poniedziałek, 8 marca 2010

Barona Münhausena dylemat…

Kurde blaszuszka..! – jak mawiać zwykł w takich sytuacjach Czesio – będzie buba…

Sytuacja aktualna, zarówno meteorologiczna, jak i finansowa – pod psem, a raczej: na minusie. Finlandzkim w pogodzie, bankowym w kasie.

Nadzieje na przyszłość: wielkie! Tymczasem, błocko nam tu na beton zamarzło, o jakichkolwiek grodzeniach (po)zimowego padoku mowy być nie może. Tyle, że się nawóz łatwo wywozi.

Kasa, wszystkie nasze problemy na pewien czas rozwiązująca, może być lada dzień, a nawet lada godzina. Do odbioru – w Warszawie. I jak ja się tam dostanę, skoro nieopatrznie (tam nieopatrznie..! A co miałem zrobić, chleba nie kupić..?) na bilet już nie zostało, a i paliwa w baku góra do Grójca (jak wiatr będzie w plecy)..? Trzeba by się jakoś samemu z tego błocka (zamarzniętego, co prawda…) za włosy wyciągnąć, ale jak..? Brak kasy na odebranie kasy – to jest dopiero dylemat, słynnego barona – gawędziarza godzien…

Coś wymyślę.

Na razie palę w kozie – zimno jest, nawet koć to potwierdza, bo grzecznie przy panu całą noc spał, zamiast niewiadomo gdzie błądzić. A jak już Radek, druh mój serdeczny oczy otworzy, co za kilka godzin nastąpi zapewne, podtoczę się do niego, olej do smarowania łańcucha piły pożyczyć. Kasy do pożyczenia, niestety – nie ma. Paliwa też. Dobrze chociaż, że ma olej. Przez piątkowo – sobotnie śnieżyce musiałem w Dzień Pański trochę drewna narżnąć, a i to mokre, źle się pali. Tymczasem jednak, nic lepiej nie robi na poniedziałkową deprechę jak rżnięcie, a zapas opału koniecznie uzupełnić trzeba. Do czego jest też potrzebny ów olej.

Dzień, poza tym, zapowiada się piękny: słoneczko już przez południowy zagajnik naszego Lasku Centralnego prześwieca (gdy zima była w pełni, wschodziło nad pustynią i z tego okna, przy którym końputer stoi, nie mogłem go widzieć; znakiem tego: wiosna, do przesilenia blisko!). Jak by taka pogoda w piątek była, albo chociaż w sobotę (jak też i, wedle prognozy dla Białobrzeg, być miało – kompletnie nas śnieżna zadymka zaskoczyła, stąd obsuw z drewnem…), to bym Państwa pijakiem i obżartuchem Jaksą nie katował. Że mnie jednak do końputra przykuło, a po tym, jak Lepsza Połowa rzuciła mi wyzwanie, co bym na konkurs poezji grunwaldzkiej (litewski konkurs, u nas tej rocznicy, zdaje się, obchodzić nikt nie będzie – czyżby przez wzgląd na panią Anielę..? Nawet UW konferencję historyczną tylko o Kłuszynie robi, Grunwald całkiem pomijając…) wiersz napisał, co solennie, choć nie do rymu i nie do rytmu wykonałem, temat musiałem wyczerpać. Taki przymus wewnętrzny. Jak patrzę teraz na Google Analytics, niewielu z Państwa przez to przebrnęło. Obiecuję zatem poprawę. Będzie zwięźle i na temat. Na temat hrabiny też będzie, ale to gdzie indziej i kiedy indziej.

Miłego dnia życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...