wtorek, 11 maja 2010

Nie rozumiem…

jak to się dzieje, że jedyną pracę jaką ktokolwiek jest gotów mi zaoferować, jest akwizycja ubezpieczeń. Nie nadaję się na akwizytora, ale już niech będzie. Gdyby to chodziło o suszarki do włosów, piły spalinowe czy książeczki do nabożeństwa – wbiłbym się w garnitur, strój którego nienawidzę i w tej chwili nawet żadnego nie mam, zacisnął na szyi pętlę, tj. przepraszam, krawat, zapakował towar do Wendi i ruszył w świat. Ale ubezpieczenia? Dajcie spokój: przecież to oczywiste oszustwo…

No i w efekcie mimo bardzo już usilnych, odkąd śnieg puścił, czyli od dwóch miesięcy, poszukiwań – pracy dalej nie mam. Przywiozę dziewcznyki i koniec. Szlus. Amba. Kasy już więcej nie będzie.

Dziewczynki przywiozę pewnie w piątek lub w sobotę. Dziś Petra doniosła, że i Melesugun się grzeje i była po raz pierwszy kryta. Do piątku akurat powinno się to skończyć.


Tomek uruchomił koparkę! I nie tylko odpalił ją (jednak źle podłączyłem ten rozrusznik…), ale i objechał dookoła naszą chatkę i teraz koparka parkuje mi przed oknem. Pokazałbym na zdjęciu, ale już ciemno – a dopiero wróciłem z biblioteki. Twierdzi jednak, że dalej już o własnych siłach nie pojedzie. Jutro ją poholujemy. Tak, czy inaczej: geniusz. Nikomu do tej pory nawet odpalić się nie udało, nie mówiąc o jechaniu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...