niedziela, 11 kwietnia 2010

Lotnik, kryj się!

Tuż przed obiadem pracę przy końputerze przerwał mi głośny tętent. Wybiegliśmy z Lepszą Połową przed chatkę. Wbrew obawom, konie wcale nie wyrwały się z ogrodzenia. Galopowały tylko po całym padoku jak szalone. Końcówkę tych gonitw zdążyłem uwiecznić na zdjęciach:





Kiedy już się uspokoiły, były bardzo spragnione:


A potem musiały się po kolei poddać kąpieli piaskowej:









Dalia miała szeroką, krwawą pręgę po lewej stronie zadu.

Co się stało?

No cóż: pierwszy w tym roku atak powietrzny! Nasze stado dopadły meszki. Które namnożyły się nam w Lasku. Żeby się pozbyć dokuczliwych owadów, konie najpierw przygazowały, a potem właśnie wytarzały się w piasku. Krew na zadzie Dalii pochodziła najpewniej z owadów zmiażdżonych podczas jakiegoś obcierania się o drzewo.

Spociły się przy tym jak po prawdziwym wyścigu.

Achałtekinki i Glusia Lepsza Połowa zdążyła wylonżować przed południem. Na Dalię chciałem wsiąść teraz - ale chyba ma już emerytka dość biegania na dzisiaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...