niedziela, 28 lutego 2010

Lis Przechera powraca…

Opowieść Lepszej Połowy: siedzę przy komputerze, o tak jak teraz. Widzę za oknem jak laskiem, od strony padoku, idzie lis. Podchodzi do linki na pranie, obwąchuje. Podchodzi pod okno, obwąchuje. Jak piesek. Potem odchodzi do lasku, węsząc to tu, to tam. Futerko już zmienił na letnie: spod włosia na nogach i na pysku wychodzi mu czerń, z czarną plamką na końcu ogona i z zakolami nad pyskiem, w stronę uszu. Oczy ma takie jak Buba, białka widać. I chyba samiec, bo jakoś tępawo patrzył…

Tymczasem sobota była upojna. Przywiozłem od Radka, druha mego serdecznego, nie tylko pompę dla naszej hydroforni, ale też sprężarkę dla hydrofora (nie dopasowałem końcówki, a że nie chcę zepsuć, czekam z nabijaniem powietrza do przyjazdu Radka) i rurkę dla podniesienia sterownika. Którą niezwłocznie, acz nie bez trudności, zamontowałem.

Potem już normalnie: sprzątanie pod wiatą, rżnięcie brzózek (i jednej małej sosenki, co by konie świeże gałęzie miały), płukanie filtra paliwa w Wendi który, nie wymieniony, zatkał się – zdaniem telefonicznie konsultowanego majstra. Nie jestem do końca przekonany, że to tylko wina filtra, ale zobaczymy… W każdym razie: skończyłem wszystkie prace tuż przed wieczornym karmieniem koni.

Nie tylko lisek szaleje. Od śpiewu ptaków w naszym lasku ogłuchnąć można, a wczoraj jakieś bardzo dziwne, acz melodyjne, godowe trele było słychać. Pojęcia nie mam, kto to tak śpiewał – ale konie z ciekawością słuchały. Koć był ze mną rano konie karmić, po drzewach biegał, gałązkami szeleścił. Dalia wlkp, już i tak dziwnie wyglądająca, bo cała w słomie, galopem spod wiaty wybiegła sprawdzić, co to za zwierz. Lepsza Połowa, która wczoraj wszystkie cztery pozostałe wylonżowała suponuje, żebym wsiadał. Boję się!


A teraz jadę z sąsiadem moim, Wojtkiem, na giełdę do Słomczyna. Może jakieś grabie w miejsce tych zmęczonych z Praktikera kupię..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...