sobota, 10 kwietnia 2010

Życie toczy się dalej.

O porannej katastrofie dowiedzieliśmy się dopiero około południa. Tyle czasu zajęła nam wizyta na targu, gdzie jednak kupiliśmy trochę krzaczorów: pigw, agrestu, morwy i orzechów laskowych. Oraz wsadzenie tychże i wytyczenie grządek na zioła dla Lepszej Połowy.

Zwierzaki wypadkiem, co oczywiste, w ogóle się nie przejęły. Bubę podczas obiadu bardziej interesowały maszyny rolnicze na naszej piaszczystej drodze:



Koćkodan Waleczny świętował przepędzenie swoim wojennym okrzykiem (z małą tylko pomocą zaalarmowanych państwa, którzy w skarpetkach z chatki na pomoc wybiegli) szarego intruza:


Leśny padoczek koniom się już znudził, został więc zamknięty. Trawa jednak dobrze rośnie i mam nadzieję, że na św. Jerzego, jak tradycja każe, wypuścimy czworonogi na prawdziwe pastwisko z prawdziwą trawą.

Wiecie Państwo, że zwyczaj wyprowadzania zwierząt na pastwisko w dzień św. Jerzego obserwowali nawet muzułmańscy Turcy? Przejęli go od Bizantyjczyków. Tego dnia wszystkie konie ze stajni sułtańskiej były w uroczystej procesji przeprowadzane na rozległe łąki u północnego krańca zatoki Złoty Róg, nad strumieniem zwanym Słodkimi Wodami Europy. Według posłów obcych, którzy to widowisko podziwiali, nic piękniejszego w życiu im się zobaczyć nie zdarzyło. Szczegóły będą w miesięczniku "Koński Targ". Oraz w książce która powinna ukazać się latem.

Dzień był piękny dzisiaj, choć może nadto chłodny. Dwa razy nasze padoki i świeżo wsadzone krzaczory zmoczył przelotny deszcz. Życie toczy się dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...