piątek, 16 kwietnia 2010

Kryptokracja

Jakieś 15 lat temu siedzieliśmy sobie z moim przyjacielem Siłą w moim (i dwóch moich współspaczy) pokoju w jednym z pozostałych po budowniczych Pałacu Kultury baraków, które wtedy składały się na akademik na Osiedlu Przyjaźń w Warszawie i piliśmy wódkę. W pewnym momencie Siła, skądinąd z tradycji rodzinnej i przekonania wyborca SLD (nie przeszkadzało nam to ani pić wódkę, ani się przyjaźnić!) stwierdził: to niemożliwe, żeby cały ten b…l tak bezpańsko działał. Ktoś musi tym kierować! Może WSI?

Zapamiętałem te słowa i uwieczniam je niniejszym po wieki wieków, amen – o WSI, generale Dukaczewskim i całym tym bagnie było wtedy jeszcze cicho i niewątpliwie przez mojego przyjaciela proroctwa przemawiały.

Zasadniczo jednak, ten blog nie jest o polityce, w każdym razie, nie o bieżącej – i szczerze pisząc, jest mi dokładnie wszystko jedno, czy okupuje nas w tej chwili WSI, czy SB, CIA, BND czy KGB. To się może jeszcze i w najbliższy weekend zmienić – ale zasada pozostanie niezmienna: ktoś musi tym b…lem kierować!

Popatrzmy na rzecz bez emocji. Nominalnie żyjemy w państwie demokratycznym. Co to znaczy? W skali historycznej funkcjonalna demokracja to ewenement. Albo działała w bardzo małej skali: jednego, w dodatku, jak na dzisiejsze standardy, wcale nie dużego miasta, względnie – co najwyżej jednego szwajcarskiego kantonu, też niedużej i nieskomplikowanej w sumie ich federacji. Albo też, opatrzona była całym szeregiem bardzo ją zawężających ograniczeń. Mieliśmy i my „demokrację szlachecką“ – ale słowo „demokracja“ trochę tu myli, bo ustrój Rzeczypospolitej, niezmiernie skomplikowany, najbliższy był temu, co Arystoteles określa nazwą „ustroju mieszanego“. Dopóki działał, rzecz jasna, czyli przez niespełna 150 lat – od konstytucji nihil novi w 1505 do pierwszego zerwanego Sejmu w 1654. Demokracja angielska? Ależ to – nawet w obowiązującej tam, na miejscu teorii – są po prostu „rządy parlamentu“, aż do połowy XIX w. bynajmniej nie wybieranego demokratycznie. Większość miejsc w Izbie Gmin obsadzali bowiem właściciele tzw. „zgniłych okręgów“: wsi, które istniały w średniowieczu, ale zniknęły podczas „grodzenia“, w wieku XVII. Jeden lord z gronem służących i kilkudziesięcioma zależnymi od niego dzierżawcami mógł i kilka takich okręgów własną osobą stanowić, przypadających na nich posłów zwyczajnie mianując. USA? Przez większość swojej historii był to kraj rządzony przez charyzmatycznych kaznodziejów, którzy wspólnoty swoich wiernych pod totalitarnym zupełnie butem trzymali. Pewnie dlatego tak im rewolucja obyczajowa sprzed pół wieku do głów uderzyła!

W zasadzie jedynym dużym państwem o którym można było powiedzieć już przed I wojną światową, że było bardzo zbliżone do obecnego modelu demokracji, to III Republika Francuska: przykład raczej negatywny, biorąc pod uwagę gigantyczną ilość afer, niestabilność rządów, ogólną demoralizację i korupcję.

Co się zatem takiego stało, że od zakończenia II wojny światowej demokracja, w międzyczasie nazwana „demokracją liberalną“ (że niby i prawa mniejszości chroni, więc taka „demokracja z ludzką twarzą“!), nieustanne święci triumfy, a pochód jej poprzez dekady i kraje, spowolniony jedynie, ale nie zatrzymany zimną wojną, zdaje się nie mieć końca?

Zwykle mówi się, że zaszedł „postęp“. Wybaczcie Państwo, ale muszę zażyć w tym miejscu środka ogłupiającego pod nazwą „Scotch Whisky“… Zażyłem…

No więc „postęp“. Że niby co? Że niby współczesny oglądacz telewizji, zjadacz chipsów i pijacz piwa jest lepszy niż XIX-wieczny oglądacz teatru (choćby i ulicznego!), zjadacz bagietki i pijacz wina? No chyba miał ciężkie zatwardzenie, kto to wymyślił!

100 lat temu głównym źródłem informacji dla ludzi były gazety. Ludzie musieli zatem umieć czytać (i pisać). Gazety ukazywały się wtedy dwa razy dziennie: rano i popołudniu. I znajdowały zbyt. W nakładach, o których współczesnym wydawcom nawet i marzyć się już nie chce. Gazet była przy tym ogromna mnogość: od ogólnonarodowych, po parafialne. Przypadkiem badałem ten temat, więc wiem, o czym piszę.

