czwartek, 1 kwietnia 2010

Groch z kapustą

Jak wiadomo, góra z górą się nie zejdzie, a człowiek z człowiekiem tak, świat jest mały, a o wilku mowa! Wystarczyło, że wczoraj w komentarzach pod postem na Pana i Chlebodawcę mojego ośmieliłem się ponarzekać, że niedostępny i skomunikować się z nim niemożebnie, a tu bach! Wchodzę ci ja do "Domu Polonii" na wystawę poświęconą Leonowi Barszczewskiemu i zaraz drugą osobą, którą spotykam po moim przyjacielu Darku, z którym byłem tam umówiony, jest sam Jaśnie Oświecony Redaktor i Właściciel, który własną osobą zaszczycić otwarcie wystawy był raczył... Chciałbym napisać, że po uściśnięciu redaktorskiej i właścicielskiej prawicy ręki nie będę mył - że jednak Pan mój i Chlebodawca raczył pobłażliwie objaśnić towarzyszącej mu osobie, żem wiochmen, co to o przenosinach na wieś pisze i dla oryginalności tematu jedynie, raz na miesiąc jest na łamy wpuszczany (tu pochlebił mi niezmiernie, bo nie raz na miesiąc, chyba że średnią wyciągać - a tylko około co większych świąt kościelnych, więc rzadziej!) - to widzi mi się, że takie zapewnienie byłoby uznane za całkiem zbyteczne. Wiadomo wszak wszem i wobec, że wiochmeni i tak się nie myją...

Tak mnie to spotkanie zaszczyciło, że aż zapomniałem języka w gębie. Nie tylko o więcej puszczonych tekstów się nie przymówiłem, ale i o jakąkolwiek inną robotę też zapomniałem zapytać. Prawdę pisząc, nigdy dobry w przymawianiu się nie byłem, to może i dobrze, że mi ten pomysł przyszedł do głowy dopiero, kiedym już siedział za kierownicą Wendi, a więc stanowczo za późno.

Zmyłem się z wystawy ledwo się oficjalne mowy zaczęły, cel osiągnąwszy, jakim było za pośrednictwem mojego przyjaciela Darka poznanie JMPana Igora Strojeckiego, prawnuka słynnego pradziadka: Darek wpadł na pomysł, że skoro słynny pradziadek po Azji Środkowej się szwendał, a ja co nieco o koniach tamtejszych wiem, to może razem coś o koniach na fotografiach słynnego pradziadka widocznych napiszemy. Co się i stanie, amen.

Nie jest jednakowoż tak, żeby spotkanie wczorajsze było dla mnie bez korzyści! Nie od dziś wiadomo, że sama obecność Jaśnie Oświeconych może i w maluczkich jakie maleńkie, odbite światełko łaski wzbudzić. Stąd też tak się tłumy zawsze garnęły i garną, co by bodaj kraj szaty ucałować, a z braku takiej możliwości, choć i bruk, po którym oświecona stąpała noga...

Nasunęły mi się bowiem refleksje (po części wynikłe także i z pobieżnej lektury tego bloga) na temat mojej tu pisaniny. Liczba odwiedzin i Czytelników rośnie wprawdzie z miesiąca na miesiąc, ale bardzo powoli. Wolniej niż inflacja, jeśli mogę sobie pozwolić na takie porównanie. Nawet seks w tytule nic a nic nie pomógł!

Może to dlatego, że straszny tu groch z kapustą panuje, czyli materii i form pomieszanie? Jak Państwo myślicie? Czy nie byłoby celowym pozostawić tutaj tylko wpisy dotyczące naszych koni i gospodarstwa, ze zdjęciami zwłaszcza, a dłuższe dywagacje i tematy poboczne, z "tu i teraz" nie związane, przenieść gdzie indziej? Przy tym pewnie strategicznie najlepszym hostem byłby Onet, bo zawsze jest szansa, że się kiedyś taki tekst na stronie głównej pojawi - jak ongiś mój artykuł o Miyamoto Musashi, co mi do tej pory redaktorzy "Mówią Wieki" liczbę komentarzy wypominają (ale podobno nie z zazdrości przestali mnie drukować!). Niezbyt mi się to uśmiecha dla kilku powodów. Najpierw, z natury jestem leniem i bałaganiarzem. Nawet etykiet pod postami nie chce mi się stosować, a teraz musiałbym się zastanawiać, czy publikować w jednym, czy w drugim blogu. Po drugie, przy naszym słabym i niestabilnym łączu, Onet się dość często zawiesza - i wybrałem koniec końców Bloggera właśnie dlatego, że tu było się połączyć najłatwiej, a więc z przyczyn czysto technicznych. Przechodzić teraz te wszystkie kolejne formularze nim się blog na Onecie założy, a potem cierpieć przy każdej publikacji...

Cóż, jak to mówią, bryczeski na d.pie, pora siodłać konia. Pośpiech jest przy tym wskazany, bo do zrobienia tyle mam dzisiaj, że aż nie wiem od czego zacząć, na pewno jednak, muszę co prędzej jechać do Radomia po nowy wirnik i szczotkotrzymacz do rozrusznika naszej koparki (wreszcie znalazł się majster gotów rozpocząć remont! Radka to zasługa, który ma w tym interes oczywiście: te karpy olszyn, których ciągnikiem wyrwać nie zdołał...). Zostawiam więc Państwa z tym dylematem, liczę na rady i głosy w dyskusji (o hrabinie pamiętam, ten wątek na pewno gdzie indziej się pojawi, podobnie jak wszystkie inne wpisy z gatunku "fiction" być może, ale na razie nie mam czasu...) - zajrzę tu ponownie wieczorem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...