poniedziałek, 1 marca 2010

Błoto

Przysiadów z wiaderkiem na drabinie już robić nie trzeba – woda nie sięga podniesionego wyżej na radkowej rurce sterownika pompy, choć leje się nadal obficie. Ból w nogach powoli ustępuje. A co poćwiczyłem, to moje: zamrażarka z hydroforni wyszła łatwiej, niż pół roku temu tam weszła. Innymi słowy – mięśniak się ze mnie robi, ha, ha, ha… Niestety, na strych nie wejdzie, drzwiczki za wąskie. Zawiozę ją dzisiaj do Radka. Może da się ją jeszcze uruchomić (wygląda dobrze), to se coś chłop zamrozi…

Na giełdzie kupiłem oponkę do naszej taczki. Wprawdzie wczoraj nie zdołałem sam tej oponki na felgę naciągnąć, ale wieczorem Radek mi pomógł, więc za chwilę nasza własna, sporo lżejsza, a przy tym pakowniejsza od sołtysowej taczka, powinna być już na chodzie.

Kupiłem też ulepszoną wersję miotłograbi. Jak na razie się sprawdzają.

Na Strasznego Zwierza wsiadłem, lubo w sumie tylko na stępa – co zakłusowałem przed domem, to po jednym kółku dostawała zadyszki. Za to płoszyć się była gotowa wszystkiego. Obeszliśmy więc naszą dawną trasę na „pole hubertusowe“ i z powrotem, nie bez podskoków i bryków. Widzi mi się, że trzeba będzie jak dawniej, co rano wsiadać. Niech no się tylko rozwidni…

Za to Lepsza Połowa zadała szyku objeżdżając swoją Melesugun. Pięknie dziewczyny razem wyglądają i chyba dobrze się czują, jedna z drugą.

Śnieżna breja powoli znika. Co rano budząc się, mniej za oknem białego widzimy. Idzie zatem ku lepszemu.

Jeśli idzie ku lepszemu, to czemu jestem tak kompletnie wyprany z sił i pomysłów, że choć nic mi w tym nie przeszkadza, tylko takie jak wyżej truizmy i banały pisać potrafię? Dlaczego ciągle chce mi się spać i gdyby nie koć oraz Lepsza Połowa, to bym dziś też na pewno zaspał? Dlaczego, kiedy już śpię, dręczą mnie jakieś senne Erynie w postaci koszmarów ciemnych i monotonnych..?

Cóż: czekam na wieści w sprawie pieniędzy, co poniekąd wyjaśnia wzmożony nad zwykłą miarę (już i tak, poczuciem winy wobec Rodziców wysoko podniesioną) niepokój. Pieniądze powinny być wkrótce. Ale to „wkrótce“ bywa rozciągliwe jak guma w gaciach. I kiedyś mogą nie przyjść w ogóle.


A drugi powód? Zamiast śnieżnej brei zalewa nas błoto. Na dwór da się wyjść tylko w gumiakach (a jak na złość do lewego mi się przez rozszczelniony szew woda wlewa!). Całe sprzątanie mierzwy z placyku przed wiatą na nic się (na razie) nie zdało: w miarę, jak znika lód, zmniejsza się też powierzchnia po której można stąpać nie ryzykując utopienia. Błoto męczy fizycznie: poruszać się trudno, a i spod wiaty zamiast 5 – 7 taczek, wywożę codziennie nie mniej niż 12, a mógłbym i 20, z równie miernym skutkiem. Błoto także przygnębia. Szaro i chlupotliwie jest wszędzie…

1 komentarz:

  1. No tak, cała ludzkość synchronicznie wdepnęła w błoto :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...