wtorek, 30 marca 2010

Komórkowo

Przepraszam za jakość, ale jakoś tak się dziś pofarciło, że same takie sceny widziałem, że było mi żal po aparat do chatki biec, cykałem więc komórką.

Staruszek Gluś, oczywiście zdechł:

Co prawda, na tle wybitnego ożywienia, jakie panowało w stadzie dziś w godzinach porannych:


w tym także w kręgach arystokratycznych:


śmierć Glusia ani nie była wyjątkowa, ani nieodwracalna... Przydrychł dziadunio i tyle! Poza tym, czuje się wyśmienicie. Nawet apetyt mu wrócił. I zgryźliwość...




Koćkodana dręczyło pragnienie...


oraz niepohamowana ciekawość świata!



w tym także najmroczniejszych jego zakamarków...



Na koniec, wyłącznie z lenistwa w tej samej co powyżej konwencji i technice: źródła naszego Nowego Nilu. Jak co kilka dni, wodę z hydroforni wylać trzeba.

A teraz idę wydać naszemu leniwemu stadu kolację. Dobranoc Państwu!


4 komentarze:

  1. Ciekawi mnie co zrobiliście z ciałem konia? Został pochowany?
    Pozdrawiam, Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze ok. 7.45, kiedy wyjeżdżałem, ciało konia pracowicie żuło siano i nie miało najmniejszego zamiaru się rozkładać. Nie było zatem potrzeby, aby je grzebać... Za ducha nie odpowiadam! Gluś zawsze był skłonny do głębokich rozmyślań i nieco nieobecny, jak to filozof.

    Pozdrawiam serdecznie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ok, znaczy będzie żył jeszcze długo i szczęśliwie. :-)
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mamy taką nadzieję! Staruszek, mimo zgryźliwości, jest przesympatyczny. No i mamy naprawdę wiele wspólnych wspomnień...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...