niedziela, 7 lutego 2010

A jednak się kręci!

- miał rzekomo na schodach rzymskiej Inkwizycji scenicznym szeptem rzec Galileusz. Dowodząc tym samym heroicznego uporu w ignorowaniu oczywistego dla każdego faktu, że matka Ziemia stoi mu pewnie pod nogami i nigdzie się nie wybiera – w wersji apologetycznej. Ilustrując znaczenie fracuskiego terminu mot d’escalier – w wersji realistycznej. Bo trzeba było udowodnić, że się kręci a uczony ojciec dominikanin musiałby się przecież z tym zgodzić. Widać Galileusz wtedy jeszcze tego nie umiał. Na pomysł z wahadłem wpadł później. Albo nie umiał go przekonująco opisać z punktu widzenia standardów ówczesnej nauki..?

W każdym razie mnie chodziło tylko o to, że jednak koła naszej biednej, spracowanej (czy cieknącej – do końca nie wiem; śnieg pod nią znamion wycieku ropy nie nosi, przed chwilą patrzyłem, a pancerz skrywający bak wczoraj wieczorem wydawał się schnąć! Ale faktem jest, że jakieś 8 – 10 litrów przez poprzednią noc ubyło… Może przestało ciec potem..?) Wendi, jednak nie mielą śniegu nadaremno. Udało mi się wyjechać. Nawet dwa razy. Bo Lepsza Połowa przekonana, że zajmie mi to co najmniej kilka godzin, wysłała mnie rano przodem i była bardzo zaskoczona, gdy do niej zadzwoniłem po 2 minutach od startu z wieścią, że właśnie dotarłem do asfaltu – no i musiałem startować jeszcze raz, kiedy się już ubrała do wyjazdu. Oraz, co oczywiste, skoro to piszę, także dwa razy wróciłem. Nie bez przygód, rzecz jasna, bo już z Lepszą Połową jadąc, trochę jednak musiałem i łopatą pomachać i przód – tył wozem pobujać, ale jakoś się dało. To jest czołgowy tor przeszkód a nie droga. Ale za dnia i z rozpędu do przebycia. Mam nadzieję, że kowal, którego zamówiłem na jutro, mając o wiele lżejszy samochód, też da sobie radę. Nie będzie tak szybko tonął.

Chyba muszę dać spokój na jakiś czas z tym (nad)używaniem cytatów, bo trochę to jednak dookoła było z tym Galileuszem, prawda?

Zrobiliśmy zatem wczoraj zakupy a Wendi otrzymała pieczątkę w swoim (kilkakrotnie już wypranym, więc bardzo znoszonym!) dowodzie rejestracyjnym, urzędowo poświadczającą, że jest w pełni sił i nie stwarza zagrożenia dla ruchu. Co jest swoją drogą jeszcze jednym dowodem na absurd wszystkich tych radośnie przez okupujący nas reżim tworzonych regulacji. Bo Wendi z całą pewnością w pełni sił nie jest i wymaga pilnej wizyty w warsztacie. Czy aż stwarza zagrożenie dla ruchu? Nie sądzę. Ale w taki sposób, w jaki była badana w stacji diagnostycznej i tak nie można było tego sprawdzić. To po co ta szopka? Żeby mnie pozbawić stu złotych! Bo niczemu innemu to nie służy…

Potem jeszcze posprzątałem pod wiatą i zerżnąłem cztery średniej wielkości brzózki. Ale już nie miałem sił ich zwłok, na kawałki w sam raz do porąbania pociętych, do naszej chatki przetransportować. Drogi aż na porębę żeśmy z Radkiem nie odśnieżali. Tam trzeba będzie po dawnemu, taczką. Tymczasem wyjeżdżoną już i wydeptaną ścieżkę śnieg kompletnie zasypał. Trzeba więc będzie zacząć od ruszenia Dalii wlkp, co by najpierw jej wielkimi kopytyszczami trochę ten śnieg ubić, potem poprawić to lżejszym kalibrem konia, na przykład Melesugun i dopiero na nowo taczką, wpierw pustą, potem naładowaną, wyjeżdżać. Sprawa jest pilna, bo nie wiem, czy nam paliwa na dziś do końca dnia wystarczy – a jutro najpierw kowal, potem konieczny wyjazd do Kozienic, do lekarza. Wypada więc złamać szabas i zrobić to wszystko dzisiaj. A że jednocześnie chciałoby się do kościoła – tylu ludzi nam pomogło, że skoro już możemy, a przynajmniej na to wygląda, to chciałbym im pokazać, że należymy do wspólnoty – to nie wiem, jak to wszystko zmieścić w ramach jednego dnia. No cóż. Zrobimy, co się da, zaczynając od rzeczy najbardziej koniecznych.

Jak zauważyła Lepsza Połowa, warunki oraz nasze nieprzygotowanie do zimy kompletnie nas zdehumanizowało. Dnia nie starcza na same tylko czysto wegetatywne czynności: posprzątanie pod wiatą, napojenie i nakarmienie zwierzaków, narżnięcie, zwiezienie, porąbanie i ułożenie drewna. Oraz palenie w kozie, co bywa czynnością najbardziej stresującą (bo mokre drewno kiepsko się pali, a zapas mamy zbyt mały, żeby zdążyło wyschnąć, o ile schnie w ogóle w takich warunkach…). Nie starcza już czasu na jakąkolwiek pracę z końmi. A czymkolwiek innym można się zająć tylko, kiedy jest już (albo jeszcze – jak teraz) ciemno…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...