niedziela, 21 marca 2010

Dobrobyt

Ludzkość nie ma gorszego wroga niż nadmiar dóbr i komfortu który sama sobie wytwarza. Nic dziwnego, że jak tylko zapanuje względny bodaj i nawet tylko nielicznych dotyczący dobrobyt, od razu też pojawiają się od jakich 5 – 6 tysięcy lat niezmienne narzekania na rozwiązłość, upadek obyczajów, krzepy, zdrowia i publicznego morale. Takie narzekania w formie i treści nieomal identyczne znajdujemy i na sumeryjskich papirusach, i na ścianach piramid, i u moralistów (oraz lekarzy!) greckich i rzymskich i na współczesnych blogach wieszczących rychły upadek cywilizacji, a takoż obwiniających ją o wszelkie choroby i patologie, podobno skutkiem zatrutej współczesnej żywności będące.

Sądzę, że po rewolucji neolitycznej wśród pierwszych rolników – budowniczych megalitów rozsianych od Atlantyku po Pacyfik, też już takie narzekania istnieć musiały i po to właśnie, a nie po co innego różne tam Stonehenge wzniesiono i menhiry dźwigano. Tylko jeszcze nie potrafimy tych jeremiad właściwie odczytać!

Co takiego może tę alergiczną na dobrobyt reakcję wywoływać?

Prawdę pisząc, nie wiem. Daleki jestem od popperowskiej wizji Platona narzekającego na ateńską demokrację dlatego, że sam akurat przypadkiem z królewskiego rodu pochodził. Platon lepsze po temu i całkowicie w sferze myśli mieszczące się powody miał. A nawet jak nie miał, to tak pięknie pisał, że wytykanie mu motywów po prostu nie uchodzi!

Trwałość kontestacji zmusza jednak do zastanowienia. Może się zastanowimy wspólnie..? Innymi słowy, zapraszam Państwa do dyskusji.

Zanim ktokolwiek się pierwszy wypowie, pozwolicie Państwo, że prawem gospodarza (i to ho, ho! Z samej „Marszałkowskiej“..! Po prawdzie, to rzeczywiście przez wiele lat tuż obok tej tak nieszczęśliwie przez wojnę i odbudowę potraktowanej ulicy mieszkałem…) po swojemu olewacko wykpię Państwa zdrowotne wobec „sztucznej“ żywności fobie. Macie alergie, dręczą Was nowotwory, zawały i inne temu podobne „choroby cywilizacyjne“? Cieszcie się! Cieszcie się, albowiem to tylko znaczy, że w warunkach innych niż bezprecedensowy w swojej skali i powszechności dobrobyt współczesny, Was by już dawno w ogóle nie było! Nieprawdą jest bowiem, że 50 czy 100 lat temu nie było alergii, nowotworów, zawałów i innych „chorób cywilizacyjnych“. Były. Tyle, że większość potencjalnych pacjentów umierała w niemowlęctwie – tylko dlatego, że były od swoich silniejszych i na takie choroby wieku dojrzałego nie narażonych rówieśników słabsze. Już nie mówiąc o tym, że alergii nikt wtedy zdiagnozować i tak nie umiał.

50 czy 100 lat temu przeżywali i dożywali wieku, w którym uchodzi zabierać głos na zgromadzeniu tylko tacy jak ja – co się ich żadna choroba nie ima i nawet 20 lat do niczego niepotrzebnej nauki w różnych kolejnych szkołach (bo nie do wywożenia gnoju przecież, co jest w tej chwili moim głównym zajęciem..?), a potem kolejne 10 lat siedzącego trybu życia przed końputerem nie jest w stanie przyprawić ich o konieczność noszenia okularów czy dbania o poziom cholesterolu…