Owszem, magistrów („jestem magister, dla przyjaciół Megi…“), było wtedy o wiele mniej. Jako autor niejednej pracy magisterskiej i szczęśliwy zdawacz niejednego egzaminu (jeszcze podczas studiów trudniłem się bowiem niewdzięczną pracą „Murzyna“) mam jednak o współczesnych magistrach raczej… hmm… niskie mniemanie. Darujecie Państwo, ale powstrzymam się przed zdradzaniem zawodowych sekretów „murzyństwa“…

Na czym więc cały ten „postęp“ miałby polegać – nie sposób się domyślić. Jednak stosując zasadę jedynej różnicy dochodzimy do jedynego możliwego wniosku, że ktoś tym b…lem kieruje! Kto? A co to za różnica, w gruncie rzeczy?

Naturalnie, skoro już mamy rządy z ukrycia, czyli kryptokrację, działającą za parawanem oficjalnych spektakli wyborczych i partyjnych, to fakt ten nasuwa cały szereg pytań. Jak ukryć działanie prawdziwego, tajnego rządu, skoro potencjalna premia za zdradę jego istnienia może być bardzo duża..?



Cóż: kontrolować media. Oraz stosować strategię, którą już starożytni Chińczycy wymyślili (czy jest w ogóle coś, czego strarożytni Chińczycy nie wymyślili..?). Jak podobno pisał Konfucjusz: mądry człowiek, by ukryć liść, sadzi las. Edgar Allan Poe powtórzył to odkrycie na użytek Zachodu w słynnym opowiadaniu o ukrytym liście. Innymi słowy: trzeba spiski, konspiracje, tajemnice i sprzysiężenia pomnożyć i upowszednić tak, żeby żadna rewelacja tego rodzaju nie miała szans na momentalny posłuch i zainteresowanie. Żeby prawdziwi spiskowcy mieli dość czasu na reakcję, nim dotycząca ich wiadomość znajdzie jakiś szerszy oddźwięk. Jaką reakcję? A któż to wie… Tyle jest w końcu możliwości: od zbagatelizowania sprawy (broń Panie Boże dementować! Nic tak nie zwiększa wiarygodności informacji, jak oficjalne dementi…), przez różne strategie spowodowania dysonansu poznawczego u odbiorcy, aż po klasyczne odwrócenie uwagi jakimś teatralnym przedstawieniem. Takim jak – być może – ostatni wypadek, a na pewno: przesadne, teatralne, nieproporcjonalne, niesmaczne, niegustowne i obraźliwe dla narodu obchody żałobne…

11 komentarzy:

  1. Pozdrawiam krajana z Os. Przyjaźń .

    Mam nieco inne zdanie na istnienie kryptokracji . Nie żebym był miłośnikiem , ale godzę się na to . Przestrzeń nie znosi próżni , więc jeśli nie będzie to rodzima kryptokracja , to zaraz zawładnie nami importowana . Czy pod nieobecność naszej władzy chłopaki z GS by nam odpuścili ? Nie . Wszystko byłoby już dawno wyprzedane , państwo jeszcze bardziej zadłużone ( bardziej niż Grecja - oj zadbaliby o to ). Tak naprawdę nie wiem , czy jest kraj bez takiej formy rządów . Może Szwajcaria .

    Czy lud zasługuje , żeby mu oddać władzę ? Popatrzmy na jego wybory aksjologiczne .
    Moim skromnym zdaniem niech sobie istnieje ta kryptokracja , byleby zachowywała się jak gospodarz tego kraju , jak pasterz zbłąkanych owieczek ( nie chcę napisać baranów ) , a nie jak okupant .

    I to by było na tyle .

    OdpowiedzUsuń
  2. Lud z całą pewnością nie zasługuje na władzę. Niby jak zresztą miałby ją sprawować? Przez losowanie? Bo głosowania bez manipulacji nie umiem sobie wyobrazić...

    Dlatego nie może być demokracji bez kryptokracji.

    Pytanie, co było pierwsze? I czy koniecznie musimy mieć jedno i drugie? A nie są to tanie zabawki.

    Myślę, że ludowi wystarczyłby już sam tylko "Taniec z gwiazdami". Te wszystkie szopki wyborcze, partyjne i sejmowe: to już za wiele grzybów w barszczu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam jakimś wielkim miłośnikiem demokracji nie jestem. Jednak współczesna kryptokracja korzysta z dość podłej taktyki (przynajmniej w Polsce). Człowiek by żyć i prosperować musi być przynajmniej na początku drobnym cwaniaczkiem. Potem jeśliby ten człowiek za bardzo podskakiwał można odszukać na niego odpowiedni paragraf...

