sobota, 1 maja 2010

中國

Zhongguo zwykle przekłada się na polski jako „Państwo Środka“. Co brzmi, prawdę pisząc, dziwnie: jakiego „Środka“? Złotego środka? Że niby nic za dużo czy za mało, tylko wszystkiego w miarę? Wolne żarty! Najdłużej nieprzerwanie istniejące, najludniejsze, wznoszące najdłuższe na świecie mury Imperium ma być symbolem umiaru..?

Zapewne przeszło to do nas nie bezpośrednio (jak i nasza własna nazwa „Chiny“, którą jakimś mongolsko – ruskim pośrednikom musimy zawdzięczać; względnie, jak się upiera Wikipedia, samemu Marco Polo…), tylko poprzez angielski. Middle Kingdom już jest jakby bliżej oryginału, bo przynajmniej szyku wyrazów się trzyma.

to oczywiście „środek“, „centrum“. Jak tarcza przestrzelona strzałą. Albo ołtarz Ziemi, który zawsze wyznaczał symboliczne centrum chińskiego świata: włócznia wbita w okrąg usypanej ziemi. Jeszcze podczas „powstania bokserów“ w 1900 roku insurgenci złożyli w ofierze na ołtarzu Ziemi w Pekinie jakiegoś przypadkiem schwytanego Japończyka (bo już wtedy Japończycy uchodzili za bardzo odważnych, wręcz szalonych wojowników i chodziło o to, żeby to szaleństwo przejąć…) Jeden z najprostszych ideogramów. Wręcz oczywisty.

ten ideogram też nie jest trudno zrozumieć. Na zewnątrz otacza go mur. Czyli granica. W środku mamy ludzkie ramię z jakąś włócznią, czy innym ostrym narzędziem wzniesione nad wioską (wioskę symbolizuje ten mniejszy kwadracik – to mogą być ludzkie usta, albo mniejszy, wioskowy mur – z kreseczką jak ślad po radle pod spodem…). Terytorium – władza – ludność. Każdy podręcznik politologii zaczyna się od takiej mniej więcej definicji państwa. A tu proszę: na obrazku wszystko od 3000 lat ładnie i przejrzyście wytłumaczone. W dodatku kamyczek do ogródka Pana Wojciecha: ten ślad po radle… Oczywiście tylko w tzw. „tradycyjnym“ piśmie chińskim: w wersji uproszczonej, oficjalnie obowiązującej w Chinach kontynentalnych, czyli w ChRL, środek znaku zastępuje prostszy graficznie, ale za to o wiele trudniej się wykładający ideogram przedstawiający króla: Jak widać Mao najłatwiej było zrezygnować z ludności. Poniekąd, robił to na masową skalę, choć podobno, jak twierdzą oficjalne biografie – niechcący…

Teraz, zbierając to w całość, co nam wychodzi? Tak jest, słusznie się Państwo domyślacie: „Środek Państwa“, a nie żadne tam „Państwo Środka“!

I tak to rozumie każdy Chińczyk. Nawet ten biedak, który za kilka juanów całe dnie i noce szyje dla Długonosych bryczesy do jazdy konnej (nawet co druga sztuka wytrzymuje pierwszy kontakt z siodłem!) czy dżinsy (chyba dobiłem własne robocze, bo mi się po wsadzeniu roślinek nogawka urywa…).

Chiny nie są „centrum świata“, czy „stolicą świata“. One są światem. W każdym razie: jedynym kulturalnym światem. Cała reszta to barbarzyńcy: „surowi“, jeśli nic zgoła nie wiedzą o kulturalnych obyczajach, właściwym zachowaniu i rytuale, albo „ugotowani“, jeśli już trochę kultury liznęli. Misją Chin jest szerzenie kultury w tym dzikim świecie. Oczywiście – razem z kulturą rozszerzając też i władzę skoncentrowaną w Zakazanym Mieście.

Nie zawsze jest to możliwe. Już w głębokiej starożytności władcy Chin przyjęli z pokorą konkluzję, że nie są w stanie zadbać o potrzeby wszystkich odległych barbarzyńców. Taką też odpowiedź otrzymali Brytyjczycy, którzy w XVIII wieku po raz pierwszy próbowali nawiązać z dworem dynastii mandżurskiej stosunki dyplomatyczne. Po szczegółowym rozpatrzeniu ich prośby dostali list, w którym Cesarz dziękował królowi Jerzemu za hołd, z żalem zarazem informując, że z powodu odległości nie jest w stanie objąć jego poddanych opieką chińskiej administracji…

Oczywiście: to, co się działo potem, czyli dwie przegrane wojny opiumowe, stłumienie powstania Tajpingów przy pomocy obcej interwencji, przegrana wojna z Japonią, stłumienie powstania bokserów już bezpośrednio prze obcych interwentów, okupacjach ważnych rejonów kraju – przekonały Chińczyków, że nie tylko odległość przeszkadza im w objęciu poddanych Korony Brytyjskiej opieką chińskiej administracji. Ale: czy to oznacza, że Chiny zrezygnowały ze swojej misji..? Świat się zmienia. Chiny powoli, ale wytrwale dążą z powrotem do zajęcia należnego im miejsca. Tym razem – dzięki zupełnie nowym środkom technicznym, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ich misja objęła całą planetę. Zresztą: dlaczego tylko jedną planetę?



Co jakiś czas wspominam zmyślność Chińczyków w pokonywaniu różnych trudności jakie się napotyka w rządzeniu ludźmi. Jest to sztuka, którą w Chinach uprawia się z zamiłowaniem i wielką biegłością już od 3000 lat. Dostrzegając i (na ile to tylko możliwe, oczywiście), pokonując większość „praw“ i paradoksów Cyryla Parkinsona na tysiąclecia przed jego narodzinami. Dlatego o Chinach będzie tu jeszcze od czasu do czasu. Chyba, że Państwa to nie interesuje..?

2 komentarze:

  1. Interesuje.Musze jednak przyznac ze choc podziwiam Chinczykow to raczej watpie aby Chiny staly sie pierwszym mocarstwem swiata.Nie ten ustroj polityczno-ekonomiczny,nie ta infrastruktura i nie to polozenie geopolityczne.Ale moze?

    OdpowiedzUsuń
  2. O ustroju polityczno - ekonomicznym jeszcze podumamy. I o miejscu Chin w świecie pewnie też. To było tak na początek, żeby wprowadzić w nastrój!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...