poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Kic... kic... kic...

Do śniadania wykopałem 120 dołków. Zostało jeszcze 200. W okolicy 98-ego dołka przykicało do mnie zwierzątko:
Nie, nie. To nie kangur. Ani żaden inny torbacz. To nasz przydomowy zajączek. Pasł się na padoku, co jakiś czas na mnie spoglądał stając słupka, aż wreszcie przykicał prawie do nogi. Już myślałem że wściekły i będzie gryzł. Ale nie. Po prostu przyszedł powiedzieć, żeby Lepsza Połowa posadziła sałatę. Bo chudy!

4 komentarze:

  1. Może też przyszedł obżerać smaczną karaganę i rokitnika... Nie, że straszę, tylko ostrzegam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie prorok! Dołki zostały uzbrojone. To znaczy rozsypałem w nich to, co zebrałem z padoku. Ale domyślić się, że tam coś smacznego będzie, na razie chyba, z punktu widzenia zająca - nie sposób...

    Jak do tej pory żadnym z naszych drzewek i krzaczorów jeszcze się nie interesował.

    Ale fakt: żywopłot będzie poniekąd w samym środku samego środka jego terytorium!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, że kłusownictwo komuś sugeruję, ale słyszałem, że zające są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie ten sam lub inny przedefilował nam przed chatką. Mam wrażenie, że razem z lisem Przecherą, próbują naszą Sylwestrę na rozbieranego pokera w krzaki wyciągnąć...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...