sobota, 15 maja 2010

W domu

No i wróciliśmy. Melesugun dalej się grzeje - zgodnie z przewidywaniami Petry zreszty. Ostatni raz była kryta wczoraj ok. 20.00, tuż przed wejściem do przyczepy. Już miałem nadzieję, że jej przeszło (co jakoś by tam zwiększało prawdopodobieństwo pomyślnego wyniku), bo do rana bardzo w przyczepie spokorniała i wyciszyła się. Ale to była tylko przerwa. Teraz uwodzi Dalię wlkp...

Tomek kupił řezačkę i nie tylko. Ale tę historię może jutro opowiem, jak całkowicie odzyskam przytomność, bo warta jest tego.

Dzisiaj ograniczyłem się do policzenia naszych roślinek. I tak, po ostatnich deszczach i 30 godzinach mojej nieobecności najlepiej przedstawiają się rokitniki: 100 na 100 wykazuje objawy życia. Sadzonki były uliścione, ale u niektórych te liście opadły - i teraz u wszystkich takich rosną już nowe! Nie wykazuje objawów życia: 2 z 50 grabów, 9 z 50 buków, 20 ze 105 karagan i 6 z 21 tarnin. Ogólnie projekt "żywopłot" faza I można niniejszym uznać za udany. Jesienią dosadzi się drugą linię i wyrówna ewentualne straty.

Poza tym, byłem na tyle przytomny (po kilku godzinach drzemki), że zastąpiłem Lepszą Połowę nad Nilem. Nowym Nilem:

W przeciwieństwie do ponurej i mroźnej zimy, nasz Nowy Nil nie wymaga już ręcznego pompowania. Pracę wykonuje technika:


Swoją drogą, w związku z zapowiadanymi na dwa kolejne dni opadami powyżej 10 mm na dobę, zastanawiamy się z Lepszą Połową, czy nie lepiej, zamiast wylewać wodę, po prostu wpuścić do hydroforni karpi? Jedyne co nas powstrzymuje, to obawa o hydrofor: znowu bydlaka własna wyporność na falach podniesie i choć teraz jest już na elastycznej rurce, to przecież i ta może się urwać, jak za wysoko popłynie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...