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda. Wszyscy jesteśmy przestępcami. W taki, czy w inny sposób. Pisałem o tym jakiś czas temu: http://boskawola.blogspot.com/2009/12/dura-lex_6562.html

    OdpowiedzUsuń
  5. @Cedric

    Problem w tym iz obecnie rzadzaca w Polsce kryptokracja niestety nie jest zadnym gospodarzem a raczej uzywajac lewicowej terminologii to burzuazja kompradorska ktory sluzy obcym panom za ochlapy.Polska jest w zwiazku z tym TYLKO I WYLACZNIE obszarem do ograbienia na co mamy setki przykladow lacznie z najnowszym http://tiny.pl/hg86q

    W innych krajach zdaje sie roznie to wyglada ale ogolnie wydaje sie ze w wielu krajach(NIE WSZEDZIE)owe "ukryte elity" dawno juz przestaly dzialac w kategoriach ukrytego gospodarza a przeksztalcily sie w pasozyta ktory nie chce juz byc przywiazany do jednego gospodarza(kraju)ale raczej probuje funkcjonowac w skali globalnej(zreszta z umiarkowanym skutkiem).

    Zgodze sie takze z boskawola iz dzisiejsza kryptokracja ukrywa sie w gaszczu dezinformacji,plotek,teorii spiskowych i miejskich legend-znaczna czesc z nich to dezinformacja rozpowszechniana CELOWO-dlatego tez nie wierze w wiekszosc z tych rzeczy bo jakies 99% z nich to fikcja i dezinformacja-oczywiscie 1% jest prawda ale KTORY 1%?-nie znam odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś kiedyś już powiedział, że "Demokracja jest najtepszym ustrojem, bo nic lepszego nie wymyślono". Dobra monarchia jest lepsza od demokracji, ale wszystko zależy od monarchy. Zły monarcha szybciej doprowadzi do upadku kraju, niż zła demokracja.

    Więc tak właściwie wszystko zalezy od człowieka/ludzi którzy są u władzy. Jak ktoś myśli o sobie, to będzie działał na szkode ogółu. Ale tak właściwie, czy wszystkie narody zasługują na własny kraj? Taka Szwajcaria czy Norwegia potrafiły się zorganizować - a taka szlachecka Polska, to z żadka. Szlachcie prywata albo wojna w głowie (na czymś sie próbowali dorobić), więc rzeczpospolitą diabli wzięli. Wniosek? Czy Polacy aby napewno zasługują na własne państwo? Nawet jeśli tak, to Polska jest dziś tylko Polskim opakowaniem, z obcą gospodarka (bo co było za bezcen się sprzedało zamiast restrukturyzować). Więc "historia uczy nas tego, że niczego z niej sie nie nauczyliśmy" Smutne ale prawdziwe
    :(

    Pozdrawiam, Polak

    OdpowiedzUsuń
  7. @Anonimowy

    Ten kalambur, przypisywany zwykle Churchillowi w oryginale brzmi: "Demokracja to najgorszy ustrój pod słońcem, ale niczego lepszego nie wymyślono".

    Zwykłem dodawać: są też ustroje, których wymyślać nie trzeba było, bo powstały same, bez żadnych uprzednich założeń teoretycznych.

    Takim właśnie ustrojem jest monarchia która, biorąc pod uwagą całą spisaną historię ludzkości, jawi się jako najbardziej naturalny i najtrwalszy mechanizm sprawowania władzy, którego nikt nigdy nie wymyślał, bo wymyślać go nie było potrzeby...

    Co do wpływu cnotliwych lub niecnotliwych osób na sposób sprawowania władzy, to istnieje on, niewątpliwie. Ale jedną z fundamentalnych zalet monarchii jest właśnie i to, że jak władca jawnie oszaleje i zacznie dziedzictwo niszczyć, to go własny dziedzic, jeśli tylko zdąży: usunie... Tak się przecież stało z Pawłem I w Rosji, którego synowie pospołu zadusili - chociażby... Tak więc potencjał samonaprawczy monarchii istnieje, choć może nie jest zbyt miły dla oka. Złej demokracji naprawić zaś prawie nie sposób. O czym poniekąd, pośrednio przynajmniej, w dzisiejszym poście...

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafiłem tu do Pana od cynika9, czytam i czytam... oderwać się nie mogę, muszę przysiąść w piątkowy wieczór i doczytać te wpisy które ominąłem skacząc po linkach zawartych w poszczególnych wpisach. Jest pan bardzo mądrym człowiekiem, to tak bez słodzenia, po ludzku. Mądry w tym klasycznym, staroświeckim znaczeniu. Pozdrowienia z Prus Wschodnich.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozostaje mi się tylko zarumienić...

    OdpowiedzUsuń
  10. 2.34 a ja, jak bym do domu wróciła po latach. Pozdrawiam serdecznie i ściskam mocno, szczególnie koty,-) Alutka

    OdpowiedzUsuń
  11. Troszkę hermetyczny komentarz... A kot jest tylko jeden! Niestety...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...