niedziela, 25 kwietnia 2010

Osman Guli

Maszyna do torturowania koni działa! I nie tylko na Wielkiego Strasznego Zwierza. Już od wczoraj wzięliśmy się też za świeżo przywiezione z seks-wycieczki krasawice. Wczoraj poszło tak dobrze, że dziś Lepsza Połowa postanowiła uwiecznić moje wysiłki z Bubą. Jak to zwykle bywa, poszło gorzej niż bez aparatu...

Najpierw konia trzeba złapać i zaprowadzić na miejsce kaźni:

Potem poganiać tam i siam:






A jak już się pogania, to można próbować "polityki miłości". W tym celu udający poprzednio tygrysowęża pan przyjmuje postawę pokorną i wycofaną, a koń się temu przygląda:


Niestety, co zadziałało wczoraj, wcale nie chciało działać dzisiaj. Trawa, której trochę rośnie na okręgu okazała się dużo ciekawsza niż jakiś tam tygrysowąż. Wielkie mi rzeczy! Tygrysowąż? Niech się sam tygrysi...


Znudzona Lepsza Połowa w daremnym oczekiwaniu na jakąś akcję zajęła się fotografowaniem Dalii wlkp. Co jest o tyle trudne, że Wielki Straszny Zwierz ma niejaką fobię na punkcie aparatów fotograficznych i przy nadmiernym zbliżeniu do takiego sprzętu okopuje się

albo próbuje schować się za Glusia:


Koniec końców, pan musiał zrezygnować z daremnego oczekiwania na dobrowolne połączenie i zadziałać:


Jak ktoś niedawno zauważył, "mądry koń, to mądry koń". Buba, koniec końców, nie miała nic przeciwko temu, żeby się z panem pobawić, skoro mu tak na tym zależało. Ale i tak najfajniejsze ze wszystkiego było zakończenie całej tej imprezy:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...