środa, 3 marca 2010

Rytuały nasze codzienne

Powtarzając dokładnie i w ustalonej kolejności drobne nawet czynności, unika się błędów i wpadek. Choćby dlatego, że trudniej o czymś zapomnieć, jeśli zawsze robi się to tak samo. Człowiek tak ma – i z punktu widzenia teorii sterowania jest to wręcz oczywiste – że najlepiej wykonuje to, nad czym najmniej się zastanawia. Najsprawniejsi jesteśmy w odruchach bezwarunkowych – jak oddychanie. Widział kto kiedy, żeby dziecko trzeba było uczyć oddychania? Nie, od razu potrafi! Z odruchami warunkowymi już trochę gorzej, bo zwykle taki szkrab musi się jednak oparzyć, podtopić, poślizgnąć i spaść ze schodów (albo z roweru), nim mu się właściwe automatyzmy działania wyrobią. Z całą zaś resztą – to już i studia uniwersyteckie niewiele pomagają: jak się człek głupi narodził, tak i głupi umiera…

Mrówki mają lepiej, bo uczyć się nie muszą nawet inżynierii potrzebnej do budowy mrowisk (jak by coś takiego na ludzką skalę przenieść..! Spokojnie: eksplozja demograficzna, którą straszono świat i ludzi w latach 60., jakoś się nie ziszcza. Przeciwnie wręcz: wszędzie tam, gdzie wprowadzono systemy emerytalne oparte na zasadzie „umowy pokoleń“ oraz w Chinach – gdzie takiego systemu wprawdzie nie ma, ale za to jest polityka „jednego dziecka“ – dzieci jest coraz mniej i na przyszłych emerytów nie będzie miał kto pracować. Więc ludzkie mrowiska raczej potrzebne nie będą. Afryka..? Surowce podrożały, już gdzieś czytałem, że niektóre afrykańskie rządy nie wiedzą, co robić z pieniędzmi: doradzimy im, może jakąś ekipę fachowców wyślemy jak to ongi bywało – wszak sam Balcerowicz bodajże w Nigrze doradzał..? Ktoś wie gdzie to jest i co się z nimi po tych poradach stało..? W każdym razie wzbogacą się, to im ten pęd do rozmnażania przejdzie sam z siebie. Tyle jest ciekawszych rzeczy do roboty!) i zawsze robią to z absolutną perfekcją.

O tym, że konie trzeba zawsze o tych samych porach karmić, każdy wie. A jeszcze jak się przestrzega właściwej kolejności podawania owsa (pod wiatą żłobów nie ma, karmimy z wiaderek) i stałych miejsc karmienia – to nie trzeba koni wiązać, porządek panuje i każdy swoje zjada.

Choć, gdyby się nam teraz szósty koń trafił, to już pewnie trzeba by uwiązów użyć: w każdym razie, nim by się przybysz w stadzie zintegrował i nim my byśmy spostrzegli, które miejsce w hierarchii zajmuje.


Tak samo jest z drobnymi z pozoru czynnościami dnia codziennego. Gdy wrócę po zadaniu koniom śniadania, przynosząc po drodze drewno (wcześniej wybrałem i wyrzuciłem popiół), to najpierw się myję, potem robię sobie kawę, goląc się jednocześnie, ubieram się, stawiam kubek kawy przy końputerze, upijam łyczek – i dopiero potem rozpalam w naszej kozie (o ile jest taka konieczność: było już kilka dni, gdy rozpalaliśmy dopiero popołudniu, a raz nawet wręcz wieczorem). A dzisiaj Lepsza Połowa, która mnie obudziła i dzięki temu nie zaspałem (no plaga jakaś: chyba będę musiał budzik nastawiać..? Śniadanie to jedyny ruchomy w czasie posiłek naszych koni – choć, mam nadzieję, że przynajmniej 80% śniadań mieści się w przedziale 5.15 – 5.30…), zażyczyła sobie, żebym rozpalił zaraz po przyjściu. Bez kawy. I jaki jest tego skutek? Chatka pełna dymu. Jeszcze się nie wywietrzyło. Rytuałów trzeba przestrzegać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...