wtorek, 25 maja 2010

Obrzędowość świecka

Jadąc wczoraj na stację kolejową w Grabowie natknąłem się przy przejeździe na dziwne zbiegowisko. Ciągnik z dwiema przyczepami załadowanymi po brzegi szkolnymi krzesełkami. Dwa samochody robotników, którzy te krzesełka wyładowują i ustawiają pod głazem upamiętniającym… przejazd tą linią kolejową trumny ze zwłokami Józefa Piłsudskiego..! Ani chybi – pomyślałem sobie – będzie akademia…

Akademie i inne tego rodzaju uroczystości świeckie zawsze mnie w tajemniczy sposób odstręczały. Nie wiem. Jakoś kompletnie nie umiem się wczuć nastrój, nie odczuwam najmniejszej empatii z tłumem, a pompa tego rodzaju obrzędów nieodmiennie wydaje mi się śmieszna. Nawet, gdy o państwowy pogrzeb chodzi.

Bo też jest obrzędowość świecka skażona w powiciu nieuchronną śmiesznością. Skoro świecka, to przecież do Boga, czy do jakiejkolwiek innej rzeczywistości nadprzyrodzonej się nie odwołuje, czy tak? Jeśli nie odwołuje się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, to do czego się odwołuje? No cóż: biorąc obowiązującą ideologię „władzy pochodzącej od ludu“ przez chwilę na poważnie, wynikałoby, że uczestnicząc w obrzędach świeckich lud czci samego siebie! Pewnie, że to nieprawda: bo władzę lud czci i celebruje, a nie własne niedomyte jestestwo. Co tylko śmieszności przez kontrast między teorią a praktyką przysparza…

Nie mieli tego problemu starożytni poganie. Wszystkie bowiem czynności państwowe (a nawet cywilne, jak kupno czy sprzedaż, wyzwolenie niewolnika, podpisanie umowy…), były zarazem aktami o charakterze religijnym. To dlatego pierwsi chrześcijanie mieli problem z tym, żeby ze swoimi sprawami udać się do państwowego sądu (a nawet przed takim sądem świadczyć), żeby jakiekolwiek urzędy sprawować, zaciągać się do wojska, czy nawet… jeść mięso, bo większość na targu dostępnego pochodziła z rytualnych ubojów na cześć bóstw pogańskich! Obrzędowość pogańska przejawiała się setkami drobiazgów, począwszy od zwyczaju majenia kwieciem domostw w czas większych świąt, przez chodzenie do teatru, który wszak pierwotnie był obrzędem ku czci Dionizosa i zwykle podczas świąt się odbywał, udział w procesjach, zawodach sportowych, sposób pozdrawiania ludzi na ulicy, podawania dłoni, przekleństwa, życzenia – wszystko słowem, co się na życie codzienne składa. Schrystianizowanie tego całego bogactwa zajęło Kościołowi ładnych parę wieków i chyba nie ze wszystkim się do końca udało. Na przykład nasi przodkowie, Słowianie (podobnie zresztą jak ich sąsiedzi, Germanie i Bałtowie), mieli zwyczaj swoje wiece, sądy i targi odbywać w dni świąteczne. Po chrystianizacji naturalną koleją rzeczy przyniosły się te zgromadzenia na niedziele. Kościół długo walczył, żeby je z Dnia Pańskiego na dzień powszedni przerzucić. Z miernym chyba skutkiem, skoro wybory w Polsce i tak zawsze w niedzielę się odbywają?!

Części czynności, pierwotnie u pogan religijnych, schrystianizować się w żaden sposób nie dało. Bo co ma chrześcijaństwo do uboju byka czy świni, skoro już Chrystus swoją ofiarę krwawą spełnił i zwierząt Bogu składać nie trzeba..? Przez wieki zatem patrzył Kościół nader podejrzliwie na wiejskich rzeźników, czy czasem ukrytymi poganami nie są. W końcu jednak, jakoś się utarło, że jest to sprawa nie tylko świecka, ale i całkiem nie uroczysta, w ogóle nic z religią nie mająca wspólnego. Co nie przeszkadza, że świniobicie po dawnemu jest na wsi okazją do zabawy! Całkowicie świeckiej zabawy.

Katalog takich czynności stopniowo się w miarę odbudowywania w średniowieczu zniszczonej Wędrówką Ludów cywilizacji powiększał. Mógł sobie wprawdzie i lichwiarz pobożnie westchnąć w intencji zwrotu pożyczki, którą udzielał – trudno jednak, by sam ten akt miał w sobie cokolwiek religijnego.

W odniesieniu do czynności urzędowych bardzo długo jednak, dalej istniało połączenie ceremoniału świeckiego z religijnym. Co i dziś w Polsce obserwujemy: w obie strony niejako, bo i tendencja, żeby uroczystości państwowe były również przez Kościół celebrowane jest wyraźna, a i udział w publicznie transmitowanych ceremoniach kościelnych jeszcze żadnemu politykowi w Polsce nie zaszkodził, toteż robią to wszyscy, nawet tacy, co do których skąinąd pewnym być można, że są w najlepszym razie agnostykami!

Pierwsza świadoma próba wyrugowania z obrzędów państwowych religii, to oczywiście rewolucja francuska z Davidem jako mistrzem ceremonii i jej dokumentalistą zarazem, oraz Robespierre’a komiczne przebieranki za Istotę Najwyższą. Potem już poszło z górki. No i mamy w efekcie akademie ku czci, defilady, rocznice, święta państwowe. Te krzesełka pod rzeczonym głazem to, biorąc pod uwagę porę roku sposobną, mam wrażenie że były z okazji rocznicy przejazdu trumny ze zwłokami. A może z powodu matur?


Komiczne w obrzędowości świeckiej jest to w szczególności, jak parioduje niechcący obrzędowość religijną. Kim jest wszak Józef Piłsudski jako bohater akademii ku czci, jak nie świętą ikoną? Bałwochwalcze to, a czasem też bardziej straszne niż śmieszne…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...