piątek, 5 lutego 2010

Idzie wiosna!


Było to oczywiste już wczoraj: Wielki Straszny Zwierz zaczął zmieniać futro! Nie sposób było tego nie zauważyć na szczotce. Poza tym, dzień był tak piękny, że nie można było go nie uwiecznić na zdjęciach.

Tu kiedyś była droga łącząca nas z wsią. Teraz jest, po dwukrotnym ubiciu śniegu żywym lodołamaczem, wąska ścieżynka:
Wejście do naszego gospodarstwa i widok ogólny z byłej drogi:

A to widok dróżki (też lodołamaczem ubitej), w stronę naszej poręby i stacji kolejowej:

Tydzień temu konie dostały nowe wejście na swój padok. Od tego czasu, na razie ucieczki się skończyły! Na razie, bo jak tylko śnieg stopnieje, na pewno zaczną przełazić przez ogrodzenie w innych miejscach niż tylko wejście:

Oraz kąpiel słoneczna na śniegu. Normalnie, patrzeć zimno, a ona śpi!

Tu się pobiły zajączki. Albo robiły coś innego. Sezon godowy mają. Też morsy, że im się tak na śniegu chce! Ech, poczuć by tak zwierza w sobie...

A tu skrzyżowanie naszego szlaku na porębę z zajęczą autostradą. Na razie były tam dwa nakładające się na siebie ślady po zającach, ale dziś na pewno jest już więcej. To stały szlak. Biegają tamtędy odkąd możemy to zobaczyć, tj. odkąd śnieg leży.



Widok na dróżkę graniczną. Krzaki po lewej jeszcze nasze i "cywilizowane", bo już je prześwietliliśmy, chore i padłe usuwamy, będzie to taki mały lasek graniczny, ocieniający w przyszłości wybieg dla ogiera. Dróża przecina na pół "pustynię". To znaczy przecinała, gdy było ją widać. Od grudnia nikt nawet nie próbował tędy jeździć, czy chodzić:

A to nasza poręba. Do końca "sezonu grzewczego" myślę oczyścić teren aż do tej pięknej, okazałej brzozy na horyzoncie. A potem może się coś tu zasieje..?

Ze śniegowych horrorów może jeszcze dróżka na pustynię:

Oraz dróżki wokół chatki, gdzie śnieg przerósł już naszego domowego kocia:


Nic dziwnego, że koć ma depresję i musi dużo odpoczywać:

W ramach depresji oraz z głodu, Sylwestra zaczęła się łasić! To nie do wiary po prostu. Do tej pory koć łasił się ewentualnie do jakichś sprzętów gospodarskich, najchętniej do suszarki na pranie, bo o jej pręty dobrze było ocierać wąsy. A od wczoraj łasi mi się do kolan, kiedy siedzę przy końputerze. Żeby tak stary kot zmienił przyzwyczajenia? No cóż: głód jest najlepszym nauczycielem, a że kociątko schudło bardzo i dalej chudnie, tylko oczy jej zostały wielkie i smutne (żebyśmy jej przy tym nie karmili! Fakt, żarcie dostaje dość podłe, bo jakie inne da się kupić w Pierdonce, ale dostaje go, ile tylko chce - i dalej chudnie...), to pewnie stąd... No i Murkis pokazał był, że to na nas działa, to się koć nauczył.

Odkryłem dziś rano, że przyszły wreszcie dopłaty. Nastrój mamy szampański. Co prawda na wszystkie długi i tak nie starczy, ale przynajmniej z bankiem mamy spokój, no i spróbujemy uruchomić samochód. Druh mój serdeczny Radek obiecał przyjechać popołudniu ciągnikiem i odśnieżyć drogę, a w razie potrzeby, odholować mnie do swojego garażu.

Bardzo dziękuję za głosy i głosy poparcia. Nadal można na nas głosować klikając tutaj! Proszę, zareklamujcie naszego bloga wśród swoich przyjaciół i znajomych. Może im też się sposoba w Boskiej Woli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...