piątek, 2 kwietnia 2010

Pożar

Wracając z Kozienic dostrzegliśmy w chaszczach ciągnących się wzdłuż torów tuż obok przejazdu kolejowego kłęby siwego dymu. Paliło się w dwóch miejscach. Znaczy się: podpalenie, prawda..? W każdym razie, nie można było tego tak zostawić.

No i tu pierwsza siurpryza. Pamiętacie Państwo to wielkie „halo“ z numerem 112..? Odradzam korzystać. Co prawda, środkiem torów akurat biegnie granica powiatów. Powinno zatem łączyć przypadkowo albo z komendą w Kozienicach, albo z komendą w Białobrzegach. Jeszcze zrozumiałbym Grójec, gdyby przypadkiem fale od Warki poniosło. Ale… Sokołów Podlaski..?! Pan policjant był wręcz przerażony, gdy mu próbowałem wytłumaczyć, gdzie się pali, a on tego na mapie nie miał…

Na szczęście z sołtysem połączyło bezbłędnie. Drużyna dzielnych strażaków – ochotników z naszej wsi przybyła na miejsce 5 minut po wezwaniu. No, może 10 minut. Jedno z ognisk już samo dogasało – ściółka jest jeszcze mokra na szczęście. Drugie, bliżej torów, rozdzieliło się na dwa fronty, pochłaniając suche badyle jakichś jeżyn i przesuszone już brzózki. Nasi dzielni wioskowi strażacy poradzili sobie z tym koncertowo. W każdym razie wracali już, nim zdążyłem pierwszy słupek wkopać.

Bo tak w ogóle, to miałem ambicję ogrodzić dzisiaj koniom tę zeszłoroczną trawę. 4 słupki mi zostały do końca (tylko je wkopuję, bo w tym miejscu w przyszłości ma być wybieg dla matek ze źrebiętami, a jego granice będą trochę inne niż to jest możliwe do wytyczenia obecnie, kiedy nie ma – jeszcze – stajni!), kiedy zaczęło padać. A miało padać dopiero nocą. No i wierz tu człowieku w prognozę pogody. Taki sam pic na wodę, jak z tym numerem 112…

Opad się skończył, ale zdążyłem się rozluźnić i chyba nie dam rady zebrać moich zwłok (podobno opalonych na murzyna) i wyjść na zewnątrz, skończyć to dzieło… W sumie, to powinniśmy pojechać do kościoła. Tym bardziej, że Lepsza Połowa wzięła na spytki Wojtka (ledwośmy jego Pikusia odratowali, gdy Dalia postanowiła się nim pobawić! A i potem jakoś tak z cichapęk ku samemu Wojtkowi się przesuwała, że wolałem ją przegonić…), który wpadł się zapowiedzieć z owsem na jutro i znamy już terminy nabożeństw. Tutaj nie ma zwyczaju wywieszać takich informacji przed kościołem, jak w mieście. W końcu, wszyscy wiedzą, prawda?

Jednak, skoro już ksiądz Skarga grzmiał „Polaku, milszy ci syn kobyli niźli Syn Boży!“, to czuję się wpisany w wielowiekową tradycję i na razie rozluźniam się dalej. A jak tam u Państwa z tym rozluźnianiem..?

Bo tak w ogóle, to nie ma niczego gorszego, niż wizyta w ogarniętym gorączką przedświątecznych zakupów supermarkecie! Od razu ogarnia człowieka frustracja, agresja i aliencja. I każda inna „acja“, jaką tylko można sobie wyobrazić!


Neo-tradycjonalistom wstecznym tylko przypomnę, że gdy jedynym miejscem dokonywania przedświątecznych zakupów było targowisko, panował tam dokładnie taki sam tłok, chaos, pośpiech i chamstwo jako w Tesco! Nic więc przed przedświątecznym bólem głowy nas uratować nie może. I dlatego pożary, wkopywanie słupków, a w ostateczności rozluźnienie – niezbędne są do przeżycia!

9 komentarzy:

  1. Trudno się dziwić, że skuteczność numeru 112 jest jaka jest - toż to "program" finansowany i wspierany przez UE. Nie mniej dobrze wiedzieć.

    Tym razem chodziło o łąkę, co by było gdyby stawką było ludzkie życie? Często przecież w wypadkach chodzi o minuty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chodziło o chaszcze. Gdyby było ciut suszej, mogło się tego sfajczyć ładnych parę (dziesiątków co najmniej) hektarów. Nie wiem nawet, czy fragmentami to już nie jest "legalny" las, bo i kilkudziesięcioletnie sosny, bynajmniej nie karłowate w tym miejscu rosną. 500 m dalej są już zabudowania, bezpośrednio do tych chaszczy przyległe...

    O przypadku raczej nie może być mowy, ale jaki był cel tej akcji - nie pojmuję. Przy torach leżała ścięta sucha trawa. Ani się nie zajęła, ani jej nie podpalono. Tylko podpalono (w dwóch miejscach) te chaszcze nieszczęsne, które zresztą przedtem ktoś wycinał, bo świeże gałęzie leżały.

    Fakt faktem, że gdyby na moim miejscu był kto inny, kto by nie wiedział, że sołtys jest też komendantem straży pożarnej i nie miał do niego telefonu i gdyby rzecz działa się latem, po kilku tygodniach suszy - niezły by z tego by pasztet mógł powstać!


    A kiedy staliśmy, na straż czekając, przejeżdżały drogą po drugiej stronie torów samochody z pobliskiej wsi, właśnie jednym ze swoich końców do tych chaszczy przyległej - i żaden się nie zatrzymał. Głupota? Tchórzostwo?

    No i sam fakt, że grasuje tu podpalacz, choćby i nierozgarnięty, nie jest pocieszający...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, coś się dzieje niedobrego ze skryptem. Najpierw mi 9 razy mówiło, że nie może zamieścić komentarza, a jednak go tu wpisywało. A jak próbowałem posprzątać ten bałagan, to teraz nie pokazuje mi już w ogóle żadnych, łącznie z komentarzem p. Wojciecha. Jeśli go przypadkiem usunąłem, przepraszam. Mam nadzieję, że jakoś to dojdzie to ładu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...