi była zatarasowana przez osobówkę, która zakopała się w piasku - próbując ominąć przeszkodę bokiem, sam zostawiłem w piasku przyczepę. Co uchwyciła na zdjęciu Lepsza Połowa:



Trzeba się było traktorem wyciągać.

Jesteśmy już dobrze wyczerpani. Niepotrzebnie zgrabialiśmy wczoraj przed południem ręcznie - Wojtek, Radka brata, który koniec końców nam to skostkował i tak przyprowadził ze sobą znajomego z pająkiem,  całe nasze amatorskie zgrabianie, nad którym pięć czy sześć godzin się biedziliśmy, poprawiając. Radek, druh mój serdeczny, potrząsł też resztę siana, wczoraj jeszcze nie kostkowanego, bo dopiero rankiem było ścięte. Byłoby super, gdyby potrząsł i dziś jeszcze raz, ale nie wiem, czy uda mi się go namówić - miałem mu po zwiezieniu naszego siana, pomóc zwozić jego własne, że jednak trwało to u nas tak długo, to kiedy do niego zjechałem, było już ciemno i cicho...

Tak, czy inaczej, zbierać trzeba. Na noc zapowiadają deszcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...