czwartek, 29 kwietnia 2010

Sylwestra

Odkryliśmy jedną z najstaranniej skrywanych tajemnic naszego koćka. Nasza Sylwestra cierpi na... agorafobię! Wyniesiona na rękach na drugi koniec zielonego padoku (sama, na własnych czterech łapkach, zapuszcza się najdalej do wiaty dla koni!), wpada w panikę już w połowie drogi. Wypuszczona na miejscu sadzenia żywopłotu (melduję 328 roślinek - bo prawie wszystkie były z superatą - wsadzonych i nawet podlanych, choć jak to udało się nam zrobić z wiaderkami i 10-litrową konewką, to sam nie wiem...) najpierw bleczy i kręci się w kółko, a potem wraca do domu. Ale jak? Wcale nie najkrótszą możliwą drogą, na przełaj przez trawę, jak normalne, wiejskie koty. Nie! Sylwestra skrada się wzdłuż płotu. Przecina naszą piaszczystą drogę. Kryje się wśród rzadkich sosenek i jarzębin na działce naszego najbliższego sąsiada (jak dziś wyznał: sprzedanej jakiemuś Warszawiakowi!). Biegnąc wzdłuż drogi, dopada co prędzej brzózek, gdzie zwykle kryje się za dnia nasz zajączek i kurczak. Przecina drogę ponownie. Kryjąc się w gąszczu porastającym resztki po naszych dołach dopada wreszcie bezpiecznego schronienia w cieniu Wendi:
Ta mina... bezcenna!

Konie na zielonym padoku. Same się wyrwały już po obiedzie. Dalia wlkp po prostu staranowała ogrodzenie swoim 700-kilowym cielskiem i trzy linki nawet nie zipły, a już ich nie było. W ogóle, ma dziś kobyła taki dzień w życiu żółwia, że musi dać komuś w m...dę! Rano na nią wsiadłem i nawet udało się nam rozluźnić w kłusie na ujeżdżalni (starając się nie deptać ciągle nie przesadzonych poziomek) i tak byliśmy rozluźnieni, że całkiem spokojnie i z życzliwym zainteresowaniem przeszliśmy obok patyka owiniętego czerwoną szmatą, którym nasz najbliższy sąsiad zaznaczył położenie świeżo odnowionego słupka granicznego na tej sprzedanej działce (wypadł na środku wyjeżdżonej drogi, kubek w kubek jak  nasz dwa lata temu!). Potem staranowała ogrodzenie. A jak nie mogliśmy z Lepszą Połową złapać Buby (która uwielbia bawić się z Państwem w gonionego) i wgoniliśmy je z powrotem na padok piaszczysty, to jakoś tak wyszło, że Dalia i Osman Guli (czyli Buba) we dwie wpadły na padoczek przechodni, prowadzący do okręgu. Zamknęliśmy je tam i chcieliśmy złapać, żeby Bubę wylonżować. Niestety: Dalia złamała belkę zamykającą wejście... A potem jeszcze szarżowała na jakieś wozy z drewnem przejeżdżające naszą drogą. Po prostu: strach się bać, co jeszcze kobyle do głowy przyjdzie! Po kolacji wolałem już je wpuścić na padok samemu i nie czekać, aż znowu zlikwidują ogrodzenie... Krzaczorami na razie się nie interesują. Może dlatego, że póki co mało zielone?

Sylwestra, żeby nie było niedomówień: w dalszym ciągu pod samochodem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...