czwartek, 4 marca 2010

Stare tak – ale czy na pewno dobre..?

Wśród przesiedleńców z miasta na wieś eskapizm jest zjawiskiem naturalnym. W końcu, jak sam zatytułowałem stosowny wątek na moim ulubionym forum, jest to „powrót do natury“. Czasem także, choć wcale nie tak często – do korzeni. Nie tak często, bo jednak mało kto osiedla się tam, skąd jego ród. W końcu, po pierwsze, w kraju o tak ruchomych granicach, rodzinne strony bywają zagranicą, a po drugie – przesiedleńcy z reguły wybierają też miejsca szczególnie romantyczne (jak Bieszczady, czy zupełnie nie wiem dlaczego tak ulubione – chyba przez komary! – Mazury), albo uchodzące za tanie (jak Ściana Wschodnia czy po-PGRowskie Pomorze Zachodnie).

Sam bym tak stereotypowo ziemi szukał (ze względu na konie: pewnie raczej nad Odrą niż nad Bugiem, ale to też stereotyp…), gdyby nie fakt, że kiedy to robiłem, byłem jeszcze zatrudniony i musiałem się zmieścić w promieniu 80 km od Warszawy. Dzięki temu kupiłem sporo taniej, jak sądzę, niż na Podlasiu czy na Mazurach… Zresztą, taniość ziemi w Boskiej Woli właśnie się skończyła: od dwóch tygodni każda rozmowa z sąsiadem zaczyna się od omówienia pamiętnego przetargu na działki ANR w Boskiej Woli. Niektóre poszły za trzykrotność ceny wywoławczej. Zjawisko to zgoła niesłychane, epokę w życiu naszej wsi wyznacza.

Eskapizm przesiedleńczy składa się z jednej strony z niechęci do miejskiej cywilizacji: pośpiechu, tłoku, wyścigu szczurów, postępów postępu i stu innych, niewątpliwie przykrych zjawisk. Z drugiej zaś, z sentymentalnej idealizacji życia wiejskiego. Jako bliższego naturze, tradycji, zdrowszego, przyjemniejszego, piękniejszego, itp., itd.

Podejrzewam, że u wielu przesiedleńców takie deklaracje, czy nawet głębokie w tej sprawie przekonanie, wynika ze zjawiska dobrze znanego dilerom samochodów: jak już raz klient się na daną markę i model zdecyduje, to im więcej będzie miał z takim wozem kłopotów, tym bardziej się do niego przywiąże – w końcu tyle kosztów i cierpienia nie może iść na marne, a wybór, który je spowodował, nie mógł być bezrozumnym kaprysem!

Pewnie, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby się na wsi urządzić nie mniej, a bardziej komfortowo i przyjemniej niż w mieście. Jednak akurat ci przesiedleńcy których mam na myśli i których blogi śledzę, raczej sobie komfortu i przyjemności nie sprawili. Sprawili sobie pękające rury, niedogrzane domy, nieprzejezdne drogi, urwanie głowy z inwentarzem i ziemią, do uprawy której brak im sprzętu i pieniędzy, pot, krew, łzy i ból mięśni. Sam to sobie zafundowałem. I sam jestem sobie winien. W końcu mogłem przez głupotę i zbytek pewności siebie roboty „na państwowej posadzie“ nie tracić, to by moja Boska Wola była tym, co sobie wymarzyłem: komfortowym i przyjemnym miejscem na (bardzo wczesną) emeryturę wśród pięknych okoliczności przyrody i moich kochanych czterokopytnych.

Z tym wszystkim, drażni mnie jednak popadanie w egzaltację. Pewnie, że „swojska“ kiełbasa jest lepsza w smaku od wędlin z Constaru. Szczególnie tych „drugiej świeżości“. Czy nawet – trzeciej… A już najlepsza jest, jak się do niej przed uwędzeniem dużo chili doda – przyprawy zgoła w tradycyjnej kuchni nie używanej, radzę spróbować! Przepis znajomych przesiedleńców spod Wołomina…

Kłopot w tym, że wyrzekając na supermarketową żywność i genetycznie modyfikowane pasze dla zwierząt, zapomina się, jak naprawdę wyglądało życie w „starych, dobrych czasach“. Kiełbasa..? A i owszem: na Wielkanoc i na Boże Narodzenie. No, może jeszcze, jak był urodzaj – na Zielone Świątki? Mięso..? Jak krowa ze starości padła, albo starego koguta trzeba było zarżnąć. Żebrak zbierający resztki po śmietnikach i pomieszkujący w kanałach ciepłowniczych spożywa więcej kalorii i składników odżywczych, lepiej się ubiera i ma cieplej, niż król Kazimierz Wielki miał na Wawelu!

Sam pamiętam, z czasów wcale nie tak odległych, bo z końca lat siedemdziesiątych, że w ciągu tygodnia chleb jadało się najczęściej polany śmietaną i posypany cukrem. Wędlina była na niedzielę. Mimo, że wcale się nam źle nie powodziło jak na tamte czasy i że mieszkaliśmy w małym miasteczku, co w czasach zdychającej komuny dawało lepszy dostęp do produktów żywnościowych, niż mogła zapewnić państwowa „sieć handlu wewnętrznego“.

To może w tej biedzie i głodzie ludzie lepsi byli chociaż, żyli moralniej, uczciwiej..? Stadniej żyli – taka jest prawda! To, że mogę sobie pozwolić na klepanie biedy na własnej ziemi w Boskiej Woli, to i tak przejaw pławiącego się w nadmiarze luksusu jest. Jeszcze za komuny, nawet tej zdychającej, nie miałbym szans na tak daleko posuniętą samodzielność, a już na pewno nie na spełnienie tak burżuazyjnego widzimisię, jak prywatny import koni ze Związku Radzieckiego. A wcześniej? Wcześniej to bez rodziny, rodu, klanu, z głodu bym zdechł w kilka dni. W najlepszym razie – mógłbym się do jakiego wojska zaciągnąć, bo tylko tam bez referencji i bez świadectwa moralności brali. Albo do Kozaków na Siczy przystać zakładając, że jednak nauczyłbym się pływać, lub miał dużo szczęścia i czółna na porohach nie rozbił, przechodząc wymaganą przy kozackiej inicjacji próbę…

Prawdę pisząc żadnej moralnej wyższości nad naszym zepsutym indywidualizmem w tłoczeniu się w trzy pokolenia i (jak Bóg pobłogosławił i zarazy nie było) dziesięć dusz w jednej kurnej chacie razem z inwentarzem – nie dostrzegam i pewnie już nie dostrzegę! Taka wada wzroku widać.

Zresztą i klasa teoretycznie uprzywilejowana (teoretycznie, bo raz, że często wcale nie bogatsza, a dwa – że wszystkie te opowieści o feudalnym wyzysku, jak akurat czytam dla pewnych celów XIX-wieczną prasę, to między bajki wkładam…), wcale nie lepiej sobie radziła i nie mniej stadny prowadziła żywot. Starczy sobie Rzewuskiego „Pamiątki Soplicy“ poczytać: panowie bracia, pijani często, czosnkiem, cebulą i potem woniejący, tylko w stadzie występują, pojedynczo trudno jakiegokolwiek spotkać, a spotkany, języka w gębie zapomina; kiedy nie wie, co myśleć mu wypada, nie myśli w ogóle, na stado tylko się ogląda, bez stada nie istnieje… Gdzie tu w ogóle jest miejsce na moralność, na sumienie chociażby..?



Więc czy te stare czasy rzeczywiście były takie dobre..? Czy tylko nam się tak wydaje, bo już nas dobrobyt znudził i luksus się nam przejadł..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...