środa, 12 maja 2010

Dziadek za rzepkę...

Oczywiście, skoro tylko Lepsza Połowa wyjechała do miasta, natychmiast dałem się wyciągnąć chłopakom na wioskę. Norma. Jak ostatni chlor...

Tyle, że zamiast rozpijać bełty, patykiem pisane, najpierw zaciągnęliśmy koparkę do Tomka. Maszyna, która go ewidentnie polubiła, była tak uprzejma, że rozsypała się w drebiezgi dopiero za bramą:





Przynajmniej już na pewno wiadomo, co jej jest: ukręciła się półośka.

Potem Tomek miał odwieźć ciągnik do brata, a ja miałem go podrzucić z powrotem do domu. Oczywiście, wyprzedziłem go tam, a że coś długo nie przyjeżdżał, to wyraziłem zaciekawienie.

Zaiste, było na co popatrzeć, kiedy już ich znalazłem!


Dziadek za rzepkę, babcia za dziadka, wnuczek za babcię... i tak dalej. No niestety, ten układ nie przyniósł sukcesu w postaci wyrwania rzepki.
Udało się dopiero w tym zestawie. Ale i tak nie od razu, bo najpierw trzeba było uwolnić tych, co utknęli z przodu, potem dopiero dało się wyciągnąć Radka...



1 komentarz:

  1. Jakiegoś psa z dużą motywacja potrzebujesz. We dwóch zawsze łatwiej. A on na dodatek lepiej słyszy i powiadomi. Po słupki nie przyjedzie jedna sztuka. Dasz radę kilku?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...