To, że jest nas teraz tak wielu i że, mówiąc językiem biologii, który faktycznie trochę tu może brzmi nie na miejscu, ale Państwu powinien dać do myślenia, tak mała jest presja środowiska na gatunek ludzki, że możemy sobie wszelkie, najbardziej nawet ekstrawaganckie i egzotyczne choroby prawie bezkarnie hodować – to zasługa tego m.in., że nikt już od przynajmniej tych 50 lat głodu nie cierpi. Żywności jest tyle, ile tylko kto chce. Jakiej kto chce. Ostatnio także – tej „naturalnej“, czy tam „ekologicznej“. Fakt, jest droga – w porównaniu do „zwykłej“. Ale czy może być inaczej? To przecież tylko odzwierciedla naturalną różnicę w kosztach uzyskania. Jeśli ktoś zatem taką preferuje, istotnie taniej jest mu własną wytworzyć, niż na rynku kupować. Tylko, na miłość Boską, co to ma wspólnego ze zdrowiem..?



Januszowi Korwin – Mikke zdarzyło się kiedyś, obok wielu innych gorszących pasusów popełnić i taki że zapytał, czy w łagrach ktoś na raka umierał? Oczywiście – nikt. Wysnuł stąd nieuprawniony zupełnie wniosek, że widać w tak esktremalnej sytuacji organizm jakoś te niepokorne komórki, co się bez ładu i składu dzielą, spalić potrafi. W rzeczywistości, jak sądzę, kandydaci na pacjentów onkologii umierali w łagrach dużo wcześniej, nim się ich potencjalna ku tej chorobie skłonność miała szansę objawić – i dlatego właśnie, żadnych jej przypadków tam nie stwierdzono. Nie żywność zatem powinniście Państwo o swoje dolegliwości obwiniać, tylko własne geny, które w razie głodu i tak zostałyby przez Naturę brzydko bardzo mówiąc, w pierwszej kolejności wybrakowane…

7 komentarzy:

  1. Czy Autor nie uważa, że człowiek może zabrać to co najlepsze z obydwu systemów?

    Mam na myśli: od cywilizacji nowoczesne leki, znajomość higieny...Oraz żywić się zdrową, bogatą w witaminy i mikroelementy żywnością?

    Nie zajmuje się końmi, ale na swój chłopo-robotniczy rozum wydaje mi się, że są konie, które przeżyją na lichej paszy i pełnym odchodów pastwisku. Będą miały mnóstwo pasożytów, będą chore, ale będą żyć. Przeżyć to właśnie dobre słowo.

    Można do leczenia tych koni użyć nowoczesnych leków (często je odrobaczać itp.) Konie (chyba) będą żyć, jednak co to za życie?

    Czy nie lepiej mieć zdrowe pastwisko, dobrą paszę dla koni I w razie czego móc polegać na nowoczesnych lekach.

    Czy w ten sposób zwierzęta mogą osiągnąć pełen potencjał?

    Autor nie odniósł się jeszcze do mojego przypadku (a może ten wpis jest takim odniesieniem?) - ojciec i matka zdrowi, dzieci chore.


    Podsumowując geny to nie wszystko, równie istotne jest środowisko. Najlepszym przykładem jest matka pijąca alkohol i paląca papierosy w czasie ciąży. Geny przecież się nie zmieniają. Zmienia się środowisko w którym płód się rozwija.

    Naukowcy w ZSRR robili doświadczenia nad głodówkami leczniczymi - mają one niezwykły wpływ na zdrowie. Amerykanie podobnie głodzili szczury - 30-40 % dłuższe życie. Głodzenie dżdżownic zwiększało ich długość życia 14 krotnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że związek pomiędzy pytaniem jakie zadałem (skąd się bierze trwająca przez tysiąclecia kontestacja dobrobytu, jaki daje cywilizacja..?), kijem w mrowisko jaki włożyłem (w postaci tezy, iż "niezdrowe" jedzenie nie ma istotnego wpływu na stan zdrowia współczesnych, a jeśli ma, to raczej pozytywny...), a wpływem głodówki na długość życia dżdżownic, trochę mi umyka.

    W pełni się zgadzam, że nie ma absolutnie żadnego powodu, aby nie korzystać ze zdobyczy cywilizacji, jedncześnie starając się żyć jak najnaturalniej. Z całą pewnością jest to przyjemne. Być może również i zdrowe - choć moja teza dalej wydaje mi się lepsza: ludzie dawniej o wiele częściej głodowali, a wcale nie żyli od tego dłużej, no i było ich o wiele mniej... Chyba nie zaprzeczysz, że średnia długość życia rośnie - i to, ku rozpaczy planistów ZUS-u, szybciej, niż się ktokolwiek spodziewał..?

    O jakimkolwiek przypadku indywidualnym natomiast, może się wypowiadać tylko lekarz, który go zna. Ja ani nie jestem lekarzem, ani nic o tym konkretnego nie wiem.

    Natomiast przypadki, w których jakieś wady ujawniają się u potomstwa rodziców skądinąd całkowicie zdrowych, to banał. Zwykle tak właśnie jest. Również u koni: koni z jawnymi wadami się nie rozmnaża, a mimo to w każdym pokoleniu i tak pojawiają się kolejne. Ujawnienie się cech kodowanych genami recesywnymi wymaga przecież ich specyficznej kombinacji, która w normalnych okolicznościach nie co pokolenie się może powtórzyć... Dopiero, kiedy osobniki obdarzone parą takich genów są w stanie przeżyć, a jeszcze dać potomstwo z innymi, też takim samym felerem obarczonymi, możemy mieć pewność, że ta cecha będzie się trwale przejawiała fenotypowo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pana wpis zainspirował mnie do napisania polemiki na moim blogu.

    http://permakulturnik.blogspot.com/2010/03/10-przykadow-jak-jakosc-jakosc-zywnosci.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak swoją drogą, to się jednak załamałem. Wygląda na to, że nie umiem pisać. Dramatyczne odkrycie po 20 latach praktykowania takiej czy innej pisaniny zawodowo... Bo mnie wcale nie chodziło o żywność, geny, czy choroby. O kontestacji chciałem podyskutować!

    Trudno: dziś jest strasznie bezpłodny dzień. Kolejna podróż z Wojtkiem w poszukiwaniu ciągnika wyssała mnie całkowicie z energii. Zaraz nakarmię konie i idę spać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma powodu do załamywania się. Każdy widzi świat przez swoje okulary - moje są genetyczno - żywnościowe. Polecam przeczytanie bardzo ciekawego wpisu na tym blogu:

    http://www.adamduda.pl/2010/03/22/bledy-informacji/

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tymi genami to gruba przesada. Przyczyn raka i alergii współczesna nauka jeszcze nie określiła i "spuszczanie" całej winy na złe geny to delikatnie mówiąc nadużycie lub też objaw zwykłej niewiedzy autora. Moim zdaniem za natężenie tych chorób odpowiedzialny jest znaczący wzrost substancji chemicznych w otoczeniu. Nikt nie kontroluje wpływu "nowych" związków na organizm ludzki. Prawdą jest też że każdy człowiek może z powodzeniem "zarazić się" alergią (lu rakiem) w każdym wieku. Wystarczy jednokrotny kontakt z odpowiednim alergenem. Alergen taki może być dostarczony drogą wziewną (pyłki np. zagrzybiona klimatyzacja) lub drogą pokarmową (chemiczny oprysk roślin, konserwacja mięsa itp.) Ogólnie rzecz ujmując zmieniliśmy środowisko w którym żyjemy. Niestety to "nowe" wcale nam się nie podoba. Kontestacja o której miała być ta dyskusja jest tego konsekwencją.
    Wyrazem tej tęsknoty oraz rozpaczliwych prób kompensacji zbyt dużej liczby ludności na świecie jest Premakultura promowana przez Pana Wojciecha Majda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Drogi Panie,

    Jeden "zarazi się" alergią lub rakiem - a inny nie. Czy to są geny, czy Przeznaczenie, czy Opatrzność Boska - a jaka to różnica z punktu widzenia zarażonego (lub nie)? Jeśliby nawet rak był wynikiem zmian, jakie sam człowiek dokonał w środowisku, to nie wszyscy są nań tak samo podatni, działa więc jak czynnik selekcyjny